Polisa na wakacje - poradnik

Koszty polisy ubezpieczeniowej są niewielkie, a oszczędzimy sobie na wakacjach nerwów i kłopotów
Dobre ubezpieczenie na tygodniowy wyjazd za granicę, uwzględniające koszty leczenia, ratownictwa i powrotu do kraju kosztuje do 100 zł, za cały miesiąc - dwa razy tyle. Jeśli uprawiamy wyczynowo sport, choćby windsurfing, zapłacimy więcej. Nie jesteśmy jednak skazani na gotowe pakiety, możemy dopasować polisę do swoich potrzeb. Co wybrać? Oto nasz miniprzegląd polis.

NNW - skutki nieszczęśliwych wypadków

To polisa znana rodzicom - opłacają ją co roku wraz z rozpoczęciem przez dzieci roku szkolnego; inni kojarzą ją z tylko wypadkami samochodowymi. Tymczasem ubezpieczenie NNW obejmuje każde niezależne od nas zdarzenie powodujące trwałe pogorszenie stanu zdrowia.

Sami możemy określić tzw. sumę ubezpieczenia (SU). Od niej będzie zależało, ile pieniędzy w razie wypadku dostaniemy od towarzystwa - im wyższa SU, tym wyższe odszkodowanie.

Wysokość składki zależy od wariantu ubezpieczenia, jego sumy i naszego zawodu. Mniej zapłacimy za ograniczoną ochronę, która działa tylko w określonym czasie, np. w drodze do pracy. Droższy będzie wariant pełny, całodobowy. Takie ubezpieczenie wykupuje się na rok, ale można i na krócej.

Uwaga! NNW ważne są tylko w kraju. Ale kto dużo podróżuje, niech zapyta przed podpisaniem umowy, czy można ją rozciągnąć także na zagranicę. Niektóre towarzystwa dają taką możliwość bez dodatkowej opłaty (a świadczenia wypłacają wówczas w złotówkach).

KL - koszty leczenia

Leczenie za granicą jest bardzo kosztowne (np. dzień na oddziale intensywnej terapii w niemieckim szpitalu - nawet 2 tys. euro).

KL obejmuje niezbędne wydatki związane z doprowadzeniem pacjenta do takiego stanu, by mógł bezpiecznie wrócić do kraju. Na pewno zostaniemy zbadani, zdiagnozowani, ale na zabieg czy operację możemy liczyć tylko wówczas, kiedy natychmiastowa interwencja chirurga będzie naprawdę konieczna. W przeciwnym razie włożą nas w gips i każą zoperować się w Polsce.

Zanim wybierzemy polisę, wypytajmy o szczegóły i przestudiujmy ogólne warunki ubezpieczenia (OWU). Zwykle to dołączona do umowy cienka broszurka zapisana drobnym druczkiem. Część firm nie bierze odpowiedzialności za uprawianie sportu wyczynowego, inne - także amatorskiego. Miłośnicy urazowych dyscyplin muszą ubezpieczyć się dodatkowo - wysokość składki rośnie o 50, 100, 200 lub nawet 300 proc.

Towarzystwo nie zapłaci odszkodowania, kiedy ulegniemy wypadkowi, będąc pod wpływem alkoholu czy narkotyków, podejmując nieudaną próbę samobójczą lub łamiąc prawo, zostaniemy ranni w czasie zamieszek czy ataku terrorystycznego.

Najważniejsza jest kwota gwarancyjna, czyli maksymalna suma, jaką ubezpieczyciel za nas zapłaci. Im wyższa, tym większa pewność, że uzyskamy potrzebną pomoc. Zazwyczaj KL daje gwarancję do 10, 20 lub 30 tys. euro (ale nawet do 350 tys.).

KR - koszty ratownictwa

Jeśli przydarzy nam się wypadek podczas uprawiania sportu, ekipa ratunkowa udzieli pierwszej pomocy, przewiezie do szpitala, a nawet wezwie helikopter. Ale potem wystawi słony rachunek, nawet w wysokości naszych rocznych dochodów. Jeśli wykupimy ubezpieczenie, rachunek ten pokryje towarzystwo ubezpieczeniowe (pamiętajmy, by jak najszybciej skontaktować się z jego przedstawicielem).

Uwaga! Każdy ubezpieczyciel zastrzega górną granicę odpowiedzialności, czyli najwyższą sumę, jaką zapłaci za ratowanie nas.

OC - odpowiedzialność cywilna

Co robić, jeśli np. uprawiając sport, spowodujemy wypadek albo zniszczymy komuś cenny sprzęt? Poszkodowany może nas pozwać do sądu i będziemy musieli zapłacić odszkodowanie. Chyba że... ubezpieczymy się od odpowiedzialności cywilnej. Wówczas koszty pokryje towarzystwo ubezpieczeniowe - z reguły od 10 do nawet 250 tys. zł.

W ramach polisy można też liczyć na zwrot kosztów sądowych czy wynagrodzenia adwokata, jeśli zostaniemy pozwani.

Uwaga! Firma nie bierze odpowiedzialności za szkody, które wyrządzimy naszym bliskim, środowisku naturalnemu albo kiedy złamiemy prawo. Nie liczmy też na odszkodowanie, jeśli przed wypadkiem piliśmy alkohol czy skusiły nas inne używki.

BP - bagaż podróżny

Jeśli nasz ubezpieczony bagaż zginie w czasie podróży z przechowalni (trzeba mieć kwit) bądź z zamkniętego pokoju w hotelu, po powrocie do kraju możemy liczyć na zwrot pieniędzy. Otrzymamy je również, jeśli przyczyną strat są klęski żywiołowe, wypadek czy włamanie.

Jednak musimy udowodnić, że bagaż był dobrze pilnowany, a nie zostawiony np. na plaży, kempingu czy w samochodzie (chyba że był to parking strzeżony i mamy kwit). Jeśli ubezpieczyciel udowodni nam niedbalstwo - odszkodowania nie dostaniemy.

Podstawowe ubezpieczenie bagażu podróżnego pokrywa zazwyczaj kwotę 300-500 euro (można ubezpieczyć go dodatkowo, płacąc procent od jego deklarowanej wartości). Niektóre firmy nie biorą odpowiedzialności za drogi sprzęt sportowy, chyba że jest dodatkowo ubezpieczony.

By dostać odszkodowanie, musimy przedstawić dokument zgłoszenia sprawy w policji z wyszczególnieniem przedmiotów, które zginęły. W protokole powinien znaleźć się opis zdarzenia.

SS - sprzęt sportowy

Kiedy firma ubezpieczeniowa zwróci nam pieniądze za uszkodzony lub utracony sprzęt sportowy wysokiej klasy?

Odszkodowania nie dostaniemy, jeśli zniszczymy go podczas wyczynowego uprawiania sportu albo jeśli znajdziemy się z nim w niedozwolonym miejscu. Także jeśli sprzęt rozpadnie się na skutek niewłaściwego używania czy ze starości albo zniknie pozostawiony np. przed restauracją. Pieniądze otrzymamy tylko wówczas, jeśli ukradziono go z przechowalni bagażu (konieczny kwit) czy z zamkniętego pokoju hotelowego.

Sprzęt ubezpieczony jest do określonej kwoty (więcej nie dostaniemy, niezależnie od klasy modelu). Niektóre firmy proponują ubezpieczenie zależne od jego wartości - wtedy płacimy składkę np. 1-1,5 proc. zadeklarowanej wartości sprzętu.

Żeby dostać odszkodowanie, musimy mieć stosowne zaświadczenia, np. z policji (jeśli ukradną nam deskę), albo rachunek za naprawę.

Uwaga! Warto dokładnie wczytać się w warunki umowy. Różne towarzystwa różnie definiują np. bagażnik samochodowy - mogą nam nie zapłacić, jeśli sprzęt trzymaliśmy w bagażniku, ale był on widoczny z zewnątrz. Niektóre nie pozwalają też naprawić sprzętu poza granicami Polski.



Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej