USA. Historyczny Park Narodowy Kultury Chaco

Na terenie Historycznego Parku Narodowego Kultury Chaco znajduje się największe skupisko starożytnych ruin w Stanach Zjednoczonych. Budowle kanionu Chaco uczą historii, ale przede wszystkim pokory.
Wyruszyliśmy do kanionu Chaco o świcie drogą 550. Dolina Rio Grande była już dawno za nami, a Ghost Ranch zostało z boku, gdy nad wyschniętym księżycowym płaskowyżem zaświeciło słońce. Miała rację Georgia O'Keeffe, największa z amerykańskich artystek - o poranku kolory są tu najpiękniejsze. Niektóre wzgórza kończą się ostro urwanymi klifami w odcieniach łososiowych. Inne, niższe, są jak klepsydry sypane z nasion kukurydzy. Gdy O'Keeffe zmarła w Santa Fe w 1986 r., zgodnie z jej wolą prochy rozrzucono ze szczytu góry Pedernal po całej okolicy, przez którą właśnie przejeżdżamy.

Ten księżycowy krajobraz wypełniają miliony lat nagromadzonego życia. Martwa jest tylko asfaltowa czarna droga, która go przecina. Jeśli wierzyć Leslie Marmon Silko, poetce i pisarce pochodzącej z Laguna Pueblo, to do kanionu Chaco też nie jedziemy na spotkanie pustych ruin. W zwyczaju starożytnych Pueblo było chowanie zmarłych pod cienką warstwą piachu i gliny w opuszczonym pomieszczeniu przylegającym do części mieszkalnej. Tam też odkładano niepotrzebne, zużyte przedmioty. Z czasem dach zawalił się, nawiał kurz pustyni, do Pueblo dostawiono nowe pomieszczenie dla nowych mieszkańców. Kolejne pokolenia żyły odgrodzone przez ścianę czy podłogę od przodków, których ciała powoli rozpadały się w proch. Ten proch na pewno wypełnia dziś szczeliny budowli Chaco i może to nie wiatr, lecz ludzki szept słychać w tych murach. Będziemy słuchać.

Na terytorium Apaczów

Najpierw żywi. Znak przy drodze mówi, że wjechaliśmy na terytorium Apaczów Jicarilla. Dziwne, że udało im się tu przetrwać, bo znacznie lepiej czuli się na południu, w otwartej przestrzeni pogranicza amerykańsko-meksykańskiego. Wbrew temu, co Karol May pisał o szlachetnym wodzu Winnetou, Apacze byli raczej okrutnikami i postrachem regionu. Okres świetności przeżywali za Hiszpanów, gdy głównym źródłem ich dochodu były najazdy na puebla i porywanie niewolników, na których było zapotrzebowanie na ranczach białych kolonistów. W przeciwieństwie do krewnych Navaho, z którymi razem przybyli z dalekiej północy kilka wieków wcześniej, Apacze pozostali koczownikami. Konie stały się dla nich synonimem wolności, przemieszczali się na nich szybko i zjawiali nieoczekiwanie. Dopiero Stany Zjednoczone stały się problemem dla Apaczów, a Apacze problemem dla Stanów. Konfrontację przeżyli, ale zmarginalizowani, rozproszeni, słabi. Ten rezerwat obejmuje dosyć wąski pas ziemi ciągnący się po granicę z Colorado. Przy drodze 550 wystarczyło terenu zaledwie na postawienie hangaru Apache Nugget Casino z dużym parkingiem, pełnym mimo wczesnej pory. Casino to jedyna niejałowa ziemia rezerwatu, który już właściwie został za nami.

Za Nagezi zjeżdżamy na lokalną drogę, zgodnie ze znakiem kierującym na Chaco. Asfalt się skończył i ok. 40 km musimy pokonać gruntową drogą, z dziurami, bramkami dla bydła i dość głębokim, sypkim piaskiem. Czy uda się dojechać po tych wertepach do Parku Narodowego Kanionu Chaco? Może się zdarzyć, że bez pomocy Indian z okolicznych rancz nie wydostaniemy się do jutra. A tych rancz jest niewiele - jedno widać ok. dwa kilometry od drogi, drugie jeszcze dalej.

Tym pustynnym płaskowyżem, leżącym ponad 2 tys. m n.p.m. biegnie dział wodny pomiędzy Atlantykiem (Rio Grande do Zatoki Meksykańskiej) i Pacyfikiem (San Juan do Kolorado). Jak można tu cokolwiek wyhodować? Tylko w jednym miejscu widzę w oddali krowy przy studni napędzanej wiatrakiem. Ostrzeżenie przy drodze, by uważać na zwierzęta domowe, jest chyba dość starej daty. Podobnie jak to, by nie przejeżdżać przez wash (okresowa rzeka), gdy płynie nim woda. Wygląda, jakby nie płynęła od lat, więc przejeżdżamy śmiało.

Ruiny prekolumbijskiej Ameryki

Dojazd miał być świetnie oznakowany, ale nie jest. Polne drogi biegną w różnych kierunkach, a każdy wygląda na właściwy. Intuicyjnie wybieramy zakręty i po blisko dwóch godzinach otwiera się przed nami ogromny kanion z monumentalnym ostańcem na środku - Fajada Butte. Wyasfaltowana 20-kilometrowa pętla łączy najważniejsze zabytkowe obiekty na dnie kanionu.

Słowo "kanion" może być mylące w odniesieniu do Chaco, sama nazwa - hiszpańskie "chaco" - sugerowałaby teren nawadniany pod uprawy. Nie jest ani wąską gardzielą z pionowymi ścianami, ani zieloną oazą w środku pustynnego płaskowyżu San Juan. Jest długą na prawie 20, a szeroką na 4 km płaską doliną otoczoną 100-, 200-metrowymi klifami. Środkiem biegnie koryto niegdysiejszego potoku, w którym ani kropli dzisiaj nie widać. Na dnie tej równiny znajduje się osiemnaście znaczących ruin prekolumbijskiej Ameryki, z których największa - Pueblo Bonito - jest jednocześnie największą odkrytą w całej Ameryce Północnej.

Półkolisty mur zamyka 2 ha ziemi, na których stoją pomieszczenia mieszkalne i socjalne dla ok. 2 tys. osób: 800 izb i 32 kiwy (pomieszczenia rytualne). Najwyższa cześć puebla miała 5 kondygnacji. Cała dolina na długo przed odkryciami Kolumba huczała życiem. Dzisiaj tylko wiatr hula od krańca do krańca i rozwiewa czerwony pył po tym świecie, o którego istnieniu mało kto dzisiaj wie lub w ogóle w jego istnienie nie wierzy.

Budowle kanionu Chaco

Budowle kanionu Chaco uczą historii, ale przede wszystkim białego człowieka uczą pokory. Pueblo Bonito, Chetro Kelt, Hungo Pavi i pozostałe obiekty, które skrupulatnie oglądamy jeden po drugim, są współczesne najstarszym budowlom średniowiecznej Europy, są starsze od polskich Orlich Gniazd i w niczym im nie ustępują.

"W A.D. 1100 ludzie w Chaco Canyon budowali miasta z pięciopiętrowymi budynkami mieszkalnymi. Ich zaawansowanie w obserwacji nieba ustępowało jedynie astronomom Majów i Inków. A jednak ten ogromny kompleks wiedzy i wierzeń, gromadzony przez tysiąclecia, nie został nigdy spisany" - twierdzi Marmon Silko w "Yellow Woman and a Beauty of the Spirit. Essays on Native American Life Today" (s. 30, tłum. aut.). Kamienne ściany są wzniesione z ciosów tak precyzyjnych, że do ich wiązania nie była potrzebna żadna zaprawa, a i tak pewnie nawet mrówka nie przeciśnie się przez szparę. Ściany z czworokątnymi otworami okiennymi sięgały niegdyś szóstej kondygnacji, stropy były solidne, a kiwy perfekcyjnie okrągłe. Jeszcze bardziej zadziwiające jest to, że wszystkie budowle w Chaco wzniesiono według ścisłego planu, a nie przez chaotyczne dostawianie kolejnych elementów, jak to jest w dzisiejszych pueblach. Ten plan uwzględniał cztery podstawowe kierunki geograficzne oraz położenie słońca i księżyca. W niektórych obiektach używano precyzyjnych oznaczeń położenia niektórych gwiazd i poziomu wody. Dzisiaj, nawet w ruinie, budowle Chaco są ogromne, mogło tu mieszkać kilka tysięcy osób. Ale czy naprawdę na stałe tu mieszkali?

Jest prawie pewne, że Anasazi w Chaco nie trudnili się rolnictwem, chociaż należeli do kultury rolniczej, znali już na pewno kukurydzę. Archeolodzy wątpią również, czy puebla w Chaco były stałymi osiedlami, czy raczej czasowymi, w których zbierali się ludzie z różnych klanów rozproszonych na ogromnym obszarze od rzeki Kolorado i Rio Grande aż po Meksyk. Bogactwo wykopalisk, miedzi, turkusów, nawet piór i szkieletów papug ara, które żyją na południu w Meksyku i muszli morskich skłania archeologów do tezy o handlowej funkcji Chaco. Miejsce idealne, położone centralnie, z drogami we wszystkich kierunkach świetnie się do tego nadawało. Dlaczego je opuścili w dość krótkim czasie, pokojowo? Brak wody? Coraz dłuższe okresy posuchy?

Chaco pozostaje dla badaczy enigmą. Tyle materialnych śladów zostało na miejscu, tylu rzeczy doszukano się pod tysiącletnim pyłem, a jednak tak niewiele daje się z tego odczytać, tak niewiele do siebie pasuje. Wiadomo, że pierwsze budowle zaczęto stawiać ok. 800 r., ale ok. 1250 r. już nikogo tu nie było. Co działo się w tym przedziale wieków, jest mimo archeologicznych znalezisk równie zagadkowe jak to, co stało się potem. Gdy na te tereny przybyli Indianie Navaho, zastali już tylko bardzo dawne ślady po niegdysiejszych mieszkańcach. Nie znali ich, nie wiedzieli, kim mogli być, nazwali ich Anasazi - "ci starożytni". I tak przeszli do historii jako Anasazi.

Warto wiedzieć

Chaco Culture National Historic Park jest otwarty dla zwiedzających od świtu do zmierzchu przez cały rok; opłata - 8 dol. od samochodu lub 4 dol. od osoby na tydzień, prymitywny kemping - 10 dol./noc.

Centrum informacyjne - czynne w godz. 8-17, codziennie z wyjątkiem Święta Dziękczynienia, Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Obserwatorium astronomiczne - czynne: kwiecień-październik, wtorek, piątek, sobota.