Lot balonem po raz pierwszy. Zimą!

Lot balonem po raz pierwszy - jak, gdzie i za ile. Możesz majestatycznie unosić się nad okolicą albo lecieć 'po rzeźbie', stawiając stemple na śniegu. Bylebyś miał odwagę wystawić głowę ponad krawędź kosza.
I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy Lot balonem. Zdjęcia: Albert Zawada

Lot balonem po raz pierwszy. Jak nie dać się zrobić w balona.

- My mamy jakieś pieniądze?

- Człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać. Mam rację, Lutek? Mam rację?

Ten kultowy dialog z "Wniebowziętych" (pomiędzy Zdzisławem Maklakiewiczem-Arkaszką Kozłowskim, i Janem Himilsbachem - Lutkiem Narożniakiem) zawiera całą głębię prawdy o męskiej przygodzie. Trzeba czasami polatać - fajną furą, po klubach, na bosaka po rozżarzonych węglach albo np. balonem. Nie frikową paralotnią, hałaśliwym samolotem czy motolotnią, a właśnie balonem. Balon to rzecz konkretna, dostojna, twarzowa. Dziecko wygląda dobrze z balonikami w ręku, kobieta wygląda dobrze z balonami i mężczyźnie też balon pasuje. A jak zrobią mnie w balona? - zapyta ktoś.

Bez obawy! Facet z krwi i kości nie będzie zaprzątał sobie głowy takim, za przeproszeniem, babskim gadaniem, bo doskonale wie, choćby z dziecięcych lektur, że balonami latają prawdziwi mężczyźni. A jeśli latają nimi w środku ostrej zimy, to nie pozostaje nic innego, tylko wsiąść z nimi do kosza, bo przepuścić taką okazję to grzech.

Z Albertem, naszym fotografem, zawitaliśmy więc na I Zimowym Mazurskim Festiwalu Balonowym. Imprezie na dwadzieścia jeden balonów plus jeden sterowiec.

I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy Lot balonem. Zdjęcia: Albert Zawada

Balonem po raz pierwszy. Płomienie na placu

Do Ełku docieramy trzeciego dnia imprezy. Warunki do zabawy są idealne (wieje 2-3 m na sekundę). Miejsce startu: plac Jana Pawła II, kierunek lotu: Stare Juchy. Pakujemy się do pikapa, za kółkiem Rafał Kokoszka z firmy Benkowski Publishing & Balloons, która organizuje zawody. Mam na sobie kombinezon narciarski, dwa szaliki, kalesony i windstoper. Albert też ubrał się jak na Syberię.

- Dziś latamy najwyżej na kilkuset metrach. Nie poczujecie zmiany temperatury - mówi z lekkim pobłażaniem Rafał, przydzielając nas do załogi Artura Dzierzkowskiego z teamu Benkowskiego.

Artur wgląda jak pilot z początku zeszłego wieku. Czerwony, solidny kombinezon, glany, podbita futrem skórzana czapka pilotka i zapał odkrywcy w spojrzeniu. Załogę naziemną tworzą poza Rafałem dwaj praktykanci.

Dojeżdżamy na wielki plac. Na razie statki powietrzne spoczywają jeszcze na przyczepkach ciągniętych przez SUV-y, furgony i nieliczne osobówki. Towarzystwo międzynarodowe. Załoganci wyciągają powłoki balonów z przyczep balonowych. Układają je na ziemi i dostawiają do nich wiklinowe kosze. Wyglądają elegancko, ich podłogi zrobione są ze skóry.

baloniarstwo, balon, latanie baloniarstwo, balon, latanie

W rogach kosza są otwory, w których Artur montuje specjalne słupki. Na powstałym w ten sposób rusztowaniu mocujemy palnik. Potem łączymy stalowymi szeklami liny powłoki z linami kosza i balon jest przygotowany do postawienia. Kapitan odpala tzw. pilot, czyli ogieniek tlący się przez cały czas na palnikach - jak w domowym piecu. Naciska palcami na dwa zawory główne palnika. W niebo bucha z rykiem strumień żywego ognia. Baloniarze dają czadu. Przez ryk palników przebija się odgłos pracy silników spalinowych. Artur też odpala swój wentylator, który - tworząc strumień zimnego powietrza - nadmuchuje wstępnie powłokę balonu. Pomagam, jak potrafię, trzymając w wyciągniętych do góry rękach dolną krawędź powłoki, czyli bryt. Po paru minutach balon solidnie pęcznieje i można przejść do prawdziwego konkretu, czyli nakarmienia go ogniem. Po kilku rykach i błyskach statek powietrzny jawi się w pełnej krasie. Nad trzyosobowym koszem unosi się powłoka o pojemności 2500 m sześc. - to niewiele mniej niż basen olimpijski.

baloniarstwo, balon, latanie

I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy Lot balonem. Zdjęcia: Albert Zawada

Balonem po raz pierwszy. Odlot

- Otrzepcie ze śniegu buty, bo w środku zrobi się strasznie ślisko - mówi do nas Artur. Balon wisi kilka centymetrów nad ziemią. Przytrzymuję kosz całym ciężarem ciała. Albert stawia nogę w otworze w burcie kosza, potem gramoli się do środka. Bez zwłoki idę w jego ślady. Jest dosyć ciasno, bo poza nami stoją tu trzy butle z propanem butanem. Spore, każda mieści 60 l łatwopalnego, sprężonego gazu. Z palnikiem łączą je czarne przewody, od których ręce mamy trzymać precz.

Wokół robi się ciasno. Wszędzie widać wielkie, kolorowe, jajowate bulwy klasycznych balonów. Jest też ogromny kufel z piwem. To przykład baloniarskiej fantazji. Ta nie zna granic, czasami materializuje się pod postacią zamku albo głowy Frankensteina.

Nagle odrywamy się od ziemi i lecimy! Z każdą sekundą jesteśmy 5 m wyżej. Nie mijają dwie minuty i bardzo malowniczy Ełk jest już 200 m pod nami. Chwytam się kurczowo słupka i podziwiam miasto.

baloniarstwo, balon, latanie

Burta kosza sięga mi do wysokości krocza. Gdyby to był balkon - z taką ekspozycją i taką balustradą - zostałbym w pokoju. Dopada mnie lęk wysokości i myśl, że najlepiej będzie kucnąć. Z balustradą na wysokości brody czuję się zdecydowanie lepiej.

Kapitan nie zwraca na mnie uwagi, jest pochłonięty lotem. Za pomocą czerwonej liny otwiera co jakiś czas klapę w górnej części powłoki. Dzięki temu rozgrzane powietrze ulatuje na zewnątrz, a balon zaczyna opadać.

baloniarstwo, balon, latanie

To jedyny sposób na sterowanie balonem. O tym, w jakim kierunku lecimy, decyduje wiatr. A ten na różnej wysokości się zmieniać. I to nawet o dziewięćdziesiąt stopni! Baloniarze poszukują więc wiatru, opuszczając się lub zwiększając wysokość. Kapitan co jakiś czas koryguje wysokość, a Albert robi zdjęcia.

- Jestem mężczyzną - stwierdzam odważnie i staję na wyprostowanych nogach. Przelatujemy nad domami. Zbliżamy się do wieży kościoła, jej iglica przesuwa się 10 m poniżej kosza. Wiatr pcha nas w stronę jeziora.

baloniarstwo, balon, latanie

I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy. Zdjęcia: Albert Zawada

Balonem po raz pierwszy. Na krzyż

Z daleka widać ułożony na lodzie czerwony krzyż. W baloniarstwie rozgrywa się kilka konkurencji. Są loty na odległość albo wysokość, jest lot do wyznaczonego celu i pogoń za lisem. My gonimy lisa, czyli balon otwierający stawkę.

Jednym z elementów konkurencji jest bombardowanie zaznaczonego na ziemi krzyża. Pilotowi udaje się naprowadzić balon nad cel. Rzucamy w dół niebieską szarfę obciążoną piaskiem. Marker ląduje w pobliżu krzyża

baloniarstwo, balon, latanie

Wszyscy jesteśmy w przestworzach, za to Albert, dodatkowo, w siódmym niebie fotografa. Migawka nie ma chwili wytchnienia, Albert trzaska kolejną serię zdjęć. Tymczasem pod nami pojawia się... kufel. Duże jasne majestatycznie dryfuje w powietrzu nad zamarzniętym jeziorem. Wygląda to jak scena ze snu Himilsbacha.

Lis wkrótce ląduje, a jego załoga układa na ziemi kolejny krzyż. Robimy nalot i Artur wykonuje niezły, choć tym razem nieco gorszy rzut. I już po zawodach. Dalej lecimy dla przyjemności. Kilka metrów nad ziemią, czyli "po rzeźbie terenu". W pewnej chwili uderzamy dość mocno koszem w ziemię. Zgodnie z instrukcją przyjmujemy uderzenie na lekko ugiętych nogach, trzymając się uchwytów z grubej liny. Odbijamy się w górę i strzelając miotaczem ognia, lecimy dalej. Docieramy nad las. Przez polanę przechodzą sarny. Przyglądają nam się ze stoickim spokojem. Po  kilku kilometrach docieramy nad teren zabudowany. Przez środek przebiega ruchliwa droga.

Na poboczu stoi nasz pikap. Załoga dotarła tu na moment przed nami. Pilot otwiera klapę. Zniżamy lot. Przelatujemy kilka metrów nad jakimś gospodarstwem. Na podwórku stoi starsza kobieta.

- Latają i spać nie dają, co?! - krzyczy Artur.

- Piękny balon macie, chłopcy! - odpowiada jednak babcia i macha ręką.

Zbliżamy się do pola, przy którym czeka już Rafał. Łapiemy się uchwytów z liny i znów uderzamy lekko o ziemię. Po chwili dobiega do nas załoga. Chcę się gramolić na zewnątrz, ale Artur zatrzymuje mnie w miejscu. - Nie wysiadajcie, bo bez obciążenia wyrzuci mnie na dwieście metrów do góry - mówi. Czekamy grzecznie w koszu, gorące powietrze ulatuje powoli z czaszy. Pomagam przy zwinięciu powłoki i zapakowaniu jej do worka. Polataliśmy sobie nieco ponad godzinę.

baloniarstwo, balon, latanie

I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy
Robi się ciasno. Wszędzie widać wielkie, kolorowe bulwy balonów. I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy Robi się ciasno. Wszędzie widać wielkie, kolorowe bulwy balonów. Lot balonem. Zdjęcia: Albert Zawada

Balonem po raz pierwszy. Na luzie

Na następny lot wybieram się już bez Alberta. Tym razem wiatr jest o kilka metrów szybszy, tak jak poprzednio wieje w kierunku Starych Juch. Start z Jeziora Ełckiego. Do kosza zabiera mnie Krzysztof Kosobudzki z Aeroklubu Warszawskiego. Ten balon jest nieco mniejszy niż wczorajszy, ma pojemność 2200 m sześc. W koszu metr na metr stoją cztery butle. Startujemy. "Komputer pokładowy", przymocowany do słupka, wskazuje, że lecimy 12 km/h, na wysokości 280 m, kursem 203 stopnie. Przymocowany nieco niżej w koszu wariometr informuje, że mamy wznoszenie: 3 m/s.

baloniarstwo, balon, latanie

Zima to dobry czas dla balonów, które w przeciwieństwie do szybowców i paralotni nie tolerują tzw. termiki, czyli silnych prądów wznoszących i opadających, tworzących się w ciągu dnia w czasie wiosenno-letnich miesięcy. W ciepłym okresie balonem można latać bezpiecznie od wschodu słońca do maksymalnie godz. 8.30, i to tylko jeśli nie ma wiatru większego niż 5-6 m/s, niskich chmur i deszczu,. A potem dwie-trzy godziny przed zachodem słońca. Zimą balony latają przez cały dzień, o ile tylko pozwala na to widoczność (co najmniej 5 km) i prędkość wiatru. Idealna dla sportowego lotu to 2-3 m/s.

Niedaleko nas leci inna załoga. - Zasada jest tak, że balon, który jest u góry, musi ustępować pierwszeństwa temu, który jest na dole. Pocałunek balonów, czyli kontakt samymi powłokami, jest bezpieczny. Ale kosz, choć jest z wikliny, ma twarde elementy i duraluminiową konstrukcję. Drobne uszkodzenia powłoki nie przeszkadzają w lądowaniu - tłumaczy Krzysztof. A ja jednak wolałbym się dziś z nikim nie całować.

I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy Lot balonem. Zdjęcia: Albert Zawada

Balonem po raz pierwszy. Laszowanie

Krzysztof zrzuca markery. Po czym wlatujemy nad jezioro Sunowo. Lecimy niziutko. Uderzamy w lód, robiąc "stempel" na dziewiczym śniegu, a potem wykonujemy dzwon, lekko bujając się do przodu i do tyłu.

- Wysokie latanie nie jest najciekawsze, bo jest zimno i mało widać. Fajnie lata się na kilkuset metrach, gdy widać to, co się dzieje na ziemi - mówi pilot. Wysokie loty to jednak duża adrenalina. Triumfatorem imprezy w Ełku był trzykrotny mistrz polski w baloniarstwie Zbigniew Jagodzik, facet, który wspiął się kiedyś na wysokość 7200 m. To wysoko, ale światowy rekord wysokości lotu balonem na ogrzane powietrze wynosi 21 km! Absolutny rekord został pobity w wyposażonym w hermetyczną kabinę balonie gazowym i wynosi 37 642 m n.p.m.

Historia balonowych rekordów wysokości jest pełna dramatycznych epizodów. Na wysokości około 5000 m załogant Jagodzika dostał napadu lęku i zażądał przerwania lotu.

- Powiedziałem mu, że może albo się uspokoić i podporządkować, albo założyć spadochron i wyskoczyć. Podziałało - mówi Zbigniew Jagodzik.

Najtrudniejszym elementem lotu jest jednak lądowanie. Zdarza się, że wiatr, spokojny w chwili startu, wzmaga się w trakcie lotu. Pilot często musi posadzić bezpiecznie balon w pierwszym sprzyjającym miejscu. Zdarzały się przypadki lądowania na środku skrzyżowania i dachach.

Na zawodach w Korei Zbigniew Jagodzik musiał posadzić balon w mieście otoczonym górami. W dolinie płynęła rzeka. Zdecydował się na twarde lądowanie za wiaduktem. Dopiero kiedy przeleciał nad nim, okazało się, że na brzegu siedzi wędkarz, a obok stoi samochód. Balon wylądował z impetem między nimi, metr od samochodu Koreańczyka, który nie podniósł się nawet z krzesełka.

My podchodzimy do lądowania w dużo bezpieczniejszych warunkach. Kosz odbija się trzy razy od ziemi i mocno przechyla. W końcu stajemy.

- Ten, kto leci pierwszy raz, zostaje laszowany. To taki symboliczny chrzest - mówi Krzysztof i podpala zapalniczką koniuszek moich włosów. Potem kładzie mi na głowie grudkę ziemi, a na koniec każe się położyć na worze z balonem. Robię to posłusznie, a wtedy cała załoga częstuje mnie siarczystymi klapsami. - Witaj w gronie aeronautów - słyszę. Zostałem baloniarzem!

baloniarstwo, balon, latanie

I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy I Zimowy Mazurski Festiwal Balonowy Lot balonem. Zdjęcia: Albert Zawada

Lot balonem ceny

Renesans baloniarstwa przyniosły lata 60. i powstanie palnika spalającego skroplony propan. W zachodniej i południowej Europie w piątkowe późne popołudnia widać dużo balonów. W Polsce lata na razie 60 załóg. Za powłokę balonu trzeba zapłacić min. 80 tys. zł, za palnik 20 tys. zł, za kosz min. 10-20 tys. zł. Jedna butla kosztuje średnio 6 tys. zł. Na godzinny lot potrzeba 60-100 litrów gazu.

Na szczęście balony są świetną powierzchnią reklamową, więc inwestycja może się zwrócić. Żeby zostać pilotem balonowym, trzeba ukończy kurs teoretyczny, praktyczny z instruktorem i zdać egzaminy w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Potem co roku zaliczać okresowe badania lekarskie.

Bracia Joseph Michel i Jacques Étienne Montgolfierowie - pionierzy lotów balonem Bracia Joseph Michel i Jacques Étienne Montgolfierowie - pionierzy lotów balonem

Lot balonem. Zadymione początki

Wszystko zaczęło się ponoć od brandy. Bracia Joseph Michel i Jacques Étienne Montgolfierowie (ze znamienitej francuskiej rodziny papierników) popijali któregoś wieczoru trunek, siedząc przed kominkiem. Zauważyli, że ciepłe powietrze unosi do góry kawałek papieru (choć początkowo myśleli, że za ten efekt odpowiada dym). Tak wpadli na pomysł stworzenia balonu. 14 grudnia 1782 r. z ich przydomowego ogródka wypełniony ciepłym powietrzem balon o objętości 18 m sześc. wzbił się na wysokość 50 m. 19 września 1793 r. w Wersalu, przed obliczem Ludwika XVI, w podwieszonym pod czaszą koszu w przestworza poleciały owca, kaczor i kogut.

Pierwszy lot człowieka w balonie na uwięzi odbył się miesiąc później, a kolejny miesiąc potem Jean-François Pilâtre de Rozier z markizem d'Arlandes przelecieli około 9 km balonem bez uwięzi.

Po puchar bez kurtki

W 1906 r. rozegrano po raz pierwszy zawody o puchar Gordona Benetta. Przez lata rywalizowały w nich najlepsze załogi świata, przed wojną aż trzy razy wygrywali Polacy. W 1983 r., w pierwszych powojennych zawodach, znów najlepsi byli nasi - Stefan Makné i Ireneusz Cieślak. Lecąc do zwycięstwa, pozbyli się na początku balastu obciążającego tracący z wolna gaz balon. Żeby dolecieć do celu, musieli w końcu wyrzucić cały ekwipunek, aparaturę i garderobę.

Czytaj więcej podobnych tekstów w serwisie Logo24>>

Więcej o: