Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Bawaria. Łabędzi zamek w Neuschwanstein

  • Pin It
Monika Utnik-Strugała
10.10.2010 , aktualizacja: 12.10.2010 10:32
A A A Drukuj
Neuschwanstein, Niemcy Fot. Shutterstock Neuschwanstein, Niemcy
To w bawarskich Alpach zobaczymy oryginał bajkowego zamku z czołówek filmów Walta Disneya...
Łabędzi zamek w Neuschwanstein
Fot. Monika Utnik-Strugała
Łabędzi zamek w Neuschwanstein
Schwangau przywitało nas burzą. Niepocieszeni, zakwaterowaliśmy się w hotelu z charakterystyczną dla bawarskiej architektury wieżyczką-wykuszem ozdobioną freskami i czekaliśmy, aż przestanie lać. Nie przestawało, więc ruszyliśmy na spacer pod parasolem. Ścieżka za hotelem prowadziła przez łąki. Było parno, gęsta mgła przesłoniła góry na horyzoncie. Tylko w jednym miejscu majaczyła nieśmiało biała wieżyczka. Potem wyłoniły się girlandy balkonów, blanki, mury... Im bliżej Neuschwanstein, tym więcej dostrzegaliśmy detali. W tej romantycznej scenerii, trochę złowieszczej, trochę melancholijnej, stoi słynny zamek Ludwika II Bawarskiego.

Łabędzi zamek w Neuschwanstein

Neuschwanstein (Nowy Łabędzi Kamień), zbudowany w XIX w. nad przełomem rzeki Pöllat w Alpach Bawarsko-Tyrolskich, powstawał przez 17 lat. Ten neoromańsko-pseudomauretańsko-gotycki twór miał mieć 90 pokoi (ukończono 30). Ma 35 km korytarzy, nie mówiąc o 400-stopniowych schodach. I jeszcze jedna rekordowa liczba: podobno 200 mniszek przez siedem lat haftowało jedwabne obicia na krzesła i fotele. Rozrzutność Ludwika II często tłumaczy się artystyczną wizją, która nie znosiła ograniczeń, a rzadko wspomina się o aspekcie politycznym kosztownej inwestycji. W 1866 r. Bawaria (sprzymierzona z Austrią) przegrała wojnę z Prusami. Ludwik stał się wasalem pruskiego króla, na czym bardzo ucierpiała jego duma. Zamek, którego budowę rozpoczął w 1867 r., miał mu zrekompensować utratę suwerenności i stać się jego prywatnym niepodzielnym królestwem - królestwem marzeń. Budowa wyszukanej rezydencji kosztowała króla koronę - pochłonięty urządzaniem zamku coraz częściej zaniedbywał państwowe obowiązki. W 1867 r. zerwał zaręczyny z księżniczką bawarską Sophie Charlotte, siostrą cesarzowej Elżbiety, co utwierdziło go w przekonaniu o swoim homoseksualizmie, a jako że był gorliwym katolikiem, nie pozostawało bez wpływało na i tak chwiejną psychikę. Unikał ludzi, całe dnie przebywał w najodleglejszych zakątkach zamku. 9 czerwca 1886 r. rząd uznał Ludwika za niepoczytalnego i zmusił do podpisania aktu abdykacji. Trzy dni później jego ciało znaleziono w jeziorze Alpsee niedaleko posiadłości Berg, w której został osadzony. Już siedem tygodni po śmierci króla dzieło jego życia, azyl, zamek-pustelnię udostępniono zwiedzającym.

Rezydencja jak z bajki

Droga do Neuschwanstein prowadzi zboczem góry. Skały są regularnie wzmacniane i zabezpieczane siatką, bo grunt, na którym stoi zamek, ma tendencję do osuwania się.

Wychodzimy na żelazny Marienbrücke nad wodospadem Pöllat Gorge. Ufundował go w 1850 r. Maksymilian II Bawarski (ojciec Ludwika) jako prezent dla klubu wspinaczkowego Marie, któremu gorąco kibicował. Maksymilian miał w okolicy zamek Hohenschwangau, który w XII w. należał do rodu rycerzy Schwangau, z łabędziem (Schwan) w herbie. Do urządzenia swojej posiadłości stary król zatrudnił byłego scenografa teatralnego, który pokrył ściany sal scenami z opowieści o Lohengrinie - Rycerzu Łabędziu (podobno zamieszkiwał te strony). Od małego wyobraźnia Ludwika była karmiona średniowiecznymi legendami. Nic więc dziwnego, że budując swój zamek, poszedł śladami ojca. Zatrudnił scenografa dworskiego teatru Christiana Janka i kazał mu udekorować większość sal scenami z legendy o Lohengrinie. Wyjątkiem była prywatna sypialnia Ludwika (freski przedstawiają losy Tristana i Izoldy) oraz kipiąca bizantyńskim przepychem Sala Tronowa, w której miał stanąć tron z kości słoniowej (nigdy do zamku nie dotarł). Podłogę wyłożono drewnianą mozaiką, a freski na ścianach ukazują historię Graala. Inna od wszystkich jest też Sala Śpiewaków, efekt długoletniej przyjaźni króla z Ryszardem Wagnerem, którego w 1864 r. Ludwik ściągnął do Monachium, wyciągając z długów i biedy. W starannie oświetlonej sali miały odbywać się przedstawienia wagnerowskich dzieł, więc udekorowano ją scenami z opery o Parsifalu. Obejrzeliśmy też pomieszczenia dla służby i kuchnię. W Neuschwanstein zastosowano wiele technologicznych nowinek: system ogrzewania, bieżąca (ciepła i zimna) woda w kuchni. Z balkonu Sali Tronowej podziwialiśmy jezioro Alpsee i rysujące się na horyzoncie ostre szczyty gór Thannheim. W takiej scenerii Ludwik wystawił kiedyś ulubioną scenę z legendy o Lohengrinie - przyjazd rycerza do Antwerpii. Jego kuzyn, grający główną rolę, sunął majestatycznie przez jezioro przy akompaniamencie orkiestry, a łódź ciągnął sztuczny łabędź.

Dzisiaj z wyszukanych rozrywek pozostały koncerty wagnerowskie, które odbywają się w zamku każdego roku w sierpniu. „Chciałbym pozostać wieczną zagadką, dla siebie i innych” - wyznał kiedyś Ludwik swojemu guwernerowi. Paul Verlaine nazwał go jedynym prawdziwym władcą XIX stulecia. Król pacyfista (do ostatniej chwili starał się uniknąć konfliktu zbrojnego z Prusami), król budowniczy, król marzyciel. Całe szczęście, że po jego śmierci nie wykonano jego woli i nie zburzono zamku.

Bilety po 9 euro można kupić w Hohenschwangau (w zamku nie ma kas), parking - 4,50. Zwiedzanie trwa ok. 35 min, w tym czasie pokonuje się 165 schodów do góry i 181 na dół

www.neuschwanstein.de

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku