Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Wakacje na wyspie - Bracz. Skarby z kamienia

Krzysztof Jarymowicz
16.08.2010 , aktualizacja: 19.08.2010 10:58
A A A Drukuj
Chorwacja plaże. Wyspa Brac Fot. Shutterstock Chorwacja plaże. Wyspa Brac
Taras nad morzem z widokiem na Split - zachwalali Bracz nasi przyjaciele. Postanowiliśmy to sprawdzić...
Chorwacja galeria - wyspa Brac
Chorwacja galeria/Fot. Shutterstock
Chorwacja galeria - wyspa Brac
Chorwacja galeria - Chorwacja, wyspa Brac
Chorwacja galeria/Fot. Shutterstock
Chorwacja galeria - Chorwacja, wyspa Brac
Widok ze wsi Mirca na Kanał Splicki i wybrzeże Dalmacji, Chorwacja
Fot. Krzysztof Jarymowicz
Widok ze wsi Mirca na Kanał Splicki i wybrzeże Dalmacji, Chorwacja
Vidova Góra, Chorwacja
Fot. Krzysztof Jarymowicz
Vidova Góra, Chorwacja
Supetar, Chorwacja
Fot. Krzysztof Jarymowicz
Supetar, Chorwacja
Długo się nie wahaliśmy. Dwie pary, dwójka dzieci, dwa samochody i w drogę! 1,5 tys. km rozkładamy na dwa dni. Mamy więc trochę czasu, by poczytać o historii tak ciekawie położonej wyspy (z najwyższego punktu na Adriatyku będzie widać połowę Dalmacji!)...

***

Czas zawsze płynął tu powoli. Po drugiej stronie Kanału Splickiego upadały królestwa, a na Braczu co najwyżej chronili się przegrani. Mityczny Antenor, doradca Priama, po klęsce Troi miał trafić tu z rolnikiem Silenem, pasterzem Brahem i marynarzem Elafem. Odtąd na wyspie nigdy już nie brakowało oliwek, owiec i ryb, a ludzie żyli długo i szczęśliwie...

Historia Braczu mogłaby się na tym skończyć. Grecy i Rzymianie nie założyli tu kolonii, a Bośniakom i Węgrom wystarczyło proklamowanie zwierzchnictwa; swojego namiestnika przysłali dopiero weneccy dożowie. Jeśli zawijał jakiś statek, to jedynie po marmur wydobywany już za czasów rzymskich. Dioklecjan zmęczony cesarskim urzędem w 305 r. przeszedł na emeryturę i przeprowadził się do rodzinnej Dalmacji, vis-a-vis Bracza, fundując sobie okazały pałac. Tak wielki, że... łatwo go przeoczyć. Dziś marmurowe korytarze zmieniły się w ulice Splitu, mauzoleum cesarza w katedrę, a komnaty w domy i sklepy. Chorwaci wkomponowali w tkankę miasta kościoły, a Wenecjanie renesansowe rezydencje. Z górującej nad katedrą 60-m dzwonnicy widać zachowany plan castrum, na którym cesarz kazał zbudować swoją siedzibę. Na południu majaczy zaś Bracz...

Prom ze Splitu płynie tam niecałą godzinę (www.jadrolinija.hr ). Na statku dzieci od razu odzyskują energię - zaczyna się gonitwa po pokładach i nim się obejrzymy, wpływamy do zatoczki św. Piotra. Rozłożył się nad nią Supetar, największa osada na wyspie (3,5 z 14 tys. wszystkich mieszkańców). Kilka kawiarni przy półkolistym bulwarze, sklep, parę palm przed kościołem ze strzelistą wieżą. Nieco dalej cypel ze starym cmentarzem, w głębi amfiteatr beżowych domów. Podobno latem gęsto tu od turystów, ale w maju na jednokierunkowych ulicach widać tylko śpiące na starych fiatach koty. Mieszkańców ujrzymy na targu, tuż obok przystani i stacji benzynowej. To prawdziwe centrum Supetaru. Świeży towar rozłożyli rybacy - w sieci wpadły dziś krewetki, kalmary i jakieś kolczaste ryby. Można przebierać w bakłażanach i pomidorach, obok stoiska rzeźnika i piekarza. My też robimy zakupy, zanim udamy się parę kilometrów na zachód, do Mircy, gdzie mamy lokum - użyczony przez przyjaciół apartament w małym bloku.

***

Dom otacza rzadki, pachnący ziołami sosnowy las (można tam spotkać osła i kury). Sąsiad dogląda winorośli, odpoczywa oparty o łupkowy mur osłaniający wąskie poletko od morza. Naprzeciwko rysuje się wysoki brzeg kontynentu, po zmierzchu migoczą światła Splitu...

Po śniadaniu słodkie lenistwo. Niezbędny sprzęt na plażę to gruby ręcznik i plastikowe buty chroniące przed ostrymi kamieniami.

Popołudniami wałęsamy się po górzystym Braczu. Ma 40 km długości i kilkanaście szerokości, asfaltowe szosy można zliczyć na palcach jednej ręki. Transportu publicznego brak, konieczny jest własny. Objechanie samochodem wyspy w jeden dzień graniczy z cudem z powodu niekończących się serpentyn. Jej wschodnia część to zamknięte górami plateau - sosny, jałowce i kolczaste krzaki przebijające się jakimś cudem przez wapienne podłoże.

W nieco mniej upalny dzień ruszamy do Nerežišcia - 8 km z Supetaru w głąb lądu. Nim dożowie przegnali z Adriatyku piratów, tylko odważni wyściubiali stąd nosy. Historyczna stolica wyspy stoi na wzgórzu i na tyle daleko od morza (skąd nadciągało niebezpieczeństwo), że nigdy nie została ufortyfikowana. Liczy blisko tysiąc mieszkańców - tyle samo, co w średniowieczu. W dole rozciąga się uprawna wyżyna. W ciągu wieków rolnicy oczyścili ją z głazów, a te posłużyły za budulec. Ściany, dachy i mury Nerežišcia mają więc dziś jednolicie piaskowy odcień. Jedyne kolorowe akcenty to zielone okiennice i czerwone krzesełka przed sklepem.

W centrum osady nieregularny placyk z romańską kapliczką pośrodku (przez dach absydy przebija się pinia!). Niestety, zamknięta. Przez dziurkę od klucza widać jedynie zarysy ołtarzowych figur. Wędrujemy w górę, w stronę kościoła św. Marii. W fasadzie troje symetrycznie rozmieszczonych wrót i cztery rozety. Największa pochodzi z pierwotnej gotyckiej świątyni, pozostałe dołożono w XVIII w. wraz z łukowatym gzymsem zakończonym eleganckimi wolutami. Średniowiecze pamiętają też stalle, reszta wystroju - barok. W głównym ołtarzu obraz Matki Boskiej Różańcowej, dzieło Włocha Carlo Ridolfiego z XVII w.

Nieco dalej na północ leży wieś Škrip. Założyli ją Ilirowie, którzy we wczesnej epoce żelaza władali zachodnimi Bałkanami, a na Braczu pojawili się prawdopodobnie w VI w. p.n.e., szukając schronienia przed Grekami.

Zbudowany wyłącznie z kamienia malutki Škrip swoimi zabytkami (z różnych epok) mógłby obdzielić niejedno miasto. Nieregularny czworobok fundamentów to resztki iliryjskich domostw. Pośrodku rzymska baszta przebudowana w XV w., wokół niej zwarte domostwa. A po polach i sadach rozsiane fragmenty starożytnych świątyń, mogił i studni (rolnicy pozwalają wałęsać się po włościach, wystarczy uśmiech i głośne: Dobor dan!). Škrip był zapleczem czterech rzymskich kamieniołomów, osiedlali się tu niewolnicy i nadzorcy kopalni. Zjeżdżając z wyżyny, zatrzymujemy się przy jednej z nich. Ze skały spoziera nieporadnie wykuta postać Herkulesa. Przy tej samej drodze mamy jeszcze rzymski grobowiec i zrujnowany kościółek św. Andrzeja z VI-VII w.

Zza zakrętu wyłania się znienacka portowe miasteczko Splitska. To stąd wypływały okręty z zamówionym przez Dioklecjana białym marmurem. Wciąż widać ślady czterech ramp, którymi spuszczano wielkie bloki. Tutejszy kościół parafialny ufundowały w 1228 r. zamożne rodziny. Polichromia w ołtarzu (Matka Boska i aniołowie) pochodzi z XVI w. , podobnie jak forteca najznamienitszego wówczas na wyspie rodu Cernić, z pozbawionym podłogi balkonem, z którego lano na intruzów wrzący olej.

Kolejna osada, Postira, zasłynęła jako miejsce narodzin chorwackiego pisarza i tłumacza Vladimira Nazora (1876-1949) oraz barokowego rzeźbiarza Nikoli Lazanicia (to jego figury oglądaliśmy przez dziurkę od klucza w Nerežišciu). W kościele parafialnym z XVI w. najciekawsze są odkryte niedawno podziemne cysterny i chrzcielnica z epoki wczesnochrześcijańskiej. Warto wspiąć się na wzniesienie, na którym leży biedniejsza część osady. Stoją tu tradycyjne zagrody z surowych kamieni łączonych grubą zaprawą, na tycich podwórkach widać piece chlebowe, a czasem i prasę do oliwy lub winogron.

***

Na wschód od Postiry ciągnie się poszarpane wybrzeże. Są tu obsadzone cyprysami zatoczki i pachnące tamaryszkiem piaszczyste plaże (dzieci od razu pędzą się wykąpać). Nieco dalej mijamy malownicze ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki zamienionej w benedyktyński klasztor. Pod lustrem lazurowej wody wciąż widać zarys średniowiecznego molo. Asfalt odbija tu w głąb lądu i przez wzniesienia biegnie do Pueišci. Z kapliczki przy krzyżówce spogląda na nas wykuty w kamieniu św. Jerzy. Liczy, bagatela, z tysiąc lat.

Historia Pueišci przypomina dzieje pozostałych nadmorskich osad (większość rozwinęła się w XVI w.), tyle że rzadziej napadali ją piraci. Niełatwo było bowiem dostać się na koniec wąskiej, dwukilometrowej zatoki smaganej zimnymi wiatrami. U wejścia do portu intruzi (najczęściej Turcy) nadziewali się na największe na Braczu umocnienia. Były to ufortyfikowane wieże kościołów i 13 obronnych dworów. Nad bulwarem wciąż wznosi się kilka z nich - przysadziste kamienne budowle o małych oknach wieńczą baszty.

Pueišcia od wieków słynie ze znakomitych rzeźbiarzy i warsztatów kamieniarskich. Rozwojowi rzemiosła sprzyjała bezpieczna okolica oraz liczne złoża znakomitego surowca. Tutejszy marmur wykorzystano przy budowie weneckich pałaców, waszyngtońskiego Białego Domu i berlińskiego Reichstagu.

Patronem osady jest św. Hieronim, autor Wulgaty, łacińskiego przekładu Biblii, notabene Iliryjczyk. Jego drewnianą płaskorzeźbę oglądamy w kościele parafialnym. Są tam też dwa manierystyczne ołtarze - św. Antoniego i św. Rocha. Szczególnie piękny ten drugi z obrazem Palmy Młodszego (1548-1628), ucznia Tycjana i nadwornego malarza dożów: święty w czerwonym płaszczu uzdrawia chorego, w tle zieleń łąk i błękit nieba. W muzeum na plebani wystawiono zaś jeden z najstarszych zabytków chorwackiego piśmiennictwa - to "Povaljska listina", kronika wyspy z połowy XIII w.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Wakacje na wyspie - Brać. Skarby z kamienia sanpja 19.08.10, 09:02

    Nie lubię Chorwacji. Czuję się tam jak nad jeziorem, wyspa zasłania wyspę, żadko mozna spotkać widok na pełne morze a z piaskiem też ciężko.Nie jeżdżę tam wcale. Byłam raz wystarczy.»

  • hotele
  • loty
  • noclegi
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL
  • Oferty Meteor

Podróże.gazeta.pl na Facebooku