Turcja. Pocztówka z Kayaköy

Wokół setki opuszczonych kamiennych domów, a jeszcze 90 lat temu było to tętniące życiem miasteczko zamieszkane przez Greków i Turków.
Do Kayaköy dotarliśmy dolmuszem z Fethiye. Spacerując wśród ruin, mijamy dobrze zachowane i częściowo zburzone budynki. Żaden nie ma dachu, drzwi i okien. W pustych alejkach cisza, z nieba leje się żar, jest bezwietrznie. W tym posępnym dziś miejscu do lat 20. XX w. życie toczyło się zwyczajnie, jak w każdym małym miasteczku. Rzemieślnicy pracowali w warsztatach, dzieci chodziły do szkół albo bawiły się na uliczkach, starcy palili fajki wodne i grali w tavlę w czajchanach. Od czasu do czasu ulicami Levissi (tak Grecy nazywali swoje miasteczko) przechodził orszak weselny. Mieszkańcy położonych blisko siebie domów opierali się o ukwiecone parapety i komentowali bieżące wydarzenia. Do obrazu tej sielanki należy dodać kwitnącą wszędzie bugenwillę.

Nieodległe równiny zamieszkiwali zaś Turcy, którzy uprawiali żyzne pola doliny Kaya i trudnili się hodowlą. Obie nacje żyły obok siebie w zgodzie i dobrobycie. Kayaköy stało się inspiracją dla Louisa de Bernieres, który uczynił Levissi scenerią powieści "Ptaki bez skrzydeł" (2004 r.).

Miasto duchów

Dziś uprawia się tytoń i warzywa. W upalne lata dojrzewają granaty i dzikie figi. Jesienią zaczyna padać. Zimą pada już dosyć często i może być naprawdę zimno. Zdarzają się ulewne burze, wiatr hula między domami. Wiosna to czas dzikich kwiatów. W przewodnikach Kayaköy nazywane jest miastem duchów. Wokół tej dawnej osady rzemieślniczej jest kilka pensjonatów i restauracji. Na jednodniowe wycieczki przyjeżdżają turyści z pobliskiego kurortu Ölüdeniz. Niedawno z miasteczka próbowano uczynić wielką atrakcję turystyczną. Plany spełzły na niczym - nie powstały wielkie hotele, nie przyjeżdżają tłumy turystów. Czasem organizowane są przejażdżki konne i obozy artystyczne. Można wybrać się na dwutygodniowe warsztaty fotografowania wśród ruin, nauczyć się garncarstwa, malarstwa czy tkania tradycyjnych tureckich dywanów. Splendoru temu miejscu dodaje fakt uznania Kayaköy przez UNESCO za Światową Wioskę Przyjaźni i Pokoju.

Na teren ruin weszliśmy wschodnią bramą. Oglądając pozostałości Levissi, natrafiamy na ostatni oryginalnie zachowany dom, jak głosi tabliczka. Mężczyzna w dredach przedstawia się i zachęca do wejścia (wstęp darmowy). Po schodach wchodzimy do górnej, mieszkalnej części. Gospodarz pyta, skąd jesteśmy, i pokazuje nam sypialnię i pokój dzienny. Zainteresował mnie zamek w drzwiach do sypialni - drewniany, zamykany nie na klucz, a pomysłowo skonstruowaną zapadkę. Oglądamy biżuterię z czasów świetności Levissi. Gospodarz pokazuje nam plansze z historią jego rodziny, wyjaśniając, że w 1923 r. musieli opuścić miasteczko, podobnie jak wszyscy mieszkańcy.

Grecka osada Levissi

Grecka osada Levissi powstała na terenie antycznego miasta Karmylassos, które datuje się na III wiek p.n.e. Pierwszy raz wspomniał o niej w XIV w. włoski podróżnik Sanuda. Zrujnowane dziś domy zbudowano pomiędzy połową XIX, a latami 20. XX w. - według zapisków europejskich podróżników było ich 300-400. Wznoszeniu budynków nie przyświecał żaden ogólny plan zagospodarowania przestrzennego. Domy stawiane na zboczach musiały zachować pion, nie ograniczać innym dostępu do światła ani przesłaniać widoku. Powstawały częściowo z kamieni pozostałych po budowlach antycznych. Zazwyczaj były dwupiętrowe. Na parterze znajdowały się stajnie i spiżarnie, na górze dwa pokoje. Każdy dom miał na zewnątrz cysternę na wodę deszczową, która spływała z płaskiego dachu pokrytego sprasowaną ziemią, na zewnątrz domów były również toalety.

W Levissi były dwa duże kościoły, czternaście kaplic, dwie szkoły i dwa młyny. Na początku XX w., gdy miasteczko było kwitnącym centrum handlu, miało blisko tysiąc domów i 3 tys. mieszkańców.

W Kayaköy mieszkali przede wszystkim prawosławni Grecy. Zachowały się dwa kościoły, które warto odwiedzić. Mniej więcej w środku osady stoi Taksiarchis z XVII w., nazywany wysokim kościołem. Znacznie ciekawszy jest Panayia Pyrgiotissa, niski kościół w zachodniej części miasta, z pozostałościami mozaik podłogowych i fresków, znacznie lepiej zachowany od wysokiego kościoła, bo do 1960 r. był używany jako meczet.

Rok 1923 był przełomowy w dziejach Levissi. Na mocy traktatu pokojowego podpisanego w Lozannie po wojnie grecko-tureckiej Grecy musieli opuścić zachodnią Anatolię, a Turcy oraz inni muzułmanie - Grecję. Oznaczało to przesiedlenia na wielką skalę. Mieszkańcy Levissi wysprzątali swoje domy, pogasili ogień i pozamykali drzwi. Wierzyli, że wrócą, zabrali jednak tyle dobytku, ile tylko zdołali. Następnie ruszyli w kierunku portu w Makri, jak nazywali pobliskie Fethiye, skąd łodzie miały ich zabrać do Grecji. Szli w milczeniu. Na jednym ze wzgórz starsza kobieta zatrzymała się, z wielkim żalem spojrzała na błękitne wody zatoki i zawołała: - Targ w Bor już się skończył, ruszaj na swoim ośle do Nigde! (co można było rozumieć tak: cokolwiek zostało zrobione, już się stało, czas więc rozpocząć kolejny rozdział). Ona wiedziała, że nigdy nie wróci.

Do Kayaköy przesiedlono muzułmanów z wiejskich okolic Tesalonik. Przyzwyczajeni do uprawy tytoniu i kukurydzy na równinach nie potrafili odnaleźć się w rzemieślniczym miasteczku na zboczach wzgórz. Większość szybko wyjechała. Pozostali nieliczni, którzy mimo wszystko chcieli uczynić Kayaköy swoim domem.