Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Sycylia. Sciacca - najgorętszy karnawał

  • Pin It
Anna Zawadzka
14.02.2011 , aktualizacja: 14.02.2011 14:24
A A A Drukuj
Wozy karnawałowe, w głębi Palazzo San Giacomo Fot. Anna Zawadzka Wozy karnawałowe, w głębi Palazzo San Giacomo
Wozy płyną Corso Vittorio Emanuele w ślad za pojazdem Peppe Nappy, wypełniając miasto feerią barw, muzyką i żywiołową radością. Od 3 do 8 marca sycylijska Sciacca zaprasza na najgorętszy karnawał Włoch
Wóz
Fot. Anna Zawadzka
Wóz "La bella vita" na tle kościoła del Carmine
Peppe Nappa, król karnawału
Fot. Anna Zawadzka
Peppe Nappa, król karnawału
Na południu Sycylii nawet zimą nieustannie świeci słońce, temperatura od 15 do 18 stopni, a kiedy wieje scirocco - nawet 25. Kiedy trafiłam tu w zeszłym roku, karnawał był jeszcze gorętszy niż zwykle, gdyż wyjątkowo przesunięto go na maj. Tegoroczna - już 111. edycja - odbędzie się tradycyjnie między tłustym czwartkiem a ostatkami, czyli od 3 do 8 marca.

W Polsce już po Bożym Narodzeniu rzucamy się w wir karnawałowej zabawy, we Włoszech carnevale to tylko ostatnie pięć dni przed Wielkim Postem. Pochodzenie nazwy jedna z teorii wywodzi od "carnem levare" , czyli znosić mięso, co ma związek z rychłym zakazem jego spożywania w Wielkim Poście. Do karnawałowych tradycji w Sciacce należy raczenie się tłustymi kiełbasami i mięsiwem rozdawanymi przez uczestników paradnych pochodów (codzienna dieta mieszkańców oparta była na rybach i owocach morza). Wszędzie tłoczą się kolejki do kramików, gdzie sprzedaje się salsiccie (pieczone białe kiełbaski), stufato (duszona wołowina) czy tradycyjne sycylijskie słodkości, jak torrone (nugat z całych migdałów i orzechów laskowych zalanych w miodzie lub masie białkowej) i cannoli (grube rurki z ciasta podobnego do faworków, wypełnionego ricottą z kandyzowanymi owocami i kropelkami czekolady).

Zabawa pod okiem Peppe Nappy

Karnawał rozpoczyna przybycie do miasta króla karnawału - Peppe Nappy, postaci rodem z commedii dell'arte. Wielki łakomczuch i nienasycony żarłok, ale zdolny do wykonywania niespodzianych salt i akrobatycznych tańców jak nikt inny nadaje się do przewodzenia harcom i rozpuście. Oficjalnie wybrano go na symbol karnawału w Sciacce w latach 50. XX w., detronizując dotychczasowego króla - słomianą kukłę zwaną Nannu. Choć tradycyjnie Peppe Nappa ubrany jest na niebiesko, tu nosi zielony strój. Przybywa z morza na pokładzie rybackiego kutra. Na nabrzeżu oczekują go inne karnawałowe postacie, przebierańcy, mieszkańcy i turyści. Rozradowany korowód wiedzie go na rynek - Piazza Angelo Scandiliato - gdzie odbywa się uroczysta prezentacja protagonistów karnawału i koncert najpiękniejszych jego hymnów. Odtąd radosne i skoczne piosenki z tekstami w lokalnym dialekcie będzie słychać nieustannie i wszędzie, bo wraz z przekazaniem przez burmistrza kluczy miejskich Peppe Nappie rozpoczyna się czas tańców, pląsów i zabawy.

Dniami i nocami miasto wzdłuż i wszerz przemierzają pochody karnawałowych wozów otoczonych kolorowymi przebierańcami i roztańczonymi grupami folklorystycznymi (są nawet tancerki brazylijskie, niczym w Rio). Dumnie paradują nieodzowni we włoskich uroczystościach sbandieratori, którzy w historycznych strojach do dźwięku werbli wyrzucają pod niebo wirujące sztandary, by potem złapać je zręcznie, nim dotkną ziemi. Codziennie odbywają się koncerty, przedstawienia teatrzyków, występy kabaretów, a także gwiazd sceny i szklanego ekranu. Zabawy dla dzieci prowadzą postacie z filmów Disneya. Odbywa się też minimaraton pieszy przebierańców o Puchar Peppe Nappy, zjazd miłośników motorów Vespa, a także liczne imprezy towarzyszące - konferencje dotyczące regionu, wernisaże lokalnych artystów, prezentacje książek o miejscowych tradycjach.

Ale za karnawałowe rozpasanie przyjdzie Peppe Nappie słono zapłacić. Gdy tylko w ostatki złoży oficjalnie burmistrzowi klucze miasta, zostanie wraz ze swym wozem spalony na rynku na znak oczyszczenia. Wróci ład i porządek, a ludzie będą musieli odpokutować karnawałowe szaleństwa Wielkim Postem.

Sciacca słynie z karnawału

Kiedy docieram do Sciacci, zabawa trwa w najlepsze i nikt jeszcze nie myśli o smutnym końcu, jaki spotka króla karnawału. Stroma i kręta droga prowadzi na Piazza S. Friscia (tu również zatrzymują się autobusy), gdzie ukazuje mi się długa linia karnawałowych pojazdów. Monumentalne wozy zdobione kolosalnymi kolorowymi postaciami robią imponujące wrażenie. To one właśnie są główną atrakcją karnawału i z nich Sciacca słynie w całych Włoszech, a nawet w świecie.

Atmosfera jest nieco napięta, bo trwają ostatnie przygotowania do uroczystej parady, która jest zarazem konkursem na najpiękniejszy wóz karnawału. Prace nad ich zdobieniem, w które zaangażowana jest wielka liczba mieszkańców Sciacci, rozpoczyna się ok. pięć miesięcy wcześniej. Każde ze stowarzyszeń (circoli) przypisanych do poszczególnych dzielnic przedstawia projekt wozu komisji konkursowej, która ogłasza listę kwalifikacyjną. Rozpoczynają się gorączkowe prace - czasu niewiele, a roboty huk. Wykonanie olbrzymich figur z papier mache (masa z rozmiękczonej w wodzie makulatury z dodatkiem kleju lub gipsu) wymaga przygotowania wielu form, na które nałoży się papkę, i czasu, by mogła ona wyschnąć i stwardnieć na kamień. Potem trzeba wymalować części dekoracji wszystkimi kolorami tęczy. Montażu całości dokonuje się w noc poprzedzającą paradę, w miejscu, skąd ona wyruszy.

Wokół wozów krążą zaciekawieni gapie (ja wśród nich). To świetna okazja, żeby przyjrzeć się wozom dokładnie ze wszystkich stron. Każdy ma swój temat, melodię i scenariusz, prezentowany podczas wieczoru inaugurującego. Każdy opatrzony jest podpisem w miejscowym dialekcie, ale łatwo można domyśleć się ich treści, np. "Casanova", "La bella vita", "Na grzbiecie fali", lecz nie brakuje też zakorzenionej w tradycji tego karnawału satyry polityczno-społecznej w postaci "Zakochanego sułtana".

Dano znak rozpoczęcia parady. Kolorowe dekoracje ożywają i zaczynają się poruszać w rytm muzyki płynącej z głośników każdego wozu.

Kolorowe korowody

Wozy majestatycznie płyną Corso Vittorio Emanuele w ślad za pojazdem Peppe Nappy, wypełniając miasto feerią barw, muzyką i żywiołową radością. Korowód często przystaje - bezpieczne przeprowadzenie monumentalnych pojazdów wąskimi uliczkami to nie lada wyzwanie. Wykorzystuję przestoje, by przyjrzeć się zabytkom - pochód przechodzi przez samo serce centro storico. Najpierw mijamy wielki pałac San Giacomo z XIX w., który od strony Piazza S. Friscia prezentował przepiękną neogotycką fasadę naśladującą wzorce weneckie. Zaś na Corso ukazuje oblicze w stylu empire zdobne czterema hermami w formie sfinksów. Nieco dalej pałac Arone Tagliavia (XV-XVII w.) z ostrołukowymi portalami, zwieńczony blankami. Po prawej stronie z kolei widać trzy absydy w stylu normańskim z XII w. - najstarszą część Duomo (katedra), którą ku czci św. Marii Magdaleny ufundowała Giulietta, córka księcia Rogera z królewskiego rodu Altavilla (Hauteville). Wedle legendy pokochała swojego kuzyna Roberta di Bassavillę, ale ojciec był przeciwny związkowi. Młodzi uciekli, co wywołało wielki skandal. Giulietta ukryła się w Sciacce, gdzie miała urodzić dziecko. W końcu skruszeni kochankowie uzyskali przebaczenie i wyprawiono wesele. Przed śmiercią Roger przekazał córce Sciaccę w wianie.

W świątyni gruntownie przebudowanej w XVII w. podziwiam marmurowe rzeźby znanego we Włoszech palermitańskiego warsztatu Gaginich (XVI w.) zachowane z pierwotnej katedry, freski lokalnego artysty Tomasso Rossiego przedstawiające Apokalipsę i sceny z życia Marii Magdaleny na sklepieniu nawy głównej oraz posąg patronki miasta Matki Bożej Nieustającej Pomocy (XVI w.), w głównym ołtarzu. I znów włączam się w karnawałowy korowód. Na końcu Corso uwagę przykuwa pałac Steripinto z XVI w., w stylu gotyku katalońskiego, którego fasadzie dodaje uroku boniowanie lica kamieni w postaci graniastosłupowej kostki.

Tworzy się zator - pochód z trudem skręca w lewo, w wąską uliczkę Pietro Gerardi. Trudno się przecisnąć, więc wychodzę przez bramę na końcu Corso, skręcam w lewo i po chwili wracam przez Porta San Salvatore w obręb XVI-wiecznych murów. Najpiękniejszą miejską bramę dekorują kolumny postawione na dwóch stylizowanych słoniach. Przede mną kościół del Carmine (pierwotnie San Salvatore wzniesiony w 1089 r. przez księcia Rogera) z zielono-białą kopułą z majoliki, neoklasycystycznym portalem i gotycką rozetą. W głębi Via Incisa, w którą teraz skręca korowód. Po prawej kościół Santa Margherita z fasadą w stylu gotyku katalońskiego (obecnie muzeum sztuki sakralnej). Jego perełkę zobaczymy przy Via Incisa - renesansowy portal z białego marmuru dłuta słynnego Francesca Laurany. Stojąca obok biała warownia z kamienia w stylu arabsko-normańskim to były kościół San Gerlando należący onegdaj do zakonu teutońskiego (Krzyżaków). Po przeciwnej stronie pod nr 48 widać fasadę pałacu Perollo z XV w., z oknami w kształcie gotyckich bifor i barokowym balkonem. To przed nim w 1529 r. leżał przez dwa dni trup Giacoma Perollo, zabitego przez siepaczy Sigismonda Luny. Był to ostatni akt trwającej ponad 100 lat waśni dwóch najpotężniejszych rodów Sciacci - katalońskich Luna i normańskich Perollo. Zrodziła się ona w 1400 r., gdy król Sycylii Marcin I oddał swemu wujowi Artalowi Lunie rękę Margherity Peralta, mimo że z wzajemnością kochał się w niej młody Giovanni Perollo. Do dziś XIII-wieczny zamek Luna, choć mocno pokiereszowany przez trzęsienie ziemi, góruje nad Sciaccą. Z zamku Perollo pozostał tylko portal z ich stemmą. Dochodzimy do Piazza Angelo Scandaliato, rynku i przestronnego tarasu widokowego. To koniec naszej trasy.

Museo del Carnavale

Parada udała się wspaniale. Największy tłum kłębił się przy wozie Casanovy. Uwagę przyciągała umieszczona na dziobie platynowa blondynka o kształtach Sofii Loren, w wydekoltowanym i kusym różowym kostiumie i kapeluszu z szerokim rondem. A to się przeciągała, odchylając się zmysłowo do tyłu, a to siadała, wodząc wzrokiem po zachwyconej widowni. Nic dziwnego, że ten właśnie pojazd wygrał zeszłoroczną edycję konkursu. W tym roku parada zapowiada się nie mniej interesująco. Wśród zakwalifikowanych projektów prócz obowiązkowego wozu Peppe Nappy będzie osiem innych, m.in. „Nie ma jak Neptun”, „Sycylia, wyspa miłości”, „Nawet na Broadwayu nie...”, ale i bardziej refleksyjne: „W poszukiwaniu czarnego złota” oraz „I ty wierzysz jeszcze w bajki?”.

W Museo del Carnavale można obejrzeć ponad 60 ceramicznych modeli wozów, poczynając od lat 80., proces ich powstawania i setki zdjęć. To wspaniała atrakcja dla dzieci i okazja, by doświadczyć karnawałowej atmosfery, nawet jeśli trafimy tu w innym okresie (dzielnica Perriera, na końcu Via Salvador, czynne w godz. 9-13, wstęp wolny).

Sciacca słynie z łagodnego klimatu i leczniczych wód. Od starożytności. Grecy nazywali ją Thermae Selinuntinae, Arabowie - Xiacca (woda). Warto wybrać się do Nuovo Stabilmento delle Terme - spa w stylu secesji. Do wyboru są tu ciepłe kąpiele w wodzie siarkowej i okłady z błota.

Jeśli mamy samochód, wpadnijmy do Stuffe di San Calogero na czubku wznoszącej się na północ od miasta Monte Cronio (czynne do 13). W podziemnych grotach wdycha się buchające z wnętrza ziemi opary o temperaturze 38 stopni C, działające kojąco na górne drogi oddechowe. Miał tu swoją pustelnię św. Calogero, który zawędrował na Sycylię w VI w., by krzewić wiarę chrześcijańską. Czynił cuda, wspierał ubogich i rozmawiał ze zwierzętami. Jego erem (podwójna grota również wypełniona ciepłymi oparami) znajduje się pod bazyliką jego wezwania wznoszącą się na samym szczycie góry. Tutejsze groty otaczano czcią i wykorzystywano dla celów leczniczych już od neolitu, a po starożytnych Grekach zostały liczne ex vota.

Po odnowie biologicznej nabierzemy sił na dalsze karnawałowe szaleństwa.

•  Dojazd. Sciacca leży ok. 70 km na zachód od Agrygentu. Autobusem (linia Lumia) ok. 2 godz., bilet powrotny 9,5 euro, rozkład jazdy: www.autolineelumia.it

W sieci

www.vivisciacca.com

www.carnevaledisciacca.it

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku