Przedświąteczny Budapeszt rzuca na kolana. Jak go odkryć? Chodzić tam, gdzie miejscowi [CENY I ADRESY]

Omijałam go przez ostatnie 10 lat. Dziś biję się w piersi: Budapeszt to nie jest gorsza Praga ani biedniejszy Wiedeń. Budapeszt to Budapeszt - fantastyczne miasto, które nie ma kompleksów i nikogo nie udaje. Idealne, by na chwilę uciec przed świąteczną gorączką.
Budapeszt przed świętami Budapeszt przed świętami fot. Paulina Dudek

Ta informacja się przyda: złotówka to 70 forintów

Zapraszamy na drugi odcinek naszego cyklu o zwiedzaniu europejskich miast . W poprzedniej części oprowadzaliśmy Was po mniej znanych miejscach Barcelony. Dziś zachwycający Budapeszt.

Pierwsze, co rzuca się w oczy w Budapeszcie: to architektoniczne cudo. Pokryty patyną secesyjny Disneyland. Ale nie muzeum, tylko miejsce tętniące życiem, a przy całej swej urodzie nie onieśmielające i jakoś swojskie. Odkrywa się je banalnie łatwo: większość największych zabytków (a za taki mogłaby uchodzić co druga kamienica w centrum) leży stosunkowo blisko siebie, można zwiedzać nawet pieszo, ale miejska komunikacja leje miód na serce turysty (w Budapeszcie są cztery łatwe do ogarnięcia linie metra, a tramwaje 47 i 49 na najpopularniejszych turystycznie trasach kursują co 10 minut; opłaca się kupić Budapest Card - turystyczną kartę miejską na 24, 48 lub 72 godziny, kosztuje w przeliczeniu 64/107/127 zł), tym bardziej, że kontrole - zwłaszcza w metrze - są częste, a karta to także darmowe wstępy do wielu muzeów).

Budapeszt to raj dla łasuchów, choć niekoniecznie wegetarian (Węgrzy z warzyw uznają ziemniaki. Surówka? Raczej ciepły groszek wytarzany w zasmażce. Zatem gulasz, łazanki, gołąbki, kiełbaski. No i te kawiarnie, strudle, ciastka, torty! Kawa!). Niektórzy jeżdżą tu tylko dla gorących źródeł i słynnych kąpielisk, jakby żywcem wyjętych z CK Dezerterów. Dla nich samych warto.

A są jeszcze budapesztańskie knajpy, z których nie chce się wychodzić przez całą noc, np. kultowa Szimpla. Warto wybrać się na wycieczkę do dzielnicy żydowskiej (2014 jest na Węgrzech Rokiem Holocaustu), w dzień zwiedzać teren dawnego getta, a wieczorem wybrać się na koszerną kolację (albo chociaż kubek koszernej herbaty).

Przed świętami do swoich codziennych atrakcji Budapeszt dorzuca bonusy: jarmarki bożonarodzeniowe z prawdziwego zdarzenia, doskonałą wystawę Rembrandta w Muzeum Sztuk Pięknych (czynna do 15 lutego) i zimową promocję w hotelach (rezerwując 2 lub 3 noce dodatkową noc dostaje się gratis. Tym sposobem trzy noce dla dwóch osób w czterogwiazdkowym hotelu można ustrzelić za 100 euro. Chcąc spędzić święta - przyjazd na Wigilię, wyjazd w niedzielę 27.12 - w legendarnym secesyjnym hotelu Gellert, który ma własne, najpiękniejsze w całym mieście kąpielisko, trzeba wydać 260 euro za dwie osoby bez śniadania).

Budapeszt zostawia w tyle innych jeszcze pod jednym względem: jest superłatwodostępny. Lot w jedną stronę zajmuje godzinę. Bez problemu można znaleźć bilety na święta za 300 złotych w dwie strony, bo regularnie lata tu tania linia Wizz Air. W promocji do węgierskiej stolicy można dolecieć za 70 zł albo taniej, a promocje są częste. Do Pragi czy Paryża już tak się nie da, a na pewno jest dużo trudniej.

Jeśli nigdy nie byliście w Budapeszcie albo byliście, ale nie przed świętami, to czytajcie dalej i... rezerwujcie bilety.

Świąteczny Budapesztfot. Shutterstock

Zdjęcie Budapeszt Zdjęcie Budapeszt. Miniprzewodnik Zdjęcie Budapeszt. Przewodnik-celownik.
Budapeszt Budapeszt. Miniprzewodnik Budapeszt. Przewodnik-celownik
Porównaj ceny ? Sprawdź ceny ? Porównaj ceny ?
źródło: Okazje.info
Kąpielisko w hotelu Gellert w Budapeszcie Kąpielisko w hotelu Gellert w Budapeszcie fot. Shutterstock

Zimny weekend na gorąco: kąpieliska Sechenyi i Gellert

Zimny weekend na gorąco: kąpieliska Sechenyi i Gellert

Biegniesz w kostiumie kąpielowym po śniegu, na szczęście tylko kilkanaście metrów, bo jest zimno jak cholera. To nie krępujący sen, tylko rzeczywistość najsłynniejszego budapesztańskiego kąpieliska Szechenyi (czyta się: Seczeni). Uczucie, gdy z mrozu wchodzi się do wody o temperaturze 34 stopni Celsjusza, wszędzie dookoła jest para, dorośli ludzie śmieją się jak dzieci, a na głowę pada śnieg, to czysta ekstaza.

Kąpielisko Szechenyi cieszy miejscowych i przyjezdnych już od ponad 100 lat i jego istnienie nie jest raczej tajemnicą poliszynela, ale warto tu przyjść mimo sporej liczby odwiedzających (wcale nie przeważają turyści, tylko wielopokoleniowe budapesztańskie rodziny). Na cały dzień albo kilka godzin wieczorem, zregenerować mięśnie po męczącym zwiedzaniu. Poza dostarczającymi wrażeń basenami zewnętrznymi Szechenyi ma 11 basenów wewnętrznych z wodą o temperaturze od 28 do 40 stopni Celsjusza, kilka saun (w tym aromaterapię i terapię światłem), można się tu nauczyć pływać. Atrakcją jest nie tylko cudowna, ciepła woda (schłodzona z pierwotnych 70 stopni C), ale samo wnętrze i atmosfera - kafelki, marmury, długie korytarze i... wielkie kaloryfery, na których suszą się mokre ręczniki. Warto kupić bilet z oldschoolową kabiną-przebieralnią w cenie. To podróż w przeszłość, a przy tym spora wygoda (kabina jest vintage, z siatką i zasłonką, ale zamek elektroniczny, można bez obaw się przebrać, zostawić dobytek i iść do wody). Bilet z kabiną na cały dzień kosztuje 4600 forintów, w weekend 4800 (w przeliczeniu 13/14 euro).

Kąpielisko Szechenyi w Budapeszciefot. Shutterstock

Alternatywą dla Szechenyi jest najpiękniejsze kąpielisko w całym Budapeszcie - w secesyjnym hotelu Gellert. Marmurowy basen na środku zdobionej sali balowej - mniej więcej tak to wygląda. Goście hotelu jedną wizytę w termach mają w cenie noclegu (z pokoju można iść w szlafroku). Można też przyjść z ulicy, jest trochę drożej niż w Szechenyi (5300/5500 forintów za bilet całodniowy z kabiną), basenów mniej, ale znów warto dla samej atmosfery. A najlepiej pójść do obydwu kąpielisk i porównać. Albo sprawdzić inne. Budapeszt posiada ponad 80 źródeł termalnych. Kilka łaźni pochodzi jeszcze z czasów tureckich (np. Rudas i Kiraly).

Kąpielisko termalne w hotelu Gellert w Budapeszciefot. Shutterstock, kolaż Gazeta.pl

Idąc do kąpieliska, trzeba mieć oczywiście kostium i ręcznik (w Gellercie można wszystko kupić przed wejściem na basen, ale jest drogo). Przyda się szlafrok, klapki i czepek do pływania, ale można się bez nich obejść. Na miejscu są suszarki do włosów (w Szechenyi bardzo słaby nawiew, trudno wysuszyć dłuższe włosy).

Nasz obiad w Hali Targowej w Budapeszcie. Najedliśmy się. Nasz obiad w Hali Targowej w Budapeszcie. Najedliśmy się. fot. Paulina Dudek

Głodni bardzo?

Głodni bardzo?

W Budapeszcie zjecie dużo, dobrze i na każdą kieszeń.

Wersja tańsza:

1. tradycyjny węgierski obiad w Wielkiej Hali Targowej - na pierwszym piętrze jest restauracja (w formie bufetu, a w nim doskonałe gulasze z lanymi kluskami, bogracze, gołąbki na kapuście, wędzona golonka, łazanki zasmażane z jajkiem i śmietaną, zapiekanka ziemniaczana z kiełbasą, klopsy itp., na deser strudle; na każdym stoliku woda z saturatora) i liczne stoiska (oferujące wszystko, co powyżej plus świeże langosze, naleśniki, kiełbaski, kaszankę, kotlety itp., je się przy wysokich stolikach nakrytych ceratami w kratkę lub na stojąco, często brakuje miejsc);

2. najlepszego langosza zjecie w żółtej budzie w parku niedaleko kąpieliska Szechenyi (najlepiej poczekać na świeżego, klasyk to langosz ze śmietaną i czosnkiem); ceny langoszy w Budapeszcie wahają się od 200 do 500 forintów (3-7,5 zł);

3. tajnym (już nie) adresem jest stołówka Fortuna w dzielnicy zamkowej (Fortuna utca 4) - w tygodniu niedrogie lunche za 700-1200 forintów (10-17 zł), ale otwarte tylko od 11:30 do 14:30, w weekendy nieczynna.

Na Węgrzech obiad nie liczy się bez deseru. Wielki wybór strudli (wypiekanych na miejscu), ciastek i tortów czeka na Was w Hali Targowej. Koniecznie zajrzyjcie też do kawiarni Ruszwurm (http://www.ruszwurm.hu/) w dzielnicy zamkowej na słone ciastka lub tradycyjne ciastko zserbo. Ruszwurm było pierwszą kawiarnią otwartą w Budzie, istnieje od 1828 roku. Po 12 w południe trudno znaleźć tu wolne miejsce. Nic dziwnego, to właśnie z Ruszwurm w dniu koronacji przywieziono ciastka i kawę z mlekiem dla Elżbiety Bawarskiej, czyli cesarzowej Sissi. Podobno Sissi została ich wierną fanką. Potwierdzam, że ciastka są znakomite, kawa przepyszna, a wnętrze i obsługa fenomenalna.

W kawiarni Ruszwurm w Budapeszciefot. Paulina Dudek

Wersja nieco droższa:

1. obiad w Pierwszym Domu Strudli (Elso Pesti Reteshaz, Oktober 6. utca 22, http://www.reteshaz.com) - najlepszy adres, by zjeść i zobaczyć, jak się robi tradycyjne strudle (ciasto jest tak cienkie, że można przez nie czytać gazetę). Tu na przystawkę serwują strudla a la hortobagy - z gulaszem, w paprykowym sosie z kapką śmietany. Popisowym daniem głównym jest udko kaczki (lub gęsi) z czerwoną kapustą i puree z ziemniaków. Do tego dobre węgierskie wino. I oczywiście słodki strudel (typowe nadzienie to biały ser z rodzynkami albo morelami, wiśnie z kompotu lub prażone jabłka) z filiżanką kawy na deser. Restauracja jest idealna na nieco bardziej wystawny obiad, ale miejsce swojskie i przemiła obsługa;

2. restauracja Spieler w pasażu Gazsdu. Wariacje zachodnich i azjatyckich dań: pieczeń z jelenia z dynią albo burger z łososia z frytkami wasabi (świetne). Na deser można zamówić gorące naleśniki z domowym dżemem brzoskwiniowym albo tort Spieler - trzy rodzaje biszkoptu (klasyczny, czekoladowy, orzechowy) nasączone rumem z sosem czekoladowym i bitą śmietaną, podawane w słoiczku. Gazsdu to budapesztańskie Soho, mieści się w odrestaurowanej dzielnicy żydowskiej, dziś jest najbardziej trendy miejscm na wieczór;

3. restauracja Robinson w parku nad stawem niedaleko Szechenyi. Świetny gulasz z łazankami, niezłe wina, ładny wystrój. Jedyne miejsce, gdzie podano mi surówkę (czyli marynowane ogórki ;)) do obiadu. Ciekawostka: w Robinsonie miała wesele Ilona Staler, czyli słynna Cicciolina, węgierska gwiazda porno, która potem została posłanką. Tak czy inaczej, dobre miejsce na niedzielny obiad po wizycie w kąpielisku Szechenyi;

4. na deser idźcie do "najpiękniejszej kawiarni świata'" - New York Cafe (http://budapest.boscolohotels.com/restaurant-and-bar/new-york-cafe/). To trzeba zobaczyć.

Strudle w fot. Paulina Dudek

I jeszcze słówko o legendarnej ostrości węgierskiej kuchni. Mówi się, że tutejsze gospodynie robiąc obiad najpierw stawiają na stole słoik papryki, a potem zastanawiają się, co dalej. Węgrzy rzeczywiście używają najwięcej papryki na świecie (policzono, że średnio 200 gram na 1-1,5 kg mięsa), ale jest to głównie papryka słodka. Dania w wersji bazowej wcale nie są ostre, doprawia się je ostrą przyprawą, która stoi na stole, więc nie trzeba się bać. Gdybyście jednak rozochoceni przesadzili, nie pijcie wody! Nie da się nią ugasić żaru, trzeba zagryźć chlebem.

Budapesztańskie tramwaje w grudniu Budapesztańskie tramwaje w grudniu fot. Shutterstock

Jarmarki bożonarodzeniowe i inne świąteczne atrakcje

Jarmarki bożonarodzeniowe i inne świąteczne atrakcje

Jadąc do Budapesztu przed świętami na pewno poczujecie ich atmosferę. Miasto, pięknie oświetlone na co dzień, w adwencie wygląda jak zaczarowane - obwieszone światełkami są nie tylko mosty, kamienice i drzewka, ale nawet niektóre tramwaje. Znajdziecie tu też bożonarodzeniowe jarmarki, które rozmachem i nastrojem nie ustępują niemieckim.

Największy jarmark adwentowy rozkłada się na placu Vörösmarty. Na dziesiątkach kramów można kupić grzane wino (czerwone i białe), cydr albo gorący bezalkoholowy sok jabłkowy z cynamonem (dwa napoje to koszt ok. 1500 forintów); tradycyjne węgierskie dania na słodko i słono (czasem trafiają się rzeczy przedziwne, np. gulasz z... jąder kurczaka) i rękodzieło (kupowanie gwiazdkowych prezentów tutaj to frajda, a nie męka w centrum handlowym). Dużo ludzi (w tym lokalsów), a poza zakupami i jedzeniem koncerty, Mikołaj, kolędy, czyli wszystko tak, jak być powinno. Jarmark działa do 24. grudnia.

Jarmark adwentowy w Budapeszciefot. Shutterstock

Plac Vörösmarty tak czy tak wart jest odwiedzenia. Tu znajduje się pierwszy przystanek kolejki podziemnej, pierwszego metra na kontynencie (z 1896 r., koniecznie trzeba się nim przejechać - stacje są całe w secesyjnej ceramice, ze stylizowanymi nazwami przystanków, a sama kolejka to trzy żółte wagoniki, kursujące chyba co minutę), słynna cukiernia Gerbaud (http://www.gerbeaud.hu/en, można tu kupić słodycze na prezent, wyglądają jak biżuteria) i restauracja Onyx, w 2011 roku uhonorowana gwiazdką Michelin (http://www.gerbeaud.hu/en, rezerwacja stolika wymagana). Od placu wychodzi reprezentacyjna ulica Vaci.

Jarmark przy Vörösmarty jest największy, ale ten przy bazylice św. Stefana chyba najprzyjemniejszy. Wspaniała bryła bazyliki daje niezwykłą oprawę dla stoisk i sztucznego lodowiska, jarmark jest mniejszy, ale czynny dłużej - do 1. stycznia. Tu także jedzenie, picie i prezenty.

Jarmark adwentowy przed Bazyliką św. Stefanafot. Paulina Dudek

Jest jeszcze jarmark na placu Deák w Parku Urzędu Miasta, za kościołem ewangelickim. Działa do 24. grudnia i lubią go szczególnie rodzice z dziećmi, bo oferuje wiele atrakcji dla najmłodszych.

Osobny temat to lodowiska. Są aż cztery: Przed Bazyliką św. Stefana (www.adventiunnep.hu), w Parku Miejskim (www.mujegpalya.hu), na stadionie Arena Jégterasz  www.jegterasz.hu i w Dzielnicy Óbuda (www.adventobudan.hu).

Lodowisko w Parku Miejskim w Budapeszciefot. Shutterstock

Aby popatrzeć na świąteczny Budapeszt z góry, najlepiej wdrapać się na Wzgórze Gellerta, Wzgórze Zamkowe, albo przejechać się na Sziget Eye, czyli diabelskim młynie (zbieżność nazwy koła ze słynnym muzycznym festiwalem jest nieprzypadkowa). Sziget Eye robi trzy pełne okrążenia, a z wagonika można podziwiać rozświetlone miasto w miniaturze. Koszt przejażdżki dla dorosłego to 8 euro.

Muzeum Dom Terroru w Budapeszcie Muzeum Dom Terroru w Budapeszcie fot. Shutterstock

A co robić, gdy jest zimno?

A co robić, gdy jest zimno?

Nawet jeśli nie lubicie muzeów, Budapeszt ma kilka naprawdę wartych odwiedzenia.

Włosy na głowie zjeży Wam Dom Terroru (Andrassy ut. 60, to na nim wzorowane było nasze Muzeum Powstania Warszawskiego). Zamiast dokumentów w gablotach jest tu wyłożona czerwoną tapicerką limuzyna za czarną zasłoną (na zmianę zapala się i gaśnie światło, ukazując demoniczne wnętrze samochodu, warto to zobaczyć minimum dwa razy) i świetlica żywcem wyjęta z komunistycznych wyborów. Każda kolejna sala to zaskoczenie. Najgorsze czeka w podziemiach, gdzie faktycznie przetrzymywano i torturowano hitlerowskich i komunistycznych więźniów: cela z szubienicą, mikroskopijny karcer, w którym można tylko stać bez ruchu, z wydrapanymi na ścianach imionami więźniów, rzucony na ziemię brudny worek, narzędzia mające skłonić ludzi do składania zeznań.

Wystawa Rembrandta i holenderskich mistrzów w Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszciefot. Shutterstock

Dla rozluźnienia i uczty dla zmysłów idźcie do Muzeum Sztuk Pięknych (Dózsa György út 41) na trwającą jeszcze wspaniałą wystawę Rembrandta i złotego wieku holenderskiego malarstwa. To jedno z największych artystycznych wydarzeń w Budapeszcie w ostatnim czasie. Ekspozycja składa się z siedmiu rozdziałów tematycznych - od tła historycznego przez portrety, wizerunki bogactwa, aż po holenderskie pejzaże. Obrazy pochodzą ze zbiorów własnych muzeum, ale też z Muzeum Narodowego w Sztokholmie, Rijkmuseum w Amsterdamie i paryskiej Kremer Collection. Gwiazdą jest oczywiście sam Rembrandt. Można tu zobaczyć słynnego "Astronoma", wczesne obrazy Rembrandta (w tym pierwszy, namalowany w wieku 17 lat autoportret), i autoportret ostatni. Spójrzcie głęboko w oczy mistrza z Lejdy, powie Wam wiele.

Na wystawę walą tłumy, więc obsługa kontroluje przepływ odwiedzających - równocześnie w salach wystawowych może przebywać 200 osób. Bilety kupuje się na określoną godzinę (dzięki czemu nie ma tłoku), najlepiej zrobić to wcześniej przez internet (http://www.jegymester.hu/eng/Production/70428/Rembrandt-and-the-Dutch-Golden-Age), bilet kosztuje 3000 forintów. Wystawa jest czynna tylko do 15 lutego 2015, potem muzeum zamyka się na kilka lat.

No i trzeba iść do Parlamentu. To bajka, nie tylko z zewnątrz. Najdroższy budynek w historii Węgier (policzono, że za pieniądze, które poszły na jego wybudowanie można by dziś stworzyć 40-tysięczne miasto z pełną infrastrukturą), bardziej przypominający katedrę niż urząd. Bilet kosztuje 4000 funtów.

Koło Parlamentu przejeżdża fajny tramwaj linii 2, a idąc pieszo nabrzeżem Dunaju natkniecie się na robiący gigantyczne wrażenie pomnik porzuconych butów. To smutna pamiątka po Żydach rozstrzelanych tu w czasie wojny (nim ciała wpadły do Dunaju, ofiarom kazano zdjąć buty, by ktoś jeszcze mógł je nosić). Męskie, damskie, dziecięce, każda para jest inna. W niektóre z nich mieszkańcy i turyści wetknęli kwiaty. Warto przystanąć na chwilę.

Pomnik porzuconych butów na brzegu Dunajufot. Shutterstock

Wielka Synagoga w Budapeszcie Wielka Synagoga w Budapeszcie fot. Shutterstock

Budapeszt żydowski - tu jest życie

Budapeszt żydowski - tu jest życie

Na koniec jeszcze jeden pomysł na odkrywanie Budapesztu - dzielnica żydowska, Erzsébetváros, Siódma Dzielnica. Która ma niejedno oblicze.

Jedna twarz to naturalne skojarzenia ze wspólnotą żydowską: oszałamiająca Wielka Synagoga przy ul. Tytoniu (może pomieścić 3000 osób, z zewnątrz w stylu mauretańsko-bizantyjskim, a w środku jak rzymskokatolicka bazylika, są tu nawet organy, które swego czasu wzbudzały sporo kontrowersji - ortodoksyjni Żydzi tak się na nie obrazili, że wynieśli się z okolicy; z Budapest Card synagogę można zwiedzić za pół ceny) czy interaktywne Muzeum Pamięci Holokaustu z Drzewem Życia autorstwa Imre Vargi (drzewo symbolizuje 70 000 Żydów zgładzonych w znajdującym się tam niegdyś getcie - jeden liść na jedną osobę), piękne przedwojenne kamienice i plątanina wąskich uliczek wyłożonych kostką brukową. Nie spodziewajcie się jednak czegoś na modłę krakowskiego Kazimierza - Siódma Dzielnica to nie jest skansen, tu naprawdę mieszkają Żydzi (z budapesztańskiego getta uratowało się ich 15 tysięcy). Nie brak więc w okolicy chociażby koszernych knajp.

Wnętrze Wielkiej Synagogi w Budapeszciefot. Shutterstock

A skoro przy nich jesteśmy, warto zajrzeć do restauracji "Carmel" (http://www.carmel.hu/, otwarta od niedzieli do czwartku od 12 do 23, w piątek od 12 do 14 i od 18 do 23). Jedzenie jest domowe i pyszne, można tu przyjść na kolację szabatową (kilka wariantów cenowych, trzeba wcześniej zarezerwować i zapłacić). Że nie jest to zwykła restauracja, poczuliśmy najbardziej, gdy poprosiliśmy o kieliszek Unicum na rozgrzanie. Kelner poinformował nas, że Unicum nie jest koszerne i w związku z tym nie ma go w karcie. Ceny w Carmelu są umiarkowane: przystawki od 1500 do 4000 forintów, zupy od 800 forintów (polecam rosół z pulpetami z macy). Ogromny wybór tradycyjnych żydowskich dań głównych (mięsnych, rybnych i wegetariańskich). Na deser warto zamówić Flódni - warstwowe ciastko. Bardzo miła, spokojna atmosfera, skromne, ale czyste wnętrze i przyjazna, konkretna obsługa.

Szimpla - najgorętszy lokal w Budapeszciefot. CC BY-SA 2.0. Alex Barrow/Flickr.com

Druga twarz Erzsébetváros to imprezowe centrum miasta, z jego wizytówką - kultowym lokalem Szimpla Kert (Kazinczy utca 14). Szimpla to legenda, pierwszy "zrujnowany bar" w Budapeszcie - jego twórcy zaanektowali kilka zniszczonych pożydowskich kamienic, nie robiąc tu żadnego remontu. Szimpla to królestwo upcyklingu i recyklingu, klimatem przypomina squat, jest alternatywna, ale chodzą tu wszyscy bez względu na stylówkę i wiek. W Szimpli filmy puszcza się z projektorów i grają świetni didżeje, po kilku drinkach na pewno nie będziecie chcieli stąd wyjść, tym bardziej, że można tu też zjeść, potańczyć, a w weekend zrobić zakupy. Siódma Dzielnica to imprezowe zagłębie, Szimpla nie jest jedyna, ale będąc w Budapeszcie zdecydowanie nie można jej pominąć.

Bo Budapesztu w ogóle nie można pominąć. Nie zróbcie mojego błędu i nie odkryjcie go zbyt późno.

Jakie są Wasze sposoby na zwiedzanie Budapesztu? Czekamy na komentarze!

Więcej o:
Komentarze (26)
Przedświąteczny Budapeszt rzuca na kolana. Jak go odkryć? Chodzić tam, gdzie miejscowi [CENY I ADRESY]
Zaloguj się
  • mszyma

    Oceniono 21 razy 17

    Ucieszył mnie ten artykuł.
    Jestem tu już 3 miesiące i jeszcze się Miastem nie nasyciłem (ok - mam na to tylko weekendy a i to nie wszystkie), ale jako, że kolejnych kilka miesięcy przede mną - to może zdążę.
    Budapeszt to nie tylko ścisłe centrum - to też obrzeża śródmieścia w Peszcie i sporo miejsc po stronie Budy do których standardowy ruch turystyczny nie dociera - a jest pięknie.
    Zgodzić się muszę z opiniami krytycznymi. Zacytuję (własnymi słowami) coś co gdzieś przeczytałem "Miasto wciąż jest piękne i urokliwe - ale zmieniło swój zapach" - nie dawało się tego nie zauważyć późnym latem i ciepłą jesienią. W mojej obserwacji nie są jak tu ktoś dopisał po prostu żebracy - to Bezdomni, ludzie którzy cały swój dobytek mają przy sobie, kilka reklamówek, zawiniątko ze starym kocem czy śpiworem - niestety, żal i smutek, nie zauważyć się nie da, poradzić można niewiele.
    Również wiele nieodremontowanych, brudnych kamienic... ale nawet tam widać Architekturę przez Wielkie "A".
    Signum temporis w porównaniu do lat 70/80 - wszechobecne domofony - a podwórza, wewnętrzne dziedzińce tutejszych kamienic - czasem robią większe wrażenie niż niejedna piękna fasada...
    Na razie przebiegłem artykuł na szybko - i jedna uwaga - Parlament - faktycznie wspaniały, również wnętrze - a dla obywateli UE cena wynosi 2000 forintów - a młodzież (z UE) do 26 lat jeszcze połowę tego. Zwiedzanie wnętrz - może trasa za krótka, ale i tak można dostać oczopląsu. I tylko gdy się słyszy, że w czasie walk pod koniec wojny budynek "zaliczył" ok. 300 bomb i przetrwał lekko uszkodzony - a potem pomyśli o losie warszawskiego Zamku, Pałaców i Starówki . . . to robi się smutno.
    Natomiast z rzeczy których mi tu zabrakło - chyba wspomnienia dworców kolejowych.
    Z tutejszych trzech - dwa dworce halowe Keleti i Nyugati są po prostu dziełami sztuki. I choć oba są mieszanką odrestaurowanego piękna i brudnego zaniedbania - to do obu warto dotrzeć - koniecznie. Na Keletim niech nie umknie uwadze lewy pasaż równoległy do głównej hali dworca - z pięknie odrestaurowanym sklepieniem jednej z przestrzeni kasowych.
    Nyugati - to trzeba zobaczyć, a warto też poczytać (np. Wikipedia - nie będę cytował). Tu z rzeczy nieoczywistych - fast food wkomponowany w XIX-wieczne wnętrze - jak dla mnie wkomponowanie udane. I zjeść czy nie zjeść burgera - to rzecz smaku, ale wejść i zobaczyć warto.
    Ogólnie za artykuł dziękuję, parę przywołanych w nim miejsc nie omieszkam sprawdzić, lista tak kulturalnych jak i kulinarnych miejsc i adresów mogłaby być o niebo dłuższa - ale ... wiem wiem - to nie encyklopedia czy przewodnik po Mieście - to na początek po prostu zachęta... By chciało się chcieć przyjechać, poznać . . . i chcieć wrócić:)
    Pozdrawiam serdecznie z Budapesztu,
    Marek mszyma

  • globalneocipienie

    Oceniono 18 razy 8

    Za 20 lat Gazeta będzie informować światłych i postępowych Jeuropejczyków, gdzie uciekać na czas Ramadanu.

  • amorvertical

    Oceniono 20 razy 4

    Byłem w tym roku po dłuższej przerwie i zobaczyłem, że tam się coś złego stało. Stare (bynajmniej nie zabytkowe) tramwaje, stare autobusy, zaniedbane budynki, ta secesja czarna od sadzy i spalin, nikt nie ma kasy na remonty, ogromna ilość żebraków i śpiących na ulicach jak w NY, smutni, źle ubrani ludzie pomiędzy którymi przemyka roześmiany tłumek turystów, budy z kebabem na każdym kroku. Byłem w domu towarowym przy dworcu Keleti jak u nas z lat 70 tych, toaleta tak brudna, że mnie odrzuciło. Byłem w normalnym Budapeszcie i zawsze sporo chodzę. Też pamiętałem takie miasto jak tu opisane, ale teraz zauważyłem zmianę. I to na gorsze. Jedno co się nie zmieniło to fantastyczne wino które można kupić już od 15 zł i nie rozumiem dlaczego importerzy męczą nas tym nędznym Bikaverem skoro mają tyle innych, lepszych, na światowym poziomie. Ale jeśli ktoś nie był, to niech jedzie. Ja byłem tam po raz bodaj piąty i mam skalę porównawczą.

  • dres23

    Oceniono 6 razy 4

    Fajny artykul, milo sie czytalo, bo spedzilem 3 Boze Narodzenia w Bp. Z ciekawostek dodam, ze w Wigilie od popoludnia jest mega spokojnie, bo nie chodza zadne autobusy, chyba w ogole caly transport publiczny.

  • ostatniaparoweczka

    Oceniono 5 razy 3

    Ani jedno miasto w Polsce nie może konkurować z Budapesztem, nawet Karków, Wrocław mogą się schować. Według UNESCO Budapeszt jest jedną z najpiękniejszych stolic świata.

  • kotekkot

    Oceniono 9 razy 3

    Po co uciekać przed swietami?

  • pawel.lewski

    Oceniono 11 razy 3

    W czasach, kiedy na Węgry jeździliśmy pohandlować, zaskoczyła mnie gościnność tych ludzi, która w Polsce była nie do przeskoczenia, wynajmowałeś mieszkanie w bloku, nikt cię nie pytał skąd jesteś, nikt nie żądał depozytu, nie żądał też kserokopii dokumentów, po prostu zaufanie, tego samego doświadczyłem na granicy jugosłowiańsko węgierskiej, kwatera w domu jednorodzinnym po węgierskiej stronie, rano nikogo nie ma w domu, klucze zostaw w skrzynce na listy, w Polsce nie do pomyślenia, zaraz byłaby kontrola dzielnicowego, potem sanepid i jeszcze wizyta przedstawiciela administracji, ręce i reszta opadają!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX