Rumunia, Maramuresz, Norwegia, Mazowsze - podróże życia
18.06.2011
, aktualizacja: 20.06.2011 12:19
Serce zostało w...Rumunii, rozdarte pasmem Karpat Wschodnich na dwie części, z których jedna należy do Maramureszu, druga do Bukowiny - mówi Jacek Wiśniewski, dziennikarz, etnograf, autor publikacji i wystaw, od 30 lat dokumentuje drewnianą architekturę sakralną, zwłaszcza na Mazowszu.
ZOBACZ TAKŻE
- Florencja, Ukraina, Norwegia - podróże życia (19-09-11, 06:00)
- Polska. Serce zostało w Polsce (12-08-11, 06:00)
- Korsyka, Tybet, Szwajcaria - podróże życia (18-05-11, 06:00)
- Serce zostało na Galápagos. Opowiada Sylwester Zacheja, inżynier, fotograf (02-05-11, 06:00)
- Półwysep Jamalski. Serce zostało za kołem podbiegunowym (11-04-11, 06:00)
- Ladakh, Sumatra, Nepal - podróże życia (11-04-11, 06:00)
- Serce zostało w Maroku (07-02-11, 06:00)
- Serce zostało w Afryce (31-01-11, 06:00)
- Serce zostało w Boliwii (10-01-11, 06:00)
- Wrocław, Sudety, Kazimierz Dolny - podróże życia (10-07-11, 06:00)
- Tbilisi, Gruzja, Sri Lanka - podróże życia (12-06-11, 06:00)
Maramuresz oprócz zapierających dech widoków to także wspaniała drewniana architektura, przede wszystkim XVIII-wieczne cerkwie. Cechą charakterystyczną tych niewielkich budowli jest wysoka i strzelista wieża z nadwieszoną izbicą zwieńczona iglastym hełmem. Kryją one w swoich wnętrzach wspaniałe polichromie, rzadko spotykane w Polsce w budowlach sakralnych z tego okresu.
Cerkwie bukowińskie w przeciwieństwie do tych z Maramureszu to skromne cerkwie-chaty, które trudno od razu zauważyć w krajobrazie. Rządzący w Mołdawii Turcy zabraniali budować okazałe cerkwie. Mieszkańcy znaleźli więc oryginalne rozwiązanie: świątynie z zewnątrz przypominały wiejskie chaty, więc nie rzucały się w oczy. I dzięki temu wiele z nich przetrwało do dzisiaj.
Chociaż mniej interesuje mnie architektura murowana, to z podziwem oglądałem też bukowińskie monastyry z doskonale zachowanymi polichromiami.
Najlepsze wakacje spędziłem w...
Norwegii. To był pierwszy wyjazd na Zachód po przemianach ustrojowych 1989 r. Z żoną (była to nasza nieco spóźniona podróż poślubna) i dwójką przyjaciół wybraliśmy się na tę wyprawę dwoma "maluchami".
Co prawda głównym jej celem było zbieranie truskawek, ale zarobione w ten sposób pieniądze pozwoliły nam zwiedzić wschodnią część Norwegii. To była także okazja do zobaczenia jednego z największych cudów drewnianej architektury sakralnej - kościołów typu stav z XII i XIII w. W Polsce, gdzie przeważa konstrukcja wieńcowa, jest to zupełnie niespotykany sposób stawiania kościoła, z grubsza przypominający budowle słupowo-ramowe. Odbyliśmy wówczas m.in. podróż malowniczą doliną Valdres, z której pochodzi świątynia Vang z przełomu XII i XIII w. Odbyła długą drogę, m.in. przez Szczecin i Berlin, zanim trafiła do dzisiejszego Karpacza i stanęła tutaj w latach 1842-44 - do dzisiaj jest jedyną świątynią typu stav zachowaną poza Skandynawią. Obejrzeliśmy też m.in. XIII-wieczny kościół w Reinli, do którego trafiliśmy w momencie, gdy odbywał się w nim ślub. Zarówno państwo młodzi, jak i duża część gości byli ubrani w stroje ludowe, co dodawało kolorytu tej budowli.
W Polsce lubię...
podróżować po historycznym Mazowszu, czyli nie w granicach obecnego województwa mazowieckiego, lecz trzech przedrozbiorowych województw tworzących ówczesne Mazowsze: mazowieckiego, płockiego i rawskiego.
Mimo zniszczeń, których nie oszczędziły tej dzielnicy dwie wojny światowe i ostatnie dziesięciolecia, zachowało się tu prawie 250 drewnianych kościołów, dzwonnic i kaplic, stosunkowo mało znanych i spopularyzowanych. Mam nadzieję, że to się zmieni dzięki Szlakowi Drewnianej Architektury Sakralnej powstającemu powoli w ramach "Skarbca Mazowieckiego", którego celem jest popularyzacja obiektów sakralnych w Warszawie i na Mazowszu.
Chętnie wracam...
do miejsc na Mazowszu, w których nie byłem od kilku lat. Głównie po to, aby zobaczyć - co na szczęście zdarza się coraz częściej - jak zmienia się na lepsze sytuacja drewnianych kościołów czy dzwonnic. Nie wszystkie mają tyle szczęścia, aby zagrać w filmie. Takiego zaszczytu dostąpiły cztery mazowieckie obiekty: Mariańskie Porzecze możemy oglądać w "Bożej podszewce", Gąsiorowo w "Szatanie z siódmej klasy", Jeruzal Miński w "Ranczu", Gliniankę w "Ojcu Mateuszu". Sądząc po ich obecnym stanie, jest to bardzo dobry sposób na podreperowanie skromnych budżetów parafialnych, których część przeznaczono na remonty tych świątyń.
W ostatnich latach uratowano kilka obiektów, przy których pojawiły się nowe kościoły murowane. Dla kilku z nich znaleziono miejsce w innych miejscowościach, a trzy trafiły do muzeów budownictwa ludowego: kościół z Drążdżewa przeniesiono do Sierpca, z Wysokienic - do podłowickich Maurzyc, a z Boguty Pianki - do Ciechanowca.
Niestety, nadal niepewny jest los kilku kościołów drewnianych, przy których wzniesiono murowane. Najczęściej zdarza się, że dość ubogich parafii nie stać na utrzymanie dwóch świątyń i z jednej rezygnuje. Najbardziej drastycznym przykładem jest kościół w Zawidzu Kościelnym, który na naszych oczach i przy obojętności służb konserwatorskich dożywa swoich dni. Zniszczone podwaliny i szalunek, ściany pozbawione okien, fragmenty czarnej folii próbujące osłaniać resztki pokrycia dachu - to robi bardzo przygnębiające wrażenie. A samo umieszczenie tablicy: "Uwaga! Budynek grozi zawaleniem. Zakaz przebywania" niczego nie załatwia. Dokumentując stare drewniane kościoły, nawet nie chcę myśleć o tym, że część z nich będzie można za kilka lat oglądać już tylko na kliszach fotograficznych lub w formie cyfrowej.
Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej
Cerkwie bukowińskie w przeciwieństwie do tych z Maramureszu to skromne cerkwie-chaty, które trudno od razu zauważyć w krajobrazie. Rządzący w Mołdawii Turcy zabraniali budować okazałe cerkwie. Mieszkańcy znaleźli więc oryginalne rozwiązanie: świątynie z zewnątrz przypominały wiejskie chaty, więc nie rzucały się w oczy. I dzięki temu wiele z nich przetrwało do dzisiaj.
Chociaż mniej interesuje mnie architektura murowana, to z podziwem oglądałem też bukowińskie monastyry z doskonale zachowanymi polichromiami.
Najlepsze wakacje spędziłem w...
Norwegii. To był pierwszy wyjazd na Zachód po przemianach ustrojowych 1989 r. Z żoną (była to nasza nieco spóźniona podróż poślubna) i dwójką przyjaciół wybraliśmy się na tę wyprawę dwoma "maluchami".
Co prawda głównym jej celem było zbieranie truskawek, ale zarobione w ten sposób pieniądze pozwoliły nam zwiedzić wschodnią część Norwegii. To była także okazja do zobaczenia jednego z największych cudów drewnianej architektury sakralnej - kościołów typu stav z XII i XIII w. W Polsce, gdzie przeważa konstrukcja wieńcowa, jest to zupełnie niespotykany sposób stawiania kościoła, z grubsza przypominający budowle słupowo-ramowe. Odbyliśmy wówczas m.in. podróż malowniczą doliną Valdres, z której pochodzi świątynia Vang z przełomu XII i XIII w. Odbyła długą drogę, m.in. przez Szczecin i Berlin, zanim trafiła do dzisiejszego Karpacza i stanęła tutaj w latach 1842-44 - do dzisiaj jest jedyną świątynią typu stav zachowaną poza Skandynawią. Obejrzeliśmy też m.in. XIII-wieczny kościół w Reinli, do którego trafiliśmy w momencie, gdy odbywał się w nim ślub. Zarówno państwo młodzi, jak i duża część gości byli ubrani w stroje ludowe, co dodawało kolorytu tej budowli.
W Polsce lubię...
podróżować po historycznym Mazowszu, czyli nie w granicach obecnego województwa mazowieckiego, lecz trzech przedrozbiorowych województw tworzących ówczesne Mazowsze: mazowieckiego, płockiego i rawskiego.
Mimo zniszczeń, których nie oszczędziły tej dzielnicy dwie wojny światowe i ostatnie dziesięciolecia, zachowało się tu prawie 250 drewnianych kościołów, dzwonnic i kaplic, stosunkowo mało znanych i spopularyzowanych. Mam nadzieję, że to się zmieni dzięki Szlakowi Drewnianej Architektury Sakralnej powstającemu powoli w ramach "Skarbca Mazowieckiego", którego celem jest popularyzacja obiektów sakralnych w Warszawie i na Mazowszu.
Chętnie wracam...
do miejsc na Mazowszu, w których nie byłem od kilku lat. Głównie po to, aby zobaczyć - co na szczęście zdarza się coraz częściej - jak zmienia się na lepsze sytuacja drewnianych kościołów czy dzwonnic. Nie wszystkie mają tyle szczęścia, aby zagrać w filmie. Takiego zaszczytu dostąpiły cztery mazowieckie obiekty: Mariańskie Porzecze możemy oglądać w "Bożej podszewce", Gąsiorowo w "Szatanie z siódmej klasy", Jeruzal Miński w "Ranczu", Gliniankę w "Ojcu Mateuszu". Sądząc po ich obecnym stanie, jest to bardzo dobry sposób na podreperowanie skromnych budżetów parafialnych, których część przeznaczono na remonty tych świątyń.
W ostatnich latach uratowano kilka obiektów, przy których pojawiły się nowe kościoły murowane. Dla kilku z nich znaleziono miejsce w innych miejscowościach, a trzy trafiły do muzeów budownictwa ludowego: kościół z Drążdżewa przeniesiono do Sierpca, z Wysokienic - do podłowickich Maurzyc, a z Boguty Pianki - do Ciechanowca.
Niestety, nadal niepewny jest los kilku kościołów drewnianych, przy których wzniesiono murowane. Najczęściej zdarza się, że dość ubogich parafii nie stać na utrzymanie dwóch świątyń i z jednej rezygnuje. Najbardziej drastycznym przykładem jest kościół w Zawidzu Kościelnym, który na naszych oczach i przy obojętności służb konserwatorskich dożywa swoich dni. Zniszczone podwaliny i szalunek, ściany pozbawione okien, fragmenty czarnej folii próbujące osłaniać resztki pokrycia dachu - to robi bardzo przygnębiające wrażenie. A samo umieszczenie tablicy: "Uwaga! Budynek grozi zawaleniem. Zakaz przebywania" niczego nie załatwia. Dokumentując stare drewniane kościoły, nawet nie chcę myśleć o tym, że część z nich będzie można za kilka lat oglądać już tylko na kliszach fotograficznych lub w formie cyfrowej.
Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl






więcej zdjęć








