Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Polska. Szlakiem Stu Jezior

  • Pin It
Jerzy Pawleta
15.11.2010 , aktualizacja: 16.11.2010 08:13
A A A Drukuj
Jezioro Jaroszewskie w Sierakowie Fot. Jerzy Pawleta Jezioro Jaroszewskie w Sierakowie
Krajobraz zmienia się co kilometr i wciąż towarzyszą mi jeziora - od dużych po maleńkie oczka.
Kościół Jana Chrzciciela w Międzychodzie
Fot. Jerzy Pawleta
Kościół Jana Chrzciciela w Międzychodzie
XV-wieczny kościół we wsi Psarskie
Fot. Jerzy Pawleta
XV-wieczny kościół we wsi Psarskie
Przez Pojezierze Międzychodzko-Sierakowskie, nazywane Krainą Stu Jezior, biegnie Szlak Stu Jezior - jeden z pierwszych rowerowych w Wielkopolsce, wytyczony w 1999 r. Powstał w zróżnicowanym, pagórkowatym terenie, biegnie po asfaltowych, polnych i leśnych drogach. Krajobraz zmienia się niemal co kilometr i wciąż towarzyszą nam jeziora - od dużych po maleńkie oczka schowane za załomem terenu czy w gęstym lesie.

***

Do Szamotuł docieram pociągiem z Poznania koło południa i natychmiast ruszam w drogę, wypatrując czarnych szlaków rowerowych na tle białego prostokąta. Z dworca w lewo, na drugim skrzyżowaniu ponownie w lewo i ul. Wojska Polskiego przekraczam tory kolejowe. Po kilku minutach, we wsi Gałowo kusi mnie park ze stojącym na skraju neoklasycystycznym pałacem Mycielskich (obecnie własność Agencji Nieruchomości Rolnych). Bywał tu i malował Wojciech Kossak - sportretował właścicieli na tle stada koni.

Na końcu wsi skręcam w prawo, w stronę Jastrowa. Dalej droga (asfaltowa, bita, polna) biegnie przez las. Za knieją wpadam do wsi Rudki. Na polu stoją wielkie piramidy z bali zrolowanej słomy - idealne miejsce na małą sesję zdjęciową. Po ponad ośmiu kilometrach - miasteczko Ostroróg, z ryneczkiem i otynkowanym gotyckim kościołem z XV w., o jasnym barokowym wnętrzu. Zdobi go niewielki zegar słoneczny. Nieopodal, przy wąskiej ulicy rozpada się podcieniowy budynek z drewnianą elewacją pierwszego piętra (szkoda, niewiele już takich zostało). Tuż za rynkiem pomnik Jana Ostroroga (1436-1501), doradcy Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta, autora m.in. "Memoriału w sprawie uporządkowania Rzeczypospolitej", który urodził się tu, nad Jeziorem Wielkim. Przed pomnikiem skręcam w lewo, po prawej zostaje jezioro Mormin. We wsi Wielonek mijam kapliczkę i jadę dalej, prosto w las. Za leśniczówką Klemensowo dłuższy postój na drugie śniadanie. Pogoda i okolica sprzyjają relaksowi. Po długim prostym odcinku polną drogą, przed Zajączkowem, ponownie asfalt - przejechałem już ok. 20 km mojej trasy. Za przystankiem autobusowym skręcam w prawo, w stronę barokowego pałacu z wysokim czterospadowym polskim dachem łamanym, otoczonego parkiem i szczelnym płotem z zamkniętą na cztery spusty bramą. Pałac powstał w 1910 r. dla rodziny Urbanowskich z rozbudowanego barokowego dworu. Zachowano i połączono ze sobą elementy klasycystyczne i barokowe. Niestety, nowy gospodarz, Kuratorium Oświaty w Poznaniu, ani myśli podzielić się swoim dobrem z przygodnym turystą.

Szlakiem Stu Jezior

Teren wokół jest tak zagrodzony, że nie sposób dotrzeć do jeziora. Okrążam je dużym łukiem, docierając do wsi Psarskie nad Jeziorem Psarskim. Pośród okazałych dębów stoi tu XV-wieczny ceglany kościółek. Wnętrze zdobią witraże i ambona w kształcie łodzi z okazałą kotwicą i sieciami rybackimi. Szlak rowerowy kluczy na skrzyżowaniach i rozwidleniach dróg - trzeba się pilnować, by go nie zgubić. Kiedy docieram do Sierakowskiego Parku Krajobrazowego, słońce jest już niebezpiecznie blisko widnokręgu. Robi się szarawo i chłodno. Na szczęście uciążliwy wiatr nieco zelżał. We wsi Białokosz zaczynam się rozglądać za noclegiem. Z drogi, którą przyjechałem do wsi, szlak skręca w prawo. Przydrożna tablica „Pałac Białokosz” informowała o noclegach i restauracji w klasycystycznym dworze. Budynek i zadbany park schodzący do dużego jeziora robią dobre wrażenie. Ale dziś odbywają się tu jakieś szkolenia (sprawdziłem ceny pokoi: dwójka 160 zł, w restauracji ceny przystępniejsze, www.bialokosz.pl). Wracam na skrzyżowanie i rozpoczynam mozolną wspinaczkę w stronę punktu widokowego. A tu tabliczka: „Dom Baby Jagi - noclegi” - 600 m boczną drogą opadającą stromo w dół. Ryzykować, gdy coraz ciemniej i zimniej? Szybko zaliczam punkt widokowy i drogą opadającą w dół lub pnącą się po niewielkich wzgórzach, między którymi co rusz srebrzy się jezioro czy staw, docieram do wsi Chrzypsko Wielkie. Gdy pytam o nocleg, mieszkańcy robią wielkie oczy. Pędzę dalej. Do Sierakowa, centrum turystycznego na granicy Pojezierza Poznańskiego i Puszczy Noteckiej, jeszcze ok. 12 km. Noc zastaje mnie na sierakowskim rynku. Żadnego hoteliku. Mieszkańcy odsyłają do ośrodków wczasowo-szkoleniowo-wypoczynkowych, 2-3 km za miastem. Prowadzi mnie ścieżka rowerowa odizolowania od głównej drogi na Kwilicz. Skręcam w lewo w czarny las. Pomiędzy drzewami żarzą się pojedyncze światełka domków letniskowych czy kempingowych. Poza tym cisza, wszystko pozamykane. Koniec sezonu. Ale ośrodek Kama działa! W cenie noclegu (90 zł) także sauna (www.osrodek-kama.pl). Zasypiam jak dziecko - przejechałem ponad 50 km.

***

Niedzielny ranek rozpoczynam od leśnego spaceru w poszukiwaniu jednego z dwóch jezior - Jaroszewskiego lub Lutomskiego - pomiędzy którymi leżą ośrodki. Znajduję jednak tylko masę grzybów (niejadalnych). Po lekkim śniadaniu, wracam do Sierakowa. Tuż przy głównej drodze znajduję Jezioro Jaroszewskie. Jedynymi użytkownikami zadbanego nabrzeża są wędkarze. Pod kościołem tłumek wiernych uczestniczących w mszy. Gdy ta się kończy, podziwiam późnorenesansowy pobernardyński kościół Najświętszej Marii Panny Niepokalanie Poczętej (1624-39) z pięknym barokowym wnętrzem. Oszałamia wielkość i bogactwo ołtarzy. Rzeźby, posągi, herby rycerskie, intarsjowane stalle, chrzcielnica, organy, obrazy, m.in. w głównym ołtarzu „Zdjęcie z krzyża” z pracowni Rubensa. Uwagę zwraca monumentalny półnagi wyrzeźbiony Sarmata (kozacka fryzura, sumiaste wąsy) podtrzymujący imponujący nagrobek pnący się po ścianie świątyni. Złocona tablica wyjaśnia po łacinie, że osoby, których portrety trumienne ozdabiają pomnik, to Jan Opaliński i Zofia Opalińska z Czarnkowskich, rodzice królowej Katarzyny Leszczyńskiej, dziadkowie królowej Francji Marii Leszczyńskiej. Długi łaciński napis głosi chwałę rodów Opalińskich, Leszczyńskich i Czarnkowskich. Na rynku robię niezbędne zakupy i ul. Zamkową podjeżdżam pod XIV-wieczny zamek Opalińskich nad Wartą, odbudowany z ruin w latach 90. W lewym skrzydle w czerwcu 1995 r. otwarto muzeum. Do piwnic, zamienionych na kryptę z ołtarzem, przeniesiono odnalezione w podziemiach kościoła pobernardyńskiego sarkofagi z prochami Opalińskich. Parę kroków dalej stadnina ogierów rasy wielkopolskiej, założona w 1829 r. Konie przyglądają mi się zza kolczastego drutu, wyskubując resztki trawy i wystawiając pyski do pogłaskania.

***

Opuszczam sierakowski rynek ul. Daszyńskiego i jadę czarnym szlakiem przez las, w stronę wsi Góra. Za nią zaczyna się prawdziwa wspinaczka do wsi Śrem. Po prawej majaczy kolejne jezioro - Wielkie. Stąd, odbijająca w prawo wąska droga robi się fantastycznie pofalowana. Mijam przesmyk pomiędzy Jeziorem Małym a Śremskim, najgłębszym (45 m) na tym pojezierzu, leżącym 6 m poniżej poziomu morza. Kolejna wspinaczka - i już wieś Chalin. Na jej obrzeżach w dawnym okazałym dworze z połowy XIX w. ówczesnego właściciela wsi i działacza niepodległościowego Apolinarego Kurnatowskiego znajduje się Ośrodek Edukacji Przyrodniczej z niewielkim muzeum.

Spaceruję po zabytkowym parku, po którym wytyczono trasę nordic walking. Największe wrażenie robi jednak ogródek z ziołami, nad którymi fruwa chmara kolorowych motyli.

Po odpoczynku i posiłku na ławie przed dworem wracam na szlak i gruntową drogą docieram nad Jezioro Młyńskie. We wsi Prusim kusi piaszczyste kąpielisko ze słomianymi parasolami i niebieską budką ratownika. Nad wodę prowadzi Aleja Gwiazd. Wioska robi miłe wrażenie, widać, że mieszkańcy mają wyobraźnię, duże poczucie humoru i chęć poprawiania otoczenia. Na jedynym skrzyżowaniu wierna replika armaty spod Racławic wykonana na podstawie obrazu Wojciecha Kossaka - stoi na biegnącym tędy Szlaku Powstań Narodowych. Ławeczki mają imiona, np. "Łucka". Ścianę za przeszklonym przystankiem autobusowym zdobi mural z motywami z bajek Disneya. Ozdobą Prusimia jest zabytkowy dom obrośnięty czerwonym o tej porze roku bluszczem i chata z muru pruskiego. We wsi szlak skręca w prawo, na rozstaju dróg jeszcze raz w prawo, pnąc się ostro pod górę piaszczystą drogą. Dawniej biegła w lewo przez tory kolejowe do wsi Kamionna, potem do Kolna, dziś prosto do Kolna, przez las i pola. Od Kolna już asfalt do głównej drogi Wronki - Międzychód. Po kilku minutach jestem przy jasno otynkowanym gotyckim kościele św. Jana Chrzciciela z XVI w., najstarszym zabytku miasta. Ruszam w poszukiwaniu dworca kolejowego, mijając rynek i kilka ciekawych kamienic. Z daleka połyskuje Jezioro Miejskie. I tak kończy się moja ponad 70-kilometrowa trasa rowerowa. Ale nie wycieczka - pociągi nie kursują od kilkunastu lat.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku