Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Indie. Święta z jogą w klasztorze w Kerali

  • Pin It
Przemysław Kozłowski
10.01.2011 , aktualizacja: 10.01.2011 13:55
A A A Drukuj
Św. Mikołaj rozdaje prezenty w czasie Wigilii Fot. Przemysław Kozłowski Św. Mikołaj rozdaje prezenty w czasie Wigilii
Po pełnym wyrzeczeń kursie jogi w indyjskim aśramie przyszedł czas na hinduskiego Mikołaja i ciasto z kremem...
Sesja jogi
Fot. Przemysław Kozłowski
Sesja jogi
Kandydaci na joginów zjeżdżają się do aśramu Sivananda Yoga Vedanta w Kerali wieczorem, na dzień przed rozpoczęciem kursu. Lakszamani (duchowe imię przebywającej tu od kilku lat Iranki) wręcza w recepcji pościel, moskitiery i ulotki z planem dnia, informując o panujących w aśramie zasadach. Pary zostają rozdzielone. Mężczyźni nie mogą odwiedzać żeńskich dormitoriów i vice versa. Można wynająć pokój dwuosobowy, ale trzeba zachować wstrzemięźliwość seksualną. By uszanować lokalną kulturę i klasztorne tradycje nie można okazywać publicznie uczuć: obejmować się, całować, trzymać za ręce. Należy się ubierać tak, by nie odsłaniać ramion i nóg i nie podkreślać kształtów ciała, a więc żadnych koszulek bez rękawów, szortów, obcisłych legginsów, także w trakcie ćwiczeń jogi. Obowiązuje dieta wegetariańska - bez mięsa, ryb, jajek, czosnku, cebuli, no i oczywiście bez używek. - Te wszystkie paskudztwa wpływają na świadomość i zaburzają medytację - kończy Lakszamani. Tak poinstruowani rozchodzimy się do dormitoriów.

Energia aśramu

Dźwięk dzwonu przeszywa ciemność, choć do świtu i satsangu (grupowa medytacja, śpiew, pogadanka) jeszcze 40 min. Po dormitorium krąży wolontariusz i dobudza opornych. Kilka osób spóźnia się jednak na sprawdzanie obecności, które odbywa się przed szóstą, by medytacja z udziałem wszystkich mieszkańców mogła zacząć się punktualnie - energia aśramu jest bowiem wypadkową energii jej członków. Pierwszego dnia kursu zamiast satsangu zarządzono cichy spacer nad jezioro.

Aśram leży pośród gór Sahyadri, nad sztucznym jeziorem otoczonym przez Park Krajobrazowy Neyyar. Po 20 min dochodzimy do długiego kamiennego brzegu. Kilkadziesiąt osób siada po turecku na matach do ćwiczeń jogi. Hindus z sąsiedniej wsi zajęty poranną toaletą zdaje się nie zwracać na nas uwagi. W gładkim lustrze wody odbijają się porośnięte dżunglą wzgórza. Wschodzi słońce, zmieniając kolor wody z różowego na złoty. Po jeziorze rozchodzi się śpiew wydobyty z wielojęzycznych gardeł: "Dźaje Ganeśa, Dźaje Ganeśa, Dźaje Ganeśa Pahimam Hare Rama, Hare Rama, Rama Rama, Hare Hare, Hare Kriszna, Hare Kriszna, Kriszna Kriszna, Hare Hare ".

Po powrocie zbieramy się w świątyni, by odśpiewać jeszcze jedną krótką hinduską pieśń i dostać prasad - garstkę jedzenia rozdawanego przez kapłanów po pudźi, czyli hinduskim nabożeństwie. W ogrodzie pod drzewem chlebowca sezamowe kuleczki popijamy ćajem masala (słodka herbata z mlekiem) i poznajemy się wzajemnie. Niektórzy są pierwszy raz, inni - od dawna. Jedni przylecieli do Indii tylko na dwa tygodnie, specjalnie na kurs, dla innych pobyt tu to tylko krótki przystanek w długiej podróży. Szukają odmiany od świątecznej rutyny i wytchnienia od wyścigu szczurów, doskonalą swoje umiejętności. Pogawędki przerywa bicie dzwonu - czas myć kubki i zacząć pierwsze zajęcia jogi.

Komfortowe siedzenie po turecku?

- Proszę usiąść komfortowo ze skrzyżowanymi nogami i wyprostowanym kręgosłupem - instruuje ekwadorski nauczyciel jogi. Dla Szkota Endy'ego, który porzucił dobrze płatną pracę inżyniera, by zostać pisarzem i joginem, to same sprzeczności: - Nie wyobrażam sobie komfortowego siedzenia po turecku - sapie czerwony na twarzy. Zaczynamy od rozruszania mięśni oczu, kręcąc gałkami we wszystkie strony; później - szyja i kark. Wreszcie możemy się położyć i uczymy się prawidłowego relaksu. Po kolei relaksujemy każdą część ciała. Łatwo przy tym zasnąć, dlatego medytować też będziemy w tej „komfortowej” pozycji. Czas na surya namaskar - powitanie słońca. Stojąc prosto, składamy ręce jak do modlitwy, podnosimy je do góry, skłon, kucnięcie, nogi do tyłu, pompka, kobra, most, nogi do dłoni i powrót do pozycji wyjściowej. Każde zajęcia zaczynamy od tego starożytnego rytuału, który pozwala rozruszać ciało i rozciągnąć większość mięśni - powtarzamy cały cykl od kilku do kilkunastu razy. Tak przygotowani zaczynamy ćwiczyć różne asany - pozycje jogi. Pierwszą lekcję kończymy nauką właściwego oddychania, czyli głębokiego wdechu i wydechu z wykorzystaniem płuc i przepony. Przed rozejściem się jeszcze końcowa relaksacja i modlitwa w sanskrycie, która rozpoczyna i kończy wszystkie treningi.

Wygłodniali idziemy na śniadanie. Zbieramy się w dużej jadalni i zasiadamy w długich rzędach po turecku, na matach rozłożonych na podłodze. Po sali krążą ludzie z metalowymi wiadrami, z których nakładają na blaszane talerze wegetariańskie potrawy (zwyczajem indyjskim je się prawą ręką, lewa służy do czynności higienicznych). Posiłek, choć ugotowany bez przypraw, jest zdrowy i smaczny. Popijamy ziołową herbatą (smakuje jak wędzona), która wspomaga trawienie. Jemy w ciszy, a po posiłku każdy zmywa po sobie naczynia.

Karma joga

Indyjski filozof Patańdźali żyjący w IV w. p.n.e. wymienia kilka rodzajów jogi: hatha joga - ćwiczenia fizyczne, radźa joga - medytacja, mantra joga - powtarzanie lub śpiewanie mantr, dźniana joga - zdobywanie wiedzy, karma joga - wykonywanie codziennych obowiązków. Po śniadaniu czas na karma jogę. Kenijczyk George z długimi dredami jest w aśramie od ośmiu miesięcy i odpowiada za prace na rzecz ogółu. Nowo przybyli losują prace społeczne, które będą wykonywać przez cały pobyt w Sivanandzie: pomoc w kuchni, nakładanie posiłków z wiader, krojenie owoców na sałatkę w „chatce zdrowia”, zamiatanie dormitoriów, pielenie w ogrodzie. - Chyba miałem złą karmę - narzeka Atul, młody Hindus z Kerali. - Wylosowałem mycie klozetów. Międzynarodowe centra Sivananda Yoga Vedanta założył w 1959 r. Swami Vishnudevananda, uczeń Swamiego Sivanandy - guru, jogina, hinduskiego świętego. Wtedy poza Indiami mało kto słyszał o jodze. Dziś aśramy i ośrodki Sivanandy są na wszystkich kontynentach.

- Aby poprawić fizyczną, umysłową, emocjonalną i duchową jakość życia ludzi na całym świecie Swami Vishnudevananda zsyntetyzował całą mądrość jogi do pięciu głównych zasad: właściwe ćwiczenia, właściwe oddychanie, właściwa relaksacja, wegetariańska dieta oraz medytacja i pozytywne myślenie - wykłada główny swami aśramu, Włoch urodzony w Zimbabwe. Vishnudevananda był nie tylko wielkim mistrzem hatha i radźa jogi, ale także działaczem na rzecz światowego pokoju i latającym guru. Swoim małym, barwnie pomalowanym samolotem przelatywał nad rejonami wojen i konfliktów, "bombardując" je ulotkami i kwiatami. W 1989 r. przeleciał motolotnią nad murem berlińskim, który wkrótce potem został obalony. Dążył też do pojednania wszystkich religii i zapraszał do aśramu ich przedstawicieli. Te ekumeniczne tradycje cały czas są kultywowane. Sala, gdzie ćwiczymy jogę, jest hinduską świątynią. Wiszą w niej obrazy przedstawiające hinduskich bogów i boginie, ale także Jezusa, Buddę, sikhijskiego guru Nanaka, panorama Mekki z Wielkim Meczetem i Jerozolimy z Synagogą.

Wigilia w aśramie

Dzień przed Wigilią w głównej aśramowej sali przy figurach Swamiego Vishnudevanandy i tańczącego boga Śiwy stanęła ubrana choinka i szopka. Na drzewach i palmach w ogrodzie zawisły lampki i papierowe gwiazdy. Świąteczny program kulturalny jest inny każdego dnia. Były koncerty klasycznej muzyki indyjskiej, wystawa malarstwa, pokaz tajskiego masażu, całodzienna wyprawa do wodospadów w dżungli. Tego wieczora z Trivandrum przyjechali aktorzy Kathakali - keralskiego teatru przedstawiającego historie z hinduskich eposów „Ramajana” i „Mahabharata”.

W Wigilię od rana wyczuwa się ogólne podniecenie. Wszyscy spędzają święta z dala od domu i teraz myślą o rodzinach. Do telefonu w recepcji ustawiła się długa kolejka. Inni poszli do wiejskiej kafejki internetowej dzwonić przez Skype'a. Wreszcie nadchodzi wieczór wigilijny. Początek jak co dzień - medytacja i hinduskie pieśni. Potem koncert muzyki indyjskiej i kolędy. Grupa ochotników ćwiczyła angielskie kolędy od dwóch dni, więc repertuar jest imponujący. Kasi z Gdańska, będącej w kilkumiesięcznej podróży po Azji, brakuje jednak czegoś swojskiego, ale nie wystarcza jej odwagi, by wyjść na scenę i przed ponad setką ludzi zaśpiewać "W żłobie leży". Nuci więc pod nosem. Po kolędach tłum ustawia się w kolejce do szopki, by sypnąć garść kwiatów i złożyć pokłon dzieciątku Jezus. Przed maleńką figurką w żłóbku padają na kolana także Hindusi. Nagle do sali wbiega Święty Mikołaj z wielkim worem, potrząsając dzwonkiem. Strój czerwony, broda biała, twarz ciemnobrązowa (przebrał się jeden z Hindusów, ale z powodu brody z waty trudno go rozpoznać). Długo trwa rozdawanie prezentów. Kasia dostała metalowy kubek. - Przyda się na dalszą drogę - cieszy się podróżniczka - mój plastikowy kubek połamał się w plecaku. Na koniec wigilijnego wieczoru wielkie odstępstwo od aśramowej diety - ciasto z kremem! Gdy kładziemy się spać po północy z perspektywą pobudki przed świtem, moja rodzina w Polsce dopiero kończy jeść karpia w galarecie i zabiera się za barszcz z uszkami...

Sivananda Yoga Vedanta Ashram w Kerali organizuje dwutygodniowe kursy Hatha Jogi, ze specjalnym programem kulturalnym w okresie Bożego Narodzenia. Trzeba zapłacić z góry za 3 dni - nocleg w dormitorium, całodzienne wyżywienie i lekcje jogi - 600 rupii (ok. 38 zł)

www.sivananda.org

Rozkład dnia

Godz. 5.20 - pobudka, 6 - satsang, 7.30 - herbata, 8 - lekcje jogi (2 godz.), 10 - śniadanie, 11 - karma joga (praca na rzecz aśramu przez godzinę), 12.30 - ćwiczenia jogi dla chętnych (konsultacje indywidualne z trenerem), 13.30 - herbata i owoce, 14 - wykład, 15.30 - lekcje jogi (2 godz.), 18 - obiad, 20 - satsang, 22.30 - gaszenie świateł

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku