Kraje ze słabą walutą, czyli sposób na tańszy urlop

Jak na zagranicznym urlopie nie odczuć marnej kondycji złotówki? To proste: spędzić go w kraju, którego waluta ma się równie kiepsko.
Indie, mieszkańcy Indii, hindus Indie, mieszkańcy Indii, hindus Fot. Shutterstock

Kraje ze słabą walutą, czyli sposób na tańszy urlop

Przed zbliżającymi się wakacjami serwis priceoftravel.com przygotował zestawienie krajów, po których można tanio podróżować z racji wartości ich waluty. Wnioski Amerykanów, cieszących się z mocnego i stabilnego dolara pozwalającego im odwiedzić wiele miejsc za mniej niż rok temu, w Polsce brzmią nieco humorystycznie, ale i my możemy znaleźć jakieś światełko w tunelu. Choć Amerykanie jako jeden z kierunków polecają Polskę i całą Europę Środkowo-Wschodnią, nadal wśród turystycznych rejonów świata jest kilka takich, których waluta spadła tak samo, a czasem - nawet nieco bardziej. A to oznacza, że wakacje w nich nawet jeśli nie staniały, to na pewno nie zdrożały. Twórcy zestawienia lojalnie jednak uprzedzają, że sytuacja jest na tyle płynna, iż mając pecha w każdym kraju na ziemi można trafić na moment, gdy jego waluta akurat poszybuje z prędkością światła. Na pocieszenie dodają, że można mieć również szczęście i znaleźć się w nim wtedy, kiedy leci w dół. Biorąc pod uwagę średnią, z racji słabych walut warto się wybrać do Brazylii, Indii, Turcji i Islandii albo do naszych sąsiadów w Europie Środkowo-Wschodniej. Lepiej, żeby ci do głowy nie przyszły wakacje w Kanadzie, Australii i Japonii (mocne waluty) albo drożejącej z powodu inflacji Argentynie (choć z drugiej strony - za rok pewnie będzie w niej jeszcze drożej).

Rio de Janeiro, Brazylia Rio de Janeiro, Brazylia Rio de Janeiro/Fot. Shutterstock

Brazylia

Najgorętszym tegorocznym walutowym kierunkiem jest Brazylia - przewartościowany real wrócił do rozsądnego poziomu, inflacja jest niewielka i nawet w Rio de Janeiro poza ścisłym sezonem można wybierać z hoteli w przystępnych cenach, a na prowincji jest jeszcze taniej. Jeśli więc trafi ci się bilet w znośnej cenie, nie zastanawiaj się, tylko pakuj walizkę i leć stosując się tylko do jednej reguły: Brazylia będzie tania dopóty, dopóki nie przyjdzie ci do głowy odwiedzić jej w czasie karnawału (wtedy ceny szybują tam bardziej niż najmniej stabilna waluta, a ilość rozochoconych i podpitych turystów sprawia, że nawet miejscowi biorą urlop, by wyjechać na zagraniczne wakacje).

Sama Brazylia nie jest podobna do żadnego innego miejsca na świecie; podróżników przyciąga do niej nieskażona przyroda, mozaika kulturowa i gwarne Rio de Janeiro. To zapewne właśnie do niego trafi na dzień dobry każdy przyjeżdżający i rozglądając się zobaczy posąg Chrystusa oraz Głowę Cukru - wyrastające wprost z morza wzgórze, na które można wjechać kolejką i z którego rozciąga się pyszny widok na miasto i zatokę. Po rozejrzeniu się i spacerze po żółtym piasku Copacabany czas ruszyć w głąb kraju, choćby do amazońskiego miasteczka Belem o niepowtarzalnym stylu, letniskowego Petropolis czy barokowego Ouro Preto, które wyrosło na bogate dzięki okolicznym złożom złota i srebra. Brazylia jest krajem o bardzo zróżnicowanym krajobrazie: jej wybrzeże ciągnie się ponad 7 tys. km wzdłuż Atlantyku, północno-wschodnią część przecinają liczne rzeki, a wnętrze zajmują albo rozległe wyżyny, albo bagna i terasy zalewowe Amazonki porośnięte wiecznie zieloną dżunglą. Oprócz samej Amazonii, która może się poszczycić 50 tys. gatunków roślin, 2,5 tys. gatunków ryb oraz milionem (!) insektów, miłośnicy przyrody mają tu do wyboru m.in. majestatyczne wodospady Ignacu, porośnięty sawanną park narodowy Brasilia, las deszczowy w rezerwacie Sooretama czy przybrzeżne wody, w których można obserwować delfiny, rekiny i tysiące egzotycznych ryb.

Turcja zdjęcia - Stambuł, Turcja Turcja zdjęcia - Stambuł, Turcja Turcja zdjęcia, Stambuł/Fot. Shutterstock

Turcja

Słabnąca waluta atrakcyjnym kierunkiem uczyniła również Turcję: chociaż sam Stambuł - perła kraju, symbol łączący Europę i Azję, jedno z najciekawszych miast naszego kontynentu - w ostatniej dekadzie niespodziewanie zdrożał, reszta kraju, z nadmorskimi kurortami włącznie, jest relatywnie tania, a spragnionemu egzotyki turyście oferuje wiele atrakcji: od ciepłego morza i białych plaż, przez starożytne zabytki, ciekawą kulturę i wibrujące życiem bazary, po dobre restauracje i bogate życie nocne. Jeśli już do Turcji dojedziesz, w programie obowiązkowym powinno się znaleźć przynajmniej kilka miejsc, choćby baśniowa, zbudowana z powulkanicznych skał i popiołów Kapadocja, nie mniej tajemnicze wapienne tarasy Pamukkale, ruiny po legendarnej Troi, czy Safranbolu - jedno z piękniejszych miast tego kraju z krętymi brukowanymi uliczkami i bielonymi domami. Z uciech dla ciała warto sobie zaserwować tradycyjną łaźnię: przesiadywanie godzinami w hamamie jest rytuałem towarzyskim, a nie tylko koniecznością wyszorowania i wymasowania (możesz za to mieć pewność, że łaziebni specjaliści zedrą z ciebie brudny naskórek co do milimetra). Tak oczyszczonym przystępuje się do rytuału numer dwa, czyli zjedzenia kebaba: serwują ich tu kilkadziesiąt rodzajów - często w lokalnych odmianach - a bodaj najpopularniejszym jest iskender, przygotowany z baraniny polanej specjalnym sosem pomidorowym i jogurtem, często z dodatkiem mięty. Na deser - baklawa z orzechami, pistacjami i miodem albo słodkie jak ulepek lokum zapite równie mocno posłodzoną aromatyczną herbatą. W Turcji podają ją w małych szklaneczkach w kształcie tulipana - to właśnie z tego kraju wywodzi się ten kwiat.

Złota Świątynia w Amritsarze, Indie Złota Świątynia w Amritsarze, Indie Złota Świątynia w Amritsarze, Indie/Fot. Shutterstock

Indie

Kierunkiem wciąż tanim, a dla turystów z wielu krajów Zachodu nawet tańszym przed rokiem, pozostają Indie. Tabuny wędrowców z plecakami, jakie zjeżdżają tu rok w rok, powtarzają wciąż tę samą prawdę: póki będziesz unikał hoteli o "międzynarodowym standardzie", póty Indie będą dla ciebie najtańszym krajem świata; kluczem do sukcesu jest zminimalizowanie pobytu w Delhi, czy Bombaju, które zdecydowanie odstają cenami od reszty kraju. Chociaż i tu zdarzają się miłe niespodzianki, np. Delhi słynie z najtańszego systemu transportu na świecie, zarówno publicznego, jak i taksówek - przejazd nowoczesnym metrem kosztuje tu niewiele ponad złotówkę. Taniej (0,03 dolara) podziemną kolejką można byłoby przejechać się tylko w stolicy Korei Północnej, gdyby nie fakt, że cudzoziemcom na taką jazdę bez przydzielonego opiekuna nie zezwalają.

W słynnym indyjskim stanie Goa całkiem przyzwoity pokój z wiatrakiem i telewizorem, w odległości spaceru od plaży, można znaleźć już za 8 dolarów. Inna sprawa, że będzie to pokój w miejscowym standardzie, co może oznaczać karaluchy, przerwy w dostawie prądu i dziurę w podłodze zamiast toalety. Podróżując po Indiach w sposób daleki od "międzynarodowych standardów" trzeba się z tym pogodzić, podobnie jak z rozklekotanymi autobusami, pociągami niższych klas czy jedzeniem w lokalnych restauracjach: słynne thali to góra ryżu, często serwowana na liściu bananowca, z dodatkiem kilku sosów, soczewicy, pikli i duszonych warzyw - płacisz 1,5 do 2 dolarów i jesz do oporu, o co dba obsługa przechadzająca się między konsumentami i dokładająca ze wspólnego kotła. Dla jednych te przeżycia są niezapomnianą przygodą, inni stąd uciekają pierwszym samolotem.

gejzer, Islandia gejzer, Islandia Fot. Shutterstock

Islandia

Zdecydowanie bardziej niż wycieczka do Indii portfel wydrenują wakacje na Islandii, na którą nawet Anglicy narzekają, że jest dla nich droga. Jeśli jednak zobaczenie tej krainy lodu, pustki i wulkanów, położonej na styku Europy i Ameryki, której bliżej do wybrzeży Grenlandii niż jakiegokolwiek innego państwa jest twoim marzeniem, lepszego momentu na jego urzeczywistnienie może nie być. Informacje o niebotycznych cenach należy przyjąć do wiadomości ze stoickim spokojem: rzeczywiście, nawet w czasach słabej korony Islandia jest droga, ale często pieniędzy zwyczajnie nie ma jak wydać. Podstawą jest wyjazd w trzy-cztery osoby i wynajęcie auta, którym przejedzie się wyspę wokół słynną drogą główną numer 1. Poza Reykiavikiem i położonym na północy wyspy Akuyreri praktycznie nie ma na niej hoteli ani restauracji. Nocleg zapewnia więc namiot rozbity na kempingu - jak na islandzkie warunki tanio albo wręcz za darmo; rajem pod tym względem są dalekie Fiordy Zachodnie, gdzie funkcjonuje wiele kempingów mających zachęcić turystów do odwiedzenia tego miejsca - nie płaci się za nie nic albo wrzuca wedle uznania do puszki. Zamiast restauracji znajdujesz supermarket i pichcisz coś pysznego w swoim lokum pod chmurką. Jedyną rzeczą, która może przyprawić o ból głowy, są bilety wstępów - na szczęście na Islandii niezbyt popularne: poza gorącymi źródłami Błękitna Laguna i wycieczką na obserwowanie wielorybów z Vik, wybuchające gejzery, majestatyczne wodospady, wulkany, lodowce i dymiących fumarole mamy za darmo.

Więcej o: