Ladakh, Sumatra, Nepal - podróże życia
14.03.2011
, aktualizacja: 11.04.2011 13:14
Serce zostało w... Raczej odwrotnie - ono zostało na swoim miejscu, a ja zebrałam w nim po odrobinie widoków, napotkanych ludzi, specyficznych klimatów. Niektóre krainy zadomowiły się w nim na dobre: indyjski Ladakh, indonezyjska Sumatra, Nepal - mówi Alina Wachowska, inżynier budownictwa, miłośniczka trampingowych podróży, jachtowy sternik morski, maratonka.
ZOBACZ TAKŻE
- Siedem dni w Tybecie. Droga do Lhasy (15-02-12, 14:13)
- Wrocław, Sudety, Kazimierz Dolny - podróże życia (10-07-11, 06:00)
- Rumunia, Maramuresz, Norwegia, Mazowsze - podróże życia (18-06-11, 06:00)
- Beskid Żywiecki Kazimierza Kutza (25-04-11, 06:00)
W każdym z tych miejsc było coś niezwykłego. Ladakh to surowe, górskie krajobrazy, ogromne przestrzenie, wysoka kultura mieszkańców i wizyta Dalajlamy, który akurat podczas naszego pobytu odwiedził wioskę Diskit. Sumatra to zieleń i gąszcz tropikalnej dżungli, przez którą wędrowaliśmy sześć dni, nie napotykając ludzkich osad, przepiękne krajobrazy nad jeziorami Toba i Maninjau, orangutany i raflezje; Nepal - wysokie góry, widok na Everest, nosorożce w parku narodowym Chitwan, architektoniczne perły Patanu, buddyjskie świątynie Długo by wymieniać Oj, coś pojemne to moje serce!
Niezapomniany dzień przeżyłam w...
indyjskich Himalajach, wchodząc na mój pierwszy sześciotysięcznik. Na podejściu, już wysoko, niedaleko wierzchołka, zza skał majestatycznie wyfrunął potężny orzeł i szybował przez chwilę nad naszymi głowami. Było w tym coś magicznego. Na szczycie Stok Kangri stanęliśmy z mężem i córkami dokładnie w dniu rocznicy naszego ślubu. Trzeba przyznać, że to była niezapomniana i bardzo niebanalnie obchodzona rocznica! Już po zejściu do bazy uczciliśmy ją solidnymi porcjami ryżu z warzywami i kilkoma kubkami gorącej herbaty z cytryną.
Najlepsze wakacje spędziłam w...
Odkąd sięgam pamięcią, każde wakacje były wyczekiwane i najlepsze. Bez względu na to, czy były to dziecięce wakacje spędzane z dziadkami na wsi, czy dorosłe wyprawy w dalekie kraje, każde miały w sobie element przygody, który różni je od codzienności. Bo właśnie niewiadoma jest dla mnie nieodzownym składnikiem wakacji. Dlatego podróżuję zawsze na własną rękę.
W Polsce lubię...
różnorodność, jaką zapewniają nam cztery pory roku. Dzięki ich zmienności te same miejsca możemy odkrywać na nowo w czterech różnych odsłonach. Lubię sielskie polskie krajobrazy - wszystko jest tu łagodne, swojskie, znajome.
Podróżuję z...
moimi najlepszymi kompanami i towarzyszami wędrówek (i nie tylko) - mężem i córkami. To sprawdzona, niezawodna ekipa!
Mój ulubiony hotel...
Nie przywiązuję większej wagi do hoteli - to dla mnie właściwie tylko miejsce do spania, nie spędzam w nich czasu. Wokół jest przecież tyle ciekawego do zobaczenia! Niekiedy natomiast zupełnie skromne hoteliki zapadają mi w pamięć dzięki sympatycznym gospodarzom lub niezwykłemu miejscu, w którym się znajdują. Tak zapamiętałam np. prowadzoną przez miłego Nepalczyka skromną lodge w Pheriche na trasie trekkingu z bazy pod Everestem czy hotel w Bukit Lawang na Sumatrze, gdzie w otwartych drzwiach naszego pokoju znienacka stanęła małpa. Niecodzienny był też hotelik w wiosce Vieng Phouka w Laosie - nocą na drewnianym dachu tupało jakieś zwierzę. Do dziś nie wiemy, co to było.
Niebo w gębie poczułam...
kilka lat temu na targu w chińskim Yangshuo. To miasteczko odwiedzają turyści z całego świata z uwagi na niezwykle malownicze okolice pełne krasowych wzgórz, wśród których wije się rzeka Li. Mnóstwo w nim hoteli i knajpek. Źródło kulinarnych rozkoszy kryło się jednak poza turystycznym centrum. Wieczorami na obrzeżach Yangshuo otwierali przenośne kramy tamtejsi kucharze. Smak smażonych przez nich ośmiorniczek był niezapomniany. To wspomnienie do dziś powoduje u mnie wzmożoną pracę ślinianek.
Na wyprawę zawsze zabieram...
aparat fotograficzny, notatnik, mnóstwo ciekawości i dobrego humoru.
Nigdy więcej nie powrócę...
Jak dotąd nie trafiłam do kraju, o którym powiedziałabym: "Nigdy więcej!". Napotkałam natomiast wiele takich, do których chętnie wróciłabym nieraz.
Wkrótce będę w drodze do...
Wenezueli - to mój południowoamerykański debiut. Już niecierpliwie odliczam dni do wyjazdu!
Wymarzony cel podróży...
Jest wiele miejsc, które chciałabym odwiedzić. Ale ponieważ jestem przesądna, nie wymienię żadnego z nich, żeby nie chcę zapeszyć
Niezapomniany dzień przeżyłam w...
indyjskich Himalajach, wchodząc na mój pierwszy sześciotysięcznik. Na podejściu, już wysoko, niedaleko wierzchołka, zza skał majestatycznie wyfrunął potężny orzeł i szybował przez chwilę nad naszymi głowami. Było w tym coś magicznego. Na szczycie Stok Kangri stanęliśmy z mężem i córkami dokładnie w dniu rocznicy naszego ślubu. Trzeba przyznać, że to była niezapomniana i bardzo niebanalnie obchodzona rocznica! Już po zejściu do bazy uczciliśmy ją solidnymi porcjami ryżu z warzywami i kilkoma kubkami gorącej herbaty z cytryną.
Najlepsze wakacje spędziłam w...
Odkąd sięgam pamięcią, każde wakacje były wyczekiwane i najlepsze. Bez względu na to, czy były to dziecięce wakacje spędzane z dziadkami na wsi, czy dorosłe wyprawy w dalekie kraje, każde miały w sobie element przygody, który różni je od codzienności. Bo właśnie niewiadoma jest dla mnie nieodzownym składnikiem wakacji. Dlatego podróżuję zawsze na własną rękę.
W Polsce lubię...
różnorodność, jaką zapewniają nam cztery pory roku. Dzięki ich zmienności te same miejsca możemy odkrywać na nowo w czterech różnych odsłonach. Lubię sielskie polskie krajobrazy - wszystko jest tu łagodne, swojskie, znajome.
Podróżuję z...
moimi najlepszymi kompanami i towarzyszami wędrówek (i nie tylko) - mężem i córkami. To sprawdzona, niezawodna ekipa!
Mój ulubiony hotel...
Nie przywiązuję większej wagi do hoteli - to dla mnie właściwie tylko miejsce do spania, nie spędzam w nich czasu. Wokół jest przecież tyle ciekawego do zobaczenia! Niekiedy natomiast zupełnie skromne hoteliki zapadają mi w pamięć dzięki sympatycznym gospodarzom lub niezwykłemu miejscu, w którym się znajdują. Tak zapamiętałam np. prowadzoną przez miłego Nepalczyka skromną lodge w Pheriche na trasie trekkingu z bazy pod Everestem czy hotel w Bukit Lawang na Sumatrze, gdzie w otwartych drzwiach naszego pokoju znienacka stanęła małpa. Niecodzienny był też hotelik w wiosce Vieng Phouka w Laosie - nocą na drewnianym dachu tupało jakieś zwierzę. Do dziś nie wiemy, co to było.
Niebo w gębie poczułam...
kilka lat temu na targu w chińskim Yangshuo. To miasteczko odwiedzają turyści z całego świata z uwagi na niezwykle malownicze okolice pełne krasowych wzgórz, wśród których wije się rzeka Li. Mnóstwo w nim hoteli i knajpek. Źródło kulinarnych rozkoszy kryło się jednak poza turystycznym centrum. Wieczorami na obrzeżach Yangshuo otwierali przenośne kramy tamtejsi kucharze. Smak smażonych przez nich ośmiorniczek był niezapomniany. To wspomnienie do dziś powoduje u mnie wzmożoną pracę ślinianek.
Na wyprawę zawsze zabieram...
aparat fotograficzny, notatnik, mnóstwo ciekawości i dobrego humoru.
Nigdy więcej nie powrócę...
Jak dotąd nie trafiłam do kraju, o którym powiedziałabym: "Nigdy więcej!". Napotkałam natomiast wiele takich, do których chętnie wróciłabym nieraz.
Wkrótce będę w drodze do...
Wenezueli - to mój południowoamerykański debiut. Już niecierpliwie odliczam dni do wyjazdu!
Wymarzony cel podróży...
Jest wiele miejsc, które chciałabym odwiedzić. Ale ponieważ jestem przesądna, nie wymienię żadnego z nich, żeby nie chcę zapeszyć
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















