Niezwykłe miejsca w USA. Dolina Śmierci
07.03.2011
, aktualizacja: 07.03.2011 11:42
Pozornie martwa i wyludniona dolina jest domem dla ok. 1000 gatunków roślin i 400 gatunków zwierząt
ZOBACZ TAKŻE
- Cuda świata. Wielki Mur Chiński (03-10-10, 15:30)
- Parki narodowe USA. Sequoia & Kings Canyon National Park (26-12-11, 06:00)
- Parki Narodowe USA. Canyon de Chelly National Monument (11-07-11, 06:00)
- USA. Historyczny Park Narodowy Kultury Chaco (30-05-11, 06:00)
- USA. Niezwykła huśtawka w kanionie (06-04-11, 11:01)
- "Porno-skanery" na lotniskach - Amerykanie protestują (17-01-11, 09:26)
- Cuda świata. Jeziora Plitwickie (12-10-10, 13:22)
- Cuda świata. Zatoka Ha Long (10-10-10, 11:26)
- Cuda świata. Machu Picchu - zaginione miasto (25-09-10, 10:44)
GALERIA ZDJĘĆ
- Najpiękniejsze parki narodowe w USA (09-06-09, 10:00)
- Wielki Kanion Kolorado (01-05-07, 00:00)
Kalifornia. Skąpane w słońcu, złociste plaże, bulwary obsadzone palmami, Hollywood, surferzy poskramiający fale. Ale Złoty Stan ma też drugie oblicze. Wystarczy odjechać nieco w głąb lądu, przekroczyć pasma gór San Bernardino i Sierra Nevada, a beztroski klimat nadmorskich promenad ustąpi miejsca rozległym, niegościnnym, pustynnym terenom. Dziki Zachód. Senne miasteczka oddalone od siebie o dziesiątki mil, ciągnąca się po horyzont równiutka nitka drogi. Jest w tym krajobrazie jakieś surrealistyczne, surowe piękno. Coś, co sprawia, że mieszkańcy Los Angeles czy San Diego porzucają deski surfingowe i jadą na pustynię.
Dolina nieprzyjazna
Dolina Śmierci to jedno z najgorętszych, najsuchszych i najniżej położonych miejsc na Ziemi i, jak sama nazwa wskazuje, skrajnie nieprzyjaznych dla podróżników. Zimą 1849 r. grupa pionierów zmierzających na kalifornijskie wybrzeże postanowiła skrócić sobie drogę i zamiast górami, przedostać się przez pustynię. Tej decyzji omal nie przypłacili życiem. Podróżowali zimą, więc nie zabił ich upał. Gdzieniegdzie stały kałuże z roztopionego śniegu, z których łapczywie pili wodę. Po miesiącu, wyczerpani, dotarli na skraj pustyni, którą nazwali Death Valley - Dolina Śmierci. Jeden z nich znalazł na drodze kamyk - srebro! I tak rozpoczął się burzliwy okres w historii Doliny. Pustynne skały kryły w sobie nie tylko srebro, ale złoto, miedź, inne minerały. Jak grzyby po deszczu powstawały kopalnie i górnicze miasteczka. Gdy po kilku latach złoże się wyczerpywało, ludzie odchodzili.
Klasycznym przykładem takiego efemerycznego miasta jest Rhyolit, nazywane ghost town. Na początku XX w. mieszkało tu ok. 10 tys. osób. Były dwa kościoły, kilkanaście sklepów i knajpek, bank, a nawet więzienie. Pozostały ruiny. Naszą uwagę zwrócił niewielki drogowskaz kierujący na cmentarz. Jedziemy w stronę ledwie widocznej, żwirowej drogi wiodącej gdzieś na pustynię. Po pewnym czasie dostrzegamy niskie ogrodzenie z drutu kolczastego z prowizoryczną furtką. Wchodzimy. Stąpamy ostrożnie, bo większość nagrobków dawno się rozpadła i pozostało tylko lekkie wyniesienie terenu. Na kilku grobach solidne kamienne płyty, na innych jedynie drewniane tablice lub skromne krzyże. Słońce powoli znika za horyzontem. Kompletna cisza. Wokół ostatnie świadectwo tętniącego tu niegdyś życia. W tej niegościnnej, spalonej słońcem krainie, ze wszystkich stron ograniczonej górami odczuwa się szczególnie dotkliwie, że życie ludzkie jest niczym więcej jak ulotnym śladem na piasku.
Ekstremalne temperatury
Jedziemy do Furnace Creek, gdzie jest wszystko, czego turyście do szczęścia potrzeba: stacja benzynowa, hotel, domki do wynajęcia, pole namiotowe, restauracja. Jest także sklepik z pamiątkami, m.in. z rękodziełem plemienia Szoszonów, pierwszych stałych mieszkańców tej okolicy. Gdy rząd Stanów Zjednoczonych objął teren ochroną, przestrzeń życiowa Szoszonów skurczyła się do skrawka ziemi w pobliżu Furnace Creek. Dopiero Bill Clinton w 2000 r. przywrócił Indianom prawo do życia w Dolinie. Odtąd ramię w ramię ze strażnikami parku walczą o ochronę jej unikalnego środowiska. Kupujemy pozwolenie na wjazd do parku i jedziemy na pole namiotowe, chociaż najwięcej tu wielkich przyczep mieszkalnych - ulubionego środka transportu amerykańskiej rodziny na wakacjach. W parku jest jeszcze osiem innych pól namiotowych, niektóre darmowe, inne płatne, część całoroczna, część zamykana w czasie największych upałów. Latem temperatura w cieniu (którego nie ma tu zbyt wiele) utrzymuje się powyżej 40 stopni Celsjusza, a skały nagrzewają się do (niewyobrażalnych!) 90 stopni. W lipcu 1913 r. odnotowano rekordowe 57 st. C! - tylko na Saharze było goręcej. Na pamiątkę tego wydarzenia w Barstow ustawiono termometr mierzący 41,5 metra. Pustynny klimat powoduje, że sezon turystyczny w Dolinie Śmierci rozpoczyna się w październiku, a jego szczyt przypada na okres od lutego do końca kwietnia, kiedy wyschnięte, skaliste podłoże pokrywa się dywanem krótko kwitnących, wiosennych kwiatów.
Martwa pozornie
Czeka nas bardzo zimna noc, otulamy się szczelnie śpiworami i zasypiamy. Noc na pustyni to doznanie jedyne w swoim rodzaju. Za każdym razem zdumiewa mnie liczba gwiazd na niebie, tak jasnych i bliskich, niemal na wyciągnięcie ręki. Ze snu wyrywa nas wycie kojotów. Jest w ich zawodzeniu taka pierwotna dzikość i nostalgia, że ciarki przechodzą po ciele. Kojoty to niejedyne żyjące tu zwierzęta. Pozornie martwa i wyludniona Dolina Śmierci jest domem dla ok. 1000 gatunków roślin i 400 gatunków zwierząt. Ekstremalne temperatury nie wykluczyły ogromnej bioróżnorodności. Flora i fauna są niezwykłym przykładem możliwości adaptacji życia do skrajnie niesprzyjających warunków. Żyjący tu niewielki gryzoń jest w stanie przez całe swoje życie ani razu nie pić wody. Wszystko, czego mu potrzeba, jego maleńki organizm wytwarza ze spożywanych suchych nasion. Nos jest specjalnie przystosowany do wychwytywania wilgotności z powietrza i z własnego oddechu. Nory, załomy skalne i stare kopalniane szyby to ulubione miejsce grzechotników i skorpionów. Ale bez obaw. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku i odrobinie uwagi nic nam z ich strony nie grozi. Strażnik parku podpiera się statystykami - na 8 tys. osób ukąszonych przez grzechotnika zmarło tylko kilka. Główną przyczyną śmierci w dolinie są wypadki drogowe i upał. Wyruszając na pustynię, należy zabrać dużo wody, a także zapasowe koło i wszystko, co potrzebne do jego wymiany. Na wielu drogach w parku nie ma asfaltu, a ostre skały są zabójcze dla opon. Możemy też zapomnieć o pomocy drogowej - telefon do niczego nam się tu nie przyda.
Zła Woda
Wstajemy przed świtem, by dojechać na szczyt Dante's View (1669 m n.p.m.). Górską, wąską drogę z wieloma zakrętami z obu stron otaczają skały, więc trudno ocenić, jak wysoko jesteśmy. Droga gwałtownie się kończy. Wysiadamy z samochodu i z zachwytu nie jesteśmy w stanie wykrztusić słowa. U naszych stóp rozpościera się stromy stok, na samym dole bieli się słone rozlewisko Badwater (Zła Woda). Niebo przykrywają chmury, ale nagle słońce odnajduje wąską szczelinę pomiędzy szczytami i warstwą chmur. Snop światła rozświetla rozciągający się na horyzoncie łańcuch gór Panamint. To jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek oglądałam. Woda w Badwater nie jest trująca - po prostu nie nadaje się do picia z powodu bardzo wysokiego zasolenia. Próbuję wczuć się w położenie dawnych podróżników, którzy po wielu dniach, czasem tygodniach wędrówki dostrzegli migoczącą taflę jeziora. Radość, a potem gorzkie rozczarowanie Dziś przyjeżdża tu mnóstwo turystów, bo i miejsce szczególne. To najniżej położony punkt kontynentu - 87 m p.p.m. Latem jezioro wysycha, pozostaje oślepiająco biała tafla soli.
Nieopodal Badwater znajduje się Devil Golf Course (Diabelskie Pole Golfowe), tak nierówne, że tylko diabeł byłby w stanie zagrać tu w golfa. Zbita sól i glina utworzyły niewiarygodny krajobraz ciągnący się po horyzont. Próbuję chodzić między sięgającymi mi prawie do kolan bryłami, uważając na ostre jak brzytwa kryształy soli. Wszystko wokół jest w odcieniach szarości, nierealne i złowieszcze. Kolory w Dolinie Śmierci odnajdujemy tam, gdzie się ich wcale nie spodziewamy - w skalnych kanionach. W kilku z nich poprowadzono szlaki turystyczne, aby można było się z bliska przyjrzeć fantazyjnym formacjom skalnym. Jest kanion Złoty i Musztardowy, ale najbardziej zaskakujące barwy zobaczymy podczas przejażdżki drogą do Artists Palette. Róż, zieleń, biel i cała gama odcieni brązu to efekt obecności w skałach popiołów wulkanicznych i różnych minerałów. Złoto i srebro przyciągnęły ludzi do Doliny Śmierci, ale pieniądze zarobili ci, którzy zdecydowali się wydobywać mało szlachetny boraks zwany tu białym złotem, wykorzystywany do produkcji detergentów. Nie były to łatwe pieniądze. Wydobytą sól trzeba było dostarczyć do najbliższej stacji kolejowej w Mojave. Wozy zaprzężone w 20 mułów mozolnie toczyły się po skalistym podłożu 3 km na godz., 260 km w jedną stronę - 30 dni podróży. Wybierając się na krótki spacer do Harmony Borax Works, możemy się przekonać, w jakich warunkach wydobywano sól i jak wyglądały słynne wozy transportowe.
Geologicznych zagadek ciąg dalszy
Kolejny cel naszej podróży to Scotty's Castle, okazała willa w hiszpańskim stylu, którą wybudował na początku XX w. Albert Johnson, milioner z Chicago. Kim więc był Scotty? Walter Scott podawał się za przyjaciela Johnsonów, w rzeczywistości naciągał ich na inwestycje w fikcyjne kopalnie złota. W annałach historii zapisał się niechlubnie jako Scotty z Doliny Śmierci, bajarz i oszust. Od rana do zameczku ustawiają się długie kolejki chętnych do obejrzenia bogato wyposażonych wnętrz. Ponieważ jest to jedyna tego typu atrakcja w granicach parku, a biletów nie można zarezerwować z wyprzedzeniem, trzeba przyjechać wcześnie rano (bilet 11 dol., dzieci do 15. roku życia 6, poniżej 5 lat za darmo).
Jadąc nieco dalej na zachód, po kilkunastu kilometrach docieramy do krateru Ubehebe (kilometr szerokości, 150 m głębokości). Powstał ok. 3 tys. lat temu, kiedy rozgrzana magma zetknęła się z wodami podziemnymi i wytworzyła olbrzymie ilości pary wodnej, które rozerwały skorupę ziemską.
Ale prawdziwa geologiczna zagadka czeka na nas 40 km dalej na południe. Pustynną drogą (konieczny samochód z wysokim zawieszeniem i napędem na cztery koła) docieramy do The Racetrack (Toru Wyścigowego). Tym niezwykłym miejscem od wielu lat interesują się geologowie i geomorfolodzy. Na gładkim jak stół terenie spoczywają głazy, niektóre ważą nawet 200-300 kg. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na piaszczystym podłożu dokładnie widać ślady przemieszczania się tych kamieni. Najpopularniejsze teorie zakładają, że przesuwają się po cieniutkiej warstewce błota pchane wiatrem. Ale dlaczego każdy przesuwa się w innym kierunku? My też zmieniamy kierunek i jedziemy w stronę Stovepipe Wells Village, drugiego centrum turystycznego w Death Valley. W okolicy znajdują się wydmy Mesquite, taka pustynia, jaką każdy z nas sobie wyobraża. Złoty piasek tworzy piękne ruchome pagórki. O zachodzie słońca lub przy pełni księżyca wyglądają niezwykle malowniczo na tle otaczających je gór.
Na deser zostawiliśmy sobie Zabriskie Point (uwiecznione w filmie Antonioniego z 1970 r.), miejsce hipnotyzujące swoją urodą. Zachodzące słońce barwi na czerwono fantastyczne skały, które zdają się falować na wietrze. W niewiarygodnej ciszy powoli zapada zmrok. Dolina Śmierci budzi się do życia.
Wstęp do Death Valley: pozwolenie na 7 dni - 20 dol./samochód, bez względu na liczbę osób; rowerem - 10 dol./ osoba; roczny bilet - 40 dol.; roczny karnet do wszystkich parków w USA - 80 dol./samochód. Kemping w Furnace Creek - 18 dol. za miejsce, bez względu na liczbę osób.
Dolina nieprzyjazna
Dolina Śmierci to jedno z najgorętszych, najsuchszych i najniżej położonych miejsc na Ziemi i, jak sama nazwa wskazuje, skrajnie nieprzyjaznych dla podróżników. Zimą 1849 r. grupa pionierów zmierzających na kalifornijskie wybrzeże postanowiła skrócić sobie drogę i zamiast górami, przedostać się przez pustynię. Tej decyzji omal nie przypłacili życiem. Podróżowali zimą, więc nie zabił ich upał. Gdzieniegdzie stały kałuże z roztopionego śniegu, z których łapczywie pili wodę. Po miesiącu, wyczerpani, dotarli na skraj pustyni, którą nazwali Death Valley - Dolina Śmierci. Jeden z nich znalazł na drodze kamyk - srebro! I tak rozpoczął się burzliwy okres w historii Doliny. Pustynne skały kryły w sobie nie tylko srebro, ale złoto, miedź, inne minerały. Jak grzyby po deszczu powstawały kopalnie i górnicze miasteczka. Gdy po kilku latach złoże się wyczerpywało, ludzie odchodzili.
Klasycznym przykładem takiego efemerycznego miasta jest Rhyolit, nazywane ghost town. Na początku XX w. mieszkało tu ok. 10 tys. osób. Były dwa kościoły, kilkanaście sklepów i knajpek, bank, a nawet więzienie. Pozostały ruiny. Naszą uwagę zwrócił niewielki drogowskaz kierujący na cmentarz. Jedziemy w stronę ledwie widocznej, żwirowej drogi wiodącej gdzieś na pustynię. Po pewnym czasie dostrzegamy niskie ogrodzenie z drutu kolczastego z prowizoryczną furtką. Wchodzimy. Stąpamy ostrożnie, bo większość nagrobków dawno się rozpadła i pozostało tylko lekkie wyniesienie terenu. Na kilku grobach solidne kamienne płyty, na innych jedynie drewniane tablice lub skromne krzyże. Słońce powoli znika za horyzontem. Kompletna cisza. Wokół ostatnie świadectwo tętniącego tu niegdyś życia. W tej niegościnnej, spalonej słońcem krainie, ze wszystkich stron ograniczonej górami odczuwa się szczególnie dotkliwie, że życie ludzkie jest niczym więcej jak ulotnym śladem na piasku.
Ekstremalne temperatury
Jedziemy do Furnace Creek, gdzie jest wszystko, czego turyście do szczęścia potrzeba: stacja benzynowa, hotel, domki do wynajęcia, pole namiotowe, restauracja. Jest także sklepik z pamiątkami, m.in. z rękodziełem plemienia Szoszonów, pierwszych stałych mieszkańców tej okolicy. Gdy rząd Stanów Zjednoczonych objął teren ochroną, przestrzeń życiowa Szoszonów skurczyła się do skrawka ziemi w pobliżu Furnace Creek. Dopiero Bill Clinton w 2000 r. przywrócił Indianom prawo do życia w Dolinie. Odtąd ramię w ramię ze strażnikami parku walczą o ochronę jej unikalnego środowiska. Kupujemy pozwolenie na wjazd do parku i jedziemy na pole namiotowe, chociaż najwięcej tu wielkich przyczep mieszkalnych - ulubionego środka transportu amerykańskiej rodziny na wakacjach. W parku jest jeszcze osiem innych pól namiotowych, niektóre darmowe, inne płatne, część całoroczna, część zamykana w czasie największych upałów. Latem temperatura w cieniu (którego nie ma tu zbyt wiele) utrzymuje się powyżej 40 stopni Celsjusza, a skały nagrzewają się do (niewyobrażalnych!) 90 stopni. W lipcu 1913 r. odnotowano rekordowe 57 st. C! - tylko na Saharze było goręcej. Na pamiątkę tego wydarzenia w Barstow ustawiono termometr mierzący 41,5 metra. Pustynny klimat powoduje, że sezon turystyczny w Dolinie Śmierci rozpoczyna się w październiku, a jego szczyt przypada na okres od lutego do końca kwietnia, kiedy wyschnięte, skaliste podłoże pokrywa się dywanem krótko kwitnących, wiosennych kwiatów.
Martwa pozornie
Czeka nas bardzo zimna noc, otulamy się szczelnie śpiworami i zasypiamy. Noc na pustyni to doznanie jedyne w swoim rodzaju. Za każdym razem zdumiewa mnie liczba gwiazd na niebie, tak jasnych i bliskich, niemal na wyciągnięcie ręki. Ze snu wyrywa nas wycie kojotów. Jest w ich zawodzeniu taka pierwotna dzikość i nostalgia, że ciarki przechodzą po ciele. Kojoty to niejedyne żyjące tu zwierzęta. Pozornie martwa i wyludniona Dolina Śmierci jest domem dla ok. 1000 gatunków roślin i 400 gatunków zwierząt. Ekstremalne temperatury nie wykluczyły ogromnej bioróżnorodności. Flora i fauna są niezwykłym przykładem możliwości adaptacji życia do skrajnie niesprzyjających warunków. Żyjący tu niewielki gryzoń jest w stanie przez całe swoje życie ani razu nie pić wody. Wszystko, czego mu potrzeba, jego maleńki organizm wytwarza ze spożywanych suchych nasion. Nos jest specjalnie przystosowany do wychwytywania wilgotności z powietrza i z własnego oddechu. Nory, załomy skalne i stare kopalniane szyby to ulubione miejsce grzechotników i skorpionów. Ale bez obaw. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku i odrobinie uwagi nic nam z ich strony nie grozi. Strażnik parku podpiera się statystykami - na 8 tys. osób ukąszonych przez grzechotnika zmarło tylko kilka. Główną przyczyną śmierci w dolinie są wypadki drogowe i upał. Wyruszając na pustynię, należy zabrać dużo wody, a także zapasowe koło i wszystko, co potrzebne do jego wymiany. Na wielu drogach w parku nie ma asfaltu, a ostre skały są zabójcze dla opon. Możemy też zapomnieć o pomocy drogowej - telefon do niczego nam się tu nie przyda.
Zła Woda
Wstajemy przed świtem, by dojechać na szczyt Dante's View (1669 m n.p.m.). Górską, wąską drogę z wieloma zakrętami z obu stron otaczają skały, więc trudno ocenić, jak wysoko jesteśmy. Droga gwałtownie się kończy. Wysiadamy z samochodu i z zachwytu nie jesteśmy w stanie wykrztusić słowa. U naszych stóp rozpościera się stromy stok, na samym dole bieli się słone rozlewisko Badwater (Zła Woda). Niebo przykrywają chmury, ale nagle słońce odnajduje wąską szczelinę pomiędzy szczytami i warstwą chmur. Snop światła rozświetla rozciągający się na horyzoncie łańcuch gór Panamint. To jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek oglądałam. Woda w Badwater nie jest trująca - po prostu nie nadaje się do picia z powodu bardzo wysokiego zasolenia. Próbuję wczuć się w położenie dawnych podróżników, którzy po wielu dniach, czasem tygodniach wędrówki dostrzegli migoczącą taflę jeziora. Radość, a potem gorzkie rozczarowanie Dziś przyjeżdża tu mnóstwo turystów, bo i miejsce szczególne. To najniżej położony punkt kontynentu - 87 m p.p.m. Latem jezioro wysycha, pozostaje oślepiająco biała tafla soli.
Nieopodal Badwater znajduje się Devil Golf Course (Diabelskie Pole Golfowe), tak nierówne, że tylko diabeł byłby w stanie zagrać tu w golfa. Zbita sól i glina utworzyły niewiarygodny krajobraz ciągnący się po horyzont. Próbuję chodzić między sięgającymi mi prawie do kolan bryłami, uważając na ostre jak brzytwa kryształy soli. Wszystko wokół jest w odcieniach szarości, nierealne i złowieszcze. Kolory w Dolinie Śmierci odnajdujemy tam, gdzie się ich wcale nie spodziewamy - w skalnych kanionach. W kilku z nich poprowadzono szlaki turystyczne, aby można było się z bliska przyjrzeć fantazyjnym formacjom skalnym. Jest kanion Złoty i Musztardowy, ale najbardziej zaskakujące barwy zobaczymy podczas przejażdżki drogą do Artists Palette. Róż, zieleń, biel i cała gama odcieni brązu to efekt obecności w skałach popiołów wulkanicznych i różnych minerałów. Złoto i srebro przyciągnęły ludzi do Doliny Śmierci, ale pieniądze zarobili ci, którzy zdecydowali się wydobywać mało szlachetny boraks zwany tu białym złotem, wykorzystywany do produkcji detergentów. Nie były to łatwe pieniądze. Wydobytą sól trzeba było dostarczyć do najbliższej stacji kolejowej w Mojave. Wozy zaprzężone w 20 mułów mozolnie toczyły się po skalistym podłożu 3 km na godz., 260 km w jedną stronę - 30 dni podróży. Wybierając się na krótki spacer do Harmony Borax Works, możemy się przekonać, w jakich warunkach wydobywano sól i jak wyglądały słynne wozy transportowe.
Geologicznych zagadek ciąg dalszy
Kolejny cel naszej podróży to Scotty's Castle, okazała willa w hiszpańskim stylu, którą wybudował na początku XX w. Albert Johnson, milioner z Chicago. Kim więc był Scotty? Walter Scott podawał się za przyjaciela Johnsonów, w rzeczywistości naciągał ich na inwestycje w fikcyjne kopalnie złota. W annałach historii zapisał się niechlubnie jako Scotty z Doliny Śmierci, bajarz i oszust. Od rana do zameczku ustawiają się długie kolejki chętnych do obejrzenia bogato wyposażonych wnętrz. Ponieważ jest to jedyna tego typu atrakcja w granicach parku, a biletów nie można zarezerwować z wyprzedzeniem, trzeba przyjechać wcześnie rano (bilet 11 dol., dzieci do 15. roku życia 6, poniżej 5 lat za darmo).
Jadąc nieco dalej na zachód, po kilkunastu kilometrach docieramy do krateru Ubehebe (kilometr szerokości, 150 m głębokości). Powstał ok. 3 tys. lat temu, kiedy rozgrzana magma zetknęła się z wodami podziemnymi i wytworzyła olbrzymie ilości pary wodnej, które rozerwały skorupę ziemską.
Ale prawdziwa geologiczna zagadka czeka na nas 40 km dalej na południe. Pustynną drogą (konieczny samochód z wysokim zawieszeniem i napędem na cztery koła) docieramy do The Racetrack (Toru Wyścigowego). Tym niezwykłym miejscem od wielu lat interesują się geologowie i geomorfolodzy. Na gładkim jak stół terenie spoczywają głazy, niektóre ważą nawet 200-300 kg. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że na piaszczystym podłożu dokładnie widać ślady przemieszczania się tych kamieni. Najpopularniejsze teorie zakładają, że przesuwają się po cieniutkiej warstewce błota pchane wiatrem. Ale dlaczego każdy przesuwa się w innym kierunku? My też zmieniamy kierunek i jedziemy w stronę Stovepipe Wells Village, drugiego centrum turystycznego w Death Valley. W okolicy znajdują się wydmy Mesquite, taka pustynia, jaką każdy z nas sobie wyobraża. Złoty piasek tworzy piękne ruchome pagórki. O zachodzie słońca lub przy pełni księżyca wyglądają niezwykle malowniczo na tle otaczających je gór.
Na deser zostawiliśmy sobie Zabriskie Point (uwiecznione w filmie Antonioniego z 1970 r.), miejsce hipnotyzujące swoją urodą. Zachodzące słońce barwi na czerwono fantastyczne skały, które zdają się falować na wietrze. W niewiarygodnej ciszy powoli zapada zmrok. Dolina Śmierci budzi się do życia.
Wstęp do Death Valley: pozwolenie na 7 dni - 20 dol./samochód, bez względu na liczbę osób; rowerem - 10 dol./ osoba; roczny bilet - 40 dol.; roczny karnet do wszystkich parków w USA - 80 dol./samochód. Kemping w Furnace Creek - 18 dol. za miejsce, bez względu na liczbę osób.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl






więcej zdjęć









