Recenzja książki: Wyprawa szaleńców
02.05.2011
, aktualizacja: 04.05.2011 12:22
"Wyprawa szaleńców" to lektura, którą zabrałabym na bezludną wyspę. Doskonale sprawdzi się też podczas rejsu - po mazurskich jeziorach i dalej.
Ta książka jest o morzu i szaleństwie, ale tak naprawdę zaczęło się od lodu, rozsądku i wytrwałości. Gdy dwa lata temu przeczytałam "Antarktyczną podróż Sir Ernesta Shackletona", zapis 9 miesięcy z życia grupki śmiałków, którzy wyruszyli na podbój Antarktydy, lecz uwięzieni w lodowym paku (ich statek został zmiażdżony przez potężne lodowe kry), bez realnych szans na przetrwanie, zmuszeni byli stoczyć śmiertelną walkę o życie, wiedziałam, że z niecierpliwością będę czekać na kolejną książkę z serii "360 stopni" (wydawnictwo Mayfly). Doczekałam się i nie zawiodłam - 22 kwietnia 2011 roku ukazał się pakiet: książka Petera Nicholsa "Wyprawa szaleńców" i film "Na głęboką wodę", dzieło twórców "Czekając na Joe".
„Wyprawa szaleńców” opowiada historię dziewięciu mężczyzn, którzy w roku, w którym człowiek postawił po raz pierwszy stopę na Księżycu, ruszyli w morski wyścig dookoła świata - każdy z nich chciał opłynąć kulę ziemską bez zawijania do portów - po raz pierwszy w historii żeglarstwa. Pośród tej dziewiątki znaleźli się zarówno doświadczeni i utytułowani marynarze z długoletnim stażem, jak i pewien farmer w średnim wieku. I wreszcie on - Daniel Crowhurst, 36-letni inżynier elektryk, niedzielny żeglarz bez doświadczenia, wiedzy i pieniędzy, który tak, postanowił wygrać.
Gdy niemal cały świat emocjonował się regatami "Golden Globe" (bo tak właśnie nazywał się ów słynny, rozegrany w 1968 roku wyścig), Peter Nichols był chłopcem, nieświadomym jeszcze, że także jego życie zwiąże się nierozerwalnie z morzem. Na książkę o "Golden Globe" natrafił przypadkiem, historia pochłonęła go jednak bez reszty. Zbieraniu dokumentacji, przeczesywaniu archiwów, ale także samotnej żegludze przez Atlantyk poświęcił kolejne lata - cały czas pamiętając o tym, że to właśnie opowieść o dziewięciu uczestnikach pierwszych wielkich regat dookoła kuli ziemskiej zmieniła jego własne życie.
Trudno się Nicholsowi dziwić - dzieje regat "GG" to historia mająca w sobie zapach i smak pierwszych odkryć, a nadto tak nieprawdopodobna, że myślenie o niej towarzyszy czytelnikowi jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony. Mamy tu opis świata, który nie zmienił się od tysiącleci (szalejące żywioły Oceanu Południowego, pochłaniającego każdego, kto nie okaże wystarczająco dużo pokory wobec sił natury, któremu zabraknie umiejętności, wiedzy, ale i szczęścia), ale i świata, który dziś już nie istnieje - bez transparentnej dla nas obecności zaawansowanej technologii - satelitów, GPS-u, komputerów, za to z sekstansem i obserwacją pozycji gwiazd - niczym wiele wieków wcześniej, podczas wypraw Marco Polo. Mamy całą plejadę bohaterów - od posągowego niemal sir Robina Knox-Johnstona, zwycięzcę regat, przez prawdziwego outsidera, poetę Bernarda Moitessiera (który po ukończeniu regat, ku zaskoczeniu wszystkich - może z wyjątkiem świetnie znającej go żony - postanowił nie zawijać do portu macierzystego, lecz okrążyć ziemię jeszcze raz), aż po Daniela Crowhursta, jednego z najbardziej romantycznych bohaterów, z jakimi przyszło mi się zetknąć w literaturze - niemającego najmniejszych szans na wygraną, lecz gotowego grać va banque, wybierającego swoją drogą w sytuacji teoretycznego braku wyboru.
Już sam tytuł tej książki - "Wyprawa szaleńców" - brzmi dobrze, nie jest jednak obliczony na sensację ani prosty marketing. Te dwa słowa to, zaledwie i aż, doskonały, kompaktowy opis zawartości. "Wyprawa", bo Nichols opisuje prawdziwą wyprawę, podróż w rozumieniu, jakiego może prawie już dziś nie znamy - gdzie decyzja wyruszenia w drogę wiąże się z wielkim ryzykiem przegranej, a na szali leżą nie tylko prestiż i klęska, ale przede wszystkim życie i śmierć. "Szaleńców", bo bohaterowie tej niezwykłej opowieści to postacie co najmniej nietuzinkowe (i przy ówczesnych możliwościach podejmujące się rzeczy prawie niemożliwej do wykonania), a jeden z nich faktycznie stoczy się w szaleństwo. To, co ujmuje w książce Nicholsa to także język - prosty, klarowny, wartko płynąca narracja, bogactwo szczegółów, które tworzą postacie (Crowhurst zabrał na pokład całą masę pojemników Tupperware i sic! "Ogólą teorię względności" Einsteina, żadnych powieści). Więcej nie zdradzam. "Wyprawa szaleńców" to lektura, którą zabrałabym na bezludną wyspę. Doskonale sprawdzi się też podczas rejsu - po mazurskich jeziorach i dalej.
Informacje o autorze
Peter Nichols spędził na morzu dziesięć lat. Był kapitanem jachtu - żył i podróżował na pokładzie swojej małej drewnianej łodzi, obecnie zaś zajmuje się pisaniem książek. Jest autorem dwóch cenionych publikacji opisujących jego przygody na morzu: "Sea Change: Alone Across the Atlantic in a Wooden Boat", oraz "Voyage to the North Star". Prowadził także warsztaty literackie na Uniwersytecie w Georgetown. Aktualnie mieszka w północnej Kalifornii i Francji.
Informacje o książce:
Książka ukazała się z filmem "Na głęboką wodę" będącym tłem zmagań kilkunastu samotników w pierwszym rejsie dookoła świata. Film opiera się na prawdziwej historii, której przypadkowym bohaterem staje się żeglarz amator, niedzielny kapitan Donald Crowhurst. Ojciec czwórki dzieci bez większych doświadczeń żeglarskich zaciąga dług, by zbudować łódź zdolną przetrwać 10-miesięczny rejs bez zawijania do portów. Osmond i Rothwell w opowieści o niezwykłej podróży Crowhursta wykorzystali wszystkie możliwe źródła - opowieści uczestników wyścigu, sponsorów, rodzin żeglarzy i utrwalone na taśmie 16 mm migawki z samego wydarzenia sprzed 40 laty. Jak Aguirre i Kurtz przed nim tak Donald Crowhurst w filmie twórców "Czekając na Joe" i "Zew ciszy" stacza się nieubłaganie w mrok szaleństwa.
Więcej na www.360stopni.org
Turystyka.gazeta.pl objęła patronat nad książką i filmem.
„Wyprawa szaleńców” opowiada historię dziewięciu mężczyzn, którzy w roku, w którym człowiek postawił po raz pierwszy stopę na Księżycu, ruszyli w morski wyścig dookoła świata - każdy z nich chciał opłynąć kulę ziemską bez zawijania do portów - po raz pierwszy w historii żeglarstwa. Pośród tej dziewiątki znaleźli się zarówno doświadczeni i utytułowani marynarze z długoletnim stażem, jak i pewien farmer w średnim wieku. I wreszcie on - Daniel Crowhurst, 36-letni inżynier elektryk, niedzielny żeglarz bez doświadczenia, wiedzy i pieniędzy, który tak, postanowił wygrać.
Gdy niemal cały świat emocjonował się regatami "Golden Globe" (bo tak właśnie nazywał się ów słynny, rozegrany w 1968 roku wyścig), Peter Nichols był chłopcem, nieświadomym jeszcze, że także jego życie zwiąże się nierozerwalnie z morzem. Na książkę o "Golden Globe" natrafił przypadkiem, historia pochłonęła go jednak bez reszty. Zbieraniu dokumentacji, przeczesywaniu archiwów, ale także samotnej żegludze przez Atlantyk poświęcił kolejne lata - cały czas pamiętając o tym, że to właśnie opowieść o dziewięciu uczestnikach pierwszych wielkich regat dookoła kuli ziemskiej zmieniła jego własne życie.
Trudno się Nicholsowi dziwić - dzieje regat "GG" to historia mająca w sobie zapach i smak pierwszych odkryć, a nadto tak nieprawdopodobna, że myślenie o niej towarzyszy czytelnikowi jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony. Mamy tu opis świata, który nie zmienił się od tysiącleci (szalejące żywioły Oceanu Południowego, pochłaniającego każdego, kto nie okaże wystarczająco dużo pokory wobec sił natury, któremu zabraknie umiejętności, wiedzy, ale i szczęścia), ale i świata, który dziś już nie istnieje - bez transparentnej dla nas obecności zaawansowanej technologii - satelitów, GPS-u, komputerów, za to z sekstansem i obserwacją pozycji gwiazd - niczym wiele wieków wcześniej, podczas wypraw Marco Polo. Mamy całą plejadę bohaterów - od posągowego niemal sir Robina Knox-Johnstona, zwycięzcę regat, przez prawdziwego outsidera, poetę Bernarda Moitessiera (który po ukończeniu regat, ku zaskoczeniu wszystkich - może z wyjątkiem świetnie znającej go żony - postanowił nie zawijać do portu macierzystego, lecz okrążyć ziemię jeszcze raz), aż po Daniela Crowhursta, jednego z najbardziej romantycznych bohaterów, z jakimi przyszło mi się zetknąć w literaturze - niemającego najmniejszych szans na wygraną, lecz gotowego grać va banque, wybierającego swoją drogą w sytuacji teoretycznego braku wyboru.
Już sam tytuł tej książki - "Wyprawa szaleńców" - brzmi dobrze, nie jest jednak obliczony na sensację ani prosty marketing. Te dwa słowa to, zaledwie i aż, doskonały, kompaktowy opis zawartości. "Wyprawa", bo Nichols opisuje prawdziwą wyprawę, podróż w rozumieniu, jakiego może prawie już dziś nie znamy - gdzie decyzja wyruszenia w drogę wiąże się z wielkim ryzykiem przegranej, a na szali leżą nie tylko prestiż i klęska, ale przede wszystkim życie i śmierć. "Szaleńców", bo bohaterowie tej niezwykłej opowieści to postacie co najmniej nietuzinkowe (i przy ówczesnych możliwościach podejmujące się rzeczy prawie niemożliwej do wykonania), a jeden z nich faktycznie stoczy się w szaleństwo. To, co ujmuje w książce Nicholsa to także język - prosty, klarowny, wartko płynąca narracja, bogactwo szczegółów, które tworzą postacie (Crowhurst zabrał na pokład całą masę pojemników Tupperware i sic! "Ogólą teorię względności" Einsteina, żadnych powieści). Więcej nie zdradzam. "Wyprawa szaleńców" to lektura, którą zabrałabym na bezludną wyspę. Doskonale sprawdzi się też podczas rejsu - po mazurskich jeziorach i dalej.
Informacje o autorze
Peter Nichols spędził na morzu dziesięć lat. Był kapitanem jachtu - żył i podróżował na pokładzie swojej małej drewnianej łodzi, obecnie zaś zajmuje się pisaniem książek. Jest autorem dwóch cenionych publikacji opisujących jego przygody na morzu: "Sea Change: Alone Across the Atlantic in a Wooden Boat", oraz "Voyage to the North Star". Prowadził także warsztaty literackie na Uniwersytecie w Georgetown. Aktualnie mieszka w północnej Kalifornii i Francji.
Informacje o książce:
Książka ukazała się z filmem "Na głęboką wodę" będącym tłem zmagań kilkunastu samotników w pierwszym rejsie dookoła świata. Film opiera się na prawdziwej historii, której przypadkowym bohaterem staje się żeglarz amator, niedzielny kapitan Donald Crowhurst. Ojciec czwórki dzieci bez większych doświadczeń żeglarskich zaciąga dług, by zbudować łódź zdolną przetrwać 10-miesięczny rejs bez zawijania do portów. Osmond i Rothwell w opowieści o niezwykłej podróży Crowhursta wykorzystali wszystkie możliwe źródła - opowieści uczestników wyścigu, sponsorów, rodzin żeglarzy i utrwalone na taśmie 16 mm migawki z samego wydarzenia sprzed 40 laty. Jak Aguirre i Kurtz przed nim tak Donald Crowhurst w filmie twórców "Czekając na Joe" i "Zew ciszy" stacza się nieubłaganie w mrok szaleństwa.
Więcej na www.360stopni.org
Turystyka.gazeta.pl objęła patronat nad książką i filmem.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl












