Nauka seksu w centrum Londynu

Na mieszącej się przy Picadilly Circus wystawie Amora można spróbować swoich erotycznych umiejętności. Zrobimy to stymulując prostatę u plastikowego mężczyzny i punkt G u plastikowej kobiety. Jeśli uda nam się doprowadzić do rozkoszy, zapali się światełko.
Amora powstała prawie rok temu. Mieści się w podziemiach centrum rozrywki Trocadero, w najbardziej rozrywkowym miejscu Londynu - przy samym Picadilly Circus. Mimo to, twórcy przedsięwzięcia zarzekają się, że ich głównym celem nie jest dostarczanie zwiedzającym rozrywki i bodźców seksualnych, lecz edukacja. Amora reklamuje się jako "akademia seksu", ucząca odwiedzających sztuki kochania.

W filmach instruktażowych występują wyłącznie młodzi, atrakcyjni mężczyźni o nieskazitelnej muskulaturze oraz kobiety o doskonale jędrnych piersiach i zgrabnych pupach. Czyni to naukę w akademii seksu zdecydowanie przyjemniejszą niż w przeciętnym college'u.

Róże, purpury i szepty

Po przekroczeniu progu akademii wkraczamy w inny świat. Ściany nabierają kolorów czerwieni i purpury, z głośników sączy się spokojna muzyka i zmysłowe szepty. Jednak złudne wrażenie, że za ścianą znajduje się muzeum seksu rozwiewa się już w pierwszej z siedmiu interaktywnych stref, które czekają na nas w Amorze. Po kolei odkrywamy wszystkie aspekty seksu - od pierwszych randek i flirtu, po seksualne zdrowie i higienę.

Możemy tam się dowiedzieć między innymi, że:

- W ustach znajduje się ponad 100.000 połączeń nerwowych, które tylko czekają, żeby ktoś je pocałował.

- Podczas jednej minuty intensywnego pocałunku spala się 26 kalorii.

- Całowanie działa jak kuracja odmładzająca - podczas pocałunku "ćwiczą" 34 mięśnie twarzy.

- 60 procent kobiet odwiedzających Amorę uważa, że pocałunki są ważniejsze od seksu.

- 74 procent mężczyzn, którzy odwiedzili akademię seksu jest zdania, że całowanie się jest czynnością bardziej intymną niż seks.

Ale na tym nie koniec. Amora instruuje także, jak się prawidłowo masturbować i jak wykonać profesjonalny striptiz. Wszystko fachowo przedstawiono na multimedialnych ekranach. Po wybraniu jednej z opcji (dla niej, dla niego, dla niej i dla niego, dla niej i dla niej, dla niego i dla niego) można obejrzeć instruktażowy film opatrzony beznamiętnym (fachowym) komentarzem.

Plastikowy orgazm

Najwięcej uciechy dostarczają jednak nie instruktażowe filmy, niewiele różniące się od najzwyklejszego porno, a eksponaty. O ile wybór sztucznych penisów nie zachwyca (o wiele szerszy asortyment można znaleźć w pierwszym lepszym seks-shopie), to już naturalnej wielkości figury przyciągają uwagę. Można wypróbować swoje umiejętności w Ars Amandi stymulując prostatę u plastikowego mężczyzny i punkt G u plastikowej kobiety. Jeśli uda nam się doprowadzić do rozkoszy, zapali się światełko!

Wśród eksponatów budzących najwięcej kontrowersji wśród zwiedzających znajduje się żelowy model pupy, którą można spenetrować dłonią. Działa zasada "i chciałabym, i boję się". Im mniej zwiedzających wokół, tym bardziej popularny jest eksponat.

Uwagę zwracają również lalki wypinające pośladki i zachęcające: "daj mi klapsa". I tu nie zapomniano o walorach edukacyjnych. Obok plastikowego niewolnika znajduje się skala, pokazująca czy uderzenie było za lekkie, przyjemne czy za mocne. Żeby naprawdę skorzystać z wizyty w akademii seksu, trzeba się więc pozbyć zahamowań.

Informacje o godzinach otwarcia, specjalnych imprezach i cenach biletów:

http://www.amoralondon.com