Street food na świecie. W którym mieście zjesz najsmaczniej? [BANGKOK, HONGKONG, MEKSYK, BERLIN ITD.]

Najlepsze restauracje mogą kusić gwiazdkami Michelina i innymi bardziej lub mniej prestiżowymi wyróżnieniami. Jednak żadna z nich nigdy nie będzie tak zachwycać ani nie przyciągnie tylu turystów, co dobre i sprawdzone jedzenie ulicy, czyli street food.
Są takie miejsca na świecie, gdzie uliczne jedzenie jest nie mniej słynne niż zabytki Są takie miejsca na świecie, gdzie uliczne jedzenie jest nie mniej słynne niż zabytki fot. Shutterstock

Gdzie uliczne jedzenie jest nie mniej słynne niż zabytki

Tanie, proste i natychmiast gotowe do jedzenia. Choć pod wieloma względami taki opis street foodu może przypominać fast food, to nie jest to samo. Hamburger z frytkami i colą w każdym miejscu na świecie smakuje identycznie. Street food wszędzie smakuje inaczej, ale zawsze jest esencją lokalnej kultury kulinarnej. To właśnie czyni z niego znakomity cel podróży dla tych, którzy są żądni wrażeń i emocji dla podniebienia. Oto krótki i subiektywny przegląd miejsc, w których uliczne jedzenie jest nie mniej słynne niż zabytki.

Uliczne jedzenie w Indiach pokochają przede wszystkim wegetarianiefot. Shutterstock

Niezapomniany smak Chin: pierożki smażone na ulicyfot. Shutterstock

Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu

Uliczne stoisko z jedzeniem w Bangkoku, Tajlandia Uliczne stoisko z jedzeniem w Bangkoku, Tajlandia fot. Shutterstock

Bangkok, Tajlandia

Bangkok, Tajlandia

To z pewnością mogłaby być stolica światowego street foodu. Znajdziemy tu to, co w Azji najlepsze - jedzenie wyjątkowo smaczne i tanie. Posiłki są sprzedawane ze specjalnych wózków niemal na każdym rogu ulicy, a liczba wariacji z ryżu, curry, mięsa albo warzyw przechodzi kulinarną wyobraźnię Europejczyka. Szacuje się, że w Bangkoku działa ok. 12 tys. mobilnych stoisk z jedzeniem. Ale tylko 8,4 tys. ma oficjalne licencje. Te miejsca są oznaczone naklejkami uśmiechniętego talerza i napisem clean food - good taste. Będąc w stolicy Tajlandii, warto też znaleźć chwilę, żeby odwiedzić miejscowy bazar. Jedzenie tam sprzedawane jest o niebo lepsze niż to, którego możemy spróbować w tajskich restauracjach w Polsce.

Smażony makaron z dodatkami (pad thai) to klasyka ulicznego tajskiego jedzeniafot. Shutterstock

Dość wymienić takie specjały jak pad see ew - smażony makaron ryżowy z warzywami, som tum gai yang - pikantna sałatka z papai i kurczaka czy khanom jeen - makaron ryżowy z curry. Warto też spróbować suszonego mięsa wieprzowego, które można popić cha yen - mrożoną herbatą ze słodkim skondensowanym mlekiem, anyżem i nasionami tamaryndowca. Dla tych, którzy wolą jeść na słodko, jest khao niew mamuang - kleisty ryż z mango lub khanom khrok - słodki pudding kokosowy. Lepiej za to unikać som tum z małymi, czarnymi krabami, które często są wyławiane z zanieczyszczonych kanałów.

Street food na kanale w Bangkokufot. Shutterstock

Pierożki przyrządzane na parze kupisz w Hongkongu bez problemu Pierożki przyrządzane na parze kupisz w Hongkongu bez problemu fot. Shutterstock

Hongkong, Chiny

Hongkong, Chiny

Tu można znaleźć wszystko i z tego właśnie słynie to miasto. Zupa z węża? Proszę bardzo. A może specjał ze śmierdzącego tofu? Twój nos na pewno poprowadzi Cię prosto do niego. Dawniej najlepsze jedzenie sprzedawano w tzw. dai pai dong. Ten rodzaj ulicznych stoisk był niezwykle popularny do 1980 r., kiedy to zaostrzyły się przepisy dla ulicznych sprzedawców. Dziś jest ich znacznie mniej - szacuje się, że ok. 30. Za to kupowane w nich jedzenie jest o wiele bezpieczniejsze. Najwięcej stoisk w starym stylu można znaleźć na ulicy Yiu Tung, w dzielnicy Kowloon. Na szczęście kulinarne tradycje Hongkongu wciąż są żywe na targach, w centrach kulinarnych i mniejszych restauracjach. Co ciekawe, jedno z miejsc serwujących street food zostało odnotowane w przewodniku Michelina i zdobyło jedną gwiazdkę. To wyjątkowe wyróżnienie, biorąc pod uwagę, że do przewodnika trafiają głównie miejsca ekskluzywne i raczej drogie. Wybór padł na Tim Ho Wan (dzielnica Sham Shui Po), słynące ze znakomitych pierożków gotowanych na parze lub smażonych w głębokim tłuszczu. Warto tam też spróbować char siu bao - bułeczek z grillowaną wieprzowiną, która jest popisowym daniem w tej knajpce.

Hongkong, Chinyfot. Shutterstock

A co jeszcze zamawiać w Hongkongu? Makaron Wonton, pieczoną gęś, grillowaną wieprzowinę oraz gai dan jai - specjalne wafle w kształcie jajka. Dla bezpieczeństwa własnego żołądka lepiej zrezygnować z dań ze skorupiaków.

Street food w chińskim Hongkongufot. Shutterstock

Sercem Marrakeszu i kolebką lokalnej kultury street food jest Dżamaa al-Fina: targ położony w centralnym punkcie miasta Sercem Marrakeszu i kolebką lokalnej kultury street food jest Dżamaa al-Fina: targ położony w centralnym punkcie miasta fot. Shutterstock

Marrakesz, Maroko

Marrakesz, Maroko

Sercem Marrakeszu i kolebką lokalnej kultury street food jest Dżamaa al-Fina: targ położony w centralnym punkcie miasta. W nocy, kiedy upał nie daje się już we znaki, rozstawia się tam setki stoisk z jedzeniem. To prawdziwa uczta. I raj dla poszukiwaczy kulinarnych przygód - można np. spróbować dania z głowy owcy. Ktoś chętny?

Tradycyjny marokański tadżin to potrawa i specjalne naczyniefot. Shutterstock

Dla tradycjonalistów jednak też coś się znajdzie: smażony bakłażan, dania na bazie kuskusu lub tradycyjny tadżin z warzywami, rybą lub mięsem. A może macie ochotę na wolno pieczoną jagnięcinę, tzw. mechoui, albo zupę fasolową harira? Warto spróbować wszystkiego. Albo prawie wszystkiego, bo na pewno lepiej powstrzymać się od ryb i owoców morza, które dowozi się do Marrakeszu przez pustynię i nie zawsze w idealnych warunkach.

Dżamaa al-Fina ożywa wieczoremfot. Shutterstock

Tak się robi meksykańską tortillę! Tak się robi meksykańską tortillę! fot. Shutterstock

Meksyk, Meksyk

Meksyk, Meksyk

Wyjątkowe. Tak można opisać uliczne jedzenie w Meksyku. Znaleźć tam można nie setki, a tysiące stoisk, które serwują wszelkie możliwe posiłki: śniadania, obiady, kolacje i desery. Smacznie można zjeść m.in. na placu Zócalo albo w pobliżu Colonia Roma. Najpopularniejszym daniem jest tacos al pastor - cienko pokrojona wieprzowina, pieczona w sosie chili, podawana z posiekaną cebulą i kolendrą, zawinięta w małą tortillę. Warto spróbować też takich przysmaków, jak tlacoyo - kukurydziany chlebek z fasolą i serem, quesadilla z kwiatami kabaczka oraz rajas - duszone papryczki i cebulki.

Meksykańskie jedzenie fot. Shutterstock

Przysmak Rio de Janeiro: hot dogi nazywane cachorro quente Przysmak Rio de Janeiro: hot dogi nazywane cachorro quente fot. CC BY-SA 2.0 Casa Fora do Eixo Minas/Flickr.com

Rio de Janeiro, Brazylia

Rio de Janeiro, Brazylia

Tutaj stoiska ulicznych sprzedawców są otwarte 24 godz. na dobę, a trasy wzdłuż Copacabany i Ipanemy są zatłoczone nawet o północy. Nieważne, o której zgłodniejesz - zawsze dostaniesz takie przysmaki, jak smażona ryba, feijoada (ryż, fasola i wieprzowina) lub salgadinhos, czyli różnego rodzaju słone przekąski. Popijesz to np. suco de acai, czyli sokiem z jagód acai. Jeśli wolisz coś słodkiego, możesz wybrać tapiocas, czyli tutejsze naleśniki, lub popularne w krajach hiszpańskojęzycznych churros z karmelem albo czekoladą. Trochę miejsca zostaw na specjały z rynku w tzw. Starym Rio, np. hot dogi nazywane cachorro quente oraz pão de queijo - chleb serowy.

Pączki churros zjesz w Brazylii, ale także w Hiszpaniifot. CC BY-SA 2.0 Garry Knight/Flickr.com

Uliczne jedzenie w japońskim mieście Fukuoka Uliczne jedzenie w japońskim mieście Fukuoka fot. CC BY 2.0 melanie_ko/Flickr.com

Fukuoka, Japonia

Fukuoka, Japonia

W Japonii jest wiele miast, które z różnych powodów znane są na świecie, ale tylko Fukuoka słynie ze znakomitego ulicznego jedzenia. Szacuje się, że w mieście jest ponad 150 yatai - specjalnych mobilnych stoisk, z których serwuje się jedzenie. Rozrzucone są po całym mieście, ale większe ich grupy można znaleźć w pobliżu Tenjin Stationna południu wyspy Nakasu. Najczęściej serwują różnego rodzaje ramen. To danie na bazie makaronu z rosołem i mięsem. Można też trafić na hakata gyoza, czyli smażone pierożki z kapustą i wieprzowiną, iwashi mentaiko - japońskie nadziewane sardynki oraz owoce morza lub warzywa smażone w tempurze. Do tego szklanka sake i nic więcej nie trzeba do szczęścia.

Ramen - japoński rosół (w wielkim uproszczeniu)fot. Shutterstock

Tradycyjne francuskie naleśniki crepes - najlepsze są te przygotowywane na świeżo Tradycyjne francuskie naleśniki crepes - najlepsze są te przygotowywane na świeżo fot. Shutterstock

Paryż, Francja

Paryż, Francja

Europejczycy również mogą pochwalić się dobrym ulicznym jedzeniem. Dajmy na to Paryż. Choć wydaje się miastem ekskluzywnym, jest ojczyzną kilku wyjątkowych dań. Najsłynniejsze są oczywiście crêpes, czyli francuskie naleśniki. Smaży się je na specjalnych maszynkach w mobilnych naleśnikarniach, które już z daleka kuszą słodkim zapachem i wyjątkowym widokiem ściany ułożonej ze słoików kremu czekoladowego. Świeży, jeszcze ciepły naleśnik z nutellą - na samą myśl aż ślinka cieknie. Ale można też zamówić crêpes z bardziej wytrawnym nadzieniem, z szynki lub sera. I zjeść od razu, zerkając na wieżę Eiffla. Ale uwaga! Jeśli ktoś sprzedaje już usmażone naleśniki i tylko je odgrzewa, lepiej poszukać innego sprzedawcy. Naleśnik smażony na naszych oczach na pewno będzie świeższy i smaczniejszy. A trzeba też przyznać, że Francuzi niemal do perfekcji opanowali sztukę smażenia cieniutkich placuszków. To będzie z pewnością niezapomniany widok.

Jedziesz do Berlina? Musisz spróbować currywurst Jedziesz do Berlina? Musisz spróbować currywurst fot. Shutterstock

Berlin, Niemcy

Berlin, Niemcy

Nieco bliżej nas też można zakosztować świetnego street foodu. Wystarczy wybrać się do Berlina, który na całym świecie słynie z doskonałej currywurst. To pieczona lub smażona w głębokim tłuszczu wieprzowa kiełbaska, którą serwuje się polaną keczupem i posypaną obficie curry. Do tego chleb lub frytki. Specjalne stoiska z kiełbaskami stoją w głównych punktach miasta, a w godzinach szczytu ustawiają się do nich spore kolejki. Zwykle obok stoisk z currywurst stoją też inne, w których można zamówić kanapki z marynowanym śledziem, kebab, a czasami upolować nawet smażone świńskie uszka.

Najbliższą stolicę kebaba znajdziecie w Berliniefot. Shutterstock

Nie lada gratką dla łakomczuchów są Street Food Thursdays - targi ulicznego jedzenia odbywające się co tydzień w czwartek w Markthalle w Kreuzbergu. W godz. 17-22 można tam spróbować streetfoodowych specjałów z całego świata.

Street food w Tel Avivie Street food w Tel Avivie fot. Shutterstock

Smaki ulicy są wszędzie

Smaki ulicy są wszędzie

W Salvador da Bahia w Brazylii kupicie acarajé - ciasto z rozgniecionej fasoli i cebuli, smażone na głębokim tłuszczu. W Kenii, w Mombasie, miejscowi przygotowują od ręki chipsy z ziemniaków lub batatów. We Włoszech na szybko podpieką Wam piadinę z dodatkami. W Bostonie w USA możecie wybrać obiad z jednej z kilkudziesięciu ciężarówek-restauracji, które przemieszczają się po całym mieście, serwując lokalne specjały. W Tel Awiwie spróbujecie oryginalnego falafela, do którego dostaniecie cienko pokrojone smażone ziemniaki. A w Warszawie na Saskiej Kępie kupicie świetne frytki podawane z sosem majonezowym. Trafić na dobry street food można wszędzie, wystarczy mieć oczy, uszy i nos szeroko otwarte. Smacznego!

Stoisko z jedzeniem w Bangkoku. Najlepiej stołować się tam, gdzie je jak najwięcej tubylców Stoisko z jedzeniem w Bangkoku. Najlepiej stołować się tam, gdzie je jak najwięcej tubylców fot. Shutterstock

Jak dobrze zjeść bez ryzyka

Jak dobrze zjeść bez ryzyka?

Idź za tubylcami

Wybierz to stoisko, do którego jest najdłuższa kolejka. To zwykle gwarancja smaku i świeżości.

Sprawdź czystość

Na targowiskach nie zawsze da się ją utrzymać, ale warto np. zerknąć, czy przygotowane przez kucharza mięso nie leży koło surowego.

Weź swoje sztućce

Mogą okazać się bardziej praktyczne niż najtańsze patyczki czy plastikowe noże i widelce.

Patrz, jak powstaje twoje jedzenie

Unikaj surowego mięsa i napojów na bazie lodu, który może być robiony z nieprzegotowanej wody.

Uliczne jedzenie nie jest ryzykowne, pod warunkiem, że zadbasz o podstawowe zasady higienyfot. Shutterstock

Festiwale ulicznego jedzenia

Na przełomie maja i czerwca tego roku w Singapurze odbył się pierwszy World Street Food Congress. Można było spróbować na nim najlepszych dań ulicznych z całego świata serwowanych w kilkudziesięciu stoiskach. Podczas kongresu rozmawiano o tym, jak street food zmienia się w XXI w. Jako mówcy wystąpili m.in. Anthony Bourdain, James Osland z magazynu "Saveur", szef kuchni Bryant Ng z The Spice Table w Los Angeles i wielu innych wybitnych gości.

Pierwszy raz w tym roku Street Food Festival odbył się także w Polsce: 16 czerwca w Miasteczku Wilanów w Warszawie. Zorganizował go znany z programu Kuchnia+ Tomasz Jakubiak. Można było spróbować burgerów, tacos, zapiekanek, wurstów, serów, humusów, burritos, placków i innych specjałów.

Więcej o:
Komentarze (51)
Street food na świecie. W którym mieście zjesz najsmaczniej? [BANGKOK, HONGKONG, MEKSYK, BERLIN ITD.]
Zaloguj się
  • 7abc7

    Oceniono 83 razy 73

    U nas sanepid pozamykał by to wszystko i nałożył ogromne kary na tych co to robią. Chyba że byłby to supermarket tam można wszystko.

  • Gość: athina

    Oceniono 71 razy 39

    Ciekawe, ciekawe... do Marakeszu dowozi się owoce morze przez pustynię, cóż gratuluję wiedzy ogólnej a przede wszystkim proponuję korepetycje w zakresie geografii.

  • diabelski.izraelita

    Oceniono 34 razy 30

    " lepiej powstrzymać się od ryb i owoców morza, które dowozi się do Marrakeszu przez pustynię i nie zawsze w idealnych warunkach. " co to za bzdury , na dżamie można zjeść świetne kalmary i wiele innych, aczkolwiek syf tam niemiłosierny, małe porcje i drożyzna bo to takie dla turystów badziewie.
    "fasolową harira" hairira nie jest z fasoli tyko głównie z soczewicy, cieciorki - owszem są to strączkowe rośliny ale to nie jest zupa fasolowa

  • Gość: MAREK

    Oceniono 21 razy 21

    Powołują się na pismo "Witaj w podróży" - i bardzo dobrze. Myślę w tej chwili o innym piśmie - "Dookoła Świata", kultowa marka, która w darze otrzymali jacyś ludzie z okolic Bydgoszczy, i co zebrali kase za prenumeratę, w tym roku ok. lutego wydali tylko jeden /słownie: jeden/ numer i klapa. Nawet na ich stronie internetowej widnieją informacje sprzed roku. Nikt nawet przepraszam nie powiedział prenumeratorom, żadnej informacji, porażka, nieodpowiedzialni ludzie..., a mogli być cytowani zamiast "Witaj w podróży". Jak można w tak krótkim czasie zniszczyć takie pismo...?!!!

  • wirtualnyzbylut

    Oceniono 52 razy 16

    Currywurst NIE JEST polana ketchupem.
    Jest polana specjalnym sosem curry otrzymywanym min. z Worcestershire, miodu i oczywiście curry.

  • Gość: mods

    Oceniono 25 razy 15

    To jest kapitalizm w czystej postaci. To jest radość, to jest handel, to jest prawdziwe jedzenie. W Polsce student lub babcia, która odważyłaby się sprzedawać na ulicy pierogi własnego wyrobu miałaby na głowie po 15 minutach straż miejską, policję, urząd skarbowy, zus, sanepid i jeszcze kilka innych instytucji "opiekujących" się przeciętnym obywatelem. Ale co tu narzekać wszak można pójść zjeść do Mc Donalda, gdzie jest super zdrowa żywność badana codziennie przez sanepid i inne służby a do tego najważniejsze korporacja płaci podatki i dzięki temu możemy zatrudnić więcej urzędników do kontroli! By żyło się lepiej w socjaliźmie. Dziękuje moim opiekunom że dbaja o moje zdrowie! Problem babci i studenta polega na tym że nie utrzymują urzędników i wskutek tego pierogi kosztują 4,5zł, jeśli chcemy zjeść w legalnym barze musimy dodać koszty podatków:) tak wiec pierogi kosztują 12zł, ale obywatel jest zadowolony bo jego opiekun nad nim czuwa.

    P.S. - w Rio de Janeiro jadłem "Feijoada" z ulicy kilkadziesiąt razy. Za każdym razem od kogoś innego kupowałem. Handlowcy ci nie płacili podatku - sprzedaż bezpośrednia bez pośrednictwa mafii urzędniczo-administracyjno-państwowej.

  • Gość: mal

    Oceniono 24 razy 14

    Wielka szkoda, ze creppy sie w pl nie przyjely. Wytrawne z szynka, serem i pieczarkami sa po prostu genialne, ale znam tylko jedno miejsce gdzie są sprzedawane a i to sezonowo.
    Te hipstersko-warszawskie ciezarowki sa o kant zadka potluc. Frytki z sosem...też mi street food. Paszteciki (z dowolnym nadzieniem) z barszczem!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX