Tyrol - mekka polskich narciarzy

Polacy kochają austriacki Tyrol. W wielu tamtejszych regionach narciarskich jesteśmy jedną z najpopularniejszych nacji. Tym, którzy jeszcze tam nie byli, podpowiadamy, jak zorganizować tyrolski urlop.

Tyrol Austria

Tyrol Austria

Ja też nie jestem wyjątkiem. Darzę zimowy Tyrol miłością czystą. A jest ku temu wiele powodów. Choćby widoki niczym z bajki - ostre alpejskie szczyty, malownicze doliny i te wypieszczone stylowe domki, wykończone drewnem i pokryte spadzistymi dachami.

Jako wielka miłośniczka nart i snowboardu wyjątkowo wysoko cenię też tamtejsze stoki - miejsc dających wyszaleć się na deskach jest w Tyrolu bez liku, a choć co roku odwiedzam kolejne, i tak minie wiele lat, zanim poznam wszystkie. Najważniejsza jest jednak atmosfera. I nie chodzi wcale o popisujących się jodłowaniem panów w skórzanych spodenkach i filcowych kapeluszach czy dobiegające z przystokowych knajpek melodie, na czele ze słynną piosenką o Antonie z Tyrolu (kto nie kojarzy, wcześniej czy później w Austrii ją usłyszy). Tyrol po prostu ma w sobie coś, co przyciąga i każdemu się spodoba.

ff

Tyrol Austria - Serfaus / Flikcr.com / eggerbreau Tyrol Austria - Serfaus / Flikcr.com / eggerbreau Tyrol Austria - Serfaus / Flikcr.com / eggerbreau

Tyrol Austria. Znane i nieznane, czyli DOKĄD NA NARTY

Tyrol Austria. Znane i nieznane, czyli DOKĄD NA NARTY

Może trudno to sobie wyobrazić, ale na powierzchni tylko niewiele większej od dawnego województwa olsztyńskiego (Tyrol zajmuje 12,6 tys. km kw.) znajduje się aż 110 ośrodków narciarskich! Niektóre z nich, takie jak Zillertal, Ischgl czy Solden, dość aktywnie reklamują się w Polsce, tak więc dobrze kojarzymy ich nazwy, inne, w tym np. Serfaus, o reklamę nie dbają, bo na nadmiarze gości im po prostu nie zależy (nastawiając się na bardziej zamożnych narciarzy, nie chcą mieć zatłoczonych stoków).

Serfaus to zresztą jedno z moich ulubionych miejsc - prawdziwy "5-gwiazdkowy" kurort narciarski, któremu raczej trudno byłoby cokolwiek zarzucić. Chociaż nie mniej niż świetnie przygotowane stoki zaimponowało mi tamtejsze... metro. Tak, tak, to nie pomyłka. W niewielkiej w sumie, choć długiej wiosce ograniczono ruch pojazdów, tak więc z parkingu do wyciągów dowozi narciarzy podziemna kolejka, typ 4-przystankowego metra, którego może pozazdrościć wiele europejskich metropolii.

Bardzo lubię też Ischgl, miasto, nad którym rozciąga się Silvretta Arena oferująca 235 km szerokich, urozmaiconych tras. Wystarczy przejechać wyciągami na drugą stronę góry, by znaleźć się w Szwajcarii. Żadnej kontroli na nartostradach rzecz jasna nie ma, zmianę kraju można rozpoznać jedynie po innych oznaczeniach nartostrad. Ischgl to prawdziwa mekka młodzieży, miejscowość kojarzy się bowiem z hucznym apres-ski, ale mniej rozrywkowym osobom region także się spodoba, tym bardziej że po sąsiedzku są jeszcze dwie inne, spokojniejsze i bardziej kameralne narciarskie miejscówki: Galtür i Kappl-See.

Tyrol - Ischgl / Flickr.com / Leo-setaTyrol - Ischgl / Flickr.com / Leo-seta

Podobnie, a nawet jeszcze bardziej zróżnicowany jest Zillertal - dolina otoczona siatką wyciągów, w której na jednym skipassie możemy pojeździć na 671 km tras (w tym na lodowcu). Jedną z nich jest najbardziej stroma trasa Austrii, mająca 78 proc. nachylenia "Harakiri". Z własnego doświadczenia przyznaję - budzi respekt! Do kultowych miejsc należy też 'Die Streif"w Kitzbühel, jedna z najtrudniejszych tras zjazdowych świata, na której co roku w styczniu ściga się narciarska czołówka. Oczywiście możemy ją pokonać swoim tempem, z licznymi zakrętami, jeśli jednak chcemy poczuć się jak narciarscy mistrzowie, śmigający z prędkością 140 km/godz., skorzystajmy z udostępnionego symulatora zjazdów. Warto też pamiętać, że po sąsiedzku z Kitzbühel jest jeszcze inny, mało znany Polakom, przestronny i bardzo dobry region narciarski, który gorąco polecam: mający 279 km tras SkiWelt Wilder Kaiser Brixental.

Zillertal / Flickr.com / Ulrich MeierZillertal / Flickr.com / Ulrich Meier

Co więc wybrać? Zależy od tego, co lubimy, jak jeździmy i w jakim gronie (inne kryteria dotyczą wyjazdu z dziećmi, inne zawodowców z klubu narciarskiego). W decyzji mogą nieco pomóc opisujące przeróżne regiony strony internetowe.

Austria Tyrol - Pitzal / flickr.com Austria Tyrol - Pitzal / flickr.com Austria Tyrol - Pitzal / flickr.com

Tyrol Austria. Tam śniegu nie zabraknie, czyli TYROLSKIE LODOWCE

Tyrol Austria. Tam śniegu nie zabraknie, czyli TYROLSKIE LODOWCE

Z ośmiu austriackich regionów lodowcowych, w których jeździ się na nartach (na niektórych także latem), aż pięć znajduje się w Tyrolu. Są to: Pitztal, Solden, Stubai, Kaunertal i Hintertux zamykający dolinę Zillertal. Każdy z nich ma swoją specyfikę. Najwyżej położony jest Pitztal, gdzie kolejka wjeżdża na wysokość 3440 m i gdzie ciekawostką jest Cafe 3440, najwyżej położona kawiarnia w Austrii. Lodowce ponad miejscowością Sölden (w sumie aż trzy) słynną z przyciągających narciarskie gwiazdy jesiennych zawodów otwierających Puchar Świata. W sumie jest tam 150 km tras, w tym jedna o długości 15 km - z lodowca można nią zjechać do samej doliny, pokonując różnicę wysokości prawie 2 tys. m. Do lodowca Stubai przylgnął tytuł "Najbardziej przyjaznego rodzinom regionu narciarskiego Alp" - rzeczywiście, wśród 86 km tras sporo ma charakter familijny. Świetnie funkcjonują też narciarskie przedszkola. Kameralny Kaunertal polubili zwłaszcza młodzi freerajderzy, a także narciarze niepełnosprawni, chociaż wszyscy inni też będą się tam dobrze czuli. Hintertux to z kolei ulubione miejsce całorocznych treningów kadr narodowych - przyjeżdżają tu ekipy z 50 krajów świata.

Tyrol Austria - Pitzal / Flickr.com / HeikocTyrol Austria - Pitzal / Flickr.com / Heikoc

A który z lodowców jest moim ulubionym? Nie wiem - każdy jest inny, a przy tym równie fajny, oczywiście o ile nie wieje zbyt silny wiatr, bo wtedy lepiej jeździć niżej, na stokach osłoniętych lasami. Jeśli chcemy mieć skalę porównawczą, warto zrobić sobie lodowcowe safari i sprawdzić całą piątkę. Pomoże w tym skipass White 5, który kosztuje 335 euro i daje w zamian możliwość jeżdżenia na dowolnych tyrolskich lodowcach przez 10 dni (niekoniecznie kolejnych) do 15 maja 2013 r.

hotel igloo / shutterstock hotel igloo / shutterstock hotel igloo / shutterstock

Tyrol Austria. Z hotelu do igloo, czyli GDZIE MIESZKAĆ

Tyrol Austria. Z hotelu do igloo, czyli GDZIE MIESZKAĆ

To, gdzie będziemy spać, zależy od naszych portfeli. Wybór mamy spory: od oferujących całkiem przytulne pokoiki schronisk młodzieżowych po niemiecku zwanych jugendherberge (nie wierzmy nazwie, limitów wiekowych nie ma), przez świetnie sprawdzające się przy grupie znajomych apartamenty, po ekskluzywne hotele. Ja najbardziej lubię emanujące domową atmosferą gasthofy, czyli prywatne pensjonaty urządzone w tradycyjnym stylu, niekiedy przypominające rodzinne muzea. Są w nich stare fotografie, imponujące kufry posagowe, wiekowe kredensy i obsługa ubrana w tradycyjne stroje lub przynajmniej trachty (rodzaj marynarki lub żakietu).

Oczywiście spanie w wygodnym łóżku w ciepłym pokoju to miła rzecz. Jeśli ktoś jednak potrzebuje odmiany, może spędzić noc w najprawdziwszym igloo! Polecam, bo choć nie jest to tania przyjemność (od ok. 100 euro), może być naprawdę niezwykłą przygodą. W Tyrolu tego typu okazje znajdziemy w górach ponad Sautens w dolinie Ötztal (www.schneedorf.com) lub w okolicach miejscowości Brixen im Thale (www.alpeniglu.com). W środku śniegowo-lodowego domku, ulokowanego rzecz jasna wysoko ponad miastem, na zupełnym odludziu, temperatura jest stale ujemna i śpi się na śniegowym łożu. Ale bez obaw - dostaniemy ciepły śpiwór.

Austria Grossglocnkner / shutterstock Austria Grossglocnkner / shutterstock Austria Grossglocnkner / shutterstock

Tyrol Austria. Jedź lub leć, czyli JAK DOTRZEĆ

Tyrol Austria. Jedź lub leć, czyli JAK DOTRZEĆ

Znam warszawiaków, którzy w piątek po pracy wsiadają do samochodu i w sobotni poranek przypinają narty na tyrolskich stokach. Wprawdzie z Warszawy do Innsbrucku, stolicy Tyrolu, jest 1160 km, ale na szczęście 760 km po autostradzie (trasa przez Cieszyn, Brno i Salzburg). Mieszkańcy Polski zachodniej kierują się od razu do Niemiec (dystans z Poznania do Innsbrucku wynosi 995 km), dzięki czemu nie muszą kupować winietki czeskiej, a jedynie austriacką. Winietki kupuje się na stacjach benzynowych, na granicy, ale jeśli chcemy mieć spokojną głowę, z niewielkim narzutem można zaopatrzyć się w nie przed wyjazdem, w biurach PZM Travel. Warto też zajrzeć na prowadzoną przez tę firmę stronę www.pzmot.com.pl, gdzie znajdują się nie tylko ceny winietek, lecz także przepisy oraz aktualne informacje o warunkach pogodowych i stanie dróg. Co ważne przy dojeździe samochodem - parkingi przy austriackich wyciągach są zwykle bezpłatne. Do wyjątków należą te przy wyciągach startujących w centrum modnych miast (np. Kitzbuhel). W takim przypadku zdecydowanie lepiej zostawić auto przy hotelu i podjeżdżać darmowym skibusem.

Samochód to niezależność i olbrzymia wygoda, nie każdy jednak lubi prowadzenie auta w zimowych warunkach. Wtedy dobrą opcją jest pociąg albo samolot. I tutaj dobra wiadomość: od tej zimy Eurolot otworzył bezpośrednie połączenie z Warszawy i Gdańska do Salzburga, skąd do Innsbrucka zostaje już tylko 180 km, w dodatku po autostradach. Najtańsze bilety na to połączenie zaczynają się już od 199 zł w jedną stronę, plus ewentualnie 50 zł za przewóz nart. Loty trwają dwie godziny i odbywają się w soboty. W inne dni tygodnia zostają codzienne rejsy z Polski do Monachium (LOT, Lufthansa) i dalej również ok. 180 km wypożyczonym na lotnisku samochodem albo taksówką.

Narty / shutterstock Narty / shutterstock Narty / shutterstock

Tyrol Austria. Wszystko się może zdarzyć, czyli UBEZPIECZENIA

Tyrol Austria. Wszystko się może zdarzyć, czyli UBEZPIECZENIA

Podstawowa pomoc medyczna za granicą powinna nam zostać udzielona za darmo, ale potrzebna jest do tego Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), w którą przed wyjazdem musimy zaopatrzyć się w placówkach NFZ. To jednak nie wszystko. Powinniśmy mieć także ubezpieczenie. Wyjazd na narty bez niego to duża lekkomyślność, tym bardziej że na austriackich stokach ratownictwo jest płatne i nawet za zwiezienie toboganem dostaniemy rachunek (lepiej nie myśleć, ile kosztuje helikopter). Osobom, które dość często jeżdżą w góry (na narty, wędrówki, rower lub wspinanie), polecam ubezpieczenie austriackiego Alpenverein, które ma także polski oddział (www.alpenverein.com.pl). Za 65 euro (inni członkowie rodziny taniej) mamy ubezpieczenie na cały rok nie tylko na Europę, lecz także na prawie wszystkie góry świata, w tym akcje ratownicze z użyciem helikoptera. Co ważne, polisa obejmuje zarówno pobyt w górach, jak i dojazd, daje też duże zniżki w wielu alpejskich schroniskach.

A tak w ogóle warto wbić sobie w telefon numery do lokalnych służb ratunkowych. W razie czego można też dzwonić na ogólny numer alarmowy 112. No i pamiętajmy o kaskach! Dzieci do lat 15 w Austrii muszą w nich jeździć obowiązkowo, starsi jak chcą, chociaż ja bez kasku na stok nie wychodzę.

Skipass / www.powderpassport.com Skipass / www.powderpassport.com Skipass / www.powderpassport.com

Tyrol Austria. Warto wiedzieć, czyli KUPUJEMY SKIPASSY

Tyrol Austria. Warto wiedzieć, czyli KUPUJEMY SKIPASSY

Większość ośrodków narciarskich funkcjonuje do pierwszego tygodnia po Wielkanocy (w 2013 r. przypada ona 31 marca) i nawet jeśli wciąż panują świetne warunki śniegowe, nie ma od tej decyzji odwołania - później pozostają już tylko lodowce. Ceny skipassów w bieżącym sezonie kształtują się od ok. 30 do 47 euro za karnet dzienny i od 195 do 215 euro za 6-dniowy. Na zniżki mogą liczyć nie tylko dzieci czy seniorzy (są ośrodki, w których dzieci jeżdżą za darmo aż do 10. roku życia), lecz także instruktorzy narciarscy. Jeśli nie jesteśmy pewni swojej kondycji albo chcemy mieć czas także na zwiedzanie lub np. korzystanie ze spa, dobrą opcją może być kupienie skipassu 4/6 lub 5/7, co oznacza że w ciągu sześciu lub siedmiu dni wybieramy sobie odpowiednio cztery lub pięć dni, kiedy jeździmy.

Oczywiście w mniejszych i mniej znanych ośrodkach skipassy są tańsze. Cena zróżnicowana jest też w zależności od sezonu (pamiętajmy że tzw. wysoki sezon oprócz okresu świąteczno-noworocznego i ferii obejmuje też Wielkanoc). Najbardziej lubię wyjazdy marcowe, kiedy mamy już dłuższy dzień i wyciągi działają dłużej, nie ma dużych mrozów, za to zwiększa się szansa na ładną opaleniznę, a co najważniejsze - na stokach jest luźniej, bo nie ma dzieci, no i właśnie ceny skipassów stają się niższe.

Jeśli zależy nam na oszczędnościach, warto sprawdzić na stronach danego regionu, czy mamy szansę trafić na specjalne terminy, kiedy np. przy zakwaterowaniu w danej miejscowości otrzymuje się darmowy skipass albo jest on za darmo dla pań (tzw. ladies week).

Ciekawym bonusem związanym ze skipassami jest to, że coraz więcej ośrodków wprowadza możliwość bezpłatnego sprawdzania za jego pomocą, ile kilometrów tras i jaką różnicę poziomów pokonaliśmy danego dnia (wystarczy na odpowiedniej stronie w internecie wbić numer karnetu i błyskawicznie otrzymamy szczegółowe dane). Gdzie jest to możliwe, przeczytamy na stronie www.skiline.cc.

Austria Tyrol - apple strudel / shutterstock Austria Tyrol - apple strudel / shutterstock Austria Tyrol - apple strudel / shutterstock

Tyrol Austria. Coś na ząb, czyli LOKALNE POTRAWY

Tyrol Austria. Coś na ząb, czyli LOKALNE POTRAWY

Mamy ochotę na typowo tyrolski posiłek? Ja, jeśli chcę się najeść, zamawiam tiroler gröstl, czyli rodzaj zapiekanki z ziemniaków, cebuli, kiełbasy lub resztek mięsiwa, z dodatkiem różnych przypraw, zwłaszcza majeranku. Potrawa niewyszukana, ale na pewno sycąca. Tyrolskim specjałem są też różnego rodzaju knedle, podawane ze szpinakiem, boczkiem albo z lokalnym szarym serem (tak, właśnie szarym), zwane kaspressknödel, które serwuje się w zupie albo jako dodatek do dań głównych. W rankingu mojego męża dla odmiany niepodzielnie króluje - wcale nie tyrolski - sznycel po wiedeńsku z frytkami, krewniak naszego schaboszczaka. Najbardziej typowy deser to z kolei nie tyle tyrolski, ile ogólnoaustriacki apfelstrudel, czyli ciasto z jabłkami, z dodatkiem cynamonu i rodzynek - pyszne zwłaszcza z sosem waniliowym. Picia alkoholu na nartach, ale zdarza się, że na lepsze trawienie niektórzy wlewają w siebie kieliszek sznapsa. Z napojów niespotykanych w Polsce warto spróbować bezalkoholowego Almdudlera, który swego czasu okrzyknięty został "narodowym napojem Austriaków".

Przykładowe ceny z restauracji na tyrolskich stokach: zupa - od 3 do 5 euro; frytki z ketchupem - 4 euro; sznycel, zapiekanka - ok. 12 euro; spaghetti, kiełbasa z frytkami - od 7 do 8 euro; piwo, cola, soki - od 3,5 do 4,5 euro; herbata - ok. 2,5 euro; grzane wino - od 4 do 4,5 euro.

Tyrol.pl Tyrol.pl Tyrol.pl

Tyrol Austria. W realu i w necie, czyli GDZIE SZUKAĆ

Tyrol Austria. W realu i w necie, czyli GDZIE SZUKAĆ

Jeśli nasza wiedza o Tyrolu jest dopiero taka sobie i nie wiemy za bardzo, dokąd jechać, dobrym pomysłem jest zajrzenie na stronę internetową www.tyrol.pl, ewentualnie skontaktowanie się z infolinią prowadzoną przez ośrodek promocji Austrii (tel. 00800 1212 581 lub e-mail: urlop@austria.info), dzięki czemu możemy zamówić bezpłatne foldery i mapki. Jeśli mamy już sprecyzowane plany, lepiej od razu wejść na strony konkretnych regionów - znalezienie ich adresów przez wyszukiwarkę nie stanowi problemu (coraz więcej z nich ma również polskojęzyczną wersję). Na koniec pozostaje już tylko czekanie na wymarzony urlop, przygotowanie sprzętu i ewentualnie sprawdzanie pogody.

Choć właściwie to ostatnie powinno nas niepokoić w znikomym stopniu. Nawet jeśli według prognoz nie będzie śniegu, nie martwmy się: żeby nie wiem co, w trakcie sezonu narciarskiego tyrolskie nartostrady są pokryte śniegiem (w razie potrzeby sztucznym lub nawiezionym). Choćby miały być wyłącznie białą nitką w otoczeniu zieleniących się powoli stoków. Możemy być zatem pewni: narciarski urlop w Tyrolu na pewno się uda!

ff

Więcej o:
Komentarze (3)
Tyrol - mekka polskich narciarzy
Zaloguj się
  • jhbsk

    Oceniono 6 razy 6

    Nie kupujcie winietek w PZMocie. Potwornie drogo. Można kupić na stacjach benzynowych zaraz po przekroczeniu granicy.

  • sylwester51

    Oceniono 1 raz 1

    Zajefajna podróż Salzburg a potem 180 km taksówką wybitna "mądrość" dziennikarki

  • tuwypoczniesz

    0

    Wyjeżdżając ie zapomnijcie o ubezpieczeniu. Koszt leczenia czasami idzie w setki tysięcy złotych: tuwypoczniesz.pl/artykuly/235-ubezpiecz-siebie-i-swoje-dziecko-na-zimowy-wyjazd.html

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX