Słowacja. Pocztówka z Bratysławy. Dolce vita za miedzą
20.09.2010
, aktualizacja: 20.09.2010 10:45
To dziwne, że Słowacy nie postawili jeszcze pomnika burczakowi, bo lubią zabawne pomniki. Młode wino - burczak - nigdzie nie smakuje lepiej.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowinki ze słowackich stoków (13-12-10, 06:00)
- Rowerowy tydzień na Morawach (18-10-10, 06:00)
- Słowacja - Sulovskie Vrchy (06-04-09, 06:00)
- Słowacja. Za 4 złote do raju (22-09-08, 06:00)
- Bratysława na winnym szlaku (01-05-07, 00:00)
- Bratysława. Miesiąc z jarmarkiem (01-05-07, 00:00)
- Słowacja: Tatry Wysokie gotowe na narciarzy (22-11-10, 14:56)
- Słowacja. Małokarpacki Szlak Winny - smakosz w piwnicy (31-08-09, 06:00)
- Niemcy: Saksonia. Pocztówka z Miśni (31-01-11, 07:00)
- Pewnie jeszcze nie wiesz - mówi Milan, mój cicerone po Bratysławie - że nigdzie burczak nie smakuje lepiej niż w winiarni Vel'ki Františkani . - Ale przynajmniej wiem, że burczak to młode wino, które po kilku szklaneczkach wprowadza w rozkoszny błogostan. W nagrodę Milan recytuje - po polsku! - przyśpiewkę: „Wypij burczak i zjedz gęś/Byłeś cały - będziesz część!”, wyjaśniając, że przełożył ją Marian Grześczak, a można ją usłyszeć w słowackich karczmach i gospodach na przełomie września i października.
Pomniki, pomniki...
To dziwne, że Słowacy nie postawili jeszcze burczakowi pomnika, bo lubią zabawne pomniki. Na przykład: wsparty o ławkę cesarz Napoleon podsłuchuje zachwycających się Bratysławą turystów, a frywolny Cumil zagląda pod sukienki spacerującym dziewczętom. Cumil to Słowak, a Napoleon przybył do Bratysławy w 1805 r. po zwycięskiej bitwie pod Austerlitz, by podpisać układ pokojowy z pokonanym cesarzem austriackim Franciszkiem I. Nie pierwsi to cesarze, jacy gościli w tym mieście. W XVI w. Ferdynand I, a następnie Maksymilian II i papież Sykstus V zdążali tędy do uzdrowiska Pieszczany, słynącego z gorących źródeł leczniczych (80 km dalej). Sława Pieszczan nie przemija. Niedaleko centrum informacyjnego dla kuracjuszy stoi posąg mężczyzny, który łamie laskę, już mu niepotrzebną po szlamowych kąpielach. Uzdrowiony może wracać do naddunajskiej stolicy po przyjemności, jakie ona szczodrze oferuje. Nawet jeśli nam nic nie dolega, warto zrobić wycieczkę do przyjemnego uzdrowiska. Byłoby jednak przesadą twierdzić, że wszystkie pomniki w stolicy Słowacji są frywolne. Pomnik rycerza Rolanda wieńczący fontannę w centrum starówki na Hlavne Namestie jest pełen dostojeństwa. A jednak, jak głosi legenda, znudzony staniem na cokole rycerz w Nowy Rok i na Wielkanoc próbuje wmieszać się w tłum spacerowiczów...
Gościnność, zabytki i karp
Naddunajska stolica kraju za naszą południową miedzą to nie tylko miasto zabawnych pomników, ale także barwnych tradycji, bogatej historii, dobrej kuchni, chlubnej kultury i radosnych piwoszy. Swojskie, przyjazne, gościnne. Słowacy zawsze wysoko cenili gościnność, niespotykaną w dziejach innych narodów. Oto np. kiedy w XVI w. Turcy zajęli Budę, Bratysława (wtedy Preszburg) wielkodusznie na całe dwa wieki przygarnęła węgierskich królów, którzy tutaj się koronowali. Tej tradycji miasto jest wierne do dziś i przyjaźnie wita zarówno panovnikov (rządzących światem), jak i skromnych turystów z plecakami. Dla jednych i drugich znajdzie się dach nad głową i miejsce przy stole. - Nie znajdziesz lepszego karpia w sosie piwnym - Milan nie daje za wygraną - niż w restauracji Rybarsky Cech, a Zlatego Bażanta najlepiej popijać w ogródku Smichovsky Dvor...
Bratysławską międzynarodową imprezą jest biennale kwiatowe - Flora Bratislava. Nic lepiej nie oddaje tutejszego stylu życia jak umiłowanie kwiatów. Słowacka stolica ceni sobie czystość przyrody i pogodę ducha, dobrą kuchnię, niespieszną kontemplację świata, wszystko, co się składa na niepowtarzalną bratysławską słodycz życia. Długo można kontemplować urodę wznoszącego się na granitowej skale 85 m nad poziomem Dunaju odrestaurowanego zamku z czterema wieżyczkami w narożach (stół odwrócony do góry nogami - jak mówi Milan), piękną gotycką katedrę św. Marcina, w której koronowali się królowie węgierscy, XIII-w. kościół klarysek, secesyjny kościół św. Elżbiety z racji barwy murów zwany "modrym kostolikiem". Nade wszystko zaś godne podziwu jest klasycystyczny Pałac Prymasowski (Primacialny Palac), arcydzieło architektury. To tu, w sali lustrzanej podpisano układ pokojowy po bitwie pod Austerlitz. Nie ma już Bratysława zabytkowej dzielnicy żydowskiej. Przed wojną było tu 19 synagog, ocalała jedna, najmłodsza, z lat 20. Dzielnicę żydowską położoną u stóp zamku (Bratislavsky hrad) wyburzono w 1968 r. pod drogę szybkiego ruchu i Novy most. Czy nie można było inaczej?
Pomniki, pomniki...
To dziwne, że Słowacy nie postawili jeszcze burczakowi pomnika, bo lubią zabawne pomniki. Na przykład: wsparty o ławkę cesarz Napoleon podsłuchuje zachwycających się Bratysławą turystów, a frywolny Cumil zagląda pod sukienki spacerującym dziewczętom. Cumil to Słowak, a Napoleon przybył do Bratysławy w 1805 r. po zwycięskiej bitwie pod Austerlitz, by podpisać układ pokojowy z pokonanym cesarzem austriackim Franciszkiem I. Nie pierwsi to cesarze, jacy gościli w tym mieście. W XVI w. Ferdynand I, a następnie Maksymilian II i papież Sykstus V zdążali tędy do uzdrowiska Pieszczany, słynącego z gorących źródeł leczniczych (80 km dalej). Sława Pieszczan nie przemija. Niedaleko centrum informacyjnego dla kuracjuszy stoi posąg mężczyzny, który łamie laskę, już mu niepotrzebną po szlamowych kąpielach. Uzdrowiony może wracać do naddunajskiej stolicy po przyjemności, jakie ona szczodrze oferuje. Nawet jeśli nam nic nie dolega, warto zrobić wycieczkę do przyjemnego uzdrowiska. Byłoby jednak przesadą twierdzić, że wszystkie pomniki w stolicy Słowacji są frywolne. Pomnik rycerza Rolanda wieńczący fontannę w centrum starówki na Hlavne Namestie jest pełen dostojeństwa. A jednak, jak głosi legenda, znudzony staniem na cokole rycerz w Nowy Rok i na Wielkanoc próbuje wmieszać się w tłum spacerowiczów...
Gościnność, zabytki i karp
Naddunajska stolica kraju za naszą południową miedzą to nie tylko miasto zabawnych pomników, ale także barwnych tradycji, bogatej historii, dobrej kuchni, chlubnej kultury i radosnych piwoszy. Swojskie, przyjazne, gościnne. Słowacy zawsze wysoko cenili gościnność, niespotykaną w dziejach innych narodów. Oto np. kiedy w XVI w. Turcy zajęli Budę, Bratysława (wtedy Preszburg) wielkodusznie na całe dwa wieki przygarnęła węgierskich królów, którzy tutaj się koronowali. Tej tradycji miasto jest wierne do dziś i przyjaźnie wita zarówno panovnikov (rządzących światem), jak i skromnych turystów z plecakami. Dla jednych i drugich znajdzie się dach nad głową i miejsce przy stole. - Nie znajdziesz lepszego karpia w sosie piwnym - Milan nie daje za wygraną - niż w restauracji Rybarsky Cech, a Zlatego Bażanta najlepiej popijać w ogródku Smichovsky Dvor...
Bratysławską międzynarodową imprezą jest biennale kwiatowe - Flora Bratislava. Nic lepiej nie oddaje tutejszego stylu życia jak umiłowanie kwiatów. Słowacka stolica ceni sobie czystość przyrody i pogodę ducha, dobrą kuchnię, niespieszną kontemplację świata, wszystko, co się składa na niepowtarzalną bratysławską słodycz życia. Długo można kontemplować urodę wznoszącego się na granitowej skale 85 m nad poziomem Dunaju odrestaurowanego zamku z czterema wieżyczkami w narożach (stół odwrócony do góry nogami - jak mówi Milan), piękną gotycką katedrę św. Marcina, w której koronowali się królowie węgierscy, XIII-w. kościół klarysek, secesyjny kościół św. Elżbiety z racji barwy murów zwany "modrym kostolikiem". Nade wszystko zaś godne podziwu jest klasycystyczny Pałac Prymasowski (Primacialny Palac), arcydzieło architektury. To tu, w sali lustrzanej podpisano układ pokojowy po bitwie pod Austerlitz. Nie ma już Bratysława zabytkowej dzielnicy żydowskiej. Przed wojną było tu 19 synagog, ocalała jedna, najmłodsza, z lat 20. Dzielnicę żydowską położoną u stóp zamku (Bratislavsky hrad) wyburzono w 1968 r. pod drogę szybkiego ruchu i Novy most. Czy nie można było inaczej?
-
Re: Słowacja. Pocztówka z Bratysławy. Dolce vita
robsonos
09.10.10, 09:24
@MaratByłeś może w Bratysławie na Sylwestra? Warto pojechać. Z Znasz hotele Sorea? Bo wiem, że razem z LOTem mają umowę. Czy warto się w nich zatrzymać? Czy może poszukać czego innego?»
-
Re: Słowacja. Pocztówka z Bratysławy. Dolce vita
nchyb
09.10.10, 09:52
zdecydowanie bliżej mi (kilkanaście kilometrów) do Czech niż na Słowację i tam lubię weekendowo pjechać, chociażby na obiad...własnie do małych knajpek w małych miasteczkach, gdzie na »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl






więcej zdjęć









