Bilety lotnicze tanie jak barszcz, ale na miejscu drogo jak diabli. 'Piwo kosztuje 35 zł, ale najgorszy był rachunek za telefon'

Są kraje, do których bilety lotnicze kuszą niewiarygodnie niskimi cenami. Wiele osób decyduje się je kupić, często nie zdając sobie sprawy, że na miejscu jest z kolei bardzo drogo. Gdzie lepiej zabrać więcej pieniędzy?
Norwegia jest jednym z krajów, w którym ceny niektórych mogą zwalić z nóg Norwegia jest jednym z krajów, w którym ceny niektórych mogą zwalić z nóg Shutterstock

Bilety tanie, a na miejscu ceny jak z innej galaktyki

Tanie loty za 70, 60, a nawet za 40 zł w jedną stronę kuszą wielu i w wyszukiwarkach połączeń czy na stronach przewoźników zdarzają się często. Ale zwykle są to loty do takich krajów jak Norwegia, Szwecja czy Dania. A tam na miejscu jest naprawdę drogo, z czego część turystów nie zawsze zdaje sobie sprawę. Dlatego zanim się tam wybierzecie, skorzystajcie z porad innych.

Podkreślamy, że nie zamierzamy nikomu odradzać podróży do tych krajów. Każdy z nich jest piękny, ma wspaniałą przyrodę, zachwycające krajobrazy i oryginalną kuchnię. Są tacy, których wysokie ceny absolutnie nie zrażają, bo rekompensują je wrażenia na miejscu. Chcemy tylko uprzedzić, że w niektórych krajach trzeba przygotować się na spore wydatki.

Zapytaliśmy osoby, które odwiedziły Norwegię, Szwecję, Danię, Szwajcarię, Islandię i Izrael o to, które ceny produktów najbardziej zaskoczyły je na minus, a które na plus i czy są sposoby, aby nieco zaoszczędzić.

Do Oslo można dolecieć nawet za 38 złotych. Ale ceny na miejscu są już dużo wyższe Do Oslo można dolecieć nawet za 38 złotych. Ale ceny na miejscu są już dużo wyższe Shutterstock

Norwegia

Do Norwegii (Oslo-Torp) z Polski tanimi liniami można dolecieć już za 38,60 zł. Zdarzają się oczywiście terminy, kiedy lot w jedną stronę kosztuje nawet ponad 500 zł, ale generalnie ceny oscylujące w granicach 50-70 zł nie należą do rzadkości.

A jak jest na miejscu?

- Bardzo drogo! Największym problemem jest jedzenie, zwłaszcza jeśli człowiek stołuje się na mieście. Standardowy zestaw z popularnej restauracji z fast foodami to koszt ok. 90 zł, piwo w knajpie w centrum kosztuje ok. 35 zł. Komunikacja miejska też nie jest tania. Bilet na trzy dni, który uprawnia do przejazdu wszystkimi środkami transportu, kosztuje 115 zł. Bilet z lotniska do centrum Oslo to kolejne 100 zł. Wejścia do różnych muzeów to koszt ok. 50-80 zł - wymienia Błażej.

- Za zwykłego burgera w galerii handlowej zapłaciłam 40 zł. Mrożony kurczak w supermarkecie kosztował 150 zł. Ale za to porządne skórzane buty w promocji kupiłam za 50 zł. Akurat trafiłam na wyprzedaże i muszę przyznać, że ubrania były w naprawdę dobrych cenach - wspomina Maja.

Na wysokie ceny jedzenia uwagę zwróciła również Karolina. - W Alesund zjadłam najdroższego burgera w życiu, kosztował mnie jakieś 65-70 zł - wspomina. Dodaje, że ceny innych produktów też mogą niekiedy zaskoczyć. - Chleb kosztuje mniej więcej 18 zł, jajka podobnie. Na pewno nie ma sensu przepłacać w sklepach za wodę butelkowaną, bo ta w kranie jest zdatna do picia - radzi. Przyznaje jednak, że jest możliwość, aby wodę kupić za ok. 3 czy 4 zł. - Ale już lepsza woda i coca-cola kosztują ok. 20 zł za dwa litry - mówi.

Negatywnie zaskoczyły ją też ceny owoców morza i ryb. - Myślałam, że będą za grosze, tymczasem za łososia musiałam zapłacić więcej niż w Polsce - wspomina.

Karolina radzi, aby w Norwegii robić zakupy w sieci sklepów Rema1000. - Często mają różne promocje i oferują zestawy produktów do skomponowania obiadu za mniej niż 100 koron (ok. 44 zł - przyp. red.) - opowiada. 

Z kolei ogromnym plusem Norwegii z turystycznego punktu widzenia jest wiele darmowych atrakcji. - Chodzi o atrakcje przyrodnicze. W większości przypadków są one bezpłatne, podobnie jak parkingi przy nich - przekonuje. W Norwegii, a także w Szwecji i w Finlandii, obowiązuje bowiem prawo tzw. allemansrätten, według którego człowiek jest integralną częścią natury i ma prawo do nieograniczonego kontaktu z nią nawet na prywatnych terenach.

W każdym z wymienionych krajów poszczególne przepisy nieco się różnią (np. w kwestii tego, w jakiej odległości od zabudowań mieszkalnych można rozbić namiot - w Norwegii jest to 150 metrów), ale co do zasady pozostają takie same. Trzeba jednak pamiętać o tym, że płynie z tego też szereg obowiązków - trzeba szanować przyrodę, nie niszczyć jej i nie śmiecić.

To też może cię zainteresować: Takich widoków nie ma nigdzie indziej. Popełnisz błąd, jeśli nie przejedziesz choć jedną z tych tras [ZDJĘCIA]

Sztokholm jest jednym z najdroższych miast w Szwecji Sztokholm jest jednym z najdroższych miast w Szwecji Shutterstock

Szwecja

Tanimi liniami do Sztokholmu, Göteborga czy Malmö z Polski można dolecieć nawet za 54,60 zł. I choć zdarzają się też droższe bilety, generalnie lot do Szwecji kosztowny nie jest.

Zupełnie inaczej jest na miejscu, bo Szwecja należy do grona najdroższych krajów w Europie, a w wymienionych wyżej miastach koszty życia są jednymi z najwyższych w tym państwie. Chleb kosztuje ok. 9 zł, posiłek w niedrogiej restauracji 41 zł, butelka wody o pojemności 0,33 litra kupiona w restauracji ok. 6 zł, piwo ok. 26 zł. Jedna noc w dwuosobowym pokoju w Sztokholmie kosztuje średnio powyżej 300 zł. Na Airbnb jest taniej, tam można mieć już za niewiele ponad 200 zł cały apartament, a pokoje są jeszcze tańsze.

- Przy rezerwacji pokoju w hotelu sprawdźcie, czy ma okno. I czy drugie łóżko to nie jest po prostu kuszetka zwisająca ze ściany oraz czy łazienka nie jest na korytarzu. Bo cena 500 zł za noc nie chroni przed niespodzianką - ostrzega Olga.

W Szwecji, podobnie jak w Norwegii, obowiązuje za to wspomniane wcześniej prawo ludzi do kontaktów z naturą. Ze strony Visit Sweden dowiadujemy się, że ludzie mają tam dostęp do każdego terenu poza prywatnymi rezydencjami, najbliższym sąsiedztwem (70 metrów) domów mieszkalnych oraz poza polami uprawnymi. Można rozbijać namioty, zbierać w lasach grzyby, jagody i kwiaty, pływać w jeziorach, korzystać ze wszystkich plaż, o ile nie znajdują się przy prywatnych posesjach oraz łowić ryby w pięciu dużych jeziorach wzdłuż całego wybrzeża. 

Zobacz też: To państwo w całości wystawiło się na Airbnb. Obowiązuje tylko jedna zasada [WIDEO]

- Gdy jeździłam z rodzicami do Szwecji i Norwegii, to spaliśmy na kempingach. Mieliśmy ze sobą namioty, grilla, a na miejscu były też domki do wynajęcia. Te domki ratowały nam życie, bo jednak mocno tam pada, więc namiot nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. W czasie wyjazdu mój tata łowił ryby, więc czasem mieliśmy za darmo pysznego łososia z grilla - wspomina Zosia.

Zakupy warto robić w dyskontach, m.in. w sieciach sklepów Netto czy Willys.

Deptak Stroeget w Kopenhadze, jedna z atrakcji turystycznych miasta Deptak Stroeget w Kopenhadze, jedna z atrakcji turystycznych miasta Olga Itenberg/Wikimedia Commons/CC BY 2.0

Dania

Ceny biletów lotniczych do Danii są bardzo zróżnicowane. O ile do Aarhus można dolecieć nawet za 39 zł, a do Billund, gdzie znajduje się Legoland, za 54,60 zł, o tyle do Kopenhagi, trzeba przyznać, tani lot już nie tak łatwo znaleźć. Do stolicy Danii z Polski można dotrzeć za ok. 230 zł, ale trzeba się liczyć z przesiadką w Londynie, co wydłuża podróż.

Mimo to, Kopenhaga kusi wielu. - Od maja do października jest tutaj mnóstwo turystów - przyznaje pani Halina, Polka, która w Danii mieszka od ośmiu lat. I dodaje, że życie jest tutaj bardzo drogie. - Mieszkam w Kopenhadze. Butelka wody o pojemności 0,33 l kosztuje 20 koron duńskich, czyli około 11 złotych (1 korona duńska to ok. 0,57 zł - przyp. red.). Kawa to wydatek rzędu 35 koron, gałka lodów w niektórych miejscach kosztuje 25 koron, a za 25 dekagramów czereśni czasem trzeba zapłacić nawet 40 koron - wymienia. Szczególnie wysokie ceny są na najsłynniejszym deptaku w Kopenhadze, Stroget, gdzie jest mnóstwo turystów.

Polka radzi, aby zakupy robić w sieciach sklepów Netto. Tam za litr wody zapłacimy już dużo mniej, bo tylko 4 korony. 

Kuba, który Kopenhagę odwiedził jako turysta, zwraca uwagę też na wysokie ceny w restauracjach. - Wyjście na obiad dla dwóch osób to wydatek rzędu 150-200 zł, śniadania kosztują ok. 50 zł. Tyle samo kosztowało pół litra piwa w pubie. Dlatego polecam targi śniadaniowe, a na wieczór halę targową Torvehallerne - mówi.

A jak jest z komunikacją miejską? - Również nie należy do najtańszych, ale jest doskonale rozwinięta i zorganizowana. Kopenhaga podzielona jest na strefy. Bilet przynajmniej na dwie z nich kosztuje 24 korony, ale obowiązuje na wszystkie środki transportu: autobusy, metro i pociągi - wyjaśnia Polka. Turyści mogą kupić też kartę Copenhagen Card w kilku wariantach: 24-godzinną (400 koron), 48-godzinną (569 koron), 72-godzinną (689 koron) i 120-godzinną (899 koron). Jest droga, ale uprawnia do korzystania z transportu miejskiego bez limitu i daje darmowy wstęp do 86 atrakcji. 

Bilet na komunikację miejską lepiej mieć, bo gdy kontrola złapie gapowicza, wystawia mandat w wysokości ok. 700 koron.

Kuba jako turysta nie poleca z kolei poruszania się komunikacją miejską. Jego zdaniem jest droga i nieopłacalna. - Płaci się za przejazd przez strefę, a strefy są niewielkie. Miasto bardzo dobrze zwiedza się pieszo. Polecam też korzystanie z rowerów. Rowery miejskie są w bardzo dobrym stanie, wyposażone w tablet i nawigację, więc nie ma obaw, że ktoś się zgubi - podpowiada.

Jeśli macie nadzieję, że chociaż nocleg będzie tani, jesteście w błędzie. Gdy Kuba był w Kopenhadze cztery lata temu, trudno mu było znaleźć budżetową opcję, więc skorzystał z Couchsurfingu. - Ludzie są bardzo mili i nawet jeśli sami nie mogą cię przenocować, to pomagają w znalezieniu kogoś, kto to zrobi - przekonuje. Następnym razem wybrał Airbnb i wówczas za dwie noce w dwuosobowym pokoju bardzo niskiej jakości zapłacił 800 zł. - To była najtańsza opcja - wspomina.

Pani Halina przyznaje, że gdy przyjechała do Danii po raz pierwszy, była bardzo zaskoczona cenami. - Ktoś, kto przyjeżdża tutaj zupełnie niezorientowany i nieprzygotowany, przeżywa szok. Ja wciąż często jeżdżę do Polski, więc nadal porównuję koszty życia w tych dwóch krajach. Ale ci, którzy nie wyjeżdżają, przyzwyczaili się. Gdy zaczyna się zarabiać na miejscu, jest łatwiej - opowiada.

I dodaje, że przeciętny Duńczyk wydaje na jedzenie jeszcze więcej, ponieważ w kraju panuje moda na kupowanie produktów ekologicznych i od lokalnych producentów, których ceny są odpowiednio wyższe. - Ale każdego stać na to, żeby podróżować. Ze względu na klimat Duńczycy chętnie wyjeżdżają do egzotycznych krajów - kończy.

Pobyt w Szwajcarii jest drogi, ale ma też wiele zalet, dlatego nie warto rezygnować z wyjazdu Pobyt w Szwajcarii jest drogi, ale ma też wiele zalet, dlatego nie warto rezygnować z wyjazdu Norbert Aepli/Wikimedia Commons/CC BY 2.5

Szwajcaria

Lot do Bazylei z Polski można znaleźć w tak przystępnych cenach jak 94, 78,60 czy 54,60 zł. Bilety do Zurychu są już jednak droższe. Za podróż w obie strony trzeba zapłacić ok. 400 zł.

Gdy zapytaliśmy osoby, które odwiedziły Szwajcarię, o ich wrażenia, najbardziej spodobała nam się odpowiedź Marty. - W Szwajcarii nie ma czegoś takiego jak 'tanie'. Ale gdybym miała tam polecieć jeszcze raz, zrobiłabym to, bo warto! - przekonuje.

Filipa, który mieszka w Bazylei, też zaskoczyły wysokie ceny. - Przejazdy pociągami są bardzo drogie, podróż do Zurychu z Bazylei, czyli mniej niż 100 km, kosztuje 40 franków szwajcarskich (obecny kurs franka to 3,69 zł, czyli bilet kosztuje ok. 147 zł - przyp. red.). Wyżywienie w restauracjach i alkohol w barach też nie są tanie, za piwo płaci się ok. 8 franków. Wysokie są również ceny usług takich jak na przykład fryzjer - wymienia. Dodaje, że bardzo drogie w sklepach jest mięso i nawet Szwajcarzy jeżdżą do Francji lub Niemiec, aby je kupić, bo ceny są niższe.

Zadowolony był natomiast z cen noclegów, które były porównywalne do tych w zachodnich stolicach europejskich: Amsterdamie, Paryżu czy Londynie. - Na pewno nie są droższe - zapewnia. Na Airbnb ceny całych mieszkań w dobrym standardzie, zarówno w Bazylei, jak i w Zurychu, oscylują w okolicach 200 zł za noc. 

Jego zdaniem warto też wypożyczyć samochód, ale nie po stronie szwajcarskiej, a francuskiej. - Zamiast Basel trzeba wybrać Mulhouse w wyszukiwarkach i przejść na drugą stronę lotniska - tłumaczy.

Filip zachęca też do popływania w Renie, co jest darmowe, o ile ma się własną torbę na swoje rzeczy, zrobienia nad rzeką grilla - są publiczne grille, a mięso najlepiej kupić w Niemczech, gdzie można dojechać tramwajem, a w lutym do przyjechania na darmowy festiwal. - Bazylea może być dobrą bazą wypadową do okolicznych kurortów górskich, jak  Engelberg czy Grindenwald. Trzeba tylko pamiętać, że koszty wyciągów latem to około 30 franków na górę i w dół - przestrzega.

Fanką Szwajcarii jest też Paulina. - Owszem, jest tam drogo i z takim założeniem trzeba jechać. Natomiast jakość usług także jest bardzo wysoka i w Szwajcarii przynajmniej zawsze wiem, za co płacą. Podróżowanie pociągami to czysta przyjemność, porcje jedzenia w restauracjach (zwłaszcza w górach) zwykle są ogromne (dwie osoby się najedzą), a widoki... Widoki rekompensują wszystko - zachwyca się.

- Trzeba tylko uważać na rachunki telefoniczne. Szwajcaria nie jest w UE, więc nie działa tu europejski roaming. Kiedyś jednak wprowadzono mnie w błąd - pani z salonu sieci komórkowej tak długo zapewniała, że ceny połączeń są dokładnie takie same jak w Unii, bo Szwajcaria ma osobną umowę, że w końcu jej uwierzyłam. Niestety, bo to nieprawda. Za ok. 20 minut rozmowy po powrocie do Polski dostałam rachunek ok. 500 zł. Reklamacji nie uwzględniono - przestrzega Paulina.

Może zainteresuje cię: Hotel w Szwajcarii, który co roku buduje się od nowa. Chcesz w nim zostać? Stwórz samodzielnie własne igloo [ZDJĘCIA]

Szwajcarię znasz tylko z reklam czekolady? Błąd! Tutaj nawet wiadukt kolejowy wygląda jak z filmu [ZDJĘCIA]

Wioska w Szwajcarii szuka... mieszkańców. Każdemu zaoferuje 100 tysięcy złotych

Tradycyjne islandzkie swetry kosztują ponad 400 złotych Tradycyjne islandzkie swetry kosztują ponad 400 złotych Shutterstock

Islandia

Ceny biletów na Islandię nie są aż tak niskie, jak w przypadku wcześniej wymienionych krajów. W sezonie letnim sięgają nawet 800 zł za lot w jedną stronę. Po wakacjach znacznie jednak spadają i jesienią oraz zimą można znaleźć lot już za ok. 129 zł w jedną stronę. A to przecież wtedy na Islandii najlepiej widać zorzę polarną! Może więc wylot latem lepiej sobie darować?

Dla cen na miejscu nie ma jednak znaczenia to, kiedy polecicie. Zawsze jest drogo. - Pierwsze przychodzą mi na myśl te słynne islandzkie swetry. Kosztują od 400 zł w górę za sztukę - opowiada Ula. - Ale też są warte swojej ceny - dopowiada Paulina, która skusiła się na taki sweter i twierdzi, że może zapłacić więcej, jeśli wie, za co. - Te swetry są z nieprzemakalnej wełny owiec hodowanych tylko na Islandii i zimą grzeją jak kurtka. Trzeba tylko pamiętać, żeby pod spodem mieć bieliznę termiczną z golfem, bo potwornie gryzą - uprzedza.

Ula wymienia też ceny jedzenia i włos ponownie jeży się na głowie. - Porcja makaronu w restauracji - 80 zł, porcja ryby z surówką i puree ziemniaczanym - 110 zł, piwo w knajpie - 35 zł - wylicza. Zakupy radzi robić w sklepach Bonus, które są dyskontem. Jogurt Skyr, który jest tradycyjnym wyrobem islandzkim, można kupić tam bardzo tanio, bo za ok. 5 zł. Piwo z kolei sprzedawane jest tylko w wybranych sklepach i kosztuje ok. 15 zł za puszkę.

Islandię odwiedził też Kamil Fejfer, dziennikarz ekonomiczny i analityk rynku pracy i nierówności społecznych. - Dla Polaków ceny są dość kosmiczne. Pizza to równowartość 100 zł, piwo w barze ok. 30 zł. Burgerów nawet nie liczyłem, bo się bałem, ale myślę, że było to ok. 40-50 zł. Dużą popularnością cieszą się hot dogi, kosztują ok. 15-20 zł - wymienia.

Wszyscy zwracają jednak uwagę na ogromną zaletę Islandii, czyli darmowe atrakcje turystyczne. 

- Parki narodowe są bezpłatne, a nawet za atrakcje położone na prywatnych terenach miejscowi nie pobierają opłat lub pobierają symboliczne kwoty, np. za wstęp na teren jeziora Kerid płaci się ok. 15 zł - mówi Ula.

- Trudno jest ogrodzić wodospad, więc wchodzi się za darmo. Gejzer jest co prawda ogrodzony, ale wstęp też bezpłatny. Wygasły wulkan za darmo, plaże za darmo, muzea, poza prywatnymi, również za darmo, bezpłatne jest też wejście na lodowiec, choć w tym przypadku lepiej zainwestować w przewodnika dla bezpieczeństwa - radzi Kamil. 

Kamil Fejfer podróżował po Islandii wynajętym samochodem w cztery osoby. Twierdzi, że to najlepszy sposób na poruszanie się po wyspie. Z ubezpieczeniem za tydzień kosztowało ich to ok. 1500 zł. - Benzyna nie jest przesadnie droga, kosztuje 7,50 zł za litr - dodaje.

Fejfer wyjaśnia, skąd na Islandii biorą się takie ceny. - Po pierwsze jest to wyspa, na którą wszystko musi przypłynąć, więc wzrastają koszty. Odbiorców jest niewielu, ok. 340 tysięcy, więc nie ma korzyści skali. Po drugie Islandia jest najbardziej uzwiązkowionym krajem Europy, bo tam około 80 proc. ludzi należy do związków zawodowych. To one negocjują stawki z pracodawcami, więc mają większą siłę przetargową. Więc w te ceny są wliczone wysokie pensje dla pracowników o niskich kwalifikacjach - tłumaczy.

Jako przykład podaje znajomą sprzątaczkę, u której pomieszkiwali podczas pobytu. Było ją stać na to, aby wynająć domek dla całej swojej rodziny położony kilka kilometrów od oceanu i z widokiem na góry. Na zewnątrz znajdowała się wanna z hydromasażem, w środku wszystko, co potrzeba: telewizory, zmywarki etc. - Stać ją na to właśnie dlatego, że tam są takie ceny - podsumowuje.

Może zainteresuje cię też: Tu nie ma pociągów, a dzieci ze szkoły może odebrać ci prezydent. Dlaczego Polacy decydują się tu mieszkać?

Bazar Carmel - najbardziej znany i największy targ w Tel Awiwie Bazar Carmel - najbardziej znany i największy targ w Tel Awiwie Ted Eytan/flickr.com/CC BY-SA 2.0

Izrael

Izrael to zdecydowanie najbardziej egzotyczny z wymienionych kierunków. Latem bilety lotnicze są drogie, ale wówczas jest tam tak upalnie, że lepiej zdecydować się na wyjazd późną jesienią lub zimą. A wówczas ceny mocno spadają. W październiku i listopadzie średnio płaci się ok. 209 zł za lot w jedną stronę, ale są też tańsze bilety, np. za 129 i 109 zł. Skąd biorą się te stosunkowo niskie ceny przelotów? Dofinansowuje je Ministerstwo Turystyki Izraela w ramach promocji kraju.

Izrael ma jednak opinię drogiego kraju. Szekle i złotówki przelicza się praktycznie jeden do jednego, ale średnie zarobki w Izraelu są wyższe niż w Polsce. Co pociąga za sobą też wyższe ceny.

- Po kilku dniach pobytu najzwyklejsza kanapka za 40 zł wydawała nam się tania - przyznaje Paulina. Standardem są też ceny miski hummusu z dwoma falafelami, które oscylują wokół 35 szekli. Ale trzeba przyznać, że to posiłek bardzo sycący i zaspokaja apetyt na długie godziny.

- Ja bym Izraela tak nie demonizowała. Jak się człowiek dobrze zorganizuje, to nie ma tragedii - przekonuje Kamila. Uważa, że przy odrobinie cierpliwości da się znaleźć sklep z wodą za pięć do siedmiu szekli, choć są i takie, gdzie pół litra kosztuje 10 szekli. - To jest już przesada. Celowałabym w sklepy oddalone od plaży i atrakcji turystycznych. A najlepiej w jedzenie zaopatrywać się na bazarach. Na taki targ lepiej nie iść najedzonym, bo sprzedawcy, żeby przekonać do zakupu, częstują wszystkim po kolei. Po kilku stoiskach masz już dość - żartuje.

Z obiadami jest podobnie, wystarczy poszukać i czasem wybierać miejsca niepozorne. Na największym bazarze w Tel Awiwie, Carmel, jest restauracja, w której duża porcja hummusu z pitą kosztuje 15 szekli. - Polecam też budki z jedzeniem. Ceny zestawów są wysokie, ok. 40-45 szekli, ale najeść się można bez problemu na cały dzień, dania głównego nikt nie żałuje - zapewnia.

Mieszkania najlepiej szukać przez Airbnb, ceny utrzymane są w okolicach średniej europejskiej. Koszty komunikacji miejskiej są przeciętne, za ok. 16 szekli pojechaliśmy autobusem z Tel Awiwu do Jerozolimy (ok. 50 km - przyp. red.) - wymienia Kamila.

Z żalem mówi, że nie ma tylko żadnego patentu na tanie drinki. - Wszędzie są drogie, w granicach 40-50 szekli - kończy.

To też może cię zainteresować: 'Najlepsze pod każdym względem', 'Mogę spacerować całymi dniami'. I polecicie tam za kilkadziesiąt złotych. Które miasto tak zachwyca?

Drogo? Nie musisz rezygnować

Przytoczone historie pokazują, że choć ceny w wymienionych krajach potrafią zwalić z nóg, są sposoby na to, aby wydać mniej. Odwiedzanie dyskontów, zorientowanie się, czy opłaca się jeździć komunikacją miejską, sprawdzenie, które atrakcje turystyczne są za darmo (a jak widać, w krajach Europy Północnej jest ich naprawdę sporo) mogą okazać się kluczem do sukcesu i do tego, aby wasz portfel za bardzo nie ucierpiał. Tak jak w przypadku każdej innej podróży, tak i tutaj najlepiej sprawdzi się wczesne i dokładne zaplanowanie całego wyjazdu.

Zobacz też: Lonely Planet wybrało Wilno jednym z najlepszych kierunków w Europie na 2018 rok. Pojechaliśmy sprawdzić, co można tam robić

Komentarze (128)
Bilety lotnicze tanie jak barszcz, ale na miejscu drogo jak diabli. 'Piwo kosztuje 35 zł, ale najgorszy był rachunek za telefon'
Zaloguj się
  • lukasz_patrykus

    Oceniono 79 razy 47

    wszystkie kraje gdzie ludzie dobrze i godnie zarabiają są "drogie", tylko taki Szwajcar w tej "drogiej" Szwajcarii za średnią pensje może sobie kupić 3200 litrów benzyny a w taniej Polsce średnio zarabiający Polak jakieś 600 litrów... nie mówiąc już o elektronice i innych ajfonach, które często są droższe w Polsce niż w Szwajcarii czy USA...no to ja się pytam gdzie tak na prawdę jest drożej?

  • maj.basia

    Oceniono 22 razy 16

    Do Kopenhagi przez Londyn ?Czy nie lepiej do Malmoe, a stamtąd mostem do Kopenhagi, tak zrobili znajomi Czesi, byli bardzo
    zadowoleni.

  • crex-crex

    Oceniono 15 razy 11

    Nareszcie ktoś przyznał (w tym red. Fejfer, który śledząc nierówności społeczne i propagując "uzwiązkowienie" zapuścił się aż na Islandię) że wyższe ceny mają związek z wyższymi wynagrodzeniami.

  • e.olsen

    Oceniono 12 razy 10

    Mogą się schować z tą drożyzną przy naszym siermiężnym Zakopanym...

  • mr.powers

    Oceniono 10 razy 10

    Kiedys bylo takie powiedzenie: Jak sie nie ma miedzi, to sie w domu siedzi.

  • matatjahu

    Oceniono 7 razy 7

    obiad dla dwóch osób nad morzem, w spelunce, w której kantują na wadze ryby, wychodzi 170-180 zł. czyli niemal tyle samo za osobę co w danii czy w izraelu. herbatka w warszawie w zwykłej knajpie potrafi kosztować 8-10 zł. przecież wystarczy od centrum miasta pójść 2-3 km i można w marketach kupić wszystko w cenach wyższych niz w Polsce o 20-30%. Dla przykładu w bazylei w sklepie aldi basel merci po 4,19 CHF a w Polsce ok. 13-15 zł. chleb jest 2 x droższy, zaś coca-cola droższa o 2 zł.To po prostu w Polsce, Polsacy zarabiają zbyt mało. Mediana wynagrodzeń to ok. 3050zł brutto. i tak zarabia 70% Polaków. Zarabiamy więc 3 x mniej niż słabo wykwalifikowani robotnicy w starej unii.

  • snooka

    Oceniono 8 razy 6

    Bazylea bazą wypadową do Engelbergu i Grindenwaldu? Czy to pisał stażysta po dopalaczach?

  • ugi12

    Oceniono 5 razy 5

    Trzeba jeździć nie tam gdzie już jest drogo, ale tam gdzie drogo dopiero będzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX