Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Weekend na Słowacji. Mała Fatra w wielki upał

  • Pin It
Jerzy Pawleta
30.08.2010 , aktualizacja: 30.08.2010 12:22
A A A Drukuj
Kolej linowa Vratna - Chleb Fot. Jerzy Pawleta Kolej linowa Vratna - Chleb
Słowacja, na moim celowniku: Mała Fatra i Vratna. Ruch na górskim szlaku niewielki, ale spotykam kilku Słowaków, a bliżej Krywania, także Polaków...
Wielki Krywań
Fot. Jerzy Pawleta
Wielki Krywań
Most kolejowy w Strecznie
Fot. Jerzy Pawleta
Most kolejowy w Strecznie
Streczno, w tle zamek
Fot. Jerzy Pawleta
Streczno, w tle zamek
Prognoza pogody na weekend, który zamierzałem spędzić na Słowacji, była fantastyczna, ale raczej na wypad nad morze - 30 stopni w cieniu i zero chmur. Tyle że Słowacy morza, jak wiadomo, nie mają. Zaplanowałem jednak wędrówkę po górach w rejonie, który od dawna był na moim celowniku: Mała Fatra (Mala Fatra) i Vratna. Znajomi jechali na góralską imprezę do Strecna, mieścinki przytulonej do meandrów najdłuższej (403 km) słowackiej rzeki Wag (Vah), ozdobionej w tym miejscu ruinami dwóch zamków na obu jej brzegach. Przez Strecno prowadzi czerwony szlak na Wielki Krywań (Vel'ky Krivan, 1709 m), najwyższy szczyt Małej Fatry. Dalej kilka nitek szlaków biegnie w stronę doliny Vratna.

***

Skoro świt maszeruję pustymi uliczkami Strecna w stronę metalowego mostu kładki nad szerokim Wagiem. Kilkusetmetrowy czerwony mostek jest tak wąski, że dwa rowery się nie miną. Na wysokiej skale króluje Hrad Strecno, królewski zamek z 1384 r., nadając okolicy pocztówkowy charakter.

Czerwony szlak tuż za mostkiem skręca w prawo, następnie zbacza między domy, by polną bitą drogą zaprowadzić mnie pod kolejne ciekawe miejsce nad Wagiem - dwa potężne metalowe mosty kolejowe kończące się bliźniaczymi tunelami wydrążonymi w litej skale gór wyrastających prosto z rzeki. Huk pociągów przejeżdżających nad moją głową po żelaznej konstrukcji jest niewyobrażalny!

Leśna ścieżka pnie się ostro w stronę Starego Zamku (Stary Hrad) na białej skale. Jego zdobycie jest doskonałą okazją, by zarządzić śniadanie w kamiennym oknie ruiny wychodzącym na zakole rzeki srebrzące się w dole. Widok nadzwyczajny, a i śniadanie (świeża bułeczka z serem i jogurtem za euro, warto pamiętać, że Słowacy są już w jego strefie) smakuje znakomicie. Wyciągam mapę (4 euro) i studiuję trasę. Mój cel - miasteczko Terchova za doliną Vratna, 7-8 godzin marszu, sporo jak na upalny dzień.

Idę pod górę w stronę wierzchołka Suchego (1468 m). Przepiękny stąd widok na wijącej się dolinę rzeki i na coraz wyższe góry. Ruch na szlaku niewielki, ale spotykam kilku Słowaków, a i im bliżej Krywania, także Polaków. Kolejny przystanek - Chata pod Suchym (1075 m), stare, całoroczne drewniane schronisko, półtorej godzimy marszu od szczytu. Czas na znakomite słowackie (małe) piwo.

Po krótkiej wspinaczce stokiem z rozmontowanym na lato wyciągiem narciarskim wybieram skrót żółtym szlakiem. Zaoszczędzę ok. 45 min. Długie i strome podejście na przełęcz Sedlo Vrata (1415 m) to walka z własną słabością. Ale widok wynagradza trud wspinaczki. W cieniu kosówki dłuższy odpoczynek i lunch. Na Mały Krywań (1671 m) jeszcze godzina z kwadransem.

***

Wędruję odsłoniętymi graniami gór o intrygujących nazwach, jak Stratenec czy Pekelnik, okraszonych białymi skałami. Gdyby tak jeszcze choć jedna chmurka

Mały Krywań zdobywam w pełnym słońcu. Tu nie ma się gdzie przed nim schować. Murek z kamieni chroni przed wiatrem, który dziś jest na wagę złota, na samym wierzchołku straszy kamienny obelisk. Nie zabawiam długo, na Wielki Krywań jeszcze kawałek drogi.

Na przełęczy Bublen (Sedlo Bublen, 1510 m) spotykam grupkę młodych ludzi z Polski. Mówię, że chciałbym zdobyć szczyt i zejść do Terchovej. Zdecydowanie odradzają urwisty, zielony szlak pełen drobnych kamieni. Szli nim rok temu i powiedzieli sobie: nigdy więcej takiej jazdy w dół! Namawiają mnie na kolejkę linową Vratna - Chleb, uprzedzając, że może już nie działać. Sami idą do schroniska Chata pod Chlebom (1415 m). Gdy schodzę pod budynek górnej stacji, drzwi są już zamknięte, choć załoga krząta się jeszcze we wnętrzu. A przed sekundą matka z dzieckiem wsiadła do wagonika spuszczającego się w dół

Wracam więc na rozstaje szlaków i maszeruję ok. pół godziny do Chaty stojącej na niewielkim plateau pomiędzy szczytem Chleb (1646 m) i Wielkim Krywaniem. Niewielki drewniany budynek oblegają turyści. Siedzą na ławach ustawionych przy schronisku i na skarpie z przepięknym widokiem na sąsiednie góry i dolinę Wagu. W oddali, po lewej, widać nawet Tatry.

Pytam w bufecie o nocleg. Jest! Za 3 euro dostanę materac na poddaszu, a za dodatkowe 3 euro - pościel (dziękuję, mam śpiwór). Duże piwo z beczki (1 euro) i kiełbasa z rusztu (1,5) to już pełnia szczęścia. Prysznica nie ma, za węzeł sanitarny służą dwa kibelki i umywalka na korytarzu. Łazienką jest "basen" pod kosówką, do którego wpada krystalicznie czysta i lodowata woda ze strumyka.

"Wykąpany" i posilony wspinam się po drabinie na poddasze, na którym z pewnością w zamierzchłych czasach trzymano siano. Dziś jego miejsce zajął rząd brezentowych prycz ustawionych na środku, bez jednej szpary między nimi. Pod spadzistym dachem dziesiątki trzyczęściowych materacy przybitych po skosie dechami, by się nie rozjeżdżały pod śpiącymi. Mój krzywy materac znajduję w samym rogu. O prądzie w tym miejscu nikt nawet nie marzył. Idę więc spać z kurami i z kurami się budzę.

Wdrapuję się na Wielki Krywań i rozkładam mapę. Co dalej? Schodzić karkołomnym zielonym? Wybrać pętlę niebieskim i dalej żółtym do Terchovej? To cztery do sześciu godzin... Na głodnego? Żadna frajda. I ten żar lejący się z nieba

***

Decyzja jest jedna - górna stacja kolejki linowej. Za chwilę bogatszy o 10 euro z bankomatu pałaszuję naleśniki z bitą śmietaną (1,5 euro), popijając herbatą z mlekiem (1,20). Z tarasu widokowego, na którym leniwie raczę się śniadaniem, widać pięknie góry i dolinę Vratnej.

Pustym wagonikiem kolejki (2 euro) cicho sunę w dół. Potem długi spacer asfaltową drogą do Vratnej. Ale nie mam już ochoty na półtoragodzinną górską trasę skalnymi przesmykami Zbójnickiego Chodnika. Wybieram piętnaście minut asfaltem do Terchovej. Na przystanku w Terchovej stoi autobus do Żyliny, skąd do Bielska jest niewiele ponad 100 km.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta