Polska z kajaka. Rurzyca i Gwda
30.08.2010
, aktualizacja: 30.08.2010 10:38
Na nasz doroczny dziewięciodniowy spływ wybraliśmy tym razem Gwdę, największy dopływ Noteci, i wpadającą do niej na wysokości Krępska Rurzycę, jedną z najpiękniejszych rzek w Polsce.
Wodujemy kajaki przy zacienionym pomoście w Trzebieszkach (przy drodze nr 22 Jastrowie-Wałcz), niedaleko restauracji, w której serwują wyśmienite pstrągi. Kilkadziesiąt metrów i pierwsza przeszkoda - bystrze pod mostem, w normalnych warunkach łatwe do pokonania, ale teraz w rzece brakuje wody. Musimy przeciągnąć kajaki. Gdy ponownie chwytamy za wiosła, załadowane po brzegi kajaki osiadają na mieliźnie. I tak upłynie nam pierwszy dzień spływu - kilkadziesiąt metrów na wiosłach, kilkadziesiąt na nogach, i tak na przemian.
Z nieba leje się żar. Ani jednej chmurki, żadnych zwierząt, nawet kaczki, uciekając przed słońcem, kryją się w szuwarach chowając dzioby w pióra. Otumanione upałem pozwalają do siebie podpłynąć na wyciągnięcie ręki.
Tuż za jeziorem Krąpsko Górne przerwa na kąpiel. Choć to za dużo powiedziane - wody jest niewiele, więc kładziemy się brzuchami na piachu i pozwalamy się obmywać krystalicznie czystej strudze. W lesie sucho że aż trzeszczy. Przeraża mnie widok martwych zasuszonych żuczków.
Wpływając na jezioro Krąpsko Średnie, trzymamy się lewego brzegu. Na wysokim brzegu oglądamy obelisk upamiętniający Karola Wojtyłę, który spływał Rurzycą w lipcu 1978 r. Był to jego ostatni urlop przed wyborem na papieża.
Pierwszy dzień spływu kończymy na zalesionym biwaku Wrzosy prowadzonym przez Nadleśnictwo Płytnica. Na kajakowym liczniku mamy 8 km.
Wrzosy to jedyne miejsce na szlaku Rurzycy, gdzie można rozbić namiot (8 zł/os., 8 zł/namiot, 10 zł/samochód) - od 2008 r. brzegi rzeki wyznaczającej granicę województwa wielkopolskiego i zachodniopomorskiego chroni rezerwat przyrody. Jest tu pomost, bardzo dobre kąpielisko, sanitariaty z ciepłą wodą (prysznic 5 zł) i wiata z kominkiem. Nie można rozpalać ognisk, dozwolony jedynie grill.
***
Dziś mamy dopłynąć do Krępska. Tam odbierze nas Andrzej Szeremeta (właściciel firmy Kapitan, w której od lat wypożyczamy kajaki) i przewiezie do Drężna, gdzie rozpoczniemy spływ Gwdą.
Zauroczeni malachitowymi wodami jeziora Krępsko Dolne, urządzamy długą przerwę na kąpiel. W dodatku jest tu płytko, a nasze polietylenowe kajaki są nadsterowne i płyną, gdzie chcą. Tracimy sporo czasu, niewiele posuwając się do przodu. 5 km przed Krępskiem (koło mostu na nieczynnej linii kolejowej) orientujemy się, że już zbyt późno na podróż do Drężna. Przenocujemy więc na biwaku za Krępskiem. Ale wcześniej trzeba zaliczyć dwie niewygodne przenoski (przy pstrągarni i przy elektrowni), przeciągnąć kajaki pod niskim mostem, gdzie sterczy mnóstwo głazów, i jeszcze pokonać kilka zwalonych drzew, odganiając się od niezliczonych komarów i gzów.
Do biwaku dopływamy tuż przed zmrokiem (tu dopiero są komary! całe roje!). Nagrodą jest świadomość, że pokonaliśmy Rurzycę od a do z (23 km) i... telewizor w pobliskim barze. Zdążyliśmy na drugą połowę i dogrywkę finałowego meczu Mundialu w RPA.
Nazajutrz przed południem zjawia się "Kapitan", wymienia polietyleny na wysłużone, ale sprawdzone laminaty i wiezie nas do odległego o ok. 80 km Drężna. Tam, w stanicy harcerskiej na jeziorze Studnica, rozpoczynamy przygodę z Gwdą.
Wpływając na jezioro Wierzchowo, trzymamy się lewego brzegu. W połowie długości jeziora kąpiemy się obok piaszczystej plaży (woda dużo chłodniejsza niż na małych jeziorach na szlaku Rurzycy), a tuż za nią odnajdujemy wypływ Gwdy. Na szczęście nie ma opisanej w przewodnikach przenoski na zastawce!
W Starym Wierzchowie uzupełniamy zapasy. Potem przedzieramy się przez olchowe lasy i bardzo zaśmiecony odcinek rzeki (butelki, plastikowe torby, słoiki, miski, opony), by dotrzeć do uroczego jeziora Smolęsko. Naprzeciwko wpływu (i de facto tuż obok wypływu) Gwdy piękny dziki biwak z miejscem na ognisko (nocleg trzeba zgłosić Nadleśnictwu Szczecinek, tel. 94 374 3611). Odpoczywamy i pod wodzą Ali dajemy upust kulinarnym fantazjom: bruschetta , czyli włoskie grzanki z pomidorami, czosnkiem, bazylią i oliwą, kiełbaski z ogniska, wielka micha sałaty greckiej, a na deser pieczone banany z cynamonem i miodem. Inny rarytas, śmietankowa panna cotta z sosem truskawkowym, zostanie na jutro (żeby się zsiadła, całą noc musi spędzić w chłodnej rzece, zanurzona w głębokim garnku).
***
Rano udajemy się do pobliskiej osady Malechowo, by naładować telefony i baterie od aparatów. I tak trafiamy do letniskowego domku trzech przemiłych sióstr Janiszewskich. Nieco później, przy gorącej herbacie z energetyzującą „wkładką” przeczekujemy u nich potężną burzę - jedyną podczas tego spływu. Trwa niemal trzy godziny, więc spuszczamy kajaki na wodę bardzo późno, o godz. 16.
W miejscowości Spore przenoska - pod mostem kaskadowo układające się kamieniste bystrza - nie do pokonania dla załadowanych i wysłużonych laminatów. (Uwaga! Kajaki z włókna szklanego nie są tak wytrzymałe na uderzenia w przeszkodę jak polietylenowe!). Przed nami najpiękniejszy, śródleśny odcinek Gwdy, pełen zwalonych drzew (często wysiadamy z kajaków), zakończony kilkumetrowym żeremiem bobrowym porośniętym zielskiem (do pokonania z lewej strony).
Kiedy docieramy do największego na szlaku jeziora Wielimie, jest już 20.30. To źle i dobrze. Źle, bo pora późna, a pływanie po zmroku jest niewskazane; dobrze, bo rozhuśtane zazwyczaj Wielimie jest płaskie jak stół (jezioro jest płytkie, maksymalnie sięga 5,5 m, w ciągu dnia tworzą się nawet metrowe fale, bardzo niebezpieczne dla kajakarzy). Delektujemy się niesamowitym tańcem mgieł układających się po burzy na brzegach, widowiskowym zachodem słońca i... co sił w wiosłach płyniemy na przeciwległy brzeg. Ku piaszczystej długiej na ponad kilometr plaży, na której rozbijamy obozowisko i zasypiamy w mig.
***
Wypływ Gwdy z Wielimia odszukać łatwo - wystarczy skierować kajaki na wschód.
W Gwdzie Wielkiej uzupełniamy zapasy prowiantu. Ale warto się tu zatrzymać na dłużej. Przez wieś przebiegał pas umocnień Wału Pomorskiego. Okolicę świetnie widać z wieży neogotyckiego kościoła z 1863 r. Ostała się też chałupa i dwie stodoły z XIX w. o konstrukcji szachulcowej.
Z nieba leje się żar. Ani jednej chmurki, żadnych zwierząt, nawet kaczki, uciekając przed słońcem, kryją się w szuwarach chowając dzioby w pióra. Otumanione upałem pozwalają do siebie podpłynąć na wyciągnięcie ręki.
Tuż za jeziorem Krąpsko Górne przerwa na kąpiel. Choć to za dużo powiedziane - wody jest niewiele, więc kładziemy się brzuchami na piachu i pozwalamy się obmywać krystalicznie czystej strudze. W lesie sucho że aż trzeszczy. Przeraża mnie widok martwych zasuszonych żuczków.
Wpływając na jezioro Krąpsko Średnie, trzymamy się lewego brzegu. Na wysokim brzegu oglądamy obelisk upamiętniający Karola Wojtyłę, który spływał Rurzycą w lipcu 1978 r. Był to jego ostatni urlop przed wyborem na papieża.
Pierwszy dzień spływu kończymy na zalesionym biwaku Wrzosy prowadzonym przez Nadleśnictwo Płytnica. Na kajakowym liczniku mamy 8 km.
Wrzosy to jedyne miejsce na szlaku Rurzycy, gdzie można rozbić namiot (8 zł/os., 8 zł/namiot, 10 zł/samochód) - od 2008 r. brzegi rzeki wyznaczającej granicę województwa wielkopolskiego i zachodniopomorskiego chroni rezerwat przyrody. Jest tu pomost, bardzo dobre kąpielisko, sanitariaty z ciepłą wodą (prysznic 5 zł) i wiata z kominkiem. Nie można rozpalać ognisk, dozwolony jedynie grill.
***
Dziś mamy dopłynąć do Krępska. Tam odbierze nas Andrzej Szeremeta (właściciel firmy Kapitan, w której od lat wypożyczamy kajaki) i przewiezie do Drężna, gdzie rozpoczniemy spływ Gwdą.
Zauroczeni malachitowymi wodami jeziora Krępsko Dolne, urządzamy długą przerwę na kąpiel. W dodatku jest tu płytko, a nasze polietylenowe kajaki są nadsterowne i płyną, gdzie chcą. Tracimy sporo czasu, niewiele posuwając się do przodu. 5 km przed Krępskiem (koło mostu na nieczynnej linii kolejowej) orientujemy się, że już zbyt późno na podróż do Drężna. Przenocujemy więc na biwaku za Krępskiem. Ale wcześniej trzeba zaliczyć dwie niewygodne przenoski (przy pstrągarni i przy elektrowni), przeciągnąć kajaki pod niskim mostem, gdzie sterczy mnóstwo głazów, i jeszcze pokonać kilka zwalonych drzew, odganiając się od niezliczonych komarów i gzów.
Do biwaku dopływamy tuż przed zmrokiem (tu dopiero są komary! całe roje!). Nagrodą jest świadomość, że pokonaliśmy Rurzycę od a do z (23 km) i... telewizor w pobliskim barze. Zdążyliśmy na drugą połowę i dogrywkę finałowego meczu Mundialu w RPA.
Nazajutrz przed południem zjawia się "Kapitan", wymienia polietyleny na wysłużone, ale sprawdzone laminaty i wiezie nas do odległego o ok. 80 km Drężna. Tam, w stanicy harcerskiej na jeziorze Studnica, rozpoczynamy przygodę z Gwdą.
Wpływając na jezioro Wierzchowo, trzymamy się lewego brzegu. W połowie długości jeziora kąpiemy się obok piaszczystej plaży (woda dużo chłodniejsza niż na małych jeziorach na szlaku Rurzycy), a tuż za nią odnajdujemy wypływ Gwdy. Na szczęście nie ma opisanej w przewodnikach przenoski na zastawce!
W Starym Wierzchowie uzupełniamy zapasy. Potem przedzieramy się przez olchowe lasy i bardzo zaśmiecony odcinek rzeki (butelki, plastikowe torby, słoiki, miski, opony), by dotrzeć do uroczego jeziora Smolęsko. Naprzeciwko wpływu (i de facto tuż obok wypływu) Gwdy piękny dziki biwak z miejscem na ognisko (nocleg trzeba zgłosić Nadleśnictwu Szczecinek, tel. 94 374 3611). Odpoczywamy i pod wodzą Ali dajemy upust kulinarnym fantazjom: bruschetta , czyli włoskie grzanki z pomidorami, czosnkiem, bazylią i oliwą, kiełbaski z ogniska, wielka micha sałaty greckiej, a na deser pieczone banany z cynamonem i miodem. Inny rarytas, śmietankowa panna cotta z sosem truskawkowym, zostanie na jutro (żeby się zsiadła, całą noc musi spędzić w chłodnej rzece, zanurzona w głębokim garnku).
***
Rano udajemy się do pobliskiej osady Malechowo, by naładować telefony i baterie od aparatów. I tak trafiamy do letniskowego domku trzech przemiłych sióstr Janiszewskich. Nieco później, przy gorącej herbacie z energetyzującą „wkładką” przeczekujemy u nich potężną burzę - jedyną podczas tego spływu. Trwa niemal trzy godziny, więc spuszczamy kajaki na wodę bardzo późno, o godz. 16.
W miejscowości Spore przenoska - pod mostem kaskadowo układające się kamieniste bystrza - nie do pokonania dla załadowanych i wysłużonych laminatów. (Uwaga! Kajaki z włókna szklanego nie są tak wytrzymałe na uderzenia w przeszkodę jak polietylenowe!). Przed nami najpiękniejszy, śródleśny odcinek Gwdy, pełen zwalonych drzew (często wysiadamy z kajaków), zakończony kilkumetrowym żeremiem bobrowym porośniętym zielskiem (do pokonania z lewej strony).
Kiedy docieramy do największego na szlaku jeziora Wielimie, jest już 20.30. To źle i dobrze. Źle, bo pora późna, a pływanie po zmroku jest niewskazane; dobrze, bo rozhuśtane zazwyczaj Wielimie jest płaskie jak stół (jezioro jest płytkie, maksymalnie sięga 5,5 m, w ciągu dnia tworzą się nawet metrowe fale, bardzo niebezpieczne dla kajakarzy). Delektujemy się niesamowitym tańcem mgieł układających się po burzy na brzegach, widowiskowym zachodem słońca i... co sił w wiosłach płyniemy na przeciwległy brzeg. Ku piaszczystej długiej na ponad kilometr plaży, na której rozbijamy obozowisko i zasypiamy w mig.
***
Wypływ Gwdy z Wielimia odszukać łatwo - wystarczy skierować kajaki na wschód.
W Gwdzie Wielkiej uzupełniamy zapasy prowiantu. Ale warto się tu zatrzymać na dłużej. Przez wieś przebiegał pas umocnień Wału Pomorskiego. Okolicę świetnie widać z wieży neogotyckiego kościoła z 1863 r. Ostała się też chałupa i dwie stodoły z XIX w. o konstrukcji szachulcowej.
1
2
następne »
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















