Namibia - Afryka w kalejdoskopie

28.10.2011 16:06
Bezkresne drogi z ubitego piasku, czerwone wydmy, miliony muszli, safari, gorące słońce i intensywnie niebieskie niebo. Tak właśnie wdzięczyła się do nas Namibia. Przemierzyliśmy ponad dwa tysiące kilometrów, pływaliśmy statkiem wśród pelikanów, ledwo przeżyliśmy jazdę pędzącym po pustyni quadem...
1 Namibia, kolaż: Shutterstock Namibia, kolaż: Shutterstock Namibia, kolaż: Shutterstock

Afryka. Namibia - raj na Ziemi

Chcecie zobaczyć raj na Ziemi? No to ruszcie się - strofuje nas Carl, 50-letni postawny facet, Afrykaner. Zakochany w Namibii, choć tak naprawdę pochodzi z położonej nieco niżej na mapie Republiki Południowej Afryki. - Kocham ten kraj, bo jest tu pusto i cicho. Byłem raz w Europie. Nie podobało mi się. Za dużo ludzi - krzywi się na nasze pytania. Gdy po raz pierwszy wsiadamy z nim do białej furgonetki Toyoty na lotnisku w Windhuk, nie mamy jeszcze pojęcia, jak piękna, dzika i zaskakująca okaże się namibijska przygoda.

Afryka, Namibia

Kilka minut później pędzimy już bezkresnymi przestrzeniami środkowej Namibii, najpierw po asfalcie, później po pogrążonej w tumanach kurzu "autostradzie donikąd". Tak będzie przez tydzień, asfaltu nie zobaczymy prawie wcale, choć po kurzu i piasku podróżować będzie się całkiem komfortowo. Jest gorąco, sucho i niemal zupełnie bezwietrznie.

2 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Namibia. Bądź czujny

Namibia to kraj ogromny. Powierzchniowo równy dwóm Polskom, mimo że z niemal 20-krotnie mniejszą, ledwie 2-milionową populacją. Dawna niemiecka kolonia, niedawne terytorium zależne RPA, obecnie jeden z najbardziej kwitnących regionów czarnej Afryki. Kraj zaskakująco czysty, nieźle zorganizowany, wcale nietani, za to urokliwy i pociągający. Od razu warto zaznaczyć, że do zwiedzania wyłącznie samochodem. Najlepiej terenowym albo furgonetką, choć i zwykły osobowy z odpowiednim "kopem" powinien się sprawdzić, drogi Namibii utrzymane są bowiem bardzo dobrze. Przed nami dwa i pół tysiąca kilometrów do przejechania, od stolicy Windhuk (nowoczesne, stylowe miasto z kompleksami sklepów, restauracji, hoteli), przez ostępy częściowo skalistej, najstarszej na świecie pustyni Namib, ogromne, piaszczyste wydmy w rejonie Sossusvlei (największe w świecie, skrzące się w słońcu milionami ton czerwonego piasku), szpanerski kurort Swakopmund nad wybrzeżem Atlantyku, rejsy po oceanie pełnym kłębiących się wokół łodzi fok i pelikanów, krainy rdzennych ludów Namibii (Herero i Himba), wreszcie zwierzyniec - zebry, żyrafy, słonie, hieny, antylopy, bawoły - czyli słynny w całym świecie, a jednak wciąż nieodkryty przez masową turystykę dziki park narodowy Etosha. Tam może być malarycznie, ale reszta kraju jest pod tym względem raczej bezpieczna, bo suchy klimat skutecznie odstręcza chciwe ciepłej krwi komarzyce.

Z początku wieje grozą. Wystarczy jedna awaria i będziemy prażyć się przez kilka dni na obrzeżach wyludnionej pustyni Namib, w otępiającym słońcu, wśród suchych krzaków, skał, krętych, przyprawiających o dreszcze serpentyn dróg, pijąc tylko przeogromne zapasy wody mineralnej i pogryzając suche kanapki. Furgonetka jedzie jednak sprawnie, Carl okazuje się świetnym kierowcą i doskonałym obserwatorem. Potrafi zahamować z piskiem opon, aby pokazać stojącą na baczność przy drodze maleńką pustynną wiewiórkę, której jedynym zajęciem zdaje się być wypatrywanie, czy jej podziemnej norce nie grozi stratowanie przez słoniową nogę czy żyrafie kopyto.

- Jak ją dostrzegłeś? - pytamy. Carl, zaciągając się papierosem, mówi: - W Namibii musisz być czujny. Nie, żeby cokolwiek ci tu groziło, ale wiele możesz przegapić.

3 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Namibia. Panie ober, zebrę proszę!

Zmęczeni, przepoceni, docieramy wreszcie do kompleksu luksusowych bungalowów w sercu namibijskiej sawanny. Krajobrazy zapierają dech w piersiach, wystarczy krótki wypad terenówką pod nieodległe wzgórza, aby zauważyć dostojny bieg stada afrykańskich strusi czy nostalgiczny marsz antylop. Nocleg - rewelacja!

 

Choć w łazienkach świetnie wyposażonych domków w Sossusvlei Lodge wiszą kartki: "Namibia to suchy kraj. Pomóż nam oszczędzać wodę", ciepły prysznic wyzwala w ciałach niespotykaną energię, a podane do kolacji wykwintne napoje rekompensują ubytek H2O. Nie ma co, na początek w Namibii obżeramy się prawdziwymi specjałami. Czarnoskórzy kucharze w białych czapkach serwują plastry mięsa z zebry (dość łykowate), oryksa i antylopek springbok (znakomite), kroją krokodyle ogony (smakują jak kurczak, wyglądają jak talarki ananasa), smażą złowione w oceanie kalmary, ośmiornice i krewetki. Orgia smaków, orgia kolorów, wszystko podane sprawnie i nieznającym tutejszych realiów objaśnione zręcznie po angielsku (w Namibii dogadasz się spokojnie w języku Szekspira i po niemiecku).

Następny dzień - gigantyczne, olśniewające w słońcu czerwone wydmy. Choć mają obłe kształty, wspinamy się na nie jak na alpejskie szczyty. Po godzinie jesteśmy na górze. Co za widok! Wydmy na Saharze wydają się przy namibijskich jedynie niewielkimi kupkami piachu. Jeszcze spacer "granią", a potem jak dzieci zbiegamy w dół, grzęznąc w osuwającym się spod nóg pomarańczowym piasku. Dookoła krajobraz iście księżycowy, wyschnięte na pieprz krzaki, spękane na biało dna jezior sprzed milionów lat, gdzieniegdzie kości zwierząt, którym nie udało się ujść przed drapieżnikami. Podróżujemy terenowymi autami, mniejsze nie przejadą zasypanymi piaskiem, dostrzeganymi tylko przez wprawnych kierowców autochtonów drogami. Jedziemy w stronę wybrzeża. Po drodze jeszcze wąwóz z gigantycznymi, pełzającymi po skałach pajęczakami, z bacznie wypatrującym ofiary orłem i trującymi jak diabli krzakami, z których ukrywający się przed naszymi oczami namibijscy Buszmeni produkują słynne, zabójcze dla żywych organizmów strzałki-plujki. - Uwaga, kupa słonia - krzyczy nagle Carl, podając nam w ten sposób dość elektryzującą informację, że przed chwilą w poprzek drogi spacerował król afrykańskiej zwierzyny (albo i kilka słoni).

4 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Namibia. Opatrunek u Angeliny Jolie

Krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie, pustynie przechodzą w sawannę, sawanna w krzaczaste lasy, lasy w skały, skały znów w wydmy, wydmy wbijają się w ocean. Kiedy spacerujemy brzegiem Atlantyku pod Walvis Bay (dawne kolonialne miasteczko, znakomite miejsce wypadowe do surfingu i wypraw na ryby), pod naszymi stopami chrzęszczą miliony pękających muszli. Ogromne ślimaki, trudne do zidentyfikowania skorupiaki, całość sklejona aromatycznymi glonami, sprężystymi i ciągliwymi jak guma do żucia. Szosą nad samym brzegiem pędzą terenowe samochody. To niemieccy, holenderscy, amerykańscy i brytyjscy turyści, których wcale - z racji ogromnego terytorium Namibii - nie widać tak wielu. Jedni nurkują, inni surfują, jeszcze inni ścigają się po pustyniach quadami. Właśnie, quadami...

Quady pod Walvis Bay wspominać będziemy długo. Jeszcze nigdzie nie pędziliśmy z taką prędkością wśród bezkresnych wydm, gór, ton piasku, które z jednej strony zachęcają do szaleńczej jazdy, z drugiej budzą oczywisty respekt. Nagle... mamy wypadek. Wskutek własnej brawury i nieostrożności spadamy z wielkiej wydmy, która, zamiast opadać łagodnie, ścięta jest pustynnym wiatrem niczym świeżo odkrojony kawałek tortu. Wali się na nas ciężki jak diabli quad, gdyby nie kaski, nie czytalibyście pewnie tego tekstu. A tak sińce i pokrwawienia polewamy wodą utlenioną w budynku wypożyczalni pod wielkim zdjęciem Angeliny Jolie z rodziną (aktorka adoptowała dwójkę namibijskich dzieci i kupiła tam sporą posiadłość). Potem mamy jeszcze okazję przetestować namibijską służbę zdrowia. Bez kolejek i problemów z rezerwacją trafiamy do świetnie mówiącego po angielsku lekarza w eleganckiej przychodni. - Mieliście szczęście, te quady to istne przekleństwo. Nieraz zdarzało nam się tu składać złamane kości - mówi. Nam przepisuje maść i mrugając okiem, zaleca wzajemne masaże.

Namibia, Afryka

Obsługa statku, którym pływamy po oceanie, wie, jak pobudzić apetyt pelikanów. Wystarczy kilka rzuconych na wodę ryb, by towarzyszył nam cały sznur gęgających i trzepoczących intensywnie skrzydłami łakomych ptaków. Foki są tylko do pewnego momentu przewidywalne. Chętnie jedzą ryby, pozują do zdjęć, przymilają się. Gdy jednak się znudzą, skaczą gwałtownie do wody, rozpryskując wokół siebie ( i na nas) fontanny lodowatej wody. W tle wraki statków złomowanych u wybrzeży Namibii.

Znakomitą rekonwalescencją okazuje się rejs po oceanie następnego dnia. Dookoła cmentarzysko wraków statków z całego świata (Namibia zarabia na ich złomowaniu), na pokład wskakują nam foki, za statkiem ciągnie, gęgające o garść jedzenia, stado ogromnych pelikanów. Kapitan serwuje sherry, zimne namibijskie piwo na niemieckiej licencji oraz świeże ostrygi polane cytrynowym sosem i tabasco.

Namibia, Afryka

Podróż w następnych dniach bywa męcząca, ale ani myślimy narzekać. Po drodze mijamy tereny plemion Himba i Herero. Te koczownicze ludy spotkać można tylko w Namibii. Wysmarowane odstraszającą insekty mieszanką tłuszczu i ochry, półnagie kobiety Himba sprzedają naszyjniki. Płacimy namibijskimi dolarami, na których zamiast bohaterów narodowych widnieją rysunki koziorożców, słoni, antylop... Parę kilometrów dalej kobiety Herero - wystrojone w pyszne suknie jak z epoki wiktoriańskiej. Na głowach noszą kapelusze zakończone dwoma długimi rogami. - Te rogi to symbol płodności - wyjaśnia Carl. Herero sprzedają swe własne miniaturki - w postaci szmacianych lalek. Oczywiście zabawki też mają rogi.

Namibia, Afryka

Kobiety z plemienia Herero mimo upału zadają szyku strojami z epoki wiktoriańskiej.

Potem pędzimy już bez przystanków, by jeszcze przed zachodem słońca zdążyć do Twyfelfontein. W tym cudownym, ukrytym wśród brązowych jak lana czekolada skał, miejscu z zieloną trawą i niskim buszem czeka nas niespodzianka - zmierzające wolno do wodopoju i machające trąbami stado słoni. Twyfelfontein to szczególny punkt na naszej trasie - na skałach pradawne ludy wyryły pismo obrazkowe - wyżłobione w kamieniu żyrafy, lwy i antylopy wskazywały niegdyś szlaki polowania. Dziś wszystko to wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W sąsiedztwie mnóstwo przedziwnych form skalnych, z których każda liczy sobie wiele milionów lat. Jak chcesz, możesz polatać po okolicy dwupłatowcem albo zrobić sobie wycieczkę na tereny polowań lwów i innych kotowatych. To już zwiastun tego, co czeka nas w położonym nieco na północ dzikim parku Etosha. Powietrze wilgotnieje, robi się nieco chłodniej, a w myślach odzywa się oczekiwany z niecierpliwością pomruk skradającego się na polowanie lwa.

Namibia, Afryka

Na skałach w Twyfelfontein dawne ludy wyryły swe rysunki. Wizerunki zwierząt wskazywały drogę myśliwym.

5 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Namibia. Po maści się nie chce

Furgonetki innych ciekawskich mkną już równo z nami. Wieść o największym w tej części Afryki naturalnym zwierzyńcu roznosi się bowiem lotem błyskawicy. Etosha to miejsce, gdzie nie wychodząc z samochodu, nie zatrzymując się na siatkach czy drutach, możesz obserwować słonie, żyrafy, oryksy, gibkie springboki czy kudu.

Musisz jednak uważać, zwłaszcza na agresywne słonie. Koniecznie pamiętaj, by trzymać stopę przygotowaną do wciśnięcia pedału gazu, bo jeśli kilkanaście razy większy od samochodu olbrzym ruszy w twoim kierunku, będziesz miał niewiele czasu na reakcję. A zderzenie z ogarniętym furią słoniem nie należy do przyjemnych, pracownicy parku informują o niebezpieczeństwach i czuwają w odpowiednich miejscach.

Namibia, Afryka

W popołudniowych godzinach do wodopojów ciągną stada zebr, springboków, oryksów, kudu.

Zauważamy, że to beztroska kontrolowana, na czatach zawsze stoi kilka zwierząt - chronią pozostałe przed atakiem lwa lub innego drapieżnika.

Namibia, Afryka

Wolno suniemy przez park, a nad koronami drzew widać głowy żyraf, zdarza się, że któraś przegalopuje, poruszając śmiesznie swymi długimi nogami, tuż przed maską samochodu. Wszędzie wokół zebry. Jest ich tak dużo, że czasami przed oczami mamy tylko paski. Wieczorem czujemy się nieco niezręcznie, gdy na kolację znów serwują mięso z zebry i oryksa.

Nocleg koło Etochy to łóżka pod moskitierami. Mimo suchej pory roku w powietrzu może się zabłąkać jakaś zarażona malarią komarzyca, która nocą pomyli nas z bawołem czy pasiastą zebrą. Namibia to jednak nie jest kraj dla mięczaków. Uśmiech politowania u miejscowych wzbudzają ci, którzy smarują się rzekomo antymalarycznymi maściami czy psikają sprejem. Europejczyków częstuje się wtedy opowieściami o spadku popędu seksualnego przez smarowidła. Na opornych wystarczy. Jeszcze tylko wizyta na targu w Okahandia (drewniane figurki, maski, naczynia- dość podobne do asortymentu z Kenii, ale tańsze i oferowane z mniejszą natarczywością) i przez położone w rozrzuconych po drodze oazach z palmami hoteliki powrót do Windhuk.

Namibia, Afryka

Dwa i pół tysiąca kilometrów, zrywanie się o szóstej rano, skwar, suchość, odludzie. A mimo to trudno się opędzić uczuciom, że Namibia to jeden z najbardziej uwodzicielskich krajów. Nie wspominając o urodzie tamtejszych ludzi, zarówno pięknych, smukłych kobiet o hebanowej skórze, jak i postawnych, przystojnych mężczyzn, jakby żywcem wyjętych z żurnala mody. Na tym bowiem polega namibijska przygoda: im dłużej włóczysz się po Namibii, tym bardziej ci jej później brakuje. Powrót do Europy okazuje się szokiem: jak tu głośno, jak huczno, jak szybko. I tak hojnie nie leją amaruli ani nie częstują suszonym antylopim mięsem do żucia...

6 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Namibia. Odurzające springboki

Springboki można podziwiać, jeść i... pić. Ta mała antylopa należy do najbardziej gibkich i zwinnych, jakie spotykamy na namibijskiej sawannie. Springboki potrafią szybko biegać, wykonywać śmieszne podskoki, a także walczyć zaciekle na rogi. W niektórych rejonach widać je na każdym kroku. Może dlatego, że jest ich tak dużo, ich mięso trafia często na talerze. Smakuje nieźle. Ale springbok to też nazwa ulubionego drinka przewodników safari. Składa się z amaruli (południowoafrykański likier) wymieszanej z likierem miętowym. W tej wersji springboki są zielone i wyjątkowo odurzające.

7 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Dobre rady przed wyjazdem do Namibii

Wiza

Zupełnie spontaniczny wyjazd do Namibii nie wchodzi w grę ze względu na obowiązek posiadania wizy, na którą trzeba czekać nawet kilka tygodni. My ubiegaliśmy się o nią w przedstawicielstwie Namibii w Berlinie (można też w Londynie lub Moskwie). By móc używać profesjonalnego sprzętu fotograficznego w parkach narodowych, też musieliśmy wystąpić o specjalne zezwolenie (choć akurat tego nikt na miejscu nie sprawdzał). Wiza kosztuje 45 euro.

Zdrowie

Przed wyjazdem do Namibii nie są wymagane szczepienia. Niektórzy zwiedzający park narodowy Etosha łykają tabletki antymalaryczne.

My byliśmy tam w porze suchej, uznaliśmy więc, że ryzyko jest minimalne i nie będziemy się osłabiać antymalarycznymi środkami. Żadnego świństwa do Polski nie przywieźliśmy. Podczas całej podróży nie doświadczyliśmy też problemów żołądkowych.

Klimat

Najlepiej podróżuje się po Namibii od maja do września - czyli w okresie suchej namibijskiej zimy. Rankami i wieczorami może być co prawda nieco chłodno (w walizkach mieliśmy na wszelki wypadek ciepłe kurtki),ale już w południe robi się gorąco (lecz do wytrzymania). Jedyny minus? Ponieważ szybko zapada zmrok, żeby nie tracić cennego czasu, z łóżka trzeba się zrywać o 6 rano.

Transport

Najlepiej samolotem Air Namibia z Frankurtu lub Londynu do Windhuk. W?promocji bilet można kupić już za 2900 zł, czasem nawet z dolotem z Warszawy. Air Namibia podróżujemy nocą. Choć z Europy pokonuje tysiące kilometrów, leci cały czas w podobnej strefie czasowej. Odpadają więc wszystkie problemy ze zmianą czasu. Gdy wieczorem zasypiamy w wygodnych fotelach po skosztowaniu południowoafrykańskiego wina, w pełni sił budzimy się w Namibii nad ranem. Na miejscu w Windhuk można wykupić tygodniową lub dłuższą wycieczkę po kraju lub wynająć samochód terenowy, z reguły w pełni wyposażony: np. w namiot rozstawiany na dachu, lodówkę itp. Gdy decydujemy się na indywidualne jeżdżenie (bez przewodnika), ze względów bezpieczeństwa należy robić to w dwa samochody.

8 Namibia, Afryka Namibia, Afryka Namibia, Afryka

Afryka. Ceny pobytu w Namibii

Namibia jest droga. Najtańsza wersja to wynajęcie samochodu, a potem noclegi na kempingach lub prywatnych farmach.

Za wypożyczenie auta z napędem na cztery koła trzeba zapłacić 80-100 euro za dzień. Terenówki są z reguły wyposażone we wszystko, co potrzeba, by przetrwać w dzikiej namibijskiej naturze - namioty, śpiwory, lodówki, garnki, skrzynki na żywność itp. Rozbicie namiotu na polu namiotowym kosztuje średnio ok. 80-200 namibijskich dolarów (ok. 7-18 euro od osoby). Można też nocować na świetnie wyposażonych, choć skromnych farmach - 350-450 namibijskich dolarów (31-40 euro). Największy luksus to rozsiane po całym kraju ekskluzywne lodge - wtopione w południowoafrykańską przyrodę hotele lub bungalowy o standardzie 4-, 5-gwiazdkowego hotelu z basenem i wyszukanymi potrawami w restauracji - tu za noc płaci się średnio 2-3 tysiące namibijskich dolarów (180-270 euro!).

Czasem bardziej opłaca się wykupić w jednej z licznych agencji turystycznej wycieczkę objazdową. Ma się zapewnione miejsce w samochodzie plus noclegi z wyżywieniem. Rozpiętość cen ogromna - zależy od standardu zakwaterowania.

Przykładowe ceny (zakładamy, że w samochodzie podróżują cztery osoby): 9-dniowy indywidualny objazd z noclegiem na kempingu ok. 400 euro na osobę, z noclegiem w tanim hotelu lub chatkach - ok. 600 euro. Za 21-dniowy objazd odpowiednio - 900 euro i 1700 euro.

Czytaj więcej podobnych tekstów o podróżach w serwisie Logo24>>

Skomentuj:
Namibia - Afryka w kalejdoskopie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX