Hiszpania. Podróże ze sztuką - Castilla y León

W gorącym pejzażu pełnym kwitnących żarnowców i śródziemnomorskiej makii wyrastają wśród pagórków urocze miasteczka z cudownymi zabytkami i dziełami sztuki. To Kastylia-León, największy region Hiszpanii.
W gorącym pejzażu pełnym kwitnących żarnowców i śródziemnomorskiej makii wyrastają wśród pagórków urocze miasteczka z cudownymi zabytkami i dziełami sztuki. To Kastylia-León, największy region Hiszpanii (obszar porównywalny do Węgier czy Portugalii), ale najmniej zaludniony. Za to jego dziewięć prowincji posiada ponad połowę kulturowego bogactwa kraju, m.in. 112 kompleksów historycznych, 12 katedr, 6 tys. kościołów, blisko 400 muzeów, ponad 200 zamków, 40 enklaw przyrodniczych i osiem miejsc na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO!

Medina de Rioseco

Medina de Rioseco jest wprost urocza: wąskie uliczki, kamienny bruk, wiekowe domostwa wzniesione z cieniutkich cegieł. Ich portyki z belkowanymi sufitami wspierają się na drewnianych kolumnach, a wszystkie dachy pokrywają spłowiałe dachówki. Plakaty i transparenty głoszą: "Medina de Rioseco. Un viaje a la emoción" i "Passio. Apasionate en las medinas" (ich znaczenie objawi nam się nieco później).

Miasteczko wzięło nazwę od rzeki (rio) Sequillo, jednej z wielu przecinających Kastylię-León. Od stolicy regionu - Valladolid - dzieli nas tylko 40 km. Co prawda do morza mamy stąd aż 300 km, ale to właśnie tu zamieszkał w 1421 r. kastylijski admirał Alfonso Enriquez, dając początek całej "dynastii". Do XVIII w. Medina miała więc też przydomek "Ciudad de los Almirantes" (Miasto Admirałów).

Złoty wiek przeżywała w XV i XVI stuleciu. Leżąc na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych, zasłynęła z jarmarków. Odbywały się dwa razy w roku, w maju i sierpniu, trwały aż 30 dni, przynosząc miastu znaczne dochody. Dość powiedzieć, że na 12 tys. mieszkańców (dziś zaledwie 5 tys.) tysiąc stanowili ówcześni milionerzy! Nic dziwnego, że wznosili wspaniałe domy, świątynie, grobowce. Wiele z nich powstało w ozdobnym stylu plateresco (hiszp. plata - srebro, bo rzemieślnicy obrabiali kamień precyzyjnie niczym jubilerzy srebro) obfitym w ornamenty, łączącym motywy mauretańskie, późnogotyckie i renesansowe.

Jego znakomite przykłady stanowią portale kościoła Santiago de los Caballeros z końca XVI w. Na fasadzie budowli ze złocistego kamienia - muszelki, symbole świętego, podobne do wielkich parasoli. Świątynia ma tylko jedną nawę, ale jej sufit złożony z niby-kopułek wspiera się na sześciu potężnych kolumnach. Już z daleka przykuwa wzrok niesamowita absyda - od kamiennej podłogi aż po takiż sufit szczelnie wypełnia ją ołtarz, w którego pozłacane ramy i kwatery wciśnięto mnóstwo kolorowych rzeźb świętych. Całość robi piorunujące wrażenie (tym bardziej że niedawno kościół gruntownie wypucowano).

Santiago de los Caballeros służy liturgii okazjonalnie, a teraz, aż do listopada, zamienił się w galerię. Po raz pierwszy gości XVI wystawę fundacji Los Edades del Hombre (co roku odbywa się gdzie indziej). Pod hasłem "Passio" zobaczymy tu 55 dzieł z całego regionu, od najdawniejszych po współczesne, ukazujących mękę i śmierć Chrystusa. Wśród nich wyróżniają się obrazy i rzeźby wykonane techniką estofado - drewniane powierzchnie pokrywano płatkami złota, te zaś powlekano kolorowymi farbami, by potem częściowo je zdrapać. A najwspanialszy jest "Cristo yacente" z 1627 r., arcydzieło Gregoria Fernandeza, jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy kastylijskich doby baroku. Zdjęte z krzyża ciało spoczywa na łożu, z głową na ozdobnej poduszce. By wstrząsnąć widzami i wzbudzić silne uczucia, artysta ukazał Jezusa werystycznie: ma on kryształowe oczy, rany z pomalowanego na czerwono korka, doklejane rzęsy, paznokcie z rogu byka, a pot - z żywicy. Oświetlona z góry postać robi wielkie wrażenie. Tym bardziej że znajduje się w małej kaplicy pomalowanej w kwiaty i esy-floresy. W Burgos, skąd pochodzi, rzeźba ta bierze udział w słynnych procesjach Wielkiego Tygodnia.

Sztuka w Medina de Rioseco

A są one wyjątkowe także w Medina de Rioseco (w Kastylii-León szczycą się nimi również m.in. Valladolid, Salamanka, Zamora). Osiem lat temu w zdesakralizowanym kościele Santa Cruz z XVI w. powstało nawet Museo de Semana Santa dokumentujące pięć wieków historii dwudziestu tutejszych bractw organizujących uroczystości Wielkiego Tygodnia.

Procesyjne figury naturalnych rozmiarów i ołtarze zwane pasos można też podziwiać tuż obok, w XVII-wiecznej Capilla de los Pasos Grandes. To niesamowite "Ukrzyżowanie" z 1694 r. oraz "Zdjęcie z krzyża" z 1677 r. Takie paso waży nawet 1500 kg - dźwiga je kilkudziesięciu mężczyzn, co wymaga nie lada siły, praktyki i koordynacji.

Przy tym samym pustym brukowanym placyku króluje gotycko-renesansowy kościół Santa Maria de Mediavilla z końca XV w., cały w jasnym kamieniu. Trzy nawy dzieli osiem potężnych kolumn, a absydę wypełnia bajeczny ołtarz z koronacją Maryi i jej wniebowzięciem. Ale największy skarb to tzw. kastylijska Kaplica Sykstyńska, tonąca w płaskorzeźbach z polichromowanego gipsu (prawdziwy horror vacui - nie ma ani centymetra pustej przestrzeni!). Jest na nich "całe" Pismo Święte, dzieło braci Juana i Jerónima del Corral. Zaś autorem ołtarza jest osiadły w Hiszpanii słynny Burgundczyk Juan de Juni. Właściwa nazwa - kaplica Benavente - pochodzi od bogatego fundatora, kupca i handlarza walutami z XVI w. Don Alvaro, jego żona i syn spoczywają po lewej stronie, pod pięknymi nagrobkami z białego marmuru. Zachwyciły mnie też cudowne stare kafelki na podłodze, w bladoniebieskie i żółte wzory. Kaplica przetrwała w znakomitym stanie, mimo iż w 1808 r. żołnierze Napoleona urządzili tu kuchnię. Jeszcze do niedawna ściany pokrywała sadza, teraz można ją podziwiać w pełnej krasie.

Niedaleko stąd do franciszkańskiego kompleksu z XV-XVI w. zamienionego przed trzema laty w audiowizualne Museo de Arte Sacro de San Francisco. Jego wielki gotycki kościół Nuestra Senora de la Esperanza z renesansowymi dekoracjami z zewnątrz prezentuje się skromnie - po prostu biały kamień pozbawiony ozdób. Ale w środku... W ciemnym wnętrzu wita nas wirtualny franciszkanin (jego postać wyświetla się w niszy) i zaczyna snuć opowieść o losach tego miejsca. Słychać skrzypienie drzwi, dźwięk dzwonów i organów, szelest szat, a akustyka tu doskonała! Po chwili rozbrzmiewa chór, zapalają się światła... I wtedy objawia się nam niesamowicie bogaty ołtarz główny - lśni złotem i kolorami, niczym koncha wypełnia całą absydę. W bocznych ołtarzach ekspresyjne postaci z polichromowanej terakoty, dzieło Juana de Juni, a wyżej balkony w stylu plateresco wyrzeźbione mistrzowsko przez braci Corral. No cóż, świątynię wznieśli bogaci admirałowie z rodu Enrique, ściągając tu najlepszych rzemieślników.

Canal de Castilla, Plaza de Toros

Medina ma oczywiście swoją Plaza de Toros zbudowaną w XIX w. (w mieście są też dwie szkoły tauromachii). Najsłynniejsza korrida odbywa się tu na św. Jana, 24 czerwca. Ale często goszczą inne spektakle, choćby pokazy "tańczących" koni, z których słynie Hiszpania. Dla mnie o wiele większą atrakcją jest Canal de Castilla, wyjątkowe dzieło wodnej inżynierii. Budowany przez blisko sto lat, do 1849 r., liczy 207 km. Służył do nawadniania pól oraz jako ważny transportowy szlak na północ, do Alar del Rey. Mogły doń wpływać - a nawet mijać się! - wielkie statki. Od połowy XX w. nieużywany, jakiś czas temu stał się atrakcją turystyczną. Plakaty zachęcają, by przeżyć "La aventura del canal". Na razie ta "aventura" (przygoda) może być jednak bardzo krótka - na odcinku długości 7 km.

Burmistrz jest dumny z kanału: - Miasto żyje z usług, ale chciałoby i z turystyki. Zwłaszcza że biegnie tędy Camino de Madrid - szlak do Composteli, celu pielgrzymów i wędrowców.

Stoimy w miejscu, gdzie zaczyna się kanał, dwa kroki od centrum. Wokół ogród, a w zasadzie publiczny park botaniczny, z drzewami z całego świata. W jego sąsiedztwie przysadzisty młyn San Antonio z XIX w., który jeszcze dwadzieścia lat temu mełł mąkę, napędzany wodną turbiną. Teraz można go zwiedzać (zachowały się wszystkie urządzenia na trzech poziomach kamiennej budowli), a przewodniczką jest senora Segunda, córka ostatniego właściciela.

Niedaleko wznosi się dawny dom jej rodziny, dziś elegancki hotel Almirantes. Zjadamy tu wyborny obiad, z najlepszym w moim życiu kalmarem na przystawkę - wcale a wcale nie jest gumowaty, wprost rozpływa się w ustach, a spowija go szafranowy sos. Przepyszny jest też surowy pomidor nadziewany serami i ziołami, podawany na liściach sałat, z orzechami i octem balsamicznym, oraz miejscowa specjalność - kawałek pieczonego prosięcia (wszystko jest tak wyborne, że kromką chleba czyszczę talerze). A na deser leciutki krem z domową konfiturą z czerwonych pomidorów. Nic dziwnego, że okolice zyskały miano "Tierra de sabor" - ziemi smaku.

Medina del Campo

Medina del Campo , oddalona stąd o godzinę jazdy samochodem, gości drugą odsłonę "Passio", a słynie też z międzynarodowego festiwalu filmów krótkometrażowych, który w tym roku odbył się po raz 24. Na obrzeżach 22-tysięcznego miasta (mniej więcej tyle samo mieszkańców liczyło w czasach największej prosperity w XVI w.), którego historia sięga dwóch i pół tysiąca lat wstecz, króluje widoczny z daleka potężny zamek z wysoką na 40 m wieżą, okolony głęboką fosą i zębatym murem (co ciekawe, w jego "wnętrzu" poprowadzono tunel, którym można się swobodnie przemieszczać). Podobne do studni więzienie "gościło" wiele osobistości, m.in. przyrodniego brata Francisca Pizarra, konkwistadora, który podbił imperium Inków. Castillo de la Mota to pierwszy zamek w Hiszpanii przystosowany do użycia artylerii i jeden z nielicznych zbudowanych z cegły. W XVII w. podupadł. Niedawno odrestaurowany wygląda jak nowy, wokół pinie i cyprysy. Z wieży mamy widok na całe miasto.

To w Medina del Campo swoją pierwszą mszę odprawił wielki mistyk św. Jan od Krzyża, a św. Teresa z Avila założyła swój drugi (z 17) konwent. Pomieszkiwali tu liczni władcy, zaś królowa Izabela Katolicka w 1504 r. wydała ostatnie tchnienie. Miasto szczyci się również jednym z największych Plaza Mayor w całym kraju.

W XV-XVI w. także i tu odbywały się słynne jarmarki, zmieniając Medina del Campo w targową wieżę Babel. Pamiątką po nich są... handlowe niedziele (ponoć jedyne takie w całej Hiszpanii). Foldery zachęcają: "7350 otwartych niedziel - od 1870 r.".

W 1411 r. dominikanin San Vicente Ferrer wyprowadził procesje Wielkiego Tygodnia na ulice Mediny. I do dziś jest to wciąż żywa tradycja. Zatem tu właśnie, w kościele Santiago el Real, mamy drugą odsłonę "Passio". Ta wystawa składa się z pięciu części - od Ecce Homo po Via Crucis. Mnie zachwyciła korona cierniowa z... motyk, dzieło współczesnego artysty. A także inkunabuły i rękopisy. Wśród nich niezwykły manuskrypt z muzeum w Valladolid: "Los cinco misterios de la pasión dolorosa y muerte del Nuestro Senor Jesus Cristo con su sagrada Resurrección" Lope de Vegi z 1582 r.

***

10 km od Valladolid leży lotnisko Villanubla, gdzie ląduje m.in. Ryanair (do Medina de Rioseco mamy stąd ok. 30 km, a do Medina del Campo - 50). Z biletem za 6 euro zwiedzimy niemal wszystkie zabytki Mediny de Rioseco. Obiad w hotelu Los Almirantes - ok. 30 euro. Wystawy "Passio" - od 3 maja do 6 listopada, w sumie 150 dzieł, bilet na obydwie - 3 euro

www.provinciadevalladolid.com

www.spain.info

Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej