Turystyka ekstremalna. W pogoni za tornadem

29.03.2011 11:17
W pogoni za tornadem

W pogoni za tornadem (Fot. Shutterstock)

Z początkiem kwietnia w Tornado Valley w USA rozpoczyna się sezon polowań na tornado, a wraz z nim turystyczny biznes. W opcji all inclusive dostajemy nocleg, transport, przewodnika i możliwość bliskiego spotkania z niszczycielką siłą.
Jedni przed niszczycielską siłą natury uciekają, inni wręcz muszą zapłacić, by stanąć z nią oko w oko. Z początkiem kwietnia w Tornado Valley w USA rozpoczyna się sezon polowań na tornado, a wraz z nim turystyczny biznes. W opcji all inclusive dostajemy nocleg, transport, przewodnika i ryzyko bliskiego spotkania z chmurą odłamków i pyłu.

Kiedy w 1995 roku na ekranach kin pojawił się film Twister, liczba łowców tornad i pasjonatów tego zjawiska zaczęła lawinowo rosnąć. Na małym ekranie odpowiednik Twistera doczekał się premiery w tematycznych kanałach geograficzno-podróżniczych. To tam na początku tego wieku zaczęto emitować wyścigi w poszukiwaniu niszczycielskich sił w USA. Równie szybko zauważono, że turystów, żądnych wrażeń wprost z telewizyjnych materiałów przybywa na tyle, że można na nich zarobić. Nie trzeba było więc długo czekać, by powstały wyspecjalizowane biura podróży, które zaczęły profesjonalnie organizować wyjazdy w pogoni za tornado.

Chętnych nie brakuje

Zainteresowani tematem trafiamy na internetową stronę www.stormchasertv.com która na pierwszy rzut oka przypomina witrynę fanów tego zjawiska. Szybko się jednak okazuje, że to strona wyspecjalizowanego w pogoniach za tym żywiołem amerykańskiego biura podróży. Na kolejnych podstronach znajdujemy konkretne oferty zorganizowanych wyjazdów w poszukiwaniu tornada. Jako że po jej dogłębnym przejrzeniu nie zdobywamy odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania, wysyłamy je na podany na stronie email.

Todd Thorn, właściciel biura podróży Storm Chasing Adventure Tours, odpisuje nam dopiero po dwóch tygodniach. Dlaczego tak długo? Bo w marcu trwają w Bozeman intensywne przygotowania do rozpoczynającego się w kwietniu sezonu na tornada. Todd wyznaje w napisanym do nas emailu, że polskich turystów nie gościł, więc z tym większą chęcią opowie o swoim biznesie licząc, że nasz artykuł napędzi mu w następnych latach klienteli z kraju nad Wisłą.

Właściwie to chyba bardzo się myli, bo polskich turystów skłonnych wydać 2600 dolarów za siedmiodniową wycieczkę po Tornado Valley pewnie można byłoby zliczyć na palcach jednej ręki. Na zainteresowanie rodaków narzekać jednak nie może. - Z roku na rok zgłasza się coraz więcej chętnych. Już w lutym mieliśmy sprzedane wszystkie wycieczki na maj i czerwiec. Teraz zostały nam tylko dwa wolne miejsca na pierwszą objazdówkę w końcówce kwietnia - wyjawia Todd.

Dolina tornad

Tornado Valley położone jest na terenie Wielkich Równin w USA. To tam najczęściej spotkać można tworzące się kłębiaste chmury i leje, które są zaczątkiem wielkiej niszczycielskiej siły. Połączenie ciepłego, wilgotnego powietrza z Zatoki Meksykańskiej i suchego wiatru na wschód od Gór Skalistych czynią ten obszar doskonałą lokalizacją dla narodzin tego zjawiska. Siedziba Storm Chasing Adventure Tours znajduje się w niewielkim miasteczku Bozeman, w stanie Montana, niedaleko granicy z Kanadą. Jednak bazy wypadowe w poszukiwaniu tornada zlokalizowane są w innych miejscach. - Obecnie wyjeżdżamy na objazdówki z trzech miast: z Denver, Amarillo w stanie Texas i z Grand Island w Nebrasce - opowiada Thorn.

"Bo na facebooku trzeba być kimś"

Choć oficjalną misją firmy Todda jest pogłębianie wśród turystów wiedzy o zjawiskach przyrodniczych i meteorologicznych, to trudno nie mieć wrażenia, że przyjeżdża się tu głównie dla adrenaliny.

- Oczywiście są też i tacy, którzy przyjeżdżają z powodów niezdrowego zainteresowania tego żywiołem albo tacy, którym fotki na tle piramid w Egipcie dawno się znudziły - wyznaje Todd. - Dziś na facebooku musisz być kimś, mieć nieszablonowe zdjęcia i móc o czymś opowiadać znajomym i rodzinie - dodaje. Jednak bardzo mocno podkreśla, że posiadany przez nich wysokiej klasy sprzęt oraz częsta obecność naukowców badających te zjawiska wskazuje, że jako firma nie nastawiają się na zysk, mogący budzić kontrowersje.

To na czym tak na prawdę polega zabawa? Uczestnicy takiej wycieczki wypatrują tworzące się w kłębiastych chmurach komórki, które stanowią zalążek tornada. Przewodnikiem zazwyczaj są specjaliści, którzy wraz z profesjonalnym sprzętem satelitarnym potrafią określić z dość dobrą precyzją gdzie i kiedy można spodziewać się warunków, dzięki którym powstają takie zjawiska.

- Turystów dzielimy na małe, kilkuosobowych grupy. Zabieramy ich mini vanami, gdzie każdy z nich ma miejsce przy oknie - dzięki temu może z łatwością obserwować otaczające go zjawiska - tłumaczy właściciel Storm Chasing Adventure Tours. Taka organizacja wyjazdów pozwala na szybsze przemieszczanie się, a co za tym idzie, rośnie szansa zobaczenia większej ilości żywiołów. Uczestnicy wycieczek proszeni są o zabranie jedynie najbardziej potrzebnych rzeczy, nie rzadko tylko kamery wideo i aparatów fotograficznych.

Uwiecznienie siebie na zdjęciu jak w najbliższej odległości od trąby tornada to dla niektórych główny cel takich wypadów. Jeśli tornado zbliża się na niebezpieczną dla turystów odległość, przewodnik daje znać i wnet mała grupa zapaleńców odjeżdża mini vanem. - W takich sytuacjach małą grupą jest łatwiej zarządzać. Jeśli zabierasz sześć osób, to wszystkich jesteś w stanie ogarnąć wzrokiem, łatwo ich policzysz, wskoczysz za kierownicę i bez większych manewrów jak w przypadku dużych autokarów, odjeżdżasz z takiego miejsca, zostawiając tornado jedynie za szybą pojazdu - opowiada Todd Thorn.

Czy jest bezpiecznie? Niekoniecznie

Jak wyjawia w emailu Todd, wielu turystów pyta go jak blisko tornada się znajdą i czy w ogóle mają gwarancję zobaczenia niszczycielskiej siły na własne oczy. - Gwarancji nigdy nie ma, wszak to zjawisko niezależne od ludzi. Jak blisko podjeżdżamy? Nawet na kilkaset jardów - tłumaczy Thorn. Jeśli przyjmiemy, że kilkaset jardów, to mniej więcej 400-600 metrów, to pojawia się pytanie, z jaką prędkością porusza się tornado i jaki czas potrzebny jest do ucieczki, jeśli zbliża się ono na niebezpieczną odległość?

- Mamy bardzo zaawansowane technologicznie narzędzia i sprzęt, dzięki którym wiemy z jaką prędkością porusza się żywioł, jakiej szerokości jest lej i na jak blisko możemy bezpiecznie podjechać. Nie mieliśmy na razie żadnych groźnych wypadków - uspokaja Thorn. Zastanawiamy się jednak co w sytuacji, kiedy van odmówi posłuszeństwa i pozostanie nam ucieczka jedynie o własnych siłach? Todd twierdzi, że w pobliżu zawsze znajduje się drugi pojazd, który może w sytuacjach awaryjnych zabrać grupkę osób z pojazdu, który odmówił posłuszeństwa. Gdyby jednak nasi znajomi lub rodzina chciała wiedzieć, co się z nami dzieje, istnieje możliwość śledzenia trasy wycieczek na żywo w internecie.

Pod adresem www.stormchasertv.com można sprawdzić bieżącą pozycję każdego z pojazdów. Klikając w ikonę jednego z vanów na mapie, wyświetlamy relację tv na żywo z kamery, umieszczonej najczęściej na dachu samochodów, którym poruszają się turyści. Samodzielnie można podróżować od 16 roku życia. Dzieci od 12 do 16 lat muszą posiadać przynajmniej jednego dorosłego opiekuna. Warunkiem koniecznym dla wszystkich uczestników jest dobra kondycja fizyczna, która umożliwia sprawne przemieszczanie się.

Wysoka cena adrenaliny

Todd w odpowiedzi na nasze pytania nie mówi wprost, jakie zyski generuje jego firma. Patrząc jednak na cennik, można odnieść wrażenie, że biznes jest lukratywny. W ofercie są jednodniowe wyjazdy w cenie 300, jak i tygodniowe wypady za 2600 dolarów. W opcjii all inclusive dostajemy zakwaterowanie w hotelach, opiekę przewodnika-specjalisty i rzecz jasna transport. Za wyżywienie trzeba dodatkowo zapłacić: - Nie dużo, od 15 do 30 dolarów za dzień - wyjaśnia Todd. Na naszym karku pozostaje także pełna odpowiedzialność na własne zdrowie i życie oraz dojazd do miasta-bazy wypadowej.

W ofercie znajdują się także specjalne wycieczki dla mediów. Także i te zostały już sprzedane. Todd twierdzi, że nie różnią się one niczym od tych, dla przeciętnych śmiertelników. - Na każdej wycieczce masz takie same szanse, by zobaczyć tornado na własne oczy. W żadnym wypadku nie faworyzujemy mediów, choć musimy liczyć się z tym, że ich sprzęt jest znacznie cięższy do tego amatorskiego. Nie podjeżdżamy zatem zbyt blisko, bo operator kamery jest rzecz jasna w takich sytuacjach mocno ograniczony. Nadrabiają z kolei lepszym przygotowaniem i zaawansowaną technologią, która pozwala im nagrać żywioł z większej odległości - wyjaśnia Todd.

Do tej pory słowo "ryzyko" w turystyce kojarzone jest z niebezpiecznymi wspinaczkami górskimi, spływami kajakowymi czy kolarstwem górskim. Tornado tourism ewidentnie nadaje nowy wymiar temu słowu. Amerykańcy risk tourists , bo tak z angielskiego nazywa się turystów-łowców tornad, to już pokaźna w USA dziś grupa zapaleńców. Tak jak śmierć alpinistów chcących zdobyć Mount Everest nie zniechęciła innych, tak pierwsza ofiara tornado tourism za pewne nie zniechęci kolejnych, żądnych wrażeń i ryzyka turystów. Na koniec materiał wideo jednej z amerykańskich stacji telewizyjnych, których dziennikarze uczestniczyli w pogoni za tornado.



Artykuł pochodzi z serwisu traveladvisor.pl

Zobacz także
  • Irlandzkie piwo Guinness Bruksela, Praga, Dublin, czyli europejskie stolice piwa
  • W pobliżu GR20 na Korsyce Top 5 najtrudniejszych szlaków świata
  • indie, kuchnia, jedzenie Podróże kulinarne. Gdzie zjemy najsmaczniej?
Skomentuj:
Turystyka ekstremalna. W pogoni za tornadem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei