Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Armenia. Sewan - ormiańskie wędrówki

  • Pin It
Małgorzata Pindera
14.02.2011 , aktualizacja: 14.02.2011 13:41
A A A Drukuj
Armenia, Jezioro Sewan Fot. Shatterstock Armenia, Jezioro Sewan
W Armenii wszystko ma swoją legendę: miasta, wsie, kościoły, wygrane bitwy. Jezioro Sewan ma ich kilka
Klasztor Sewanawank
Fot. Małgorzata Pindera
Klasztor Sewanawank
Kobieta na cmentarzysku chaczkarów w Noratus
Fot. Małgorzata Pindera
Kobieta na cmentarzysku chaczkarów w Noratus
W Armenii wszystko ma swoją legendę: miasta, wsie, kościoły, wygrane bitwy. Jezioro Sewan ma ich kilka. Jedna mówi o kwitnącej dolinie, przez którą przepływała rzeka Hrazdan. Pewnego dnia z wierzchołka Daldag (Wściekła Góra) zaczęły wydobywać się kłęby dymu. Czarna lawa zatarasowała wyjście z doliny, wody rzeki wezbrały i powstał Sewan - największe jezioro w kraju. Inna legenda mówi, że dotarli tu Ormianie znad jeziora Wan (dziś w Turcji). Usiedli na brzegu, by się posilić. Z tęsknoty za jeziorem, które utracili, tutejsze nazwali Sewan, czyli Czarny Wan.

Niebieskie wody jeziora

Z okna hotelowego pokoju patrzę na ciemnoniebieskie wody jeziora, które dla Armenii znaczy więcej niż morze. Jesienny poranek jest chłodny mimo świecącego słońca. Nic dziwnego, jezioro leży na wysokości 1900 m n.p.m., zewsząd otaczają je wysokie Góry Geghamerskie. „Jest jak kawałek nieba, które zstąpiło na ziemię między góry” - pisał Maksym Gorki w 1928 r. Pisarz zachwycał się krystalicznie czystą wodą i powietrzem, które też połyskiwało na niebiesko. Sewan ma 940 km kw. powierzchni i zajmuje 5 proc. powierzchni kraju. Dla Armenii jest jeziorem życia - stąd pochodzi 80 proc. wody pitnej.

W latach 30. sowieccy inżynierowie postanowili zwiększyć areał ziemi uprawnej. Przez prawie pół wieku wodą z Sewanu bez opamiętania nawadniano pola, zasilano przemysł i hydroelektrownie. Na skutek barbarzyńskiej gospodarki jej poziom spadł o 19 m, a powierzchnia zmniejszyła się o 500 km kw. Równowaga biologiczna została katastrofalnie naruszona. W 1981 r. rozpoczęto pracę na uzupełnianiem poziomu wody, budując pod górami kanał Arpa - Sewan. Po rozpadzie ZSRR i blokadzie energetycznej ze strony Azerbejdżanu znów wykorzystywano siłownie wodne, ratując Armenię przed całkowitą zapaścią. W 1978 r. powstał rezerwat chroniący jezioro i otaczające go tereny. W Sewanie żyje mnóstwo ryb, na brzegach węże, jaszczurki i mnóstwo ptaków. Latem to ulubione miejsce wypoczynku mieszkańców Erewanu. Na szczęście przyjechałam jesienią, gdy nie ma tłumów turystów, a ciszy nie zakłócają skutery wodne i głośna muzyka z licznych barów i restauracji.

Klasztor Sewanawank

Drogą wzdłuż brzegów jeziora jadę do klasztoru Sewanawank. Trudno oderwać oczy od mieniącej się w słońcu lazurowej wody, która zmienia kolor zależnie od pory dnia.

Święty Mesrop Masztok, twórca ormiańskiego alfabetu, miał widzenie - po wodach Sewanu sunęło na łodziach 12 postaci, wskazując miejsce, gdzie założyć klasztor. Zbudowano go na trudno dostępnej wyspie, gdzie tylko czasem rybacy wspinali się po skałach. Na skutek opadania poziomu wody wyspy już nie ma, a do klasztoru, odległego 3 km od brzegów jeziora, bez przeszkód dojdziemy pieszo.

Sewanawank ufundowała w IX w. księżniczka Miriam, która szukała tu samotności. Najpierw powstał mur, którym otoczono wyspę, później trzy kościoły, cele mnichów i budynki gospodarcze. Spoglądam na ciemne bryły dwóch kościołów - św. Apostołów (Arakelots) i Matki Bożej (Astvatsatsin) - na tle lazurowej wody. Zbudowano je z tufu - skamieniałego popiołu wulkanicznego (jak większość budowli w Armenii), który może być pomarańczowy, żółty, niebieski, brunatny. Wchodzę do mniejszego kościoła - św. Apostołów. W dzień powszedni nie ma tu nikogo, nie ma też drogocennych przedmiotów ani obrazów (jak we wszystkich ormiańskich kościołach, które widziałam). Mrok rozświetlają cienkie świeczki zapalone w jakiejś intencji. Kościół Matki Bożej jest zamknięty od czasów tragicznego trzęsienia ziemi w 1988 r. Po zachodniej stronie znajduje się zrujnowany przedsionek, którego dach wspierało sześć drewnianych, rzeźbionych kolumn - ich fragmenty można obejrzeć w Muzeum Historii Erewanu i w Ermitażu w Sankt Petersburgu.

W sewańskim klasztorze żyli niegdyś mnisi, których zsyłano z Eczmiadzynu, czyli ormiańskiego Watykanu. Znani byli z wiedzy medycznej i naturalnych metod uzdrawiania, kopiowali też księgi. Ich reguła była surowa: nie mogli jeść mięsa, pić wina, kontaktować się z młodymi ludźmi i kobietami. Ostatni mnich opuścił mury w 1930 r. Pod koniec IX w. w klasztorze Sewanawank skrył się król Aszot II Żelazny i stąd dowodził zwycięską bitwą z Arabami. Jak przekazywano w opowieściach, wody jeziora były czarne od ciał wrogów. Na murze przed kościołem przysiadły gołębie. W Armenii jest zwyczaj kupowania gołębia i wypuszczania go na wolność w intencji, która ma się spełnić. Dziś nie ma wiernych i nie ma sprzedawców ptaków, ale gołębie wróciły na swoje miejsce i wygrzewają się na słońcu.

Klasztor Hajrawank

Następny klasztor na wzgórzu to Hajrawank otoczony kamiennymi krzyżami - chaczkarami (chacz - krzyż, kar - kamień), które Ormianie stawiali wszędzie, gdzie dotarli. Pierwsze, drewniane, postawili już w IV w., po przyjęciu chrześcijaństwa, często na miejscu pogańskich świątyń. Najwcześniejsze chaczkary z kamienia stały na ziemi bez cokołów. Z czasem prostą formę zastąpiono kunsztownym wzornictwem, a ich rzeźbienie stało się sztuką. Najbogatsze wyglądają niczym misterny, wykuty w kamieniu haft. Główny wzór to ormiański krzyż, który według legendy zakwitł po ukrzyżowaniu Chrystusa. Otaczają go przeplatające się motywy roślinne - winorośl i owoce granatu, symbole życia i odrodzenia. Chaczkary stawiano też jako nagrobki, wota, by upamiętnić ważne wydarzenia historyczne czy zakończenie budowy świątyni. Przypisywano im moc uleczania chorób czy okiełznania żywiołów. Nie sposób znaleźć dwóch takich samych, a każdy jest dziełem sztuki.

Z klasztoru Hajrawank jadę do Noratus - niezwykłego cmentarzyska chaczkarów. Nie wiadomo, dlaczego właśnie tutaj postawiono ich aż blisko 900 - najstarsze pochodzą z IX w. Dochodzą do półtora metra wysokości, stoją prosto, tak jak postawiono je przed setkami lat. Jeden z najstarszych, z 1211 r., wniesiono dla upamiętnienia budowy mostu. Nagrobne kamienie niczym kołyski wieńczą półokrągłe łuki. Można z nich odczytać historię życia zmarłego od urodzin do śmierci: kim był, czym się trudnił, czy był biedny, czy bogaty. Najmniejsze stawiano dzieciom. Po cmentarzu oprowadza mnie 13-letnia Ani. Sprzedaje zrobione na drutach czapki, skarpety, rękawiczki, jak jej babcia i inne kobiety, które wśród kamiennych krzyży krążą z kłębkami włóczki. - Tam leżą rodzice z dzieckiem - pokazuje trzy kamienne obeliski, dwa duże i jeden mniejszy. Na tym widać wesele i ucztę. Ten był rolnikiem - o tu, zobacz: woły ciągną pług.

Chaczkary z Noratus też mają swoja legendę. Gdy osmańscy Turcy po raz kolejny napadli na kraj, król Gegham przebrał kamienie w stroje wojowników - wrogowie, przestraszeni liczebnością armeńskiej armii, uciekli w popłochu. Opuściwszy cmentarzysko w Noratus, jadę autobusem w kierunku przełęczy Sulema. Mijam bagna, grzęzawiska, zalane po korony drzewa - skutek decyzji sprzed ponad pół wieku lat, by spuścić wodę z jeziora. I choć nie ma już wyspy, Sewan wciąż jest i wciąż zachwyca nieprzemijającym pięknem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Armenia. Sewan - ormiańskie wędrówki kamyk39 26.04.11, 22:56

    Kiedys kapalem sie w Sewania.Przy wyjsciu z wody wyczulem noga butelke.Byla to butelka z winem -nalepka zeszla od wilgoci.Wypilismy z kolega -zatem Sewan mnie obdarzyl»

  • Armenia. Sewan - ormiańskie wędrówki mark230 27.04.11, 19:26

    Byłem w Armenii w 1974 r przez miesiąc w ramach wymiany studenckiej SGPiS OHP z tamtejszym uniwersytetem - dla mnie niezapomniane przeżycia, tym bardziej że znałem Ormian z tytułu opieki »

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku