Serce zostało we wsi Łubianka pod Toruniem
08.11.2010
, aktualizacja: 09.11.2010 09:27
Serce zostało we... wsi Łubianka pod Toruniem, w moim domu rodzinnym. Zawsze tam wracam i wracać będę - kocham to miejsce na ziemi, gdzie wszystko przeżyłem po raz pierwszy - mówi Piotr Całbecki, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego.
ZOBACZ TAKŻE
- Piotr Pawłowski - serce zostało w... (08-02-10, 06:00)
- Serce pozostaw w... (14-02-04, 01:00)
- Serce zostało w Maroku (02-02-11, 06:00)
- Serce zostało w Afryce (31-01-11, 06:00)
- Serce zostało w...Wspomnienia z podróży (16-01-11, 06:00)
- Serce zostało w Kambodży (23-08-10, 06:00)
- Serce zostało w Indiach (20-12-10, 12:47)
- Serce zostało na wyspie Ovalau (15-11-10, 11:41)
Gmina Łubianka leży między Chełmnem a Toruniem i choć tworzą ją typowe pomorskie wsie, szczyci się wieloma gotyckimi zabytkami. Warto zobaczyć choćby gotycki zamek i kościół w Bierzgłowie czy odbudowywany właśnie wiatrak koźlak z XIX wieku. Samo województwo kujawsko-pomorskie ma wszystko, czego można zapragnąć: bezkresne lasy, piękne jeziora, czyste rzeki, renomowane uzdrowiska i godne uwagi zabytki. To wymarzone okolice, by podreperować zdrowie, zbierać grzyby, wędkować, uprawiać sporty wodne i konne przejażdżki. Można u nas "dotknąć gotyku" i zobaczyć miejsce, w którym urodził się wielki astronom, torunianin Mikołaj Kopernik, a w Biskupinie na Pałukach przekonać się, jak żyli ludzie 700 lat przed naszą erą. Jako pamiątkę można zabrać do domu toruński piernik czy... wędzony półgęsek (Kołuda pod Inowrocławiem to stolica polskiej i europejskiej hodowli gęsi; tutejszy Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki, właściciel genotypu gęsi białej kołudzkiej, zaopatruje hodowców krajowych i zagranicznych). Region jest bowiem ojczyzną wielu oryginalnych smaków. Słynne są węgierkowe powidła z okolic Strzelec Dolnych pod Bydgoszczą, miody z pasiek w parkach krajobrazowych Chełmińskim i Nadwiślańskim oraz nalewki o wdzięcznych nazwach: bulimiączka, dereniówka, dzięgielówka. A we wrześniu odbywa się u nas Festiwal Smaków - od pięciu lat do maleńkiego Gruczna niedaleko Świecia przybywają smakosze i producenci żywności z całego kraju, a nawet ze świata.
Niezapomniany dzień miał miejsce...
w Rzymie w 1998 roku, a moim przewodnikiem po tym niesamowitym mieście była Alicja Grześkowiak, wówczas marszałek senatu. Spisała się znakomicie i do dziś wspominam ją, oglądając fotografie Watykanu czy Colosseum (poświeciła nam cały dzień, by z wyjątkową pasją i znawstwem opowiadać o zabytkach i historii Wiecznego Miasta).
Najlepsze wakacje spędziłem...
w dzieciństwie, na obozie harcerskim nad jeziorem Sośno, dziś to teren Brodnickiego Parku Krajobrazowego (pierwszy raz wyjechałem wtedy samodzielnie). Równie ciepło wspominam pewien listopadowy tydzień w Zakopanem spędzony z moją przyszłą żoną Dagną. Pustki na Krupówkach, na trasach prawie nikogo, góry tylko dla nas. Wciąż mam też w pamięci nieplanowane krótkie wakacje - szybka decyzja i już jedziemy na Mazury, w Bieszczady, w Tatry czy na spływ kajakowy Czarną Hańczą. To miało wyjątkowy urok!
W Polsce lubię...
przyrodę i historię, bo są wyjątkowe. Największe wrażenie robią na mnie góry, szczególnie Bieszczady i - oczywiście - Kujawy i Pomorze. Ale zachwycam się też wschodnią Polską z jej wyjątkowym klimatem oraz Mazurami. No i lubię szlaki kajakowe. Polecam zwłaszcza Drwęcę, Brdę i Wdę - z powodu pięknych widoków i dzikiej przyrody.
Na wyprawę zawsze zabieram...
mapę. To dla mnie podstawa. Nie zmieniłem zdania i nie korzystam z nawigacji satelitarnej, choć dziś prawie każdy samochód ma GPS. Zabieram też książkę, mimo iż rzadko udaje mi się ją przeczytać do końca - moje trzy córki mają (słusznie) inne pomysły na miłe spędzanie czasu. Oczywiście konieczna jest gotówka, a z liczną rodziną zawsze jej w podróżach za mało. Z nostalgią wspominam czasy, gdy na wyjazd w góry brało się tylko namiot, plecak z konserwami i pieniądze na bilet...
Mój ulubiony hotel...
Zdecydowanie nie lubię hoteli, korzystam z nich, jeśli muszę. Chętnie wracam za to do Wilczej Jamy - gospodarstwa agroturystycznego w Bieszczadach (najpierw w Mucznem, teraz w Smolniku). Jest pięknie położone i można się tam czuć jak w domu.
Niebo w gębie poczułem...
w październiku 2009 roku w centrum Tokio, jedząc sushi na największym na świecie targu rybnym Tsukiji. Jest tak słynny, że stał się jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta. Codziennie sprzedaje się tu ok. 3 tys. ton ryb i owoców morza (w sumie ponad 450 gatunków), a handlarze posiadają specjalne licencje. Cieszę się, że udało mi się odwiedzić to miejsce, bo przeczytałem niedawno, że targ ma zostać zamknięty.
Nigdy więcej nie powrócę do...
Nie ma miejsca, które kojarzyłoby mi się aż tak źle. Na szczęście!
Wkrótce będę w drodze...
w góry. Ferie zimowe spędzimy całą rodziną w Bukowinie Tatrzańskiej, na nartach.
Wymarzony cel podróży:
Jerozolima i Ziemia Święta. Byłem w Jerozolimie w marcu 2009 roku, ale tylko przez dwa dni - narobiłem sobie smaku i bardzo chciałbym tam wrócić.
Piotr Całbecki to doświadczony samorządowiec, ekspert w dziedzinie funduszy europejskich, promotor turystyki i zapalony turysta wodniak, pomysłodawca odrodzenia tradycji spożywania gęsiny na św. Marcina, czyli w dniu Narodowego Święta Niepodległości
Niezapomniany dzień miał miejsce...
w Rzymie w 1998 roku, a moim przewodnikiem po tym niesamowitym mieście była Alicja Grześkowiak, wówczas marszałek senatu. Spisała się znakomicie i do dziś wspominam ją, oglądając fotografie Watykanu czy Colosseum (poświeciła nam cały dzień, by z wyjątkową pasją i znawstwem opowiadać o zabytkach i historii Wiecznego Miasta).
Najlepsze wakacje spędziłem...
w dzieciństwie, na obozie harcerskim nad jeziorem Sośno, dziś to teren Brodnickiego Parku Krajobrazowego (pierwszy raz wyjechałem wtedy samodzielnie). Równie ciepło wspominam pewien listopadowy tydzień w Zakopanem spędzony z moją przyszłą żoną Dagną. Pustki na Krupówkach, na trasach prawie nikogo, góry tylko dla nas. Wciąż mam też w pamięci nieplanowane krótkie wakacje - szybka decyzja i już jedziemy na Mazury, w Bieszczady, w Tatry czy na spływ kajakowy Czarną Hańczą. To miało wyjątkowy urok!
W Polsce lubię...
przyrodę i historię, bo są wyjątkowe. Największe wrażenie robią na mnie góry, szczególnie Bieszczady i - oczywiście - Kujawy i Pomorze. Ale zachwycam się też wschodnią Polską z jej wyjątkowym klimatem oraz Mazurami. No i lubię szlaki kajakowe. Polecam zwłaszcza Drwęcę, Brdę i Wdę - z powodu pięknych widoków i dzikiej przyrody.
Na wyprawę zawsze zabieram...
mapę. To dla mnie podstawa. Nie zmieniłem zdania i nie korzystam z nawigacji satelitarnej, choć dziś prawie każdy samochód ma GPS. Zabieram też książkę, mimo iż rzadko udaje mi się ją przeczytać do końca - moje trzy córki mają (słusznie) inne pomysły na miłe spędzanie czasu. Oczywiście konieczna jest gotówka, a z liczną rodziną zawsze jej w podróżach za mało. Z nostalgią wspominam czasy, gdy na wyjazd w góry brało się tylko namiot, plecak z konserwami i pieniądze na bilet...
Mój ulubiony hotel...
Zdecydowanie nie lubię hoteli, korzystam z nich, jeśli muszę. Chętnie wracam za to do Wilczej Jamy - gospodarstwa agroturystycznego w Bieszczadach (najpierw w Mucznem, teraz w Smolniku). Jest pięknie położone i można się tam czuć jak w domu.
Niebo w gębie poczułem...
w październiku 2009 roku w centrum Tokio, jedząc sushi na największym na świecie targu rybnym Tsukiji. Jest tak słynny, że stał się jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta. Codziennie sprzedaje się tu ok. 3 tys. ton ryb i owoców morza (w sumie ponad 450 gatunków), a handlarze posiadają specjalne licencje. Cieszę się, że udało mi się odwiedzić to miejsce, bo przeczytałem niedawno, że targ ma zostać zamknięty.
Nigdy więcej nie powrócę do...
Nie ma miejsca, które kojarzyłoby mi się aż tak źle. Na szczęście!
Wkrótce będę w drodze...
w góry. Ferie zimowe spędzimy całą rodziną w Bukowinie Tatrzańskiej, na nartach.
Wymarzony cel podróży:
Jerozolima i Ziemia Święta. Byłem w Jerozolimie w marcu 2009 roku, ale tylko przez dwa dni - narobiłem sobie smaku i bardzo chciałbym tam wrócić.
Piotr Całbecki to doświadczony samorządowiec, ekspert w dziedzinie funduszy europejskich, promotor turystyki i zapalony turysta wodniak, pomysłodawca odrodzenia tradycji spożywania gęsiny na św. Marcina, czyli w dniu Narodowego Święta Niepodległości
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl















