Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

List z Beskidu Żywieckiego

Katarzyna Surmiak-Domańska
13.09.2010 , aktualizacja: 13.09.2010 11:26
A A A Drukuj
Przegibek

Przegibek (Fot. Marcin Czyżewski)

Leśne szlaki zapewniały nam cień, potoki dostarczały orzeźwiającej wody, a w schroniskach czekały gorące pierogi i zimne piwo
W Beskid Żywiecki wybrałam się z moim przyjacielem Leszkiem w drugim tygodniu czerwca, tuż po Bożym Ciele (co okazało się świetnym pomysłem - znikli turyści, zrobiło się słonecznie). Postanowiliśmy dojechać jak najbliżej Słowacji, gdzie miejscowości są coraz mniejsze, a widoki coraz piękniejsze. Nawet malownicza wieś Ujsoły wydała nam się zbyt gwarna, ze względu na stację benzynową i remizę strażacką. Dopiero w ostatniej wsi przed granicą znaleźliśmy poszukiwany święty spokój.

Senna Glinka leży na wysokości 600-680 m n.p.m. w dolinie jednego ze źródłowych potoków rzeki Soły: dwa sklepy, bar, kościół i początek szlaku na Krawców Wierch. Bez trudu znaleźliśmy nocleg w Kołodziejówce u pani Danuty Kołodziej. Była to wygodna kwatera ze wspaniałymi śniadaniami, co dzień innymi, złożonymi ze smakołyków własnej roboty. Dyplomy na ścianie dowodziły, że nie byliśmy pierwszymi, którzy docenili klasę Kołodziejówki (nocleg 15 zł, całodzienne wyżywienie 25, samo śniadanie 7). Od razu przyznaję, że nie dałam się namówić Leszkowi na zdobywanie najwyższych szczytów w okolicy, jak Babia Góra (1725 m) czy Mała Babia Góra (1517 m). Na pierwszy ogień poszedł za to Krawców Wierch (1084 m), tym bardziej że wiodący nań szlak zaczynał się tuż obok naszego domu, zaraz za kościołem. Ponoć dawno temu żył w Ujsołach doskonały krawiec, u którego graf z Żywca, właściciel okolicznych gór i lasów, zamówił kożuch. Ten wywiązał się ze zlecenia tak znakomicie, że jako zapłatę mógł sobie wybrać najpiękniejszą z gór. I wybrał właśnie tę nad Glinką. Od tego czasu góra nazywa się Krawców Wierch, a wielka polana wokół szczytu - Krawcula. Rzeczywiście jest bardzo ładna! Poszliśmy na nią Drogą Krzyżową noszącą imię Jana Pawła II, który kiedyś też się tędy wspinał. Stacji jest 15, ale schronisko znajduje się poniżej wierzchołka, przy 14. Byliśmy tam pierwszymi od dwóch dni gośćmi, przyjęto nas mile...

Bliźniacze szczyty - Rysianka i Lipowska

Nazajutrz postanowiliśmy zaatakować Rysiankę (1322 m) i jej bliźniaczy szczyt - Lipowską (1323 m). Najpierw pojechaliśmy samochodem do Złatnej, a z niej przepiękną drogą do doliny w pobliżu zrujnowanej huty szkła z początku XIX w. Zanim ruszy się stąd w górę czarnym szlakiem, warto nacieszyć oczy widokiem malowniczych wodospadów i nabrać sił do wędrówki, która jest bardziej wyczerpująca niż na Krawców Wierch. Za to widoki jeszcze wspanialsze - na miejscu owego legendarnego krawca wybrałabym jednak Rysiankę!

Na nią również prowadzi szlak nazwany papieskim - na pamiątkę wędrówek Karola Wojtyły. Na jego najpiękniejszym fragmencie - właśnie tym ze Złatnej Huty do Lipowskiej - powstała Droga Światła na wzór coraz bardziej popularnego, zwłaszcza we Włoszech, nabożeństwa wielkanocnego (Via Lucis). Składa się na nią 14 stacji rozważających działalność Chrystusa po Zmartwychwstaniu, oznaczonych głazem z mosiężną tablicą. Na każdej insygnia papieskie, wizerunek Jana Pawła II, nazwa stacji i jej motyw przewodni.

Schronisko na Rysiance to 50 miejsc noclegowych, boisko do siatkówki, sauna i dobra kuchnia. A jedząc na dworze, można podziwiać panoramę Babiej Góry. Zaledwie 10 min stąd, nieco wyżej, znajduje się drugie schronisko PTTK, na Hali Lipowskiej. Wracaliśmy trochę dłuższym, ale łagodniejszym szlakiem niebieskim, mijając po drodze wyciąg narciarski przy Lipowskiej długości 400 m. Szlak prowadzi do Złatnej, skąd do parkingu obok pozostałości huty jest jeszcze spory kawałek. Zdecydowaliśmy się na skrót i zboczyliśmy na drogę przemysłową, mijając stosy ściętych świerków. Świerk, który dominuje w żywieckim krajobrazie, pojawił się tu dopiero w XIX w. Wtedy to Austriacy wycięli pierwotny drzewostan, w którym przeważała buczyna, zastępując go właśnie szybko rosnącym świerkiem. Ten jednak nie czuje się tu dobrze, usycha, stąd masowe wycinki. W ich miejsce - w ramach dotowanego przez Unię Europejską projektu - sadzi się znowu las mieszany z przewagą buka i jodły. Obiad zjedliśmy w karczmie Pod Baranią Górą w Węgierskiej Górce (polecam zwłaszcza podawaną w chlebie zupę cebulową z curry).

Koniakowo - królestwo koronek

Lekka kontuzja , jakiej nabawiłam się, schodząc z Rysianki, sprawiła, że nazajutrz poddałam się już na początku drogi na Mładą Horę. Dojechawszy do Soblówki, zostawiliśmy samochód w pobliżu pięknego rwącego potoku i ruszyliśmy w las. Niestety, dotarliśmy tylko do bajkowej łąki porośniętej niezapominajkami i makami - nie starczyło mi sił, by iść dalej i przekonać się, jak wygląda schronisko Chyz u Bacy. Jak podaje przewodnik, prócz noclegu i wyżywienia oferuje ono udział w pracach chyzowych (domowych) oraz „gderliwość właściciela - Bacy”. W zamian pojechaliśmy do Koniakowa, który kusił mnie tym bardziej, że kilka lat temu opisywałam konflikt pomiędzy tamtejszymi koronczarkami. Wieś od wieków słynie z misternych koronek. Jednak panie posiadające legitymacje twórczyń ludowych nie dopuszczały do intratnych kontraktów młodszych koleżanek. Te postanowiły zrobić coś na własną rękę i - ku zgrozie nestorek - zaczęły heklować stringi, które stały się hitem. Dziś koronki, także w postaci majtek, można kupić prawie w każdej chałupie (są nawet śmiałe stringi dla panów!). Polecam izbę regionalną Chata na Szańcach. Prócz koronek można tu kupić także inne regionalne pamiątki, dobrze zjeść i posłuchać, jak właściciel Chaty Tadeusz Rucki gra na trombicie.

***

Ostatniego dnia wybraliśmy się w stronę przełęczy Przegibek, zostawiając samochód w Roztoce nieopodal Rycerki Górnej. Zielony szlak niemal cały czas wiódł przez las. Schronisko na Przegibku w 2009 r. zwyciężyło w I rankingu polskich schronisk PTTK przeprowadzonym przez „Magazyn Turystyki Górskiej”. Jest niewielkie, ale chyba o najładniejszej architekturze spośród tych, które widzieliśmy dotąd. W dodatku mają tu duży wybór naprawdę świetnych dań. Żałowaliśmy, że - z braku czasu - nie mogliśmy zostać w nim na noc. Jest tu miejsce na ognisko, a wokół biegnie gęsta sieć szlaków (zostaną na następny raz). Aby nie wracać tą samą drogą, schodziliśmy równoległym do zielonego szlakiem rowerowym. Swoją drogą wjeżdżać na Przegibek (990 m n.p.m.) na rowerze to chyba zadanie dla wyczynowców.

Pamiątki po Wołochach

Nazwy wielu beskidzkich osad i gór to pamiątka po wołoskich pasterzach, którzy dotarli tu podczas wędrówek rozpoczętych w XIII w. na terenie dzisiejszej Albanii i Czarnogóry. Oni też nauczyli miejscową ludność - trudniącą się głównie rolnictwem - hodowli bydła w górskich warunkach. Słowo "Beskid" pochodzi od albańskiego "biesk", oznaczającego "las na górze"; Przysłop (polana pod Babią Górą) to "przejście na drugą stronę"; Koczora (wieś) - "stok o stromych zboczach"; Przegibek - "przełęcz porośnięta trawą".

  • Wycieczki
  • Loty