Top 10 najbrzydszych atrakcji turystycznych świata

Właściwie nie wiadomo, dlaczego ludzie przyjeżdżają je oglądać. Architektoniczne ''gargamele', fatalne pomysły na stworzenie atrakcji turystycznej z niczego bądź po prostu realizacje pomysłów tak absurdalnych, że wierzyć się nie chce, że komuś chciało się wyłożyć na to pieniądze, komuś innemu - zbudować, a jeszcze komuś pojechać, żeby to zobaczyć. Nie popełnijcie, drodzy Czytelnicy, tego błędu. Przed Wami całkowicie subiektywny wybór 10 najbrzydszych atrakcji turystycznych świata.
Pomnik Szczęśliwej Podkowy, Tuuri, Finlandia Pomnik Szczęśliwej Podkowy, Tuuri, Finlandia wheany/flickr.com

Pomnik Szczęśliwej Podkowy, Tuuri, Finlandia

Pomnik Szczęśliwej Podkowy, Tuuri, Finlandia

Każde miasto czy mała miejscowość są dumne ze swoich atrakcji turystycznych. Chwalą się nimi w przewodnikach, umieszczają w reklamach. Ale są takie "atrakcje", którymi nikt przy zdrowych zmysłach by się nie pochwalił. Jedną z nich jest gigantyczna szczęśliwa złota podkowa, znajdująca się w liczącej zaledwie 500 mieszkańców miłej fińskiej wiosce Tuuri. Podkowa stoi przed wielkim regionalnym centrum handlowym i na zdjęciach wygląda co najmniej realistycznie.

W tym szaleństwie jest jednak metoda. Słowo "tuuri" pochodzi od imienia dawnego fińskiego boga szczęścia, zbiorów i sukcesu. W nowożytnym fińskim "tuuri" oznacza "szczęście". Ostatecznie można więc zrozumieć, że właśnie w miejscowości noszącej nazwę "Szczęście" powstało ta (nie)szczęśliwa atrakcja.

Statua Piotra Wielkiego, Moskwa, Rosja Statua Piotra Wielkiego, Moskwa, Rosja fot. wikipedia/Sailko

Statua Piotra Wielkiego, Moskwa, Rosja

Statua Piotra Wielkiego, Moskwa, Rosja

"Zdobiąca" rosyjską stolicę statua Piotra Wielkiego to monument iście monumentalny. Car stoi na łodzi, której maszt wystrzeliwuje w górę na wysokość 94 m. Piotr Wielki, twórca potęgi Rosji na przełomie XVII i XVIII w., nadawał się na symbol państwa rosyjskiego zarówno w czasach imperium Romanowów, jak i w ZSRR - był ulubioną postacią historyczną Józefa Stalina. W tym kontekście nie dziwi, że pomniki Piotra powstawały nawet za czasów Kraju Rad. Nic też dziwnego, że wykonanie statuty cara w Moskwie powierzono Zurabowi K. Tseretelemu.

Tsereteli wsławił się tym, że w czasach ZSRR w całkowicie kapitalistyczny sposób zarabiał na życie tworzeniem popiersi Lenina i Stalina. A także tym, że USA nie chciały przyjąć jego pomnika Krzysztofa Kolumba. Być może amerykańscy decydenci zobaczyli najpierw pomnik Piotra Wielkiego wzniesiony na 300-lecie rosyjskiej marynarki. I poszli po rozum do głowy.

Plac Federacji, Melbourne, Australia Plac Federacji, Melbourne, Australia fot. wikipedia/AussieNickuss

Plac Federacji, Melbourne, Australia

Plac Federacji, Melbourne, Australia

Bunkry wojskowe? Arena-marzenie dla fanów paintballa? Miasteczko filmowe do kręcenia postapokaliptycznych horrorów science-fiction? Nic z tych rzeczy. Oddany do użytku 26 listopada 2002 r. Plac Federacji w Melbourne w australijskim stanie Victoria to miejsce pełne instytucji kulturalnych, restauracji i barów. Zbudowany nad stacją kolejową Flinders Street Station plac wraz ze stojącymi nań budynkami jest drugą pod względem popularności atrakcją turystyczną stanu Victoria. Nie wiadomo tylko, jak wiele z prawie 9 mln osób, które odwiedziły go w 2011 r., zrobiło to z zachwytu nad jego architekturą, a jak wiele przyjechało zobaczyć "szkaradę".

Bo tuż po otwarciu placu wielu mieszkańców Melbourne zadawało sobie pytanie: co właściwie wybudowano w ich mieście i jak droga była ta budowa (odpowiadamy - 450 mln dolarów australijskich). Betonowy plac z masywnymi bryłami budynków mimo wszystko "przyjął się" w Melbourne. W późniejszych sondażach okazało się nawet, że ponad 90 proc. badanych lubi "co najmniej część placu". Jego otwarta przestrzeń okazała się znakomitym miejscem protestów, zebrań, spotkań kulturalnych czy koncertów.  Dwa lata po debiucie stan Victoria docenił architekturę Placu Federacji, nagradzając ją medalem.

seattle, guma do żucia seattle, guma do żucia knottyboy/flickr.com

Mur Gumy do Żucia, Seattle

Mur Gumy do Żucia, Seattle

Na początku lat 90. artyści i publiczność teatru Market w amerykańskim Seattle w ramach dość nietypowych działań artystycznych zaczęli przyklejać na jego ścianie przeżute gumy do żucia. W gumy wklejali następnie monety. Pracownicy teatru dwa razy zdrapywali gumowe pobojowisko ze ściany, ale na nic się to zdało. Poddali się dopiero wtedy, gdy uświadomili sobie, że teatralna ściana stała się... atrakcją turystyczną. Dziś według luźnych szacunków na ścianie Market Theatre wisi około 100 tys. różnokolorowych gum do żucia, a turyści robią sobie pod nią zdjęcia. I oczywiście przyklejają nowe gumy. Ohyda? Naszym zdaniem tak.

Najwyższy termometr na świecie, Baker Najwyższy termometr na świecie, Baker Ken Lund/flickr.com

Najwyższy termometr na świecie, Baker

Najwyższy termometr na świecie, Baker

Najwyższy termometr na świecie stoi w miasteczku Baker na pustyni Mojave. Ma 134 stopy wysokości i może (a raczej mógł) pokazać maksymalną temperaturę 134 stopni Fahrenheita (czyli 57 stopni Celsjusza). To nawiązanie do rekordu temperatury na Ziemi, który odnotowano w położonej niedaleko Dolinie Śmierci 10 czerwca 1913 r. Największy termometr świata stanął w Baker na pamiątkę tego wydarzenia.

Gigantyczny miernik temperatury był - jeśli chodzi o zasadę działania - raczej urządzeniem elektronicznym niż termometrem. Był, bo jego utrzymanie kosztowało 40 tys. dolarów rocznie. Ostatnio się zepsuł, a nikt na razie nie zapłacił za jego naprawę.

Budynek-Słoń, Bangkok, Tajlandia Budynek-Słoń, Bangkok, Tajlandia xophe_g/flickr.com

Budynek-Słoń, Bangkok, Tajlandia

Budynek-Słoń, Bangkok, Tajlandia

Aby w dziesięciomilionowej stolicy Tajlandii wybudować coś, co będzie się wyróżniać na tle efektownych nowoczesnych biurowców skontrastowanych ze starym kolonialnym miastem, trzeba naprawdę się postarać. Ukończony w 1997 r. 32-piętrowy "Budynek-Słoń" (ang. Elephant Building) wznosi się na wysokość 102 metrów. W Bangkoku to niewiele, znikłby wśród wyższych drapaczy chmur. Ale nieprzypadkowo dostał przydomek "słoń".

Jest wielki, ciężki, toporny, szary i przytłacza swoim ogromem. Problem w tym, że słonie to piękne zwierzęta. Słoń-fantazja architekta już niekoniecznie. O dziwo, ogromny blok z detalami architektonicznymi udającymi słoniowe oczy i pysk już stał się jednym z symboli Bangkoku.

First World Hotel, Genting Highland, Malezja First World Hotel, Genting Highland, Malezja Benson Kua/flickr.com

First World Hotel, Genting Highland, Malezja

First World Hotel, Genting Highland, Malezja

Jeszcze do niedawna First World Hotel w malezyjskim Genting Highland był największym hotelem na świecie. I być może jednym z najbrzydszych. Jest tak nieprawdopodobny, że sam stał się przewrotną atrakcją turystyczną. W First World Hotel wszystko jest za duże. Dwa wielokolorowe budynki mają wysokość 28 pięter, mieszczą aż 6118 pokoi (co daje hotelowi czwarte miejsce na świecie pod względem liczby pokoi). Turystów obsłużyć może 11 restauracji, barów i kawiarni. Oczywiście, jeśli zdecydują się zamieszkać w tym trzygwiazdkowym gargamelu.

Północnokoreańskie Pyongyang Północnokoreańskie Pyongyang Fot. Shutterstock

Hotel Ryugyong, Pjongjang, Korea Północna

Hotel Ryugyong, Pjongjang, Korea Północna

Rozmach Malezyjczyków nie ma jednak szans w starciu z najbardziej megalomańską dyktaturą świata. I do tego obdarzoną najgorszym gustem. Korea Północna niestrudzenie próbuje pokazać światu, że na wszystko ma pieniądze. Nawet na największy hotel na świecie.

Ryugyong to wysoki na 330 m wieżowiec, budowany od 1987 r. Miał być gotowy dwa lata później, ale między 1992 a 2008 r. prace wstrzymano z braku funduszy. Od 2008 r budowę kontynuuje egipski inwestor. Udało się zakończyć prace na zewnątrz budynku, wciąż wykańczane jest wnętrze. Wygląda na to, że tym razem się uda i Ryugyong nie będzie musiał zostać wymazywany z oficjalnych zdjęć rejonu Pjongjangu, jak zdarzało się już podczas przerw w jego budowie.

Pałac Idealny, Hauterives, Francja Pałac Idealny, Hauterives, Francja Misterdi/flickr.com

Pałac Idealny, Hauterives, Francja

Pałac Idealny, Hauterives, Francja

Tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć. Budynek, który francuski listonosz Ferdinand Cheval budował własnoręcznie przez 33 lata wygląda jak wyjęty z powieści fantasy. Gargulce rodem ze średniowiecznych katedr sąsiadują z elementami zaczerpniętymi z greckich i hinduskich świątyń oraz meczetów.

Dziś dzieło życia Chevala (w trakcie roznoszenia listów listonosz zbierał kamienie, które wieczorem po pracy zawoził na taczkach na plac budowy i pracował nawet w nocy) uznawane jest za przykład prymitywizmu w architekturze. W 1969 r. francuski rząd uznał pałac za zabytek kultury.

Pałac Ceausescu (Pałac Parlamentu), Bukareszt, Rumunia Pałac Ceausescu (Pałac Parlamentu), Bukareszt, Rumunia George M. Groutas/flickr.com

Pałac Ceausescu (Pałac Parlamentu), Bukareszt, Rumunia

Pałac Ceausescu (Pałac Parlamentu), Bukareszt, Rumunia

Największy budynek publiczny na świecie. Najdroższy budynek administracji publicznej na świecie. Najcięższy budynek na świecie. I z całą pewnością przez swój ogrom, przepych i formę -jeden z najbrzydszych. Nicolae Ceausescu, komunistyczny satrapa Rumunii, pozostawił po sobie pomnik "trwalszy niż ze spiżu".

Aby zbudować to długie na 270 m, szerokie na 240 m i wysokie na 86 m monstrum z 1,1 tys. pokoi i czterema podziemnymi kondygnacjami, zniszczono historyczną dzielnicę Bukaresztu. By stworzyć sobie siedzibę godną władcy, Ceausescu zburzył m.in. 19 kościołów prawosławnych, sześć synagog, trzy kościoły protestanckie i 30 tys. domów.

Efekt tego barbarzyństwa posłużył mu zaledwie kilka lat. Kiedy dyktator upadł w 1989 r., budowany od pięciu lat pałac był w większości ukończony, część jego skrzydeł jednak wciąż była w budowie. Dziś w urządzonym z przepychem budynku mieszczą się muzea i siedziba rumuńskiego parlamentu.

Oczywiście brzydkich atrakcji turystycznych znalazłoby się więcej. A często to, co dla jednych jest brzydkie, dla innych jest ucieleśnieniem piękna, harmonii i dobrego gustu. My na pewno NIE polecamy zwiedzać biblioteki w Birmingham, muzeum sztuki w Liechtensteinie czy też np. biblioteki narodowej w Mińsku. Chyba, że trafimy tam zupełnie przypadkiem.

Więcej o: