Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Afryka podróżnika. Swoją Afrykę wspomina Szymon Kowalczyk

  • Pin It
not. Magdalena Stopa
27.06.2011 , aktualizacja: 23.06.2011 14:55
A A A Drukuj
Serce zostało w... Afryce, w małej wiosce Rushooka, leżącej w buszu na południu Ugandy, tuż przy granicy z Rwandą i Tanzanią
Afryka, wioska Rushooka
Fot. Szymon Kowalczyk
Afryka, wioska Rushooka
GALERIA ZDJĘĆ
Pierwszy raz usłyszałem o tym miejscu od kolegi z klasy, który wstąpił do zakonu franciszkanów. Opowiedział o działającym tam w bardzo trudnych warunkach polskim misjonarzu, ojcu Teofilu Czarniaku. Pod wrażeniem tej relacji wraz z koleżanką zebraliśmy pieniądze na stypendia dla dzieci z Rushooki i w 2009 r. pojechaliśmy jako wolontariusze. Rushooka jeszcze 25 lat temu była miejscem niezwykle smutnym, nie było pracy, powszechny był alkoholizm, olbrzymie żniwo zbierała malaria i HIV, większość mieszkańców nie umiała czytać. Gdy dotarli tam franciszkańscy misjonarze, Rushooka zaczęła się zmieniać. Dziś działają dwie szkoły (podstawowa i średnia), centrum medyczne oraz kościół, no i entuzjastyczni misjonarze.

Polskich misjonarzy odwiedziłem też w Rwandzie, w wioskach Kinoni i Nyakinamie. Wszystkim polecam. To niesamowicie otwarci ludzie, na co dzień borykający się z niezwykle złożonymi problemami. Są bardzo wyrozumiali, gości przyjmują z otwartymi rękami, są wspaniałymi towarzyszami długich wieczornych rozmów.

Niezapomniany dzień w podróży...

Był to chyba ostatni dzień mojej wyprawy w góry Imatong, na Mount Kinyeti - 3187 m, najwyższy szczyt Sudanu. Zdobyłem go 2 października 2010 r., po pięciu dniach przeprawy przez tropikalny las. Góry Imatong przez lata były niedostępne. Najpierw z powodu wojny z Arabami, później z powodu ulokowanych tam baz Bożej Armii Oporu. Gdy zeszliśmy z gór, byłem bardzo zmęczony, przemoczony, miałem odparzone stopy. Pożegnanie z moim przewodnikiem i dziećmi, które przybiegły z całej wioski, było dla mnie bardzo wzruszającym momentem.

Najlepsze wakacje spędziłem...

w Borzęcie, małej wiosce koło Myślenic. Jako dzieci jeździliśmy tam z kuzynem do naszej babci. Nigdy nie chciałem wyjeżdżać na żadne obozy. U babci mieliśmy bardzo dużo wolności, wymyślaliśmy wspaniałe, najdziksze zabawy. Uwielbiałem też pomagać przy żniwach, tam właśnie pierwszy raz jeździłem traktorem. Wszystko w Borzęcie było bardzo emocjonujące.

W Polsce lubię...

Tatry i Kraków. Nie jestem rodowitym krakusem, ale całe moje młodzieńcze i dorosłe życie związane jest z tym miastem i uważam, że to miejsce magiczne, bardzo jestem szczęśliwy, że mogę tam mieszkać. Tatry znam od najmłodszych lat, tam przeżyłem pierwsze wyzwania - Orla Perć z kolegami, potem pierwsze kursy wspinaczkowe. Stąd zapewne mój sentyment.

Podróżuję z...

Przeważnie sam, ale za to zawsze z książką i aparatem. Zazwyczaj zabieram ze sobą reportaże o Afryce.

Niebo w gębie poczułem...

Podróżuję głównie po Afryce, a tam nie jest łatwo poczuć niebo w gębie. Nigdy nie miałem kontaktu z wykwintną kuchnią, raczej z prostymi potrawami. W pamięci utkwiło mi szczególnie suszone mięso gazeli, które jadłem podczas wyprawy na Kinyeti, ale nie dlatego, że było taka smaczna, lecz dlatego, że było... śmierdzące. W Afryce najbardziej smakowały mi owoce. Wspaniałe są banany - dużo mniejsze od tych, które kupujemy w Polsce, bardzo słodkie, o znacznie bogatszym smaku. Różnica jest olbrzymia. Uwielbiam też passion fruit, czyli marakuję, a zwłaszcza wyciśnięty z tych owoców aromatyczny, orzeźwiający sok.

Mój ulubiony hotel to...

W Afryce są wspaniałe hotele, ale ja nigdy się w nich w nich nie zatrzymywałem. Zazwyczaj szukam skromnych noclegów i przeważnie są one do zaakceptowania. Nigdy nie zapomnę pewnego noclegu w Sudanie. To było w drodze na Mount Kinyeti, we wsi Katire. Jej "szef" odstąpił mi swoją chatę, najlepszą we wsi. Okrągła, o glinianych ścianach, kryta strzechą z trawy, wchodząc, trzeba było zgiąć się w pół. Niestety, nie miała okien, było w niej gorąco i duszno. Kładąc się, usłyszałem jakieś dziwne chroboty i zorientowałem się, że to odgłosy szczurów. Wsłuchując się w drapania i piski tuż przy mojej głowie, nie mogłem zasnąć. W końcu naciągnąłem śpiwór na głowę i jakoś tę noc przetrwałem.

Moja noga więcej nie postanie w...

Na razie nie ma takiego miejsca, nawet w Afryce.

W najbliższym czasie będę w drodze do...

Krakowa. Już się cieszę.

Wymarzony cel podróży...

Na razie wszystkie moje drogi prowadzą do Afryki. Teraz marzę o wyprawie do Czadu. To jedno z najbiedniejszych i najbardziej skorumpowanych państw na świecie, znane głównie z powodu konfliktów zbrojnych. Ale wiem już z autopsji, że tam, gdzie toczą się wojny, też żyją ludzie i też starają się utrzymać swoje tradycje. I zazwyczaj są bardzo gościnni. W Czadzie mieszka ponad 200 wspólnot etnicznych i językowych. Chciałbym dotrzeć w góry Tibesti - wulkaniczny masyw, najwyższy na Saharze, bardzo mało znany i trudno dostępny. To góry w samym sercu pustyni, o niesamowitych kształtach, w jaskiniach zachowały się malowidła skalne, najstarsze z piątego tysiąclecia p.n.e. Żyją tam koczownicze plemiona Tubu, hodując w tych surowych warunkach wielbłądy, kozy i osły.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku