Pływali kajakami, przerzucili się na stand up paddle boarding. 'Deski były dla nas jak objawienie'. Dlaczego trzeba tego spróbować?

Ewa i Łukasz w ubiegłym roku jako pierwsi niezależnie przepłynęli - stojąc na deskach - całą długość (942 km) Wisły. Przyznają, że odkąd stanęli na SUP-ie (stand up paddle), do kajaków już nie wrócili. Czym deski tak bardzo ich oczarowały?
Ewa i Łukasz na SUP-ach pływają od trzech lat Ewa i Łukasz na SUP-ach pływają od trzech lat archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Aleksandra Podgórska, Gazeta.pl: Skąd wzięło się wasze zainteresowanie stand up paddle boardingiem? Bo zawodowo nie jesteście związani ze sportem.

Ewa Dziemidowicz: Trzy lata temu siedzieliśmy nad brzegiem Wisły w Warszawie i zobaczyliśmy ludzi, którzy pływali na deskach z wiosłem. Zaciekawiło nas to, poszukaliśmy informacji online i dowiedzieliśmy się, że to SUP. Kilka dni później skorzystaliśmy z oferty wypożyczalni przy Pomoście 511 nad Wisłą i tak to się zaczęło.

Łukasz Wojtasik: Tak, deski pożyczyliśmy w SUP Academy Poland (wynajęcie całego zestawu na godzinę kosztuje 30 złotych, szkolenie dla początkujących w grupie 150 zł od osoby, indywidualne 300 zł od osoby, a spływ od 50 do 150 zł od osoby. Szczegółowy cennik znajduje się na stronie SUP Academy - przyp. red.). Zanim zaczęliśmy pływać na SUP-ach, pływaliśmy kajakami, więc nie jest tak, żebyśmy nie znali smaku przygody na rzece. Ale deski były dla nas swego rodzaju objawieniem. Szybko kupiliśmy swój sprzęt i zaczęliśmy sporo pływać.

Ewa: Odkąd stanęliśmy na deskach, już nie wróciliśmy do kajaków. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która cały czas rośnie.

Stand up paddle boarding
archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Ewa Dziemidowicz i Łukasz Wojtasik od 3 lat pływają na SUP-ach, głównie po rzekach. W 2017 roku przepłynęli niezależnie całą Wisłę. Prowadzą na Facebooku profil Sup The River, gdzie dzielą się swoimi doświadczeniami. 8 września w Warszawie z okazji Dnia Wisły wspólnie z miastem organizują masę krytyczną na SUP-ach, w której każdy może wziąć udział. 

Ewa i Łukasz przyznają, że deski były dla nich swego rodzaju objawieniem Ewa i Łukasz przyznają, że deski były dla nich swego rodzaju objawieniem archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Moim pierwszym skojarzeniem z SUP-em jest to, że musi wymagać niesamowitej równowagi. Jest tak?

Łukasz: Nasza pierwsza myśl była podobna. Wydawało nam się, że ten sport jest wymagający. A okazało się, że wcale tak nie jest. Już za pierwszym razem popłynęliśmy w górę Wisły i nie zaliczyliśmy kąpieli. Do dzisiaj Ewie nie zdarzyło się wpaść do wody ani razu, mi raptem kilka, a przepłynęliśmy już grubo ponad 2500 km. Zresztą wpadnięcie do wody nie jest niczym groźnym - łatwo wejść z powrotem na deskę i płynąć dalej. Często po prostu skaczemy do wody, żeby się ochłodzić.

Ewa: To oczywiście kwestia indywidualna. Niektórzy potrzebują trochę więcej czasu, żeby przyzwyczaić się do deski, utrzymywania równowagi i skoordynowania tego z wiosłowaniem. Dobrze jest zacząć od pływania na akwenach stojących, chociażby jeziorach, wtedy nie musimy się przejmować nurtem. Dobrze wybrać dzień bez wiatru i zacząć od wiosłowania na kolanach, a kiedy już poczujemy się na desce trochę pewniej, spróbować wstać.

Aby pływać na SUP-ie, nie trzeba mieć specjalistycznego stroju. Konieczny jest jednak kapok Aby pływać na SUP-ie, nie trzeba mieć specjalistycznego stroju. Konieczny jest jednak kapok archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Czy żeby pływać na desce, trzeba mieć specjalistyczny strój?

Łukasz: Na pewno trzeba mieć kapok. Szczególnie, kiedy dopiero się zaczyna. Na Wiśle na przykład posiadanie kapoka jest obowiązkowe, chociaż trzeba go mieć na jednostce pływającej, a niekoniecznie na sobie. Bezpieczniej jest go oczywiście założyć, zwłaszcza gdy ktoś nie czuje się jeszcze zbyt pewnie. Bezpieczeństwo na desce zapewnia również tzw. leash, czyli linka asekuracyjna przyczepiona z jednej strony do deski z drugiej do nogi - dzięki niej przy upadku deska nie odpłynie i łatwo wrócimy na pokład.

Ewa: Przydadzą się boardshorty, bo szybko schną - podczas pływania deska często jest  mokra, więc jeśli usiądziemy na niej, żeby się napić czy odpocząć, to nie unikniemy zmoczenia. Najważniejsze jednak, żeby ubranie było wygodne i nie ograniczało ruchów.  Latem warto pamiętać o kremach z filtrem czy czapce z daszkiem - często na wodzie nie czuć jak mocno grzeje słońce, zdarzało mi się po kilku godzinach wiosłowania schodzić z wody z czerwoną twarzą czy plecami.

Łukasz: Jest oczywiście rynek ubrań przeznaczonych dla sportów wodnych i SUP-ów, niektórzy pływają np. w butach neoprenowych. Ja wolę boso. Nieco inaczej wygląda to zimą, bo i wtedy pływamy. Wówczas trzeba założyć piankę neoprenową dostosowana grubością do temperatury, żeby było ciepło i bezpiecznie w razie wpadnięcia do wody. Sprawdziliśmy to zeszłą zimą, spływając kawałek Wisły wśród zwartego śryżu przy odczuwalnych -15 stopniach Celsjusza. Wtedy zaliczyłem właśnie jedno z tych kilku niekontrolowanych wpadnięć do wody. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu zupełnie tego nie odczułem.

Stand up paddle boarding
Maciej Krüger / MaciejKrüger.com

Zobacz też: W Polsce jeździsz tylko nad morze lub w góry? Spróbuj spływu kajakowego. Trasy idealne na pierwszy raz [MAPA]

Według Ewy i Łukasza pływanie na SUP-ie można porównać do medytacji Według Ewy i Łukasza pływanie na SUP-ie można porównać do medytacji archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Jedna z koleżanek, z którą rozmawiałam o SUP-ach, przyznała, że miała okazję próbować i bardzo ją to znudziło. Was nuda nie dopada?

Ewa: Wszystko zależy od osoby. Podobnie jak w przypadku innych sportów, SUP też nie będzie podobał się każdemu. Jednak moje potrzeby spełnia najlepiej. Można pływać szybko i wtedy to jest trening, podczas którego człowiek skupia się na samym wysiłku, doskonaleniu techniki, utrzymaniu tempa. To świetny sposób na budowanie sprawności, wytrzymałości, formy. Ale dla mnie pływanie na SUP-ie to też rodzaj medytacji. Dryfowanie z nurtem rzeki, rytmiczny ruch, uważny oddech, cały czas w kontakcie z naturą. To mi pomaga oderwać się od codzienności i listy spraw do załatwienia, po prostu odpocząć.

Łukasz: Dużo na pewno zależy też od miejsca, w którym się pływa. Wiele rzek i jezior jest naprawdę zachwycających. Można tam doświadczyć niedostępnych w mieście zjawisk przyrody, jak chmury leżące o poranku na wodzie, spektakularne wschody i zachody słońca czy nadciągającą ściana deszczu. Zachwycają dywany roślin na dnie mniejszych rzek, dobrze widoczne w pozycji stojącej, ptasie wyspy czy dzikie zwierzęta na brzegach. Pokonywanie przeszkód na mniej turystycznych rzekach czy dłuższe spływy mogą być niezapomnianą przygodą. Ale faktycznie trzeba lubić wodę i wiosłowanie.

Ewa i Łukasz na pływanie często poświęcają nawet kilkanaście godzin dziennie Ewa i Łukasz na pływanie często poświęcają nawet kilkanaście godzin dziennie archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Z jaką prędkością porusza się na SUP-ie? Jakie odległości można na niej pokonać?

Łukasz: Prędkość i odległości zależą oczywiście od tego, czy płyniemy po wodzie stojącej, czy po rzece i od warunków pogodowych - przede wszystkim siły i kierunku wiatru, który może być sprzymierzeńcem, a może niemal uniemożliwiać pływanie. Po Wiśle pływamy za zwyczaj od 60 do 90 kilometrów dziennie, ale ostatnio, spływając z Warszawy do Gdańska przy wysokim poziomie Wisły, udało mi się przepłynąć w dzień 112 km. Przy czym dla nas dzień oznacza wiosłowanie od świtu do zmierzchu, a nawet nieco dłużej.

Ewa: Pływać można praktycznie wszędzie tam, gdzie jest woda: na rzekach, jeziorach, morzach, oceanach, kanałach w miastach. Takie wycieczki mogą mieć formę krótkich wypadów i trwać kilka czy kilkanaście godzin albo dłuższych wypraw, które trwają nawet kilkanaście dni. Wszystko zależy od tego, na co akurat mamy ochotę i ile mamy czasu. Dla nas oznacza to czasem godzinny trening przed pracą, a czasem, tak jak w ubiegłym roku, kilkunastodniowy spływ Wisłą, podczas którego na deskach mieliśmy cały potrzebny sprzęt i jedzenie.

To też może cię zainteresować: Przekonaj się, jak piękny potrafi być nasz kraj. Oto najciekawsze trasy rowerowe w Polsce [NASZE TYPY]

Łukasz i Ewa podkreślają, że po pewnym czasie człowiek nabiera umiejętności czytania rzeki Łukasz i Ewa podkreślają, że po pewnym czasie człowiek nabiera umiejętności czytania rzeki archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Jak radzicie sobie z warunkami pogodowymi czy tymi naturalnie występującymi w przyrodzie? Na przykład wirami, mocniejszym prądem, nagłą burzą? Ja bym chyba wpadła w lekką panikę...

Ewa: W miarę pływania nabiera się umiejętności czytania rzeki. Zauważa się, gdzie są mielizny, kamienie czy wiry, i można je ominąć. Jeśli poczujemy się niepewnie, zawsze możemy na desce usiąść i wiosłować w tej pozycji. Dla mnie najtrudniejsze jest pływanie pod wiatr - potrafi być tak silny, że wiosłowanie z całą mocą ledwo porusza deskę do przodu, wiatr ją obraca i nawet krótka chwila, kiedy przekładamy wiosło z ręki do ręki wystarczy, żeby nas cofnął. Taki wiatr to prawdziwy sprzymierzeniec w konfrontowaniu się ze słabościami i ograniczeniami. Właśnie w takich sytuacjach odkrywam, ile jeszcze mogę, kiedy czuję, że już nie dam rady i jak wielką rolę odgrywa w tym wszystkim mój umysł.

Łukasz: Przy czym te zagrożenia są wyolbrzymione. Wiślane wiry obrastają legendą, tymczasem nie spotkaliśmy się z żadną groźną sytuacją, którą by spowodowały. Oczywiście trzeba uważać przy mostach i innych przeszkodach, nie bagatelizować złych warunków pogodowych, schodzić z wody w czasie burzy, ale naprawdę nie jest tak źle. Zapraszamy często znajomych na ich pierwszy raz na SUP-ie. Obawiają się Wisły, a po kilku godzinach na rzece są nią zachwyceni. Ale na wodzie zawsze trzeba zachować rozsądek i jeśli ktoś woli, na początek wybierać łatwiejsze akweny.

Ich zdaniem jedną z zalet SUP-ów jest to, że można na nich pływać w różnych pozycjach Ich zdaniem jedną z zalet SUP-ów jest to, że można na nich pływać w różnych pozycjach archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Gdybyście mieli zachęcić kogoś, kto nie jest przekonany do SUP-ów, co byście mu powiedzieli?

Ewa: Zaprosilibyśmy do popływania z nami. Bo słowa nie oddadzą do końca tego, czym jest stanie na wodzie, kiedy jest się oddzielonym od niej zaledwie piętnastoma centymetrami deski. To potrafi być mistyczne doświadczenie. Kiedy niesie nas mocny nurt rzeki, kołysze jezioro i czujemy tak blisko pod sobą całą masę wody. Powiedziałabym też o wolności i nieskrępowanym ruchu. Pływać można w różnych pozycjach, w zależności od potrzeby ciała czy kaprysu: na stojąco, na siedząco, klęcząc, można się też położyć. Mnie zdarzało się również zasnąć, a nawet uprawiać jogę.

Łukasz: Ostatnio, w noc Perseidów, pojechaliśmy nad dzikie jezioro Gościąż w Gostynińsko- Włocławskim Parku Krajobrazowym i tam spędziliśmy noc, leżąc na deskach i obserwując spadające gwiazdy. A rano pływaliśmy po jeziorze SUP-em i wpław. Ma on naprawdę dużo zastosowań. Ale wracając jeszcze do pozycji stojącej, to daje ona zupełnie inną jakość obcowania z naturą: słońcem, wiatrem, deszczem. Patrzenie z góry na dno, brzegi czy daleko przed siebie daje też lepszą perspektywę, doświadczenie jest pełniejsze.

Ewie i Łukaszowi podoba się też to, że z deski w każdej chwili można zejść i wejść na nią z powrotem Ewie i Łukaszowi podoba się też to, że z deski w każdej chwili można zejść i wejść na nią z powrotem archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Coś jeszcze przychodzi wam do głowy?

Ewa: Bardzo lubię to, że z deski w każdej chwili można zejść albo wskoczyć do wody i popływać lub podryfować, trzymając się jej, na przykład na samym środku jeziora. Nie każda jednostka napędzana wiosłem daje takie możliwości.

Łukasz: Deski to też świetna aktywność dla dzieci. Można z nimi pływać na pokładzie. Nieco starsze łatwo opanowują sztukę pływania i czerpią z tego wielką satysfakcję. Deska bije też na głowę wszelkie dmuchane materace. Dzieci wchodzą na deskę po kilkoro, próbują wstawać i utrzymywać równowagę, skaczą do wody. Jest przy tym mnóstwo radości. Wiele osób pływa też z psami.

Stand up paddle boarding
archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Zaletą SUP-ów jest to, że można łatwo je przetransportować. Deski są pompowane Zaletą SUP-ów jest to, że można łatwo je przetransportować. Deski są pompowane archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Jak wygląda transport takiej deski?

Łukasz: Nie wszyscy wiedzą, że deska jest pompowana. Po napompowaniu do ponad jednej atmosfery, co pompką ręczną zajmuje około 10 minut, jest twarda, odporna na skały, ostre kamienie. Natomiast po spuszczeniu powietrza deska wraz z całym osprzętem mieści się do plecaka. Nie ma więc problemu z transportem ani przechowywaniem SUP-a, co bywa nie lada wyzwaniem dla kajakarzy.

Ewa: Całość, razem z pompką i wiosłem, waży około 10 kilogramów, więc czasami po spływie zakładamy cały sprzęt na plecy i wracamy do domu autobusem lub pociągiem.

Zobacz też: Spędzają pół roku w Polsce, a zimę tam, gdzie ciepło. "Praca od 8 do 16 to byłby wyrok"

Ewa przyznaje, że na kajaku męczyła się szybciej, choć wiele zależy od naszej codziennej aktywności Ewa przyznaje, że na kajaku męczyła się szybciej, choć wiele zależy od naszej codziennej aktywności archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Jak jest z samym wiosłowaniem? Przyznam, że ja, pływając kajakiem, miałam problem z dużym oporem wody. Jak to wygląda w przypadku SUP-a?

Ewa: Mogę o tym opowiedzieć ze swojej perspektywy i z perspektywy swoich mięśni. Na kajaku męczyłam się szybciej. Miałam chwilowe zrywy, po których szybko musiałam odpoczywać. Na SUP-ie ruch jest inny i moje ciało lubi go bardziej. Z czasem nabiera się też coraz większej wytrzymałości i buduje odpowiednie mięśnie, jednak mi od początku przychodziło to dość łatwo i nie było męczące. Wiele zależy też od tego, jak aktywnym jest się na co dzień. Na początku, szczególnie po dłuższych spływach, można odczuwać zmęczenie i ból mięśni, na przykład pleców. Ale to przyjemne, móc tak poczuć wysiłek.

Łukasz: Trzeba jednak przyznać, że kajaki są dużo szybsze od deski. Przepłynięcie nimi tego samego odcinka zajmuje więc istotnie mniej czasu. Chociaż akurat my mamy dużo determinacji i często pływamy nawet po czternaście, piętnaście godzin dziennie, więc w efekcie wielu kajakarzy zostawiamy w tyle. W te wakacje przepłynięcie z Warszawy do morza, czyli 430 km, zajęło mi pięć dni i trzy godziny. Wielu kajakarzy mi pozazdrościło (śmiech).

To też może cię zainteresować: Podróżują po świecie, szukając ukrytych 'skarbów'. Przy okazji odkryli miejsca, o których nie śniło się zwykłym turystom [TOP 9 - ZDJĘCIA]

Ewa i Łukasz szczególnie upodobali sobie pływanie po Wiśle Ewa i Łukasz szczególnie upodobali sobie pływanie po Wiśle archiwum Ewy Dziemidowicz i Łukasza Wojtasika

Wymienicie kilka, waszym zdaniem, najciekawszych szlaków na spływ SUP-em?

Łukasz: Szczególnie ukochaliśmy sobie Wisłę. W ubiegłym roku przepłynęliśmy ją od źródła do ujścia, pokonując 942 km. Ale pływamy też na krótszych odcinkach i każdy z nich jest ciekawy. Szczególnie gdy wypłynie się z miasta. Pięknie jest w okolicach Modlina, Sandomierza czy Kazimierza Dolnego.

Ewa: Mamy w Polsce mnóstwo pięknych tras i miejsc. To między innymi Dunajec, Czarna Hańcza, Bug, Brda, która przepływa przez Bory Tucholskie, Biebrza, Wieprz. Naprawdę jest gdzie wiosłować.

Łukasz: Bardzo ładną trasą jest też rzeka Krutynia, szczególnie po sezonie, kiedy nie ma tam takiego ruchu, i inne rzeki położone na Warmii i Mazurach. Ostatnio odkryliśmy też Rospudę.

Ewa: Tak, to był spływ przez trzy różne krainy. Najpierw rzeka była bardzo wąska, z dywanami roślin na dnie. Potem wiła się wśród trzcin i pól, a na sam koniec wpłynęliśmy na szeroki odcinek, który wyglądał jak Rivendell z "Władcy pierścieni". Podmokłe lasy, drzewa zanurzone w wodzie, niezwykła, bujna roślinność, brak jakiegokolwiek brzegu, żeby się zatrzymać. Przepięknie! Tam też pierwszy raz mieliśmy okazję pływać w gradzie. To jedno z ciekawszych naszych doświadczeń na wodzie.

Łukasz: Wspaniała jest też Narew i cały Narwiański Park Narodowy. Ale warto odkrywać również mniejsze, lokalne rzeki. Część z nich, jak Rawka, po której zdarza nam się pływać, mogą szczególnie spodobać się doświadczonym osobom, bo często trafiają się na nich naturalne przeszkody.

Więcej o:
Komentarze (31)
Pływali kajakami, przerzucili się na stand up paddle boarding. 'Deski były dla nas jak objawienie'. Dlaczego trzeba tego spróbować?
Zaloguj się
  • osmanthus

    Oceniono 19 razy 17

    Fascynujące jest jak nadwislanski Polak potrafi nawet uprawianie stand up paddle obrzucic gownem w komentarzach.

  • heliheli

    Oceniono 31 razy 15

    totalne bzdury - SUP jest dobry na nieduze brejki do surfowania .... a hipsterzy plynacy ( z plecakami LOL ) na SUPie po jeziorze to totalny bs

  • olomonolo

    Oceniono 13 razy 13

    Potwierdzam że "SUP-owanie" jest fantastyczne i zupełnie ma inną jakość niż kajakowanie. Niekoniecznie lepszą ani gorszą. To po prostu kolejny wariant dla takich którzy to lubią.
    Komunikat dla wszystkich tutaj komentujących kajakarzy. NIE MARTWCIE SIĘ! Nikt Wam waszych kajaków nie zabierze, nikt Wam na Waszych kajakach pływać nie będzie zabraniał ani zmuszał do pływania na SUP'ie. Nikt Wam też nie zabrania nienawidzić SUP'owców. Możecie się w tym pławić do woli. Pytanie tylko po co ten jad tutaj wylewać? Czy kaszka dzisiaj rano była niesmaczna?

    Nie martwcie się. Jesteście wszyscy tak samo kochani. Buzia!

  • jannowak76

    Oceniono 23 razy 11

    Próbowałem. To jest zabawka na kąpielisko, a nie żaden sprzęt wyprawowy. Na stojąco się nie da wiosłować, bo człowiek nie ma się o co zaprzeć, więc to jest tylko takie smyranie wody a nie żadne wiosłowanie. Zresztą co to za wiosłowanie kiedy ma się wiosło z jednym piórem... No i jest niestabilnie, bo stojąc ma się wysoko środek ciężkości.

    PS: śmieszne to wożenie gratów na wierzchu deski.

  • gwfak

    Oceniono 23 razy 11

    Większych bredni nie czytałem. Poza tym przeczytałem może 1/10 tekstu i odpuściłem zaśmiecanie głowy. Przepłynąłem Wisłę z kolegą w 2014r. Codziennie byliśmy na wodzie już o 6 rano, Płynęliśmy zwykle do 19-20. Śniadanie, "obiad" jadło się na przemian (drugi w tym czasie wiosłował. Oczywiście były też odpoczynki. Średnia dzienna to 86km, największa w ciągu dnia to 102km. SUPem połowa tego byłaby wyczynem. Stanie to zero komfortu, przyłożenie siły do pagaja z pozycji stojacej - beznadziejne, ładowność - mizerna, poziom "zajebistości" i szpanu - wysoki. Na SUPie to sobie można co najwyżej do zakotwiczonego jachtu podpłynąć te 100-200m a i tak bałbym się o ból pleców.

  • peryklejtos

    Oceniono 20 razy 10

    "stand up paddle boarding", "boardshorty" - jebłem śmiechem :-))))

  • P L

    Oceniono 28 razy 10

    Bo kajaki są już passe i wszyscy nimi pływają. Taka hipsterka jak z sojową latte

  • Kamil S.

    Oceniono 6 razy 6

    Pływam na paddle boardzie kilka razy w tygodniu pracuję na jeziorze na campie w Michigan, paddle board jest wielka atrakcją, można stać, siedzieć, leżeć, robić figury np stanie na rekach, skorpion albo akrobacje z innymi np piramida. Czekam aż ktoś teraz odkryje hobie (lekki super szybki katamaran) prędkość jest ponad 50 km%h na mocnym wietrze a najlepsze są stunty np płynąć pod kątem 45 stopni z czubkiem masztu dotykającym wody albo zawracanie pod takim kątem

  • qwarrttet

    Oceniono 8 razy 6

    Pięknie opowiadają ci państwo, ale kondycję muszą mieć nieziemską. Jeżeli płyną 90 km, a kajakiem byliby w stanie zrobić więcej to naprawdę szacun

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX