Poznań. Śródka - zapomniana dzielnica

Wielu poznaniaków zmierza na Śródkę, najstarszą dzielnicę Poznania. Uliczka św. Jacka stała się sceną dla spektaklu Ósemek ?Spacer po Republice Śródeckiej?.
Jest piątkowy wieczór 21 maja 2010 r. Nerwowo spoglądam w niebo nad Poznaniem. Dzień był raczej chłodny i deszczowy, ale ma się wypogodzić. Dziś w mieście teatralne święto - wielu poznaniaków zmierza na Śródkę, najstarszą dzielnicę Poznania, zapomnianą przez Boga i mieszkańców spoza niej. Aby ją ożywić, Teatr Ósmego Dnia wymyślił widowisko "Drugie Miasto", do którego dołączyli ze spektaklami inni artyści.

Wypogodziło się, jak na zamówienie! Idąc na Śródkę od strony Ostrowa Tumskiego i placu katedralnego, dostaję do ręki ulotkę z programem widowiska. Wszystkie spektakle zaczynają się o godz. 22, więc trzeba coś wybrać na początek. Nie mam wątpliwości - chcę zobaczyć popularne Ósemki.

"Spacer po Republice Śródeckiej"

Trafiam bez trudu - prowadzi mnie scenografia widoczna już z mostu Biskupa Jordana - rozwieszone ponad ulicą pranie: białe koszule. Przechodzę przez most nad Cybinką, odnogą Warty. Stoi tu dopiero od trzech lat. Do jego budowy wykorzystano stalowe łukowe przęsło mostu św. Rocha z 1913 r. Operacja przesunięcia i postawienia przęsła w obecnym miejscu była pokazem precyzji poznańskiej szkoły inżynierskiej i logistycznej. Przesuwano je kilka tygodni, centymetr po centymetrze, przy niebywałym zainteresowaniu poznaniaków. Najwięcej mieszkańców zgromadziło się jednak w czasie przenoszenia przęseł ponad mostem Mieszka na Warcie (pokazały to nawet zagraniczne stacje telewizyjne). Oddano go do użytku w grudniu 2007 r.

Nawet się nie spostrzegłam, gdy znalazłam się na ul. Ostrówek. Fasady starych kamienic to dziś tło dla "Luminacji" grupy Środek Świata. Niebieskie światła uwypuklają ładne detale, np. stare, kute w żelazie balkony, ale obnażają ich zardzewiałe balustrady i odrapane tynki. Można zostawić widowisko na chwilę, potem wrócić, bo powtarza się co kilka minut i potrwa tak długo, jak będą widzowie. Tak właśnie robię. Po starym bruku idzie się niewygodnie, ale już po paru krokach jestem przy ulicy św. Jacka, najkrótszej w Poznaniu. Ma niespełna 50 m długości, brukowaną nawierzchnię z niewielkimi rynsztokami po bokach. Nie była taka na początku. Budowana w latach 70. XX w. Trasa Chwaliszewska potrzebowała nowych terenów, wkroczono więc na Śródkę i skrócono ulicę. Ucierpiała wówczas cała dzielnica. Zburzono stary most Cybiński, a hałaśliwa arteria komunikacyjna przecięła historyczne dzielnice - Ostrów Tumski, Śródkę i Komandorię - mocno burząc ich zabytkowy układ. Wegetując na uboczu przelotowej trasy, Śródka zaczęła podupadać.

Ale tego wieczoru króciutka ul. św. Jacka jest sceną dla spektaklu Ósemek "Spacer po Republice Śródeckiej". Stoją tu naturalnej wielkości stylizowane sylwetki postaci od lat związanych z dzielnicą. Z głośniczków zamontowanych w ich wnętrzu własnym głosem opowiadają swoje historie. Wykorzystano siedem, może osiem życiorysów zwykłych mieszkańców Śródki. Wyjątkowości temu wydarzeniu dodaje fakt, że ci ludzie, spacerując teraz po ulicy rozmawiają z aktorami i z publicznością, żywo uczestniczącą w widowisku.

Słucham głosu kobiety, która opowiada o rodzinie Powaliszów - witrażystów ze Śródki. To pani Maria, stoi obok mnie. Pięknie wygląda, bo to dla niej niebywałe święto, jedyne takie w życiu.

Rynek Śródecki

Opuszczam na chwilę ulicę św. Jacka i Ósemki, by pójść na rynek Śródecki. Na jego wschodniej pierzei od ul. Bydgoskiej za chwilę rozpocznie się spektakl "Tunel" Teatru Biuro Podróży. Spóźniają się, więc się odwracam, by spojrzeć na poreformacki kościół św. Kazimierza, stojący na wzgórzu od XVII w. i przylegające do niego gmachy byłego zakonu reformatów z lat 1693-1704. Po kasacie klasztoru w 1832 r. było tu seminarium nauczycielskie, a obecnie jest Zakład dla Głuchoniemych - w bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się szkoła dla dzieci głuchych.

Biura Podróży nadal nie ma, więc wracam na Rynek Śródecki. Wideofreski rozświetlają plac, na którym gwarnie i tłoczno. Być może tak jak za dawnych lat, kiedy był większy od Starego Rynku. Mieszkali tu głównie kupcy, w każdą środę odbywał się targ - stąd nazwa dzielnicy. Przy kościele św. Małgorzaty z XIII w. też zebrał się tłumek. To dobry punkt obserwacyjny. Naprzeciwko zamknięte niedawno kino Malta, ważne, szczególnie dla studentów z pobliskiej Politechniki. Dzięki grupie Galeria Starter nieczynny neon ma dziś swoje pięć minut - właśnie rozświetlają się jego litery.

Wracam na ulicę św. Jacka, gdzie ciągle trwa spektakl Ósemek (powtarza się co 20 minut do ostatniego widza). Przystaję przy stylizowanej sylwetce Gerarda Cofty. On sam też tu jest, właśnie pozdrawia aktorów, potem rozmawia z młodzieżą. Nic dziwnego - to emerytowany nauczyciel fizyki, legendarna postać Śródki. Urodził się w kamienicy przy Rynku ponad 70 lat temu. Jako chłopiec szalał z kolegami na ryneczku na hulajnodze z dwóch desek i metalowego łącza z łożyskami zamiast kół, które niemiłosiernie hałasowały. Mieszka tu nadal i działa w radzie osiedla. Wspominając dawną Śródkę, tęskni za małym miasteczkiem, jakim była - choć już od 1800 r. jest częścią Poznania. Było tu wszystko: rynek, piekarnie, sklepy kolonialne, szkoły, kościół, fabryki i zakłady produkcyjne (mieszkając na Ratajach, przyjeżdżałam tu do szklarza, by oprawić stare rodzinne zdjęcia). Mieszkańcy Śródki byli samowystarczalni.

O sklepach kolonialnych, czterech rzeźnikach, tyluż krawcach i szewcach mówi dziś z sentymentem pan Ferdynand Radtke. Wspomina też ciotkę z Opola, która zawsze była ciekawa, "co tam w Republice Śródeckiej słychać?". Śródka miała też swoje "rekiny z Cybiny", jak nazywano harcerzy, miłośników kąpieli w rzeczce - opowiada Jan Mróz, inny bohater spektaklu Ósemek.

W dzielnicy wszyscy się znali i wzajemnie sobie pomagali. - To była jedna wielka rodzina - wspomina pani Grażyna. Ona, pan Cofta i inni żywią nadzieję, że kiedyś znowu tak będzie, bo ludzie tu urodzeni - wracają I tak jak dzisiejszego wieczoru o godz. 23.45 wszyscy spotkają się na Ostrówku na Fieście Śródeckiej - zapraszają Ósemki. Dzisiejsza ulica Ostrówek, łącząca tereny przykatedralne ze Śródką, była dawniej najmniejszym miastem Korony Polskiej.

***

Na Śródkę wróciłam w zimowe niedzielne przedpołudnie. Cicho tu i spokojnie, ale nie sennie. Rodziny z dziećmi przechadzają się po moście św. Jordana z widokiem na dolinę Warty. Słyszę, jak mama tłumaczy dziecku, skąd się tu wzięło tyle kłódek. Młode pary przychodzą na ślubne sesje zdjęciowe i na pamiątkę pozostawiają kłódki z wygrawerowanymi inicjałami, czasem imionami i datą ślubu.

Na Rynku zatrzymuję się przed tablicą informacyjną. Czytam, że w przebudowywanych pomieszczeniach kina Malta ma powstać Katedralna Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna. W słońcu ładnie wygląda kościół św. Małgorzaty. W środku warto zobaczyć późnobarokowe wyposażenie i wczesnogotyckie portale w kruchcie.

W sąsiedztwie, przy ul. Filipińskiej stoi pięknie odnowiony niewielki klasztor Ojców Filipinów. Żółty tynk na fasadzie i białe portale podkreślają późnobarokowy styl.

Wspomnienie dawnej świetności czy coś drgnęło na Śródce?