Trekking w Europie. Tour de Mont Blanc - wokół Białej Góry

Tour de Mont Blanc to jedna z najpiękniejszych w Europie tras trekkingowych. Trasa na Mont Blanc jest popularna, jednak nie na tyle, by tłumy turystów psuły przyjemność wędrówki.
Późnym popołudniem docieramy na kemping Bellevue w Les Houches w pobliżu Chamonix. W zachodzącym słońcu lodowce na Mont Blanc i sąsiednich szczytach nabierają barwy starego złota, a ostre granie wyraźnie odcinają się na tle ciemniejącego nieba.

Le Houches, świetna baza wypadowa dla śmiałków podążających na Mont Blanc, dla nas jest miejscem startu na jedną z najpiękniejszych w Europie tras trekkingowych - Tour de Mont Blanc. Wiedzie wokół masywu najwyższego szczytu Alp przez terytoria Francji, Szwajcarii i Włoch, liczy od 160 do 200 km (zależnie od wariantu), przejście zajmuje ok. 10-11 dni. Po drodze można nocować w schroniskach bądź w swoim namiocie (wolno biwakować na dziko od zmierzchu do świtu), co dwa-trzy dni trafimy na wioski, w których uzupełniamy prowiant.

Trekking wokół Mont Blanc: start w Les Houches z widokiem na lodowiec

Trekking zaczynamy przy biurze informacji turystycznej w Les Houches. Zbliża się południe, pogoda sprzyja, widoki na pokryte lodowymi czapami szczyty nad doliną Chamonix są niezwykle piękne. Dziś czeka nas 1100 m podejścia. Pnąc się leśną ścieżką, dochodzimy do ogromnej betonowej figury Chrystusa Króla. Jak na dłoni widać stąd po przeciwnej stronie doliny Mont Blanc - Mont Maudit - strzeliste Aiguille du Midi. Gdy wychodzimy ponad granicę lasu, pojawiają się soczyście zielone alpejskie łąki. Zmierzamy w górę, do szerokiej przełęczy, za nią wędrujemy ścieżką po trawiastym zboczu. Nieoczekiwanie tuż za zakrętem pojawia się niewielkie schronisko Bellachat. Stoi w pięknym miejscu - z tarasu podziwiamy rozległą górską panoramę. Kamienne murki chronią przed wiatrem namioty turystów (na wszelki wypadek pytamy w schronisku o zgodę na rozbicie naszych). Zapada zmrok. Zza alpejskiej grani wyłania się księżyc w pełni, a ponad tysiąc metrów pod nami rozjaśnia się światłami Chamonix. Widok niezapomniany!

Kolejny dzień wita nas chmurami, których, niestety, stopniowo przybywa. Ruszamy ku szczytowi Le Brevent (2526 m), gdzie zastajemy wielu turystów (z doliny można wjechać kolejką). Schodzimy do przełęczy Col du Brevent, na pewnym odcinku korzystając ze stalowych drabinek. Dalej wąska ścieżka wiedzie zboczem ku schronisku La Flagere. Znajdujemy dogodne miejsce na rozstawienie namiocików. W nocy spisują się dzielnie, chroniąc nas przed wichurą i gwałtowną ulewą.

Rano wiatr szybko osusza namioty. Pakujemy się i ruszamy w dalszą drogę, planując przekroczenie dziś granicy francusko-szwajcarskiej. Po godzinie dochodzimy do malowniczego wodospadu spływającego ze skalnych ścian. Nieco dalej widać stadko kozic. Niestety, pogoda znowu się psuje. Gdy dochodzimy do punktu widokowego Tete aux Vents, robi się zimno, pada, a widoczność nie przekracza kilkunastu metrów. Schodzimy coraz niżej ścieżką prowadzącą do przełęczy Col de Montets. Dochodzimy do szosy, przekraczamy ją i podejmujemy decyzję o skorzystaniu z kolejki linowej z miejscowości Le Tour. Kolejka działa mimo niepogody i braku turystów. Gondolką, potem krzesełkiem wjeżdżamy na 2152 m. Stąd do granicznej przełęczy Col de Balme już tylko kwadrans marszu. Mijamy schronisko na przełęczy i otwiera się przed nami rozległy widok na dolinę de l'Arve - o dziwo oświetloną słońcem! Chmury, deszcz i wiatr zostały po francuskiej stronie. Wśród alpejskich łąk rozpoczynamy długie zejście do maleńkiej osady Le Peuty z górującym nad nią lodowcem du Trient. Doskonale go widać z niewielkiego pola namiotowego, na którym spędzamy noc.

Trekking wokół Mont Blanc: ku przełęczy Col de la Forclaz

Nazajutrz ruszamy leśną ścieżką ku przełęczy Col de la Forclaz, po drodze objadając się dorodnymi malinami (na przełęcz można dojechać samochodem, jest duży parking, schronisko, kemping). Szlak ponownie skręca w las. Pogoda dobra, widoki na dolinę, leżące w niej Martigny i odległe górskie łańcuchy są naprawdę wspaniałe. Wkrótce otwiera się przed nami rozległa dolinka z szałasami pasterzy, wokół żywego ducha. Chwilę wygrzewamy się w słońcu na płaskich głazach, potem ruszamy do Collet Portallo, najwyższego punktu dzisiejszego odcinka. Mijamy stojącą wśród pastwisk alpejską gospodę, przekraczamy liczne strumienie, często zatrzymując się przy obsypanych owocami krzaczkach jagód. Dochodzimy do szosy i zmierzamy do Champex, sielskiej miejscowości turystycznej nad malowniczym jeziorkiem. Jest tu kemping i sklepy, można uzupełnić zapasy.

W słoneczny poranek zbieramy się powoli, a przed dalszym marszem spędzamy godzinę nad jeziorem w centrum Champex. Woda jest tak czysta, że bez trudu dostrzegamy pływające w niej pstrągi! Wokół wzgórza i ozdobione kwiatami budynki - idylla W południe ruszamy w stronę wioseczki Issert. Drogę przez las urozmaicają drewniane rzeźby (grzyby, zwierzęta, ptaki) na pniach ściętych drzew, dzieło utalentowanego drwala. Las się kończy, dochodzimy do wąskiej szosy biegnącej przez Issert, a potem wędrujemy w słońcu przez pola do wioski Praz de Fort pełnej starych drewnianych domków. Dalej malowniczy szlak wiedzie wzdłuż rzeki Drance de Ferret, mijamy kilka wysokich wodospadów. Nad miasteczkiem La Fouly góruje Mont Dolent. Spływające z niej lodowce niemal sięgają doliny. Ten wspaniały widok towarzyszy nam, gdy ustawiamy namioty w pobliżu strumienia, przy szlaku do Ferret.

Trekking wokół Mont Blanc: w dolinie Ferret

Następnego dnia, gdy dochodzimy do Ferret, zaczyna padać, potem deszcz zmienia się w ulewę. Chronimy się w gospodzie La Peule na wysokogórskim pastwisku, racząc się pożywną zupą i rozgrzewając gorącą czekoladą. Gdy deszcz nieco słabnie, ruszamy ku przełęczy Grand Col Ferret (2537 m), gdzie żegnamy Szwajcarię i wkraczamy do Włoch.

Pogoda się poprawia, schodzimy do schroniska Elena, mijając się z uczestnikami ultramaratonu Ultra_Trail du Mont Blanc, jednego z najtrudniejszych biegów terenowych w Europie, który odbywa się dorocznie pod koniec sierpnia, trasa 166 km. W tym roku biegło ok. 2700 osób z 55 państw, w tym także z Polski (kibicowaliśmy czterem rodakom). Wędrując tą trasą, trudno uwierzyć, że rekord w tej morderczej imprezie to niewiele ponad 20 godzin, a większości biegaczy potrzeba na jej przebycie około dwóch dób. Prawdziwi ludzie z żelaza!

Schodzimy do doliny Ferret, do miejsca, skąd szlak prowadzi w górę do schroniska Bonatti. Jest już późno, więc biwakujemy nad rzeką, a rano ruszamy w kierunku schroniska. Po nocnym deszczu wychodzi słońce. Na soczyście zielonych łąkach przed Rifugio Bonatti harcują świstaki. Nieco później w dole widać już spore turystyczne miasteczko Courmayer. Z punktu widokowego powyżej gwarnego schroniska Bertone dostrzegamy Monte Bianco, tak nazywa się we Włoszech najwyższy szczyt Alp. Teraz ścieżka prowadzi już stale w dół. Dochodzimy do Villair, uroczej miejscowości pełnej kamiennych, tonących w kwiatach domów i zadbanych ogrodów. Wkrótce jesteśmy na centralnym placu i deptaku w Courmayer, z mnóstwem sklepów, restauracji i kafejek. Opuszczamy jednak gwarne miasteczko, by po niespełna pół godziny dotrzeć do Dolonne. Witają nas tu wąskie uliczki i stare, kamienne domki.

Trekking wokół Mont Blanc: co za widoki!

Kolejny dzień dostarcza nam jeszcze wspanialszych wrażeń. Trasa jest niezwykle malownicza krajobrazowo, a pogoda znakomita. Zmierzamy z Dolonne w kierunku schroniska Elisabetta. Najpierw mozolnie pniemy się zakosami przez las do górnej stacji kolejki linowej z Courmayer. Potem drzewa ustępują miejsca rozległym łąkom, a po minięciu schroniska Maison Vieille szlak wiedzie wysoko nad doliną Veni. Widoki są niezwykłe. Uwagę przykuwa tzw. fotel na zboczu Aiguille Noire de Peuterey (3773 m) - trzy skalne iglice tworzą jego oparcie i podłokietniki, a ogromna niecka - siedzisko. Stopniowo odsłaniają się przed nami kolejne górskie panoramy. Gdy zaczynamy zejście, zrywa się bardzo silny, zimny wiatr. Mijamy jeziorko Combal o mleczno-turkusowej wodzie i wygodną ścieżką zmierzamy ku Rifugio Elisabetta (ponad 2000 m). Wiatr przybiera na sile. Rozbijamy biwak na osłoniętej skalnymi ścianami polanie, około pół godziny marszu przed schroniskiem. Miejsce jest przepiękne - z widokiem na okoliczne szczyty i spływające z ich ścian wodospady, tuż obok strumienia. Wieczorem w zachodzącym słońcu niebo przybiera barwę płomieni, a gnane wiatrem chmury - fantazyjne kształty.

W nocy słyszę delikatne szmery na ściankach namiotu. Przeczucie mnie nie myli - to pada śnieg! Rano trawę wokół pokrywa cienka warstwa białego puchu, którego ciągle przybywa. Z czasem się przejaśnia i śnieżyca ustaje. Zwijamy więc biwak i ruszamy w dalszą trasę. Mijamy schronisko Elisabetta i kierujemy się ku przełęczy de la Seigne. Znowu pokazuje nam się wierzchołek Monte Bianco. Na Col de la Seigne zatrzymujemy się na dłuższą chwilę - gdziekolwiek spojrzeć: góry! A za przełęczą - ponownie Francja. Następuje długie zejście do maleńkiej osady Le Ville des Glacier, na którą składa się zaledwie kilka domostw. Stąd mało uczęszczaną szosą schodzimy do Les Chapieux. Wieś początkowo wygląda na opustoszałą, ale potem miło nas zaskakuje. Jest tu duże, darmowe pole namiotowe i sklepik z pysznymi kozimi serami wytwarzanymi przez lokalnych hodowców. Co więcej - okazuje się, że babcia właścicielki była Polką!

Poranek wstaje rześki, zaledwie 2 st. C. Jednak gdy słoneczne promienie docierają w dolinę, robi się przyjemnie ciepło. Rozleniwia nas to i niespiesznie zbieramy się w dalszą drogę. Na początek czeka nas trzygodzinne podejście trawiastymi zboczami, na których pogwizdują świstaki. Potem wśród malowniczych potoków dochodzimy do schroniska de la Croix du Bonhomme. Jeszcze tylko kawałek w górę i jesteśmy na przełęczy Bonhomme. No cóż - skoro było cały czas w górę, to teraz ruszamy w dół Schodzimy kamienistą ścieżką wśród głazów, na zboczach pasą się tysiące owiec. Dochodzimy do Refuge de la Balme, z rozległym widokiem na dolinę Montjoie. Ileż tu odcieni zieleni! Jeszcze pół godziny wędrówki wygodną ścieżką i jesteśmy przy Emplacement de bivouac - darmowym polu namiotowym wyznaczonym z myślą o turystach okrążających masyw Mont Blanc.

Rano na trawie i namiotach - szron. Wkrótce jednak robi się cieplej i ruszamy w doskonałych humorach w dół doliny. Mijamy schronisko Nant Borrant i wkrótce dochodzimy do kościółka Notre Dame de la Gorge. Wnętrze zdobi barokowy ołtarz, nastrojowo sączy się spokojna muzyka. Nieco dalej znajdujemy punkt widokowy - z drewnianej platformy oglądamy wąski wąwóz, przez który kaskadami przedziera się górski potok. Około godz. 11 dochodzimy do Les Contamines, uroczego górskiego miasteczka. Na pełnym kwiatów skwerku przy biurze informacji turystycznej odpoczywamy na ławce, wygrzewając się w słońcu. Gdy mija południe, główna ulica pustoszeje i życie zamiera - nastaje czas sjesty Pora jednak zarzucić plecaki - ruszamy lasem, wzdłuż strumienia, a potem wędrujemy lokalnymi drogami przez wioski Tresse, la Gruvaz i w górę do Champel. Stąd szlak wznosi się stopniowo do Bionnassay. Nad tą niewielką miejscowością góruje potężny lodowiec o tej samej nazwie, spływający ze zboczy Aiguille de Bionnassay (4052 m). W słońcu lśni lodowa czapa na Dome du Gouter (4258 m), szczycie, przez który prowadzi najpopularniejsza trasa na Mont Blanc. Widzimy nawet stojący tam budynek schroniska. Idziemy dalej w górę szutrową drogą dostępną dla samochodów terenowych. Dochodzimy do przełęczy Col de Voza. Jest tu przystanek kolejki szynowej zwanej Tramway du Mont Blanc, kursującej pomiędzy Le Fayet (584 m) a Nid d'Aigle (2380 m) oraz ogromny hotel i restauracja. W okolicy sporo też wyciągów narciarskich.

Szeroką drogą schodzimy w dół, pojawiają się coraz liczniejsze zabudowania i szosa prowadząca do Les Houches. Zbliża się wieczór, gdy na kempingu Bellevue zamykamy pętlę naszej 180-kilometrowej wędrówki.

Warto było!

Trekking wokół Mont Blanc - informacje praktyczne

Korzystaliśmy z przewodnika Kev Reynolds "Tour of Mont Blanc", wyd. Cicerone oraz mapy "Pays du Mont-Blanc" skala 1:50000

Nocleg na kempingach - od 0 do 12 euro; w schroniskach - od 18 euro w sali zbiorowej, nocleg z 2 posiłkami - od 40 euro.

Parking na kempingu Bellevue w Les Houches - 1,60 euro/doba



Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej