Polska. Liw - pocztówka z mazowieckiej wsi

Kiedy Węgrów potrzebował kata, liwscy rajcowie odpowiedzieli: kata nie damy, bo trzymamy go dla wygody własnych mieszkańców
Jestem na ul. Senatorskiej, ale nie w Warszawie, lecz we wsi Liw, 75 km od stolicy. W XV w. były tu dwa odrębne miasta: Liw Stary i Liw Nowy. Wcześniej, w XI w., stał gród strzegący Mazowsza przed Jadźwingami i Litwinami. Na przełomie XIV i XV w. z polecenia księcia Janusza I Starszego na wzgórzu usypanym na nadrzecznych bagnach wzniesiono zamek. Budowniczym był mistrz Niclos, zwany Mikołajem, słynny murator książąt mazowieckich. Mistrz trzymał się obowiązującej wówczas mody na zamki rezydencje - Jan Długosz w "Dziejach Polski" zaliczył budowlę do najwspanialszych na Mazowszu.

Powstałe obok zamku podgrodzie otrzymało w 1421 r. prawa miejskie, dając się wyprzedzić Warszawie ledwie o 13 lat. Pół wieku później powstał Liw Nowy. W obu Liwach w XVI w. było ponad dwa razy więcej mieszkańców niż jest ich tu obecnie (poniżej tysiąca). Bo teraz jest tylko jeden Liw - połączenie nastąpiło po zniszczeniach spowodowanych przez potop szwedzki. Aby zachować pamięć o dwu Liwach, mieszkańcy wybierają dwu... sołtysów. Jeden zarządza Starym, a drugi Nowym Brzegiem, oddzielonymi rzeczką Miedzianką, która przed wiekami wyznaczała granicę między miastami.

***

Ostatnim śladem po miejskości Liwa jest właśnie ul. Senatorska, istniejąca od XVI w. Nawet siedziba urzędu gminy mieści się w powiatowym Węgrowie, 5 km dalej.

Wykorzystując blask dawnej świetności, Liw zabiega o widoczne miejsce na mapie Mazowsza. Najjaśniej błyszczą turnieje rycerskie rozgrywające się w przed zamkową basztą. Bo tyle zostało z dawnego grodu książąt mazowieckich i późniejszej siedziby liwskiego kasztelana.

W tym roku 20-21 sierpnia po raz dziesiąty dzielni wojacy z Bractwa Rycerskiego Ziemi Mazowieckiej i Podlaskiej będą potykać się w turniejach łuczniczym i kuszniczym oraz w wieloboju rycerskim. Wezmą też udział w bitwie o zamek. Będzie widowiskowy turniej tańców z ogniem i bieg strojnych dam. Ziemia Liwska zawsze dbała o elegancję. Tutejsi posłowie wybierani na lokalnych sejmikach stroili się w ciemnoszafirowe kontusze i żupany w kolorze słomkowym.

Oba Liwy kwitły, nagradzane ośmiokrotnie królewskimi przywilejami. Działało 6 młynów, 24 piekarzy, 14 gorzelników, 7 rzeźników i... 104 piwowarów. Surowo karano przestępców - Liw miał tzw. prawo miecza, co oznaczało, że sędziowie mogli wydawać wyroki śmierci wykonywane przez ścięcie. Kiedyś sąsiedni Węgrów pilnie potrzebował kata, ale liwscy rajcowie odpowiedzieli: - Kata nie damy, bo trzymamy go dla wygody własnych mieszkańców.

Liwianie z dumą przypominają, że patron "telewizyjnej" warszawskiej ulicy Jan Paweł Woronicz (1757-1829), zanim został prymasem Polski, był tutaj proboszczem. Po światłym proboszczu (bywał też poetą) ocalały na terenie przykościelnym tabliczki pod drzewami z sentencjami na cześć ochrony przyrody. Metalowe tabliczki okazały się trwalsze od drewnianego kościoła. Od 1907 r. parafianie mają kościół murowany, neogotycki, św. Leonarda Opata, wzniesiony według projektu słynnego Józefa Piusa Dziekońskiego (1844-1927), prekursora stylu wiślano-bałtyckiego. Autor 240 budowli, w tym 60 kościołów (m.in. Zbawiciela w Warszawie i katedry w Białymstoku), znalazł czas i dla Liwa.

***

Najazd szwedzki i wojenne pożary sprawiły, że Liw nie odzyskał dawnego znaczenia. Zamek Szwedzi zdobyli i ograbili - nie pomógł rozbudowany system bram obronnych i zwodzonych mostów oraz zaciekła obrona załogi. Później popadł w ruinę. A przed 1918 r. kupił go od władz carskich... kowal i w baszcie podkuwał wieśniakom konie. Po odzyskaniu niepodległości ruinę upaństwowiono i zabezpieczono. Odbudowa zamku rozpoczęła się podczas okupacji. Starosta - Niemiec - uwierzył w krzyżackie pochodzenie budowli. A kiedy historycy niemieccy uświadomili mu, że to nieprawda, polski archeolog - autor zmyślonej historii - musiał się ukrywać.

W czasie prac konserwatorskich w latach 1957-61 zadbano o basztę, ślady zwodzonego mostu i fragmenty murów, odbudowano barokową kancelarię byłego starostwa liwskiego z końca XVIII w. Mieści się tu obecnie muzeum-zbrojownia z cennymi okazami białej broni europejskiej i wschodniej (www.liw-zamek.pl). Według opinii znawców jest to największe tego rodzaju muzeum w Polsce. Można obejrzeć kolekcję bagnetów z 15 krajów, miecze masońskie, pałasze, szpady, jatagany i kindżały, broń palną skałkową i kapiszonową. W galerii portretów z XVII-XVIII są Józef Poniatowski, Tadeusz Kościuszko, Zbigniew Ossoliński z trzema synami. Nie można pominąć zbioru malarstwa i grafiki o tematyce batalistycznej (Wojciech Kossak, Tadeusz Ajdukiewicz). Swoistym rarytasem jest obraz nieznanego malarza pokazujący brawurowe forsowanie wpław półkilometrowej cieśniny przez konnicę hetmana Stefana Czarnieckiego w ataku na Szwedów na wyspie Alsen ("dla Ojczyzny ratowania rzucił się przez morze"). Zwraca uwagę bogaty zbiór miedziorytów francuskich i niderlandzkich grafików wykonanych według rysunków szwedzkiego majora Eryka Dahlberga, kwatermistrza generalnego szwedzkiej armii, późniejszego generała i feldmarszałka.

W barokowej części zespołu zamkowego zobaczymy portret Żółtej Damy, kasztelanowej liwskiej, straconej za niewierność. Dopiero po jej śmierci okazało się, że oskarżenia męża, kasztelana Kuczyńskiego, były bezpodstawne. Zaczęło się od tego, że kasztelan trzykrotnie ofiarował żonie złote pierścienie z brylantami, które ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Zazdrośnik nabrał przekonania, że żona opłaca pierścieniami kochanków. Sąd orzekł karę śmierci, a kat wykonał swoją powinność. Wkrótce potem pierścienie znaleziono w gnieździe sroki. Zrozpaczony kasztelan popełnił samobójstwo, uciekając przed duchem żony błąkającym się po zamkowych komnatach.

Duchów w Liwie jest więcej. Na błoniach wokół zamku krąży nocami księżna Anna Mazowiecka, ta sama, którą Bractwo Rycerskie Ziemi Mazowieckiej i Podlaskiej wybrało na patronkę corocznego turnieju. Do zobaczenia w Liwie!