Zamienił pracę w korporacji na małą wyspę na Filipinach. „Chciałem być szczurem w wyścigu, ale życie jest za krótkie, żeby przesiedzieć je w biurze” [LIST CZYTELNIKA]

03.08.2015 11:44
Proste życie na Filipinach

Proste życie na Filipinach (fot. Rafał Baran, www.szukajacprzygody.pl)

Rafał Baran, autor bloga www.szukajacprzygody.pl jeszcze do niedawna był typowym pracownikiem korporacji. Do tego pracoholikiem. A dziś? „Biurko w pracy zamieniłem na bambusowy taras. Kupiłem małą łódkę i mam plan, żeby zacząć łowić ryby”. Wracać nie zamierza. Przeczytajcie jego historię.

"Od kiedy pamiętam, cały swój czas poświęcałem pracy. Kończąc szkołę średnią, już miałem plan na wszystko. Pracowałem i studiowałem zaocznie. Każdą wolną chwilę starałem się przeznaczać na rozwijanie siebie i zdobywanie wiedzy, by po rozpoczęciu kariery zawodowej być jeszcze lepszym. Byłem przekonany, że od tego, jaki samochód czy mieszkanie będę miał w przyszłości, będzie zależał mój status społeczny i to, jak będą postrzegali mnie ludzie. Takie życie prowadziłem przez ponad osiem lat.

Pozornie dawało mi to wielką satysfakcję. Ale w głębi duszy czułem, że coś jest nie tak. Każdy dzień wyglądał tak samo: ci sami ludzie i rytuały - piątkowe wyjścia na piwo po intensywnym tygodniu w biurze. Na pracę nie narzekałem. Jak można narzekać, jeśli zarabia się tyle, żeby przeżyć miesiąc w Polsce, a dodatkowo coś odłożyć? Praca też nie należała do ciężkich, bo jak może być ciężka, gdy najbardziej ekstremalnym zajęciem w biurze jest slalom między biurkami z kubkiem gorącej kawy?

Szukanie czegoś nowego

Żeby odreagować nudne i zbyt systematyczne życie, starałem się coraz częściej podróżować. Były to krótkie i niedalekie wyjazdy. Nie miałem czasu na zwiedzanie innych kontynentów, bo przecież praca czekała, a ja - typowy człowiek korporacji - chciałem konsekwentnie uczestniczyć w wyścigu szczurów. Krótkie wypady w góry i do miejsc oddalonych o maksymalnie dwie godziny lotu, dawały mi wielką satysfakcję i szczęście.

Tyle tylko, że to szczęście nie trwało długo. Kilka godzin spędzonych w biurze i codzienna rutyna ponownie sprowadzały mnie do parteru, zamykały w sobie i przypominały o tym, że najbliżsi i całe społeczeństwo oczekuje, że będę taki, jak „należy”: założę rodzinę i się ustatkuję, a żeby zadbać o swoją emeryturę, będę codziennie chodzić do biura i robić te same monotonne rzeczy.

Czas na zmianę

Niejednokrotnie już dowiedziono, że do rozpoczęcia wielkiej zmiany potrzebny jest wielki kopniak. Dla mnie takim kopniakiem była redukcja etatów w firmie, gdzie spędziłem połowę swojego dorosłego życia. Przez kilka pierwszych tygodni po zwolnieniu czułem, jakby wszystko się nagle załamało. Szukałem przyczyn w sobie. Dopiero po pewnym czasie ktoś mi uświadomił, że to nie moja wina, a to, że życie dało mi kopniaka, to dar od losu!

W tym czasie prowadziłem już bloga o podróżach. Sprawiało mi to niesamowitą przyjemność i mobilizowało nawet do jednodniowych wypadów w góry, żeby tylko skosztować świeżego powietrza albo poznać nowy szlak i podzielić się wrażeniami z czytelnikami. Coraz bardziej angażując się w prowadzenie bloga, który stał się moją nową pasją, szukałem wszelkich prac zdalnych, by móc samemu ustalać swój czas pracy. Mój blog stawał się coraz popularniejszy, a ja dostawałem dzięki temu coraz więcej ofert współpracy i zwiedzałem częściej nowe miejsca. Wpadło też kilka ciekawych projektów, dzięki którym poznałem niesamowitych ludzi i odwiedziłem Rosję oraz Skandynawię (dziękuję za to!).

Wielki krok

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, nie inaczej jest w przypadku podróżowania. Przychodzi czas, kiedy chcesz robić coraz to większe kroki i coraz bardziej rozumiesz, że pieniądze w tym marszu nie są aż tak ważne. Moim milowym krokiem był zakup biletu w jedną stronę na Filipiny. Chciałem spróbować czegoś nowego i zostać tam tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Przyjechałem.

Cały czas pracowałem i pracuję zdalnie, mam kilka luźnych kontraktów i systematycznie robię nowe strony www. Daje mi to skromne, ale w zupełności wystarczające źródło utrzymania. Od momentu przyjazdu na Filipiny nie wydałem wiele, żyję na małej wyspie, która nie jest bardzo komercyjnym miejscem. Stan konta pozostaje praktycznie na tym samym poziomie. Staram się szukać nowych ofert w Internecie, a gdy potrzebuję dodatkowych pieniędzy, pracuję intensywnie. Kiedy chcę odpocząć - idę na plażę albo śpię w hamaku. Stałem się szczęśliwym człowiekiem, który naprawdę nie potrzebuje wiele, żeby spokojnie żyć.

Proste życie zmienia człowieka

Mieszkam na Filipinach cztery miesiące i czuję się szczęśliwy. Biurko w pracy zamieniłem na bambusowy taras, z którego mam widok na palmy kokosowe, bananowce i ogródek. Sportowy samochód zamieniłem na skuter, którym przemieszczam się po wyspie. Piątkowe spotkania przy piwie w Krakowie zastąpiłem odkrywaniem Filipin, poznawaniem nowych ludzi i wspólnym śpiewaniem na rajskich plażach przy butelce rumu.

Mnie, człowiekowi, który przez ostatnich 20 lat myślał, że najważniejsze w życiu są: dobra praca, pieniądze i status społeczny, ta zmiana otworzyła oczy na wszystko, co nas otacza. Zrozumiałem, że życie jest za krótkie, żeby przesiedzieć je w biurze, że do szczęścia niepotrzebna jest góra pieniędzy na koncie bankowym, a jedynie kilka misek ryżu dziennie. Dzięki tej zmianie poznałem ludzi z całego świata, którzy opowiedzieli mi swoje historie i - co ciekawe - nie różnią się one znacznie od mojej. Coraz więcej ludzi z różnych krajów zaczyna rozumieć, że ciągły bieg po status społeczny to niejedyna droga. Alternatywne wybory są dużo przyjemniejsze i mniej stresujące.

Czy chcę wracać?

Zdecydowanie nie, ponieważ dopiero teraz czuję, że żyję! Proste i spokojne życie w ciepłym klimacie to jest dokładnie to, na co zawsze czekałem, ale długo nie umiałem tego nazwać. Uzależniłem się od życia w spokoju i harmonii z przyrodą. Niedawno kupiłem małą łódkę i mam plan, żeby zacząć łowić ryby. Chcę więcej czasu spędzać na pisaniu i rozwoju bloga www.szukajacprzygody.pl oraz prowadzić spokojne i szczęśliwe życie.

Jeżeli interesuje was więcej na temat zwyczajów i życia na Filipinach, zapraszam na bloga http://szukajacprzygody.pl/. Pozdrawiam z magicznej wyspy Siquijor.

Podróże zmieniły też Wasze życie? Znaleźliście sens tam, gdzie się go nie spodziewaliście? Odkryliście swoje miejsce na ziemi? Piszcie na adres: redakcja.podroże@gazeta.pl, najciekawsze historie (ze zdjęciami) opublikujemy.

Zobacz także
Komentarze (75)
Zamienił pracę w korporacji na małą wyspę na Filipinach. „Chciałem być szczurem w wyścigu, ale życie jest za krótkie, żeby przesiedzieć je w biurze” [LIST CZYTELNIKA]
Zaloguj się
  • boniek155

    Oceniono 196 razy 186

    Po komentarzach niektórych osób należałoby sobie tylko w łeb strzelić. Facet jest sam, bez zobowiązań, potrafi się utrzymać z pracy przez internet więc czemu nie?! Być może kiedyś przyjdzie taki dzień, że powie dość. Sam mieszkałem w trzech krajach, spędziłem pół roku w Tajlandii i Malezji. Za każdym razem kiedy czułem, że trzeba coś zmienić i odetchnąć wyjeżdżałem. Podróże uczą, a doświadczenia są bezcenne. Wyjeżdżasz, żeby odnaleźć siebie, albo lepiej siebie poznać. Dla niektórych to czas stracony, a dla innych bezcenny.

  • Irmina Dąbrowska

    Oceniono 109 razy 89

    Przeraża mnie to, że jest być może i wsród mnie, tyle osób, co szuka dziury w całym, a szklanka jest dla nich zawsze w połowie pusta. I niby wiem, ze przemawia przez nich gorycz swoich nieprzepracowanych porażek oraz frustracja, to bardzo mnie to smuci. Żyj i pozwól żyć innym. Ktos jest szczęsliwy - cieszę się Twoim szczęściem! - to nie jest trudne, a zmienia świat na lepsze :)

  • Tomasz Piekarski

    Oceniono 65 razy 43

    Szkoda snów, Polaczki to zazdrosne dziwaczki i jak ktoś ma lepiej to już coś im nie pasuje. patrząc na wszytskie komenty to naprawdę żal dupe ściska.

  • Oceniono 27 razy 19

    ja też wyjechałem tyle że na Sri Lankę gdzie załozyłem mały hotel i gdzie żyję sobie bezstresowo. I też mam bloga o moich przygodach-www.lifeontheroad.blog.pl
    zapraszam do lektury!!!!

  • Tomasz Kurach

    Oceniono 57 razy 19

    super tez bym tak chcial i tez bym tak zrobil, gdyby nie jedna mysl: a co kiedy zacznie bolec zab? a co kiedy przytrafi sie cos o wiele powazniejszego. a co jesli, tfu tfu, przyblaka sie jakis rak czy inne swinstwo? kto pomoze? kto wyleczy? umre w tym "raju". czety miesiace to dlugie wakacje. porozmawiajmy o tym jak sie zyje w kraju trzeciego swiata za jakies cztery lata...

  • i.l

    Oceniono 35 razy 17

    ot, klasyk grecki z beczki(rym niezamierzony)
    Ani komóra, ani fura nie były dla mnie wyznacznikiem statusu.
    Pewnie dlatego nie muszę przeginać w drugą stronę i zamiast
    skuterem po Filipinach przemieszczam się CC po lubelskim.
    Mam swoją przyrodę, nawet czasem za dużo(trawa rośnie całą dobę)
    swoje ryby do złowienia w postaci książek i nalewki zamiast rumu.
    Do pracy wpadam sporadycznie i tylko pensji nie starcza na odłożenie,
    a konto zawsze bez zmian, tzn puste w okolicach 20 dnia miesiąca
    Ale czy to jest najważniejsze? Może na Filipinach.

  • carolina_reaper

    Oceniono 38 razy 16

    Po czterech miesiacach zycia na wyspie facet oglasza, ze odkryl raj....

  • mortalcoil11

    Oceniono 55 razy 13

    Jestem ciekawy, co autor będzie sądził o życiu na Filipinach za rok, czy dwa. Pytanie, czy to nie będzie finalnie zastąpienie jednej rutyny drugą, może bardziej egzotyczną, ale wciąż rutyną.

  • amoniak2

    Oceniono 53 razy 9

    Nie ucieknie Pan od samego siebie, chociaż próby ucieczki przyjemne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei