Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Gazeta.pl > Podróże >  Nowości

Podróże dla ambitnych - trudno dostępne miejsca na świecie

Marta Kowalska
09.10.2012 12:30
A A A Drukuj
W czasach, gdy pojechać można niemal wszędzie, coraz atrakcyjniejsze są miejsca, do których trudno się dostać. I nie chodzi wcale o ekstremalne wyprawy w rejony objęte wojną, ale o dreszczyk emocji związany z odkryciem tego, co jeszcze nieodkryte
  • Trudne podróże

    1/6

    Klasztor Taktsang, Bhutan/Fot. Shutterstock

    Choć w erze tanich linii, biletów na Księżyc i rezerwacji przez internet niemal wszystko wydaje się możliwe, wciąż na świecie są miejsca, przed którymi postawiono tabliczkę z napisem: "Zakaz wjazdu".

    I wcale nie chodzi tu o kraje, w których toczą się wojny, kwitnie terroryzm albo media huczą o kolejnych porwanych cudzoziemcach; turyści tam nie jeżdżą, bo jest po pro-stu niebezpiecznie, ale gdyby tak naprawdę któryś z nich chciał, granice większości z nich przekroczy bez większych problemów. Dostać wizę i wjechać do Afganistanu czy Iraku jest - pomijając brak rozsądku - o niebo łatwiej, niż zapuścić się na bezdroża Arabii Saudyjskiej albo Bhutanu. Niektóre z trudno dostępnych krajów dopiero otwierają się na turystykę, wciąż jednak limitując liczbę przyjezdnych, inne - pozwalają wjeżdżać tylko grupom zorganizowanym, dając im dodatkowo spis warunków, jeszcze inne - nie pozwalają podróżować bez miejscowego przewodnika-opiekuna.

  • Korea Północna

    2/6

    Arthur Chapman/flickr.com

    Po Korei Północnej można podróżować tylko w towarzystwie miejscowego przewodnika-opiekuna, a nim się w tę podróż wyruszy - trzeba przedstawić jej plan (jakiekolwiek odstępstwa są niemożliwe). Takie wycieczki - choć są już w ofertach polskich biur podróży -

    najłatwiej wykupić w Chinach, bo praktycznie tylko od ich strony można do KRLD wjechać. Pasażerami samolotów i pociągów są przede wszystkim turyści z Rosji, Chin i Japonii; zgniły kapitalistyczny zachód do komunistycznego raju wstęp ma dopiero od niedawna. Zanim jednak tego zaszczytu dostąpi, musi zdeklarować, co do niego wwozi: ponieważ telefony komórkowe, odtwarzacze MP3 czy odbiorniki GPS zagrażają bezpieczeństwu państwa na granicy trzeba je zdać do depozytu.

    Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, największy na świecie skansen komunizmu, powstała w 1948 r., kiedy USA i ZSRR nie mogąc dojść do porozumienia co do losów półwyspu podzieliły go. Dwa lata później pomiędzy Koreańczykami z północy i południa rozpoczęła się bratobójcza wojna. Formalnie trwa ona do dzisiaj, a walki, które pochłonęły dwa miliony ofiar, zakończyło jedynie porozumienie o zawieszeniu broni i strefa zdemilitaryzowana - ciągnący się wzdłuż 38. równoleżnika długi na 238 km i szeroki na 4 km pas niezamieszkałej ziemi. Jednak uwaga: na wycieczce do niej pod żadnym pozorem nie wolno na niej wykonywać gwałtownych ruchów ani drażnić wartowników: strefa jest zaminowana, wokół pełno budek strażniczych, a przekroczenie krawężnika wyznaczającego linie demarkacyjną jest surowo zabronione.

    W Korei dużym przeżyciem jest już sama jazda pociągiem: za oknem rolnicy popędzają woły, migają wiejskie chaty i opustoszałe, zabudowane surrealistycznymi blokami miasteczka. Jednak tym, co rzuca się w oczy najbardziej, są Kim Ir Sen i Kim Dzong Il: wizerunki zmarłych, umiłowanych wodzów są wszędzie - na plakatach, billboardach, pomnikach, muralach, plakietkach, które noszą Koreańczycy. Nawet wtedy, kiedy pociąg przemierza ryżowiska i pola kukurydzy, wydaje się, że podróżnych wciąż śledzą ich oczy. Miejsce, w którym się te oczy narodziły, jest dla Korei jak Betlejem - w krytej strzechą chatce stojącej w położonym na obrzeżach stolicy Mangyongdae wychował się towarzysz Kim Ir Sen. Dzisiaj spoczywa zabalsamowany w podziemiach marmurowego mauzoleum, a pokłon jemu jest głównym punktem wielu wycieczek. Każda musi się też skłonić przed 20-metrowym pomnikiem wodza w stolicy kraju Pjongjang (Phenian). Niedaleko stoi najwyższy na świecie, 170-metrowy kamienny obelisk zwieńczony płomieniem ognia: to wieża Idei Dżucze - komunistycznej doktryny, wedle której warunkiem wielkości Korei jest jej samodzielność, w związku z czym wszelkie wpływy zachodu, z popcornem i Hollywoodem włącznie, należy wyeliminować.

  • Bhutan

    3/6

    jmhullot/Flickr..com

    Wciśnięty pomiędzy Indie i Chiny, rozrzucony na zboczach Himalajów Bhutan, dla turystów otworzył się dopiero pod koniec lat 60. ubiegłego wieku wraz z otwarciem miejscowego lotniska i wybudowaniem pierwszej asfaltowej drogi przecinającej go ze wschodu na zachód. Aby jednak przebyć słynny "Niebiański szlak stu zakrętów" trzeba się wykazać zimną krwią i stalowymi nerwami: droga niemal cały czas wiedzie skrajem głębokich przepaści wijąc się kolejnymi ostrymi serpentynami. Jeśli wziąć pod uwagę, że na przejechania przez państwo wielkości Szwajcarii potrzeba trzech dni, jest to prawdziwy ewenement. Jeśli jednak liczyć jego wysokość, a połowa królestwa Bhutanu znajduje się na ponad 3 tys. m.n.p.m., przestaje dziwić cokolwiek. Bhutan, oficjalnie Druk-Yul, czyli Kraj Grzmiącego Smoka, na pewno nie jest zwykłym miejscem. To kraj, w którym zakazana jest sprzedaż papierosów, gdzie mężczyźni wkładają do pracy tuniki i podkolanówki, ściany większości domów zdobią malunki ogromnych penisów zapewniające ochronę ich mieszkańcom, a Wielkie Narodowe Szczęście jest o niebo ważniejsze od produktu krajowego brutto: obywatele kraju, zaliczanego do najuboższych państw świata, są uważani za jednych z najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Bhutańczycy są dumni ze swojej tysiącletniej tradycji, głębokiego buddyzmu, przejrzystego powietrza, tradycyjnych, zdobionych domów i warownych klasztorów. Jednak podróżowanie po ich kraju jest równie unikalne jak on sam: żeby wjechać do Bhutanu, trzeba wykupić pakiet obejmujący zakwaterowanie, przejazd, wyżywienie i opiekę miejscowego przewodnika w cenie - ok. 200-250 dolarów za dzień. Władze Bhutanu, które tak długo opierały się turystyce i do którego rocznie przyjeżdżało nie więcej niż 30 tys. podróżnych planują zrobić wszystko, by od 2012 r. tę liczbę potroić.

  • Birma

    4/6

    Fot. Shutterstock

    Podobnie szybko zmienia się Birma (Myanmar) - rządzona przez juntę wojskową, do niedawna zamknięta zupełnie na świat zewnętrzny, dzisiaj odwiedzana przez rosnącą z roku na rok rzeszę turystów. Do kraju wciąż można dostać się tylko drogą powietrzną, a jego południe i północ są zamknięte z powodu obozów pracy i tolerowanych przez władze upraw narkotyków. Znakomita większość turystów wybiera więc łatwe "kółko": Yangon -jezioro Inle-Mandalay-Bagan -Yangon, ewentualnie z wypadem do Bago i Złotej Skały. Po drodze gwarantowane posągi Buddy, klasztory, pagody, wozy zaprzęgnięte w bawoły i wciąż ci sami ludzie. Ponieważ po Birmie można podróżować tylko w ten sposób, wszyscy jadą tą samą drogą.

  • Turkmenistan

    5/6

    Turkmenistan, Azja Środkowa fot. Shutterstock

    Kiedy Pan Bóg stworzył świat i usiadł do jego podziału, pierwsi w kolejce ustawili się Turkmeni. Dostali więc duże terytorium. Gdy zaczął rozdzielać słońce - znowu byli pierwsi. Kiedy jednak zabrał się za podział wody, już im się nie chciało, przez co nie zostało jej dla nich prawie nic. Ta przypowieść doskonale oddaje charakter Turkmenistanu: piaski pustyni Kara-Kum są rozleglejsze niż cała Polska i zajmują większość powierzchni tego tajemniczego kraju, z jednej strony ograniczonego górami, z drugiej - największym bezodpływowym morzem świata (Morze Kaspijskie). Żeby dostać wizę do Turkmenistanu, trzeba się wykazać sporą determinacją, a i tak wjazd na niektóre tereny krainy Turkmenbaszy, jeszcze niedawno nazywanej "Koreą Północną Azji Centralnej", wymaga specjalnych pozwoleń.

    Kiedy jesienią 1991 r. dogorywał Związek Radziecki, sekretarz generalny turkmeńskiej partii komunistycznej Saparmurat Nijazow, sierota wychowany w sowieckich domach dziecka, ogłosił niepodległość. Automatycznie został pierwszym prezydentem republiki, a po kilku latach totalitarnych rządów, gdy jego kadencja dobiegała końca, ogłosił się prezydentem dożywotnim (przy okazji - także potomkiem Aleksandra Wielkiego). Po kilku kolejnych zmarł nie zostawiając co prawda syna-następcy, ale zostawiając kraj pełen jego złotych pomników, projektów (bodaj najsłynniejsza jest przebudowa stołecznego Aszchabadu na miasto w stylu sowieckim na kształt między Las Vegas, a Phenianem) i Ruhnamę. Księga Życia, która jest przewodnikiem duchowym Turkmenów i autobiografią Turkmenbaszy, już doczekała się miana "świętszej od Koranu", a jej trzykrotna lektura zapewnia podobno miejsce w raju. Przyjezdnych zapewne bardziej zainteresuje to, co w Turkmenistanie mogą zobaczyć, a więc: nazywany "miastem miłości" Aszchabad, kanał Karakumski nawadniający kraj wodami Amudarii, czy położony na trasie Jedwabnego Szlaku Merw - przed wiekami największe miasto świata, stojące w jednym szeregu z Damaszkiem, Bagdadem czy Kairem.

    Źródło: tekst pochodzi z "Gazety Wyborczej"

  • Polecamy

    6/6
Zobacz także
Komentarze (13)
Zaloguj się
  • Gość: Marek Lenarcik

    Oceniono 5 razy 5

    W tekście o Birmie jest sześć błędów. 1. Birma nie jest rządzona przez juntę wojskową od marca 2011. 2. Od conajmniej 20 lat do Birmy można było przyjechać więc nie była zupełnie zamknięta. 3. Do Birmy można wjechać lądem w Tachileik i Kawthaung. Czasem w Mae Sot. Mogą być wymagane pozwolenia, które można załatwić. 4. Są rejony zamknięte dla turystyki, ale nie jest to północ i południe. 5. Pewne rejony są zamknięte nie z uwagi na obozy pracy i narkotyki, a walki z mniejszościami etnicznymi. 6. "Ponieważ po Birmie można podróżować tylko w ten sposób, wszyscy jadą tą samą drogą." - Dróg jest wiele i nie wszyscy jadą tą samę drogą. Poza wspomnianym "kółkiem" i dodatkami jest jeszcze Sittwe/Mrauk-U, Chin State, Ngapali Beach, Northern Shan State, Złoty Trójkąt.

    Autorce polecam więcej podróżować, a mniej pisać. A jeśli już koniecznie musi pisać, to niech najpierw trochę poczyta i bardziej się przykłada. Was zapraszam po wiarygodne relacje prosto z Birmy, gdzie obecnie mieszkam: www.zyciewtropikach.com.

  • Gość: lucky

    Oceniono 7 razy 5

    "(...) w cenie - ok. 200-250 dolarów za dzień dziennie" co to za wyrażenie ? Gazeta.pl się stacza.

  • agi12345

    Oceniono 1 raz 1

    Ja jeszcze bym dodała bardzo ciekawe miejsce: Spitsbergen. Miejsce, gdzie niedźwiedzie mówią dobranoc przyciąga swoją tajemniczością, ale jest wymagający dla zwiedzającego. Dla tych, którzy może będą mieli ochotę się jednak tam wybrać polecam relację i galerię na:
    www.worldinoureyes.pl/spitsbergen.html

  • Oceniono 3 razy 1

    Birma wcale nie jest już tak niedostępna. Owszem, pozamykane są części kraju, ale wizę można właściwie dostać bez problemu. Zgadzam się z jednym z przedmówców - warto się tam wybrać jak najszybciej, zanim dotrze przed nami większa fala masowej turystyki, a ta już się całkiem nieźle w Birmie rozwija. Jak rok temu jeździłam po tym kraju to widziałam naprawdę całkiem spore grupy stosunkowo zamożnych turystów z Zachodu na wycieczkach zorganizowanych. Dużo więcej, niż np. w Kambodży.

    A sama Birma? Moim zdaniem cudowny kraj z przesympatycznymi ludźmi!

    Jakby ktoś miał ochotę poczytać więcej o Birmie i mojej podróży to zapraszam: www.dalekoniedaleko.pl/kategorie/ze-swiata/azja/birma/

  • Gość: AzymutWschod

    Oceniono 5 razy 1

    Mnie niecaly rok temu wyjazd do Mjanmaru (Birmy) kosztowal na miesiac niecale 3000zl (przelot z Bangkoku). Jezeli ktos sie zdecyduje KONIECZNIE musi poczytac o walucie, bo nawet majac dolary mozna sie obudzic bez pieniedzy (musza byc niezagiete, najlepiej z jak najnowszej serii). Napisalem artykul o walucie, ktory mozecie znalezc tutaj: http://azymutwschod.pl/?cat=68 podobnie jak opis wybranych w Mjanmarze zdjec.
    PS. Spieszcie sie z odwiedzeniem tego kraju, gdyz odwilz polityczna prawdopodobnie tak otworzy ten kraj, ze jego zwiedzanie w przeciagu 2 lat stanie sie zupelnie nieatrakcyjne (juz i tak jest natlok turystow)

  • michalzwanny

    0

    Się czepiacie a tytuł nie brzmi "Wszystkie istniejące kiedykolwiek trudno dostępne miejsca na świecie" tylko "trudno dostępne miejsca na świecie".

    -------------
    WannaGoList - DARMOWA aplikacja android. Odkrywaj nowe ekscytujące miejsca, zapisuj gdzie chciałbyć się wybrać, realizuj swoje marzenia.
    play.google.com/store/apps/details?id=com.wannagolist.travel&referrer=utm_source%3DForum%26utm_medium%3Dpost%26utm_content%3Dpost_09102012%26utm_campaign%3Dk_WannaGoList

  • Gość: iwenhow

    Oceniono 2 razy 0

    Szkoda słów bo warto jechać ale strach...
    http://www.photo-travels.org/pl/foto/101/

  • Oceniono 7 razy -1

    A dlaczego zabrakło Autonomicznej Republliki Góry Athos?
    To niedaleko, a dostać się jest trudno - no i trzeba być mężczyzną aby tam wjechać .
    A naprawdę warto.
    Może dziennikarzyna dopisze?
    Chociażby na podstawie wikipedii :)
    pl.wikipedia.org/wiki/Athos

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX