Jordania. Petra. Za Czerwonym morzem

Petra - kamienne miasto Jordanii warte jest wszystkich pieniędzy...
Do Petry zapewne można dotrzeć na wiele sposobów, np. zwiedzając Jordanię, która zwiedzania jest warta. Ale można prościej (choć niekoniecznie taniej), przeprawiwszy się z Egiptu przez Morze Czerwone i widowiskową pustynię, by dotrzeć do Petry, miasta niemożliwego, ale na pewno istniejącego, bo trudno zlekceważyć namacalność kamienia, w którym je wykuto.

Z egipskiej Taby, którą warto polecić, gdyż nie jest miejscem nadmiernie skolonizowanym przez hotelizm, a zarazem wspaniale położonym w wąskim przesmyku zatoki Akaba, z genialnymi widokami na zachody słońca kładące się światłem na czerwonych górach Jordanii i Arabii Saudyjskiej, można wyprawić się do Jerozolimy lub do Petry. Jerozolima w jeden dzień nie ma chyba większego sensu, ale Ziemia Święta kusi śladami życia Chrystusa i niewygórowaną ceną wycieczki (ok. 150 dol.), więc większość wybiera mityczne Yerushalaim. Tymczasem Petra ma cenę zaporową (ok. 300 dol.), ale zapewniam, że warta jest wszystkich pieniędzy. Cena racjonalizuje się, gdy dowiadujemy się o mocnej walucie jordańskiej, gdzie jeden dinar to równowartość jednego euro, i cenie biletu wstępu na teren kamiennego miasta, który kosztuje 50 dinarów. Nie ma więc co przeliczać i cwanić, bo samodzielnie z Synaju nie wyjedziemy nigdzie, tylko poddać się wycieczce.

Najpierw czeka nas pieczątkowa Odyseja po stronie egipskiej, ale kiedy już dotrzemy do Jordanii, poczujemy powiew lepszego świata. Już w porcie można napić się prawdziwej kawy z ekspresu, czego w Egipcie nie ma za żadną cenę, niezależnie od liczby hotelowych gwiazdek. Po kawie, uwiedzeni ekumeniczną mową przewodnika, który zachwala bezpieczeństwo i rosnące bogactwo małego królestwa utrzymującego się z mocarstwowej pomocy, suniemy przez piękną pustynię Wadi Rum do Petry. Coraz bardziej spiętrzone pustynne góry i ostańce szczelnie kryją swój skarb. Nic nie widać. Dopiero po przejściu przez wielki wąwóz, gdzie pojawiają się już ślady miasta (droga!), stajemy jak wryci naprzeciwko fasady nazywanej skarbcem, choć prawdopodobnie była grobowcem. A to dopiero początek miejskich atrakcji. Petra jest ogromna! Na jej dokładne obejrzenie trzeba poświęcić kilka dni.

Więc kiedy wracasz, oglądając zachód słońca na pustyni i kupujesz w porcie w Akabie butelkę białego jordańskiego wina (okropne!), wiesz już wreszcie, czego chcesz. Wrócić tu.

PS Po powrocie sprawdziłem ceny wakacji w Jordanii - dwa razy drożej niż w pobliskim Egipcie. A chyba nie tak pięknie, przynajmniej w Akabie, stanowiącej część trójkąta wraz z Tabą (Egipt) i Eilatem (Izrael). A jednak są powody, żeby zacząć zbierać pieniądze.

Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej