Zachodnia Turcja. 1500 km i 1000 atrakcji w tydzień

Ponad 1,5 tysiaca kilometrów po zachodniej Turcji w tydzień. Bursa - Izmir - Pamukkale - Izmir - Stambuł - Bursa. Jako że transport kolejowy w Turcji odgrywa rolę marginalną, trasę pokonaliśmy autokarami i dolmuszami. Było pięknie i bez problemów, bo turysta w Turcji jest traktowany jak skarb.
Jeśli można coś w tym temacie dodać, to warto polecić firmę Nilüfer, oferujacą chyba najbardziej komfortowe warunki podróży po Turcji. Z biletami problemów nie ma praktycznie żadnych. Klienta w Turcji niezwykle się szanuje, wręcz go "porywa", gdy tylko przekroczy próg dworca. Tak jest praktycznie ze wszystkim, co chce się kupić. Trudno uniknąć wrażenia, że coś musi naprawdę nie istnieć, by turecki sprzedawca dał za wygraną.

Turcja: przystanek Bursa

Jeśli Tophane jest sercem Bursy, to jest to bardzo zaśmiecone serce. Ale jeśli mamy gdzieś znaleźć duszę Bursy, to właśnie tutaj, przy grobowcach Osmana i Orchana, w odległej osmańskiej historii. Stąd mamy wspaniałą panoramę na całe miasto, pełne średniowiecznych meczetów, grobowców, wiekowych murów - świadków największej świetności całego Imperium. Niestety, dziś dusza Bursy jest przykryta ogromnymi banerami lub zasypana śmieciami, zmorą całego kraju. Te śmieci psują całe widowisko, bo gdzieś tu, wraz z każdym pokonanym schodem, z jednej strony coraz lepsze widoki na miasto, a z drugiej szara rzeczywistość Bursy, której nie da się ominąć, nie da się tu czegoś nie nadepnąć.

"Wspinaczka" na Tophane, idąc od strony centrum handlowego Zafer Plaza, zajmuje ok. 20-30 minut. Droga nie jest zbyt dobrze oznakowana, łatwo można trafić na jakieś podwórko czy ślepą uliczkę prowadzącą donikąd. Chwilową irytację szybko jednak gasi widok schodów prowadzących na szczyt i coraz ciekawsze widoki na miasto. Prawdziwa rozkosz dla oka czeka nas na samej górze, miłośnicy lornetek mogą oczywiście skorzystać z tej przyjemności za jakieś 50 kr (ok. 1zł). A za naszymi plecami grobowce dwóch pierwszych sułtanów, którzy dali początek jednemu z największych Imperiów w historii.

Turcja: przystanek Izmir

Izmir wzbudza wśród wielu podróżników wręcz szaloną ekscytację. Tak zachwalany, na mnie zrobił wrażenie raczej zatłoczonej i pełnej przemysłowego brudu aglomeracji. To miasto z pewnością wiele zyskuje upalnym latem, wypełnione po brzegi zagranicznymi turystami zmierzającymi gdzieś na plaże w południowej części kraju. Ale zaledwie kilka dni spędzonych w Izmirze to było zdecydowanie za mało, by miasto zdołało rzucić nas na kolana. Długie wybrzeże, urokliwa zatoka, piękne zachody słońca - to wszystko prawda. Ale gdy pada deszcz, centrum Izmiru traci swój urok. Jest wręcz nudno. Izmir ma swoje usprawiedliwienie - zwycięska wojna o niepodległość przed 90 laty odbiła sie rykoszetem, trawiąc ogniem ogromną częśc miasta. Późniejszy Atatürk miał patrzeć na płonące miasto u boku swojej przyszłej "europejskiej" żony Latife.

Jeśli religijność danego miasta można zmierzyć liczbą zakrytych chustą kobiecych głów, to w porównaniu do Bursy w Izmirze miłośniczek tej mody jest znacznie mniej. Tutaj zdecydowanie łatwiej odnaleźć kemalistowską ideologię, w końcu trafiliśmy do miasta najbardziej wiernego przywódcy, temu samemu, który na ogromnym bilboardzie wyciąga ramię w kierunku morza.

Na Kordonie niemal slalomem omijamy powalone cielska psów, dość często są to już raczej szkielety. Wyglądają niczym zwłoki, ale jeszcze się ruszają, oddychają. Watachy bezdomnych psów stały się nieodłącznym elementem tureckiego pejzażu, problemem, który dotyka tu większość miast. Przed kilkoma miesiącami bezdomne psy śmiertelnie zaatakowały dwuletnie dziecko w Bursie, w samym centrum Stambułu bezdomne czworonogi nie wzbudzają większej sensacji. Rozwiązaniem problemu jest sterylizacja, ale niektórzy prewencyjnie podają zwierzakom truciznę.

Niepewną pogodę wynagrodziło nam Pamukkale i ciepła woda na wapiennych tarasach, tuż obok antycznego miasta Hierapolis. Drogę z Izmiru do Denizli pokonujemy w 3,5 godziny. Przesiadka w dolmusza i po jakichś 15 minutach docieramy do podnóża góry, która z daleka wygląda niczym śniegowa bryła. Początek maja, miejsce zatłoczone. Strach pomyśleć, co będzie w sezonie.

Turcja: przystanek Stambuł

Do Stambułu trafiłem ponownie po nieco ponad 3 latach. Trudno ukryć wrażenie, że Istiklal jeszcze bardziej wypiękniała. Podobnie jest na Cihangirze, niemal zupełnie wyczyszczonym z wszędobylskich śmieci. Do miasta dotarliśmy o 3 nad ranem i na przeogromnym Otogarze otarliśmy się o Trzeci Świat, pełen podziemnych uliczek, zakamarków i bezdomnych ludzi spędzających noc w kafejkach internetowych.

Ale w tym chaosie kilkunastomilionowego miasta znalazło się wystarczająco dużo porządku, by aparat cyfrowy samodzielnie odpłynął z Azji do Europy i powrócił. Wystarczyło kilka telefonów i kilka nerwowych chwil, czemu towarzyszyło poklepywanie mnie po plecach przez uśmiechniętego i jednocześnie niezwykle przejętego swoją misją strażnika miejskiego. Po jakichś 20 minutach vapur Mehmet Erdinç bezpiecznie dostarczył całą gamę wspomnień z południowo-zachodniej Turcji. Stambuł znowu okazał się przyjazny. Jak kilka godzin wcześniej, gdy potrzeba było znaleźć jakiś nocleg. Stambuł w samym środku nocy wygląda tak samo, jak wczesnym wieczorem - jakby nikt tutaj nie zważał na reguły czasowe. Życie toczy się w pełni.

Oczywiście z noclegiem nie mogło być tak całkiem łatwo. Dostajemy naszkicowaną naprędce mapę, kierującą nas do uragnionych łóżek. Wszystko wydaje się zawiłe, chaotyczne i pełne absurdu, jak choćby nasz budynek - "under construction". Mimo wszystko trafiliśmy dość szybko i bez większych problemów. Jeszcze mała rada - uważajcie na śliską nawierzchnię Istiklal, nocą pokrywa ją . piana.

W ogrodzie Tophane decydujemy się na çay w towarzystwie pięknego widoku na obie strony miasta. Moment zagapienia wystarczył, by kilkuminutowa przerwa przy çay przeistoczyła się w godzinne starcie z całym semaverem...

"In Turkey I am beautiful"

"In Turkey I am beautiful" - taki napis umieszczony przed wejściem do jednego ze sklepów sprawił, że wszedłem do środka bez jakiegokolwiek zaproszenia. Historia opisana przez pewnego Australijczyka, który w swoich wspomnieniach ze Stambułu wiele miejsca poświęcił właśnie temu miejscu i jego właścicielom. Ale co może zaskoczyć - w samym centrum najbardziej chaotycznego miasta w tej części regionu, i kto wie, może i całej Europy - właśnie tu trafiamy do miejsca pozbawionego jakiegokolwiek buyurun buyurun, nachalnego nawoływania, wciskania produktu czy wciągania do sklepu. Tutaj jest zupełnie inaczej - na rogu, kilkaset metrów od Błękitnego Meczetu. Stambuł uwielbia zaskakiwać.

Turcja - kraj kontrastów

Turcja to kraj pełen skrajności, absurdów. Kraj, którego prawdziwą stolicą i duszą jest miasto uważane za najbardziej europejskie. Gdzie każdego dnia setki tysięcy przedstawicieli różnych kultur i języków przemierzaja Istiklal i gdzie równocześnie lokalny Simit Sarayi skutecznie wypycha zachodnie macdonaldy.

Stambuł - stolica, która straszy i szokuje w nocy, powala swoim smrodem i wszędobylskim brudem. Ale temu wszystkiemu towarzyszy niekończąca się uliczna muzyka, budzący nas wczesnym rankiem dźwięk wydobywajacy się z minaretów czy odgłosy przepływających tankowców. W tym samym mieście granica między biedotą a bogactwem zaciera się w niewidocznym miejscu, ubóstwo XXI-wiecznej metropolii dotyka plecami tysiącletniej historii cieśniny. Nostalgia za utraconą świetnością doskonale komponuje się z zachmurzonym niebem, w Stambule jakby nieco posmutniałym. Ale jednocześnie niezwykle łatwo można odnaleźć tu energię, która co dzień wygania na ulice miliony ludzi walczących o przetrwanie - to właśnie ta ambicja przywraca miastu dawną potegę. W końcu wychodzi słońce.

W Turcji częstej irytacji ocierającej się o wściekłość wywołaną przez niekończące się buyurun towarzyszą uśmiechy mijanych ludzi. Walka o klienta, nawoływanie i natarczywość kelnerów pod mostem Galata, pełnym restauracji i barów, na moście niemal natychmiastowo przeistacza się w spokój i cierpliwość rybaków, którzy od wieków w tym samym miejscu czekają na rybę. Spacerowi po moście towarzyszy piękny widok na górujące nad cieśniną ogromne meczety, jakby zwrócone ku morzu, z minaretami wystrzelonymi w powietrze. Stambuł onieśmiela swoim pięknem, przytłacza swoim ogromem. Tutaj tylko zabytki pozostają na swoim miejscu. Cała reszta płynie.