Jeździmy w Bieszczady, ale tutaj zaglądamy rzadko. To błąd! W Sanoku nie sposób o nudę [BLOG]

O Sanoku słyszeli wszyscy wybierający się na odpoczynek w Bieszczady. Ile osób jednak decyduje się zatrzymać w tym podkarpackim mieście choćby na jeden dzień? Zaręczam, że zdziwicie się, jak wiele atrakcji – szczególnie w okresie letnim – oferuje turystom niepozorny Sanok.

W gablotach Muzeum Historycznego w Sanoku (ul. Zamkowa 2) można zobaczyć mamucie kły, które wyłowiono w Sanie i jego dopływach (te 4-tonowe zwierzęta wyginęły 13 tysięcy lat temu), skarby znalezione na terenie średniowiecznych nadsańskich zamków i... portrety Franciszka Ferdynanda, arcyksięcia austriackiego. Co te wszystkie eksponaty maja ze sobą wspólnego? Świadczą o długiej i bogatej historii ziem, na których dzisiaj leży współczesny Sanok.

Choć samo miasto założono na przełomie X i XI wieku, a prawa miejskie nadano mu w 1339 roku, odnalezione czekany i narzędzia świadczą o pierwszym osadnictwie na tych terenach jeszcze w czasach neolitu.

Na sanockich ziemiach gościli najwięksi polscy władcy. Po roku 1340 tereny Rusi do Królestwa Polski włączył Kazimierz Wielki, który w Sanoku wzniósł warowny zamek i ufortyfikował miasto. Sanoczanie do dziś dumni są także z faktu, że w 1417 r. w kościele farnym Władysław Jagiełło wziął ślub ze swoją czwarta żoną – Elżbietą Granowską.

Rynek w SanokuRynek w Sanoku fot. Dawid Mikoś

Jednak za najbardziej zasłużoną dla miasta władczynię uważają Królową Bonę – stąd jej imię nosi jedna z ważniejszych tras przelotowych i jeden z większych hoteli w mieście.

Nie sposób nie wspomnieć także o nie tak odległych czasach, kiedy to Sanok, w wyniku rozbiorów Polski, znalazł się w granicach Austro-Węgier – do dziś kultywowana jest pamięć o jego galicyjskiej przeszłości. W wrześniu w Sanoku organizowane są Spotkania Miłośników Austro-Węgier.

Rynek z tradycjami

W latach 1939-44 główny plac Sanoka nosił imię Adolfa Hitlera, w okresie PRL – funkcjonowała nazwa Rewolucji Październikowej, dziś to po prostu Rynek. Jest to najbardziej (wraz z deptakiem) reprezentacyjny fragment miasta. Zrewitalizowany dziś plac w obecnym kształcie został wytyczony po przebudowie miasta przez władze austriackie pod koniec XVIII wieku w miejscu, w którym od XIV wieku stał miejski ratusz oraz kramy kupieckie. Rynek ma kształt idealnego kwadratu (każdy bok liczy sobie równe 100 metrów), przy którym podziwiać można zabytkowe kamienice, klasztor i kościół oo. Franciszkanów oraz zabytkową Małą Synagogę. To także jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców miasta.

Śladami wojaka Szwejka

Śmieszna historia z tym Szwejkiem. Dwa podkarpackie miasta: Przemyśl i Sanok wykorzystują postać bohatera powieści Czecha Jaroslava Haška w swojej strategii promocyjnej (obie miejscowości znajdują się na karpackim szlaku turystycznym śladami Szwejka). Wydaje się jednak, że Sanok robi to trochę lepiej – może dlatego, że tutaj faktycznie rozgrywały się epizody opowieści "Przygody dobrego wojaka Szwejka”. Można więc przysiąść przy pomniku czeskiego bohatera przy głównym deptaku miasta (ul. 3 Maja) i podrapać go na szczęście po nosie lub udać się na spacer po miejscach opisywanych w powieści (to budynki, w których niegdyś funkcjonowały niegdyś w autentyczne hotele i szynki), a na koniec spróbować kilku "szwejkowych” przysmaków: chatarskiej pochutki, knedlików ,czy żołnierskiej strawy w czeskiej restauracji "U Szwejka” (ul. 3 Maja 15).

Mistyczne ikony znalezione w chlewikach

Na piętrze Muzeum Historycznego udało zgromadzić się niezwykłą kolekcję ikon, które powstały w okresie od XV do XX wieku na ziemiach karpackich. To absolutnie największa sanocka atrakcja - nawet jeśli kogoś nie interesuje sztuka sakralna powinien przyjrzeć się tutejszym zbiorom. Część z nich znalazła się w rękach Muzeum po akcji „Wisła” (znajdowano je czasami w naprawdę dziwnych miejscach - sosnowe deski z ikonami robiły np. za drzwiczki chlewików), albo do instytucji przynosili je sami mieszkańcy (te zniszczone, do których nie można było się już modlić). O ile wyznawcy obrządków wschodnich uznają, że muzeum nie jest miejscem na wystawianie ikon (traktują je na równi z Pismem Świętym), to wielu odwiedzających jest pod takim wrażeniem poddanych konwersacji dzieł, że po prostu zaczyna się do nich modlić Twórcy wystawy nie ograniczyli się jedynie do zwykłej prezentacji pojedynczych eksponatów - udało im się odtworzyć cały ikonostas, który zachwyca rozmachem i przywiązaniem do szczegółów. Obowiązkowy punkt wycieczki do Sanoka!

Duch Beksińskiego

Zdzisława Beksińskiego można by nazwać patronem Sanoka – i nie ma w tym określeniu ani odrobiny przesady (choć oficjalnie miastu patronują Archanioł Michał i święty katolicki Zygmunt Gorazdowski). W różnych punktach miejscowości znajdują się tablice opisujące poszczególne miejsca związane z malarzem (tu się urodził i żył do 1977 roku), a w rynku nawet pomnik artysty. Mimo że oczom zwiedzających wyłania się wizerunek Beksińskiego jako sympatycznego człowieka o wyostrzonym poczuciu humoru, jego obrazy i grafiki, których ogromna kolekcja znajduje się w Muzeum Historycznym (artysta zapisał wszystkie swoje prace miastu w testamencie), zdają się mówić o nim zupełnie co innego.

Pracownia Beksińskiego w SanokuPracownia Beksińskiego w Sanoku fot. Dawid Mikoś

W jego twórczości przeważają wątki fantastyczne i apokaliptyczne, na obrazach tłoczą się niepokojące postaci i zjawy. Mistycyzmu postaci Beksińskiego dodaje tragiczna śmierć artysty w 2005 roku (został zamordowany we własnym mieszkaniu), a także samobójcza śmierć jego syna Tomasza (1999 r.). Beksiński był także pionierem grafiki komputerowej w Polsce - odwzorowana w Muzeum warszawska pracownia pełna archaicznych komputerów i oprogramowania doskonale o tym zaświadcza. Choć sporo prac malarza znajduje się w galeriach we Francji i Japonii, to Sanok może pochwalić się ich najobszerniejszą kolekcją.

Folkowa tradycja w Skansenie

Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku to największy skansen w całej Europie. Na 38 hektarach nad rzeką San zostały odtworzone nie tylko układy wsi i gospodarstw z okresu od XVIII do XX wieku poszczególnych grup etnograficznych zamieszkujących rejony Karpat (Pogórzan, Dolinian, Łemków i Bojków), ale także cały galicyjski rynek. Na zwiedzanie skansenu najlepiej wybrać się z przewodnikiem (50 zł za grupę nie większą niż 20 osób) - mamy wtedy możliwość zajrzenia do wnętrza poszczególnych obiektów, a przy okazji dowiedzieć się sporo rzeczy na temat historii i zwyczajów regionu (przewodnik tłumaczy na przykład dlaczego w żydowskich domach są dwa oddzielne łóżka małżeńskie, skąd w Polsce wzięli się Wołosi i co sprzedawano w dawnych aptekach). Obecnie na terenie parku trwa rekonstrukcja drewnianej synagogi – będzie to wierne odtworzenie XVIII-wiecznej bożnicy z Połańca.

Na obejście całego terenu należy poświęcić co najmniej dwie godziny, ale jeśli to za dużo – można zamówić... przejażdżkę po skansenie wozem lub bryczką.
Na koniec nie wypada nie przysiąść w galicyjskiej karczmie, żeby spróbować tradycyjnych dań kuchni łemkowskiej i bojkowskiej.

Chlipce i hrenaczyki, czyli smaki kuchni karpackiej

Łewesz przypomina w smaku zupę ziemniaczaną, chlipce to plastry z mięsa mielonego i makaronu, czanachy – tak nazywa się zupa z fasoli z dodatkiem mięsa wieprzowego. Fuczki to określenie na ciasto naleśnikowe połączone z kiszoną kapustą i smażone jak placki ziemniaczane, a hrenaczykami nazywa się sznycle z mięsa wieprzowego i kaszy gryczanej. Takie specjały można znaleźć w menu tradycyjnych sanockich restauracji. Listę uzupełniają popularniejsze gołąbki bieszczadzkie, zalewajki i pierogi z mąki orkiszowej.

Jeśli restauracje na terenie skansenu wydają się zbyt ludyczne i zatłoczone, można wybrać centralnie ulokowaną Karczmę (Rynek 12), gdzie dania główne to wydatek rzędu 15-25 zł. Warto przy tym zerknąć na tradycyjne wnętrze restauracji.

Rekreacja nad Sanem

Choć sama rzeka San, nad którą położone jest miasto, do kąpieli raczej nie zachęca (wręcz jest to zabronione), nie przeszkadza w korzystaniu z uroków rzeki w inny sposób. Można na przykład wynająć tu kajaki i udać się na spływ doliną Sanu, lub dołączyć do mieszkańców i nad brzegiem rzeki zorganizować sobie piknik lub sesję opalania. Na dłuższy spacer najlepiej udać się na sanockie Sosenki lub Szklaną Górkę – stąd zobaczymy najlepszą panoramę miasta.

Rzeka SanRzeka San fot. Dawid Mikoś


Atrakcje czekają także na rowerzystów: w mieście można wypożyczyć dwa kółka i wybrać się na wycieczkę śladami wojaka Szwejka, wsi pogranicza lub – głębiej w Bieszczady – szlakami: „zielonym” lub „ekstremalnym”.
Przez całe lato można korzystać także z tyrolki - długość zjazdu, który odbywa się przez San, to 400 metrów. Warto zajrzeć do lokalnego oddziału PTTK (ul. 3 maja 2), by sprawdzić aktualną ofertę atrakcji turystycznych.

Dolinami Sanu i Osławy

Sanok często nazywany jest bramą Bieszczad. O ile są one popularnym celem wypraw wielu turystów, część Karpat znajdująca się na południe od Sanoka, dopiero czeka na odkrycie. Jeśli kogoś zachwyciła kolekcja znajdująca się z Muzeum Historycznym Sanoka, to z całą pewnością powinien udać się na wycieczkę tropem ikon po karpackich wioskach. Trasa malowniczą doliną Sanu w zachodniej części Gór Słonnych, która można pokonać w ciągu jednego dnia rowerem, obejmuje m.in. wieś Ulucz, w której znajduje się jednak z najstarszych drewnianych cerkwi w Polsce.
Kolejna, doliną Osławy, zaprowadzi zwiedzających do dawnych cerkwi grecko-katolickich z cennymi ikonostasami – arcydziełami sztuki łemkowskiej.

Więcej na blogu autora: www.masaperlowa.pl

Komentarze (6)
Jeździmy w Bieszczady, ale tutaj zaglądamy rzadko. To błąd! W Sanoku nie sposób o nudę [BLOG]
Zaloguj się
  • polskapogodzinach

    0

    Udało się nam zwiedzić skansen w trakcie naszego czerwcowego wypadu w Bieszczady. Doskonałe miejsce by dowiedzieć się więcej o ludziach, którzy zamieszkiwali te ziemi kilkadziesiąt lat temu. Jest nawet ekspozycja o wydobyciu ropy naftowej, z czasów kiedy Bieszczady były "polskim Kuwejtem" . Więcej w naszym artykule
    <a href="www.polskapogodzinach.pl" target="_blank">Skansen w Sanoku</a>
    Zapraszamy!

  • dialog

    Oceniono 10 razy 0

    Byłem w Muzeum Budownictwa Ludowego (skansenie) tydzień temu. Zwiedzałem wiele skansenów, ale po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, gdy wstęp do wnętrz budnyków jest możliwy z (dodatkowo płatnym) przewodnikiem, bez przewodnika można tylko pozaglądać przez okna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX