Indonezja Celebes. Tutaj najważniejszy w życiu jest... pogrzeb [ŚWIĘTO ZMARŁYCH NA ŚWIECIE]

Dziesięć tysięcy kilometrów od Polski jest miejsce, w którym pogrzeb to najważniejsze wydarzenie w życiu człowieka. Pieniądze na jego huczne wyprawienie zbiera się od urodzenia. To Celebes, jedna z 18 tysięcy wysp Indonezji.
Dziesięć tysięcy kilometrów od Polski jest miejsce, w którym pogrzeb to najważniejsze wydarzenie w życiu człowieka. Pieniądze na jego huczne wyprawienie zbiera się od urodzenia. To Celebes, jedna z 18 tysięcy wysp Indonezji.
Celebes, region, gdzie zamieszkuje lud  Toraja / shutterstock Celebes, region, gdzie zamieszkuje lud Toraja / shutterstock Celebes, region, gdzie zamieszkuje lud Toraja / shutterstock

Celebes - niezwykła wyspa Indonezji

Celebes - niezwykła wyspa Indonezji

Najpierw trzeba dotrzeć do Dżakarty, stolicy Indonezji. Potem przedostać się na jedną z 18 tysięcy wysp tego kraju - Celebes (Sulawesi), a następnie wsiąść w samochód i przez 9 godzin tłuc się przez góry coraz węższymi i coraz bardziej dziurawymi drogami w głąb wyspy. W okolicach Rante Pao, w górach, wśród tarasowych pól ryżowych otoczonych dżunglą mieszka przedziwny lud Toraja.

Planując wyjazd do Indonezji, ze względu na ograniczenia czasowe mieliśmy do wyboru: Borneo z orangutanami albo właśnie Celebes, wyspę o jednej z najbardziej skomplikowanych linii brzegowych na kuli ziemskiej. Tak naprawdę składa się z czterech półwyspów wysuniętych niczym macki ameby albo - jak wolą rdzenni mieszkańcy - skorpiona. Jedni przyjeżdżają tu, by się wspinać na wulkany, inni, by wylegiwać się na plażach omywanych czterema morzami, jeszcze inni - jak my - żeby wyruszyć w góry o szczytach sięgających 3500 m i tam przyglądać się jednemu z najbardziej skomplikowanych rytuałów śmierci.

Celebes, Indonezja. Tradycyjne domy ludu Toraja Celebes, Indonezja. Tradycyjne domy ludu Toraja shutterstock

Celebes. Most w zaświaty

Celebes. Most w zaświaty

Każdy Toraja zna opowieść o Bogu, który pyta zmarłego, jaki miał pogrzeb. Jeśli wystawny, most do nieba jest szeroki i z czystego złota. Jeśli średnio kosztowny, most będzie z liścia palmowego. Biedacy i niewolnicy mają mosty cieniutkie jak włos. - A przecież chodzenie po takich jest ryzykowne - dodaje nasz torajański przewodnik Tony i od razu wyjaśnia, że im wystawniejszy pogrzeb, tym wyższą pozycję zajmuje zmarły w życiu wiecznym, dzięki czemu ma szansę przynieść więcej pożytku pozostałej przy życiu rodzinie. Do zmarłego zanosi się bowiem prośby o interwencję sił nadprzyrodzonych w sprawach przekraczających ludzkie możliwości.

Zmarły jest tubą rodziny, pośrednikiem między tym a tamtym światem. Nic więc dziwnego, że bliscy są gotowi zadłużyć się niemiłosiernie, byle tylko żałobna feta była na sto dwadzieścia fajerek. Najskromniejszy pogrzeb wymaga zarżnięcia trzech bawołów i kilkudziesięciu świń. Ale bywają takie, na których składa się ofiary z setek byków i tysięcy świń. Ucztowanie trwa wówczas nawet miesiąc.

Rodzina zbiera się w pogrzebowej wiosce, wybudowanej specjalnie w tym celu, i o świcie, gdy wschód słońca pokonuje ciemności, rozpoczyna się ceremonia według ściśle określonych reguł. Do wioski przybywają kolejne klany z pogrzebowymi darami - uwięzionymi na bambusowych noszach, ledwo żywymi z upału czarnymi świniami lub ciągniętymi za rogi bawołami.

W dzbanach przynoszone jest wino palmowe, rozlewane następnie do kielichów, czyli ciętych na kawałki pędów bambusa. Turyści pragnący przez parę godzin uczestniczyć w pogrzebie wręczają głowie rodziny żałobników karton papierosów. Trzeba również wiedzieć, że pogrzeb można rozpocząć dopiero wówczas, gdy wszystkie gałęzie rodziny uzgodnią jeden, odpowiadający wszystkim termin. Czasami trwa to miesiącami, a nawet latami. Podobnie jak zbieranie funduszy na ceremonię pogrzebową.

Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja

Celebes. Zmarły, czyli chory

Celebes. Zmarły, czyli chory

Rzadko się zdarza, by pogrzeb organizowano zaraz po stwierdzeniu zgonu. Żmudne i kosztowne przygotowania sprawiają, że prawie w każdej wiosce czeka na pochówek jakiś zmarły. W tym czasie uznawany jest przez rodzinę za chorego i mieszka razem z nią. Trumnę z ciałem stawia się zawsze w południowej części domu, bo południe to kierunek ludzki. Z kolei północ jest stroną niebiańską, tam zmarłego przestawia się dopiero w dniu pogrzebu, by rozpoczął podróż w zaświaty.

 Jednym z najbardziej cenionych podarków dla zmarłego są papierosy, które w ich intencji wypalają najbliżsi.

Dychotomia: nocy i dnia, światła i ciemności, szczęścia i nieszczęścia, dobra i zła, to naczelna zasada Torajów. Porządkuje życie i śmierć tego ludu. Wioski Torajów, zarówno te mieszkalne, jak i pogrzebowe, budowane są zawsze według tej samej zasady: po jednej stronie stoją na palach domy z dachami w kształcie łodzi, które przypominają mieszkańcom, że przypłynęli z terenów dzisiejszej Kambodży i Wietnamu. Po drugiej - podobne do domów, tylko mniejsze, spichlerze. Jedne i drugie budowane są wzdłuż tradycyjnej linii życia i śmierci, czyli linii północ-południe.

Przechowywany w domu zmarły traktowany jest do chwili pochówku jak żywy członek rodziny. Szykuje się dla niego jedzenie i trzy razy dziennie ustawia posiłki koło trumny. Zmarły przyjmuje także gości, którzy zobowiązani są uszanować jego spokój. Zakłócenie go, jak wierzą Torajowie, może spowodować zemstę polegającą na puszczeniu przez chorego-zmarłego smrodliwych gazów. Oczywiście każdemu przybyszowi słuchającemu opowieści o tradycjach torajańskiego rytuału śmierci od razu nasuwa się pytanie, jak ci ludzie, żyjący w tropikalnym klimacie, radzą sobie ze smrodem rozkładającego się, przetrzymywanego miesiącami w domu ciała?

Nasz przewodnik uśmiecha się tajemniczo, a potem wyjaśnia: - Cala tajemnica tkwi w dwóch rurach. Ale zanim się podłączy je do trumny, zwłoki poddawane są konserwacji. Dziś robi się to za pomocą zastrzyków z formaliny. Niegdyś używano do tego celu mielonej kawy. Potem ciało zawijane jest w 10-metrowy pas sukna i układane w trumnie, wydrążonej w pniu chlebowca (drzewa bochenkowego). To masywne drzewo wydaje największe owoce na świecie. Dlatego zostało uznane za wystarczająco godne, by z jego pnia wykonywać trumny mające ukołysać do wiecznego snu owoce ludzkiego życia. Pochodzące z minionego stulecia sarkofagi mają zakończenia w kształcie ryja i zadka świni (dla kobiet) lub bawołu (dla mężczyzn).

Najmocniejsza nawet skrzynia nie zapewni jednak w gorącym, równikowym klimacie pełnej szczelności. - Dlatego trumny mają dwa wydrążone otwory, do których dołącza się bambusowe rury. Jedna, skierowana ku górze, wychodzi przez dach - tędy uwalniane są gazy z rozkładających się zwłok. Druga ku dołowi, przez otwór w podłodze, odprowadza ściekającą limfę - wyjaśnia Tony.

Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja

Celebes. Grób z tau-tau

Celebes. Grób z tau-tau

Z Tonym przemierzamy szlak świętych miejsc Torajów. A należą do nich wszystkie cmentarzyska, choć niewiele mają wspólnego z tymi, jakie znamy z europejskich cywilizacji. Groby umieszcza się wysoko, w pionowych skałach, by nie dostały się do nich ani dzikie zwierzęta, ani... łowcy tau-tau.

Tau-tau to drewniana rzeźba, będąca wierną podobizną umarłego, nierzadko naturalnej wielkości. Zresztą tau-tau w języku Torajów oznacza: "wyglądają jak ludzie". Figury rzeźbione są z wielkim kunsztem i dbałością o szczegóły. Mają włosy, rzęsy, okulary, kolczyki, laski i różne atrybuty, z którymi kojarzyła się zmarła osoba. Nic dziwnego, że stają się poszukiwanymi okazami kolekcjonerskimi i osiągają ceny do 5 tysięcy dolarów.

Samo przygotowanie figury to dla rodziny wydatek od tysiąca do dwóch tysięcy dolarów. I na tym nie koniec. Bo piękne tau-tau wymagają konserwacji. Przynajmniej raz na pięć lat figurom zmienia się stroje, czemu towarzyszy uroczystość z zabiciem bawołu, którego cena oscyluje między 1,5 tys. a 50 tys. dolarów. Najcenniejsze są albinosy - bawoły białej maści, o błękitnych oczach.

Celebes, IndonezjaCelebes, Indonezja. Wierne w szczegółach tau-tau osiągają cenę kilku tysięcy dolarów

By móc rozpocząć pogrzeb, rodzina musi nie tylko przygotować pogrzebową fetę, ale także zamówić rzeźbę tau-tau oraz zlecić wydrążenie w pionowej skale miejsca na pochówek. Z niedowierzaniem przyglądamy się, jak kamieniarze wspinają się po bambusowych drabinach, by 20-30 m nad ziemią centymetr po centymetrze wykuwać grobowe nisze. Niektóre mieszczą po kilka trumien. Wciąga się je na specjalnie mocowanych na czas pogrzebu linach.

Indonezja CelebesIndonezja Celebes. Nisze grobowe wykuwane są na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią

Zasklepiony otwór grobowca obudowuje się balustradką, na której, niczym na balkonie, wysoko nad głowami żyjących staje tau-tau. Zawsze z wyciągniętymi do przodu rękoma, tak by móc zbierać przynoszone przez żyjących prośby i przekazywać je w zaświaty.

Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja

Celebes. Życie poświęcane śmierci

Celebes. Życie poświęcane śmierci

- Pogrzeb z dużą liczbą zwierząt, drążeniem niszy grobowej i wynajęciem samolotu dla rodziny przybywającej z zagranicy może kosztować nawet miliard rupii, czyli 100 tysięcy dolarów - twierdzi nasz przewodnik. To zawrotna kwota dla ludzi z bogatego Zachodu, a co dopiero dla ubogiego ludu Toraja, dla którego całodzienne wyżywienie często stanowi miska ryżu z warzywami. Miesiącami, a nawet latami Torajowie potrafią odmawiać sobie mięsa, byle tylko zapewnić daninę na czas pogrzebu.

W czasie naszej podróży usłyszeliśmy opowieść o pewnym staruszku, którego ostatnie lata życia upływały w strachu, że jego jedyny bawół zdechnie, zanim on sam umrze. Bawół, zwierzę żyjące na błotnistych polach ryżowych, jest bowiem niezbędny do pokonania ostatniej drogi. Z im większym zaprzęgiem zmarły wyprawi się na pogrzeb, tym większa szansa na to, że trafił do puja, czyli nieba.

Jak przebiega pogrzeb

Pierwszego bawoła zarzyna się na początku pogrzebu. Dokonuje tego mistrz ceremonii cięciem noża w tętnicę. Obdarte ze skóry zwierzę leży przy wejściu do wioski aż do końca uroczystości. Obsiadają je roje much. Podrywają się do lotu, gdy przekraczamy bramę pogrzebowej wioski i otaczają nas chmarą. Gospodarz wyznacza dla obserwatorów spoza rodziny dom, a właściwie jego dolną platformę, z której możemy obserwować obrzędy. Obowiązuje jedna ważna zasada: do nikogo z żałobników nie wolno się odwrócić tyłem. A jeśli chcemy spacerować po wiosce, nie wolno się zatrzymywać. Cały czas trzeba utrzymywać płynność otaczającego to miejsce ruchu.

Tak też robimy. Po godzinie przyglądania się tańcom i modłom zsuwamy się z platformy i ruszamy na tyły wioski - do pogrzebowej kuchni. To tu, wprost na ziemi, zabija się pozostałe zwierzęta, patroszy, opieka mięso nad ogniskami, a głowy i flaki rozwiesza według określonych zasad na drzewach wokół całej wioski.

Pogrzebowa kuchnia to domena mężczyzn, to oni z rękoma uwalanymi krwią porcjują zwierzęta przeznaczone na ofiarną ucztę. Czego nie zjada się od razu, pakowane jest w plastikowe siatki i rozdzielane między rodzinę. Bo w wiosce pogrzebowej cały czas trwa ruch. Jedne klany przybywają, inne się żegnają. Towarzyszą temu tańce młodych dziewcząt, pięknie odzianych w stroje z koralików, i starszych kobiet skupionych w kręgu żałobnic.

Atmosfera żałoby, dostojności na głównym placu wioski kontrastuje z rozgardiaszem polowych kuchni na obrzeżach wioski, skąpanych w krwi i flakach. To jeszcze jeden przejaw dychotomicznej filozofii Torajów. Filozofii przeciwieństw, które się uzupełniają. Tańca życia i śmierci. Orgii sacrum i profanum.

Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja

Karmiące drzewa na Celebes

Karmiące drzewa na Celebes

- To jeszcze nie wszystko! - obwieszcza nam tryumfalnie Tony, gdy po kilku godzinach uczestnictwa w pogrzebie opuszczamy wioskę. - Teraz pojedziemy do grobów-drzew.

To ukryte w lesie i znane tylko przewodnikom miejsca, w których rosną potężne drzewa lateksowe. W drzewach tych wycina się dziuple, a w nich składa zwłoki noworodków. Urodzone martwe lub umierające tuż po porodzie, chowane są z pępowiną i łożyskiem matki. W dziuplach chowa się tylko te z umierających dzieci, którym nie wyrżnęły się jeszcze ząbki. Starsze układa się pod progiem domu.

Wybór drzewa na grób dla martwych maluchów nie jest przypadkowy. Wyciekający po nacięciu kory lateks przypomina mleko matki, Torajowie wierzą więc, że karmi malucha w zaświatach. Żywica zalewa jego martwe ciało lepką substancją, pozwalając drzewu powoli wchłaniać dziecko.

Groby w jaskiniach

Najstarsze groby Torajów, zarówno dorosłych, jaki i dzieci, mieszczą się w jaskiniach. Liczą po 400 lat. Dlatego zwykło się uważać, że właśnie tyle liczy tradycja tego ludu na indonezyjskim Celebesie. Dlaczego tu przybyli i dlaczego, będąc ludem nadmorskim, pokonali dziesiątki kilometrów w głąb lądu, by osiąść w górach, nie wiadomo.

Groby, które zachowały się w jaskiniach, z rozsypującymi się trumnami i kośćmi, są chronione przez tubylców. Tylko w ich towarzystwie można się przyglądać się ustawionym na skalnych półkach czaszkom z powtykanymi w szczęki papierosami. Papieros to cenny dar. Mieszkańcy Indonezji lubują się w słodkawym smaku tutejszego specjału - indonezyjskich goździkowych papierosów. - Czy obecność obcych nie bezcześci tych nekropolii? - pytamy Tony'ego, przechadzając się między piszczelami porozrzucanymi w jaskini. - Nie. Składacie hołd zmarłym - brzmi odpowiedź.

My mamy jednak wrażenie, że głównie składamy daninę strażnikom, która z pewnością przyczyni się do wyprawienia kolejnego pogrzebu i powstania kolejnego banua tangmerambu - domu bez dymu, tak Torajowie nazywają grób.

Czy to wykuty w skale, czy umieszczony w jaskini lub drzewie, jest w ich przekonaniu dla zmarłego tym, czym dom dla żywych. Z jedną tylko różnicą - w grobie brak kuchennego paleniska.

Indonezja Celebs. Tou-tou / shutterstockIndonezja Celebs. Tou-tou / shutterstock

Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja

Celebes. Podwózka z pogrzebem

Celebes. Podwózka z pogrzebem

Przedziwne zwyczaje pogrzebowe sprawiają, że w muzułmańskiej Indonezji Torajowie są wyjątkiem. Muzułmański zwyczaj, nakazujący pochowanie zmarłego przed zachodem słońca w dniu, w którym nastąpił zgon, w żaden sposób nie daje się pogodzić z tradycją ludu Toraja. Za to trafiający tu w czasach kolonialnych holenderscy misjonarze potrafili połączyć swoisty kult śmierci z protestancką tradycją.

Stąd w krainie Torajów nie brakuje małych kościółków i znaków krzyża na skałach będących cmentarzyskami. Asymilowali protestancką tradycję do swoich wierzeń. Tak jak wynalazki cywilizacji do swego życia znaczonego średniowieczną maksymą "Memento mori" (Pamiętaj, że umrzesz).

Uprawiają ryż, jeżdżą samochodami po stromych drożynach Celebesu, noszą dżinsy i T-shirty. Patrząc na nich, trudno się domyślić, że to wyznawcy niezwykłego kultu śmierci. Wystarczy jednak porozmawiać. Temat pogrzebu pojawia się po paru minutach.

Z pogrzebu wracamy piechotą. Po górach. Wędrując krętymi dróżkami, których kresu nie znają żadne mapy, gubimy się. Na niebie zbierają się ciężkie, burzowe chmury. Zaczyna być groźnie. Wokół dżungla. Każda droga wydaje się prowadzić w dół, tylko która do Rante Pao, gdzie stoi nasz hotel? Nie wiadomo. Na szczęście za zakrętu wyłania się podskakujący na kamieniach, rozklekotany jeep. Yesda, jego właścicielka, hamuje z trudem. Nachylenie zbocza ma ze dwadzieścia parę procent. I choć w jeepie siedzi dziesięć osób, od razu i dla nas znajduje się miejsce. - Jedziemy na pogrzeb mojego ojca. Czujcie się zaproszeni - mówi Yesda. - To będzie wielki pochówek. Przygotowaliśmy 80 bawołów.

Musimy odmówić. Następnego dnia rozpoczynamy o świcie wielogodzinną podróż powrotną do Makassaru na południu Celebesu, skąd odlatuje samolot do Dżakarty. Nie wypada jednak zostawić żałobników z niczym. Nie mamy już w zapasie goździkowych papierosów. Ola zdejmuje z ręki srebrną bransoletkę i wsuwa w dłoń Yesdy.

- Nie trzeba - protestuje ta w pierwszym odruchu. Ola zaciska dłoń na jej drobnej ręce. - OK - uśmiecha się po chwili - To jest pierwszy dar na mój własny pogrzeb.

Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja Celebes, Indonezja

Jak, kiedy i za ile dotrzeć na Celebs

Jak, kiedy i za ile dotrzeć na Celebs

Do Indonezji trzeba dotrzeć przez któryś z portów europejskich: Londyn, Paryż, Frankfurt (cena biletu 3-4 tys. zł). Najlepiej wybrać się w czasie naszej zimy. Na Celebesie to pora deszczowa, ale opady zaczynają się dopiero późnym popołudniem, za to od świtu do godziny 16-17 można cieszyć oczy buchającą zielenią dżungli, pól ryżowych i nieprawdopodobną feerią kolorów tutejszych kwiatów.

W stolicy krainy Toraja Rantepao jest dobra baza hotelowa. Jeśli ktoś dysponuje czasem, może zaplanować też kilka dni na południu wyspy, w okolicach portu Makassar, i udać się na północ, kuszącą plażami i nurkowaniem. Poza przelotem ceny są niskie. Za dobrej klasy hotel dwie osoby zapłacą 50 dol. Lokalni przewodnicy to wydatek rzędu 5 dol. za cały dzień.

Celebes, mieszkaniec wyspy / shutterstock Celebes, mieszkaniec wyspy / shutterstock Celebes, mieszkaniec wyspy / shutterstock

Celebes - Polska na odwrót

Celebes - Polska na odwrót

Na Celebesie dominującą religią jest islam. Podróżując w głąb wyspy, gdzie mieszkają Torajowie, przejeżdża się przez liczne mieściny, w których łatwo trafić na muzułmańskie wesela. Nie można wówczas odmówić złożenia hołdu państwu młodym. Przyjmują wszystkich trafiających tego dnia do miejscowości. Od naszej grupy otrzymali w prezencie biało-czerwony szalik reprezentacji piłkarskiej. Mieli z nim niezłą zabawę i nie mogli zrozumieć, dlaczego litery są do góry nogami - flaga Indonezji składa się z tych samych barw co polska, tyle że czerwony jest na górze, a biały na dole.

Więcej o:
Komentarze (2)
Indonezja Celebes. Tutaj najważniejszy w życiu jest... pogrzeb [ŚWIĘTO ZMARŁYCH NA ŚWIECIE]
Zaloguj się
  • Gość: kozir

    0

    warto dodac, ze rowniez na polnocy wyspy jest super park narodowy. Nazwy teraz nie pamietam, ale to jedyny w okolicy. Tam mozna zobaczyc czarne makaki, bardzo rzadkie i bardzo dziwne ptaki - dzioborozce no i wyraki, malutkie malpiatki. Po drodze z Makkassar na poludnio do Kraju Toraja (mniej wiecej w centrum) jest jeszcze fajne miejsce - ogromne jezioro, bardzo plytkie gdzie w specficzny sposob hoduje sie i odlawia ryby. plynie sie w labiryntach trzcinowych zarosli.

  • Gość: kozir

    0

    warto dodac, ze na polnocy wyspy nieopodal Manado jest wioska Tomohon w niesamowitym targiem miesnym, gdzie mozna zakupic swierze cwiartowane psy i nietoperze. Psy sa bardzo swierze bo czekaja smutne na swoja kolej w klatkach. Celebes (znane na miejscu jako Sulawesi bo Celebes to byla nazwa nadana przez kolonistow) jest nie-sa-mo-wi-ta wyspa, ale dla ludzi o mocnych nerwach. Niektore dziewczyny moga czuc sie przestroszone na pogrzebach - ginie duzo zwierzat na twoich oczach. Na polnocy polecam jeszcze Bunaken - mala wyspa z fajnymi plazami, ale najwazniejsza jest rafa wokol wysepki. Cudowna! Raj dla nurkow.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX