Wakacje na wyspie - Bracz. Skarby z kamienia

Taras nad morzem z widokiem na Split - zachwalali Bracz nasi przyjaciele. Postanowiliśmy to sprawdzić...
Długo się nie wahaliśmy. Dwie pary, dwójka dzieci, dwa samochody i w drogę! 1,5 tys. km rozkładamy na dwa dni. Mamy więc trochę czasu, by poczytać o historii tak ciekawie położonej wyspy (z najwyższego punktu na Adriatyku będzie widać połowę Dalmacji!)...

***

Czas zawsze płynął tu powoli. Po drugiej stronie Kanału Splickiego upadały królestwa, a na Braczu co najwyżej chronili się przegrani. Mityczny Antenor, doradca Priama, po klęsce Troi miał trafić tu z rolnikiem Silenem, pasterzem Brahem i marynarzem Elafem. Odtąd na wyspie nigdy już nie brakowało oliwek, owiec i ryb, a ludzie żyli długo i szczęśliwie...

Historia Braczu mogłaby się na tym skończyć. Grecy i Rzymianie nie założyli tu kolonii, a Bośniakom i Węgrom wystarczyło proklamowanie zwierzchnictwa; swojego namiestnika przysłali dopiero weneccy dożowie. Jeśli zawijał jakiś statek, to jedynie po marmur wydobywany już za czasów rzymskich. Dioklecjan zmęczony cesarskim urzędem w 305 r. przeszedł na emeryturę i przeprowadził się do rodzinnej Dalmacji, vis-a-vis Bracza, fundując sobie okazały pałac. Tak wielki, że... łatwo go przeoczyć. Dziś marmurowe korytarze zmieniły się w ulice Splitu, mauzoleum cesarza w katedrę, a komnaty w domy i sklepy. Chorwaci wkomponowali w tkankę miasta kościoły, a Wenecjanie renesansowe rezydencje. Z górującej nad katedrą 60-m dzwonnicy widać zachowany plan castrum, na którym cesarz kazał zbudować swoją siedzibę. Na południu majaczy zaś Bracz...

Prom ze Splitu płynie tam niecałą godzinę (www.jadrolinija.hr ). Na statku dzieci od razu odzyskują energię - zaczyna się gonitwa po pokładach i nim się obejrzymy, wpływamy do zatoczki św. Piotra. Rozłożył się nad nią Supetar, największa osada na wyspie (3,5 z 14 tys. wszystkich mieszkańców). Kilka kawiarni przy półkolistym bulwarze, sklep, parę palm przed kościołem ze strzelistą wieżą. Nieco dalej cypel ze starym cmentarzem, w głębi amfiteatr beżowych domów. Podobno latem gęsto tu od turystów, ale w maju na jednokierunkowych ulicach widać tylko śpiące na starych fiatach koty. Mieszkańców ujrzymy na targu, tuż obok przystani i stacji benzynowej. To prawdziwe centrum Supetaru. Świeży towar rozłożyli rybacy - w sieci wpadły dziś krewetki, kalmary i jakieś kolczaste ryby. Można przebierać w bakłażanach i pomidorach, obok stoiska rzeźnika i piekarza. My też robimy zakupy, zanim udamy się parę kilometrów na zachód, do Mircy, gdzie mamy lokum - użyczony przez przyjaciół apartament w małym bloku.

***

Dom otacza rzadki, pachnący ziołami sosnowy las (można tam spotkać osła i kury). Sąsiad dogląda winorośli, odpoczywa oparty o łupkowy mur osłaniający wąskie poletko od morza. Naprzeciwko rysuje się wysoki brzeg kontynentu, po zmierzchu migoczą światła Splitu...

Po śniadaniu słodkie lenistwo. Niezbędny sprzęt na plażę to gruby ręcznik i plastikowe buty chroniące przed ostrymi kamieniami.

Popołudniami wałęsamy się po górzystym Braczu. Ma 40 km długości i kilkanaście szerokości, asfaltowe szosy można zliczyć na palcach jednej ręki. Transportu publicznego brak, konieczny jest własny. Objechanie samochodem wyspy w jeden dzień graniczy z cudem z powodu niekończących się serpentyn. Jej wschodnia część to zamknięte górami plateau - sosny, jałowce i kolczaste krzaki przebijające się jakimś cudem przez wapienne podłoże.

W nieco mniej upalny dzień ruszamy do Nerežišcia - 8 km z Supetaru w głąb lądu. Nim dożowie przegnali z Adriatyku piratów, tylko odważni wyściubiali stąd nosy. Historyczna stolica wyspy stoi na wzgórzu i na tyle daleko od morza (skąd nadciągało niebezpieczeństwo), że nigdy nie została ufortyfikowana. Liczy blisko tysiąc mieszkańców - tyle samo, co w średniowieczu. W dole rozciąga się uprawna wyżyna. W ciągu wieków rolnicy oczyścili ją z głazów, a te posłużyły za budulec. Ściany, dachy i mury Nerežišcia mają więc dziś jednolicie piaskowy odcień. Jedyne kolorowe akcenty to zielone okiennice i czerwone krzesełka przed sklepem.

W centrum osady nieregularny placyk z romańską kapliczką pośrodku (przez dach absydy przebija się pinia!). Niestety, zamknięta. Przez dziurkę od klucza widać jedynie zarysy ołtarzowych figur. Wędrujemy w górę, w stronę kościoła św. Marii. W fasadzie troje symetrycznie rozmieszczonych wrót i cztery rozety. Największa pochodzi z pierwotnej gotyckiej świątyni, pozostałe dołożono w XVIII w. wraz z łukowatym gzymsem zakończonym eleganckimi wolutami. Średniowiecze pamiętają też stalle, reszta wystroju - barok. W głównym ołtarzu obraz Matki Boskiej Różańcowej, dzieło Włocha Carlo Ridolfiego z XVII w.

Nieco dalej na północ leży wieś Škrip. Założyli ją Ilirowie, którzy we wczesnej epoce żelaza władali zachodnimi Bałkanami, a na Braczu pojawili się prawdopodobnie w VI w. p.n.e., szukając schronienia przed Grekami.

Zbudowany wyłącznie z kamienia malutki Škrip swoimi zabytkami (z różnych epok) mógłby obdzielić niejedno miasto. Nieregularny czworobok fundamentów to resztki iliryjskich domostw. Pośrodku rzymska baszta przebudowana w XV w., wokół niej zwarte domostwa. A po polach i sadach rozsiane fragmenty starożytnych świątyń, mogił i studni (rolnicy pozwalają wałęsać się po włościach, wystarczy uśmiech i głośne: Dobor dan!). Škrip był zapleczem czterech rzymskich kamieniołomów, osiedlali się tu niewolnicy i nadzorcy kopalni. Zjeżdżając z wyżyny, zatrzymujemy się przy jednej z nich. Ze skały spoziera nieporadnie wykuta postać Herkulesa. Przy tej samej drodze mamy jeszcze rzymski grobowiec i zrujnowany kościółek św. Andrzeja z VI-VII w.

Zza zakrętu wyłania się znienacka portowe miasteczko Splitska. To stąd wypływały okręty z zamówionym przez Dioklecjana białym marmurem. Wciąż widać ślady czterech ramp, którymi spuszczano wielkie bloki. Tutejszy kościół parafialny ufundowały w 1228 r. zamożne rodziny. Polichromia w ołtarzu (Matka Boska i aniołowie) pochodzi z XVI w. , podobnie jak forteca najznamienitszego wówczas na wyspie rodu Cernić, z pozbawionym podłogi balkonem, z którego lano na intruzów wrzący olej.

Kolejna osada, Postira, zasłynęła jako miejsce narodzin chorwackiego pisarza i tłumacza Vladimira Nazora (1876-1949) oraz barokowego rzeźbiarza Nikoli Lazanicia (to jego figury oglądaliśmy przez dziurkę od klucza w Nerežišciu). W kościele parafialnym z XVI w. najciekawsze są odkryte niedawno podziemne cysterny i chrzcielnica z epoki wczesnochrześcijańskiej. Warto wspiąć się na wzniesienie, na którym leży biedniejsza część osady. Stoją tu tradycyjne zagrody z surowych kamieni łączonych grubą zaprawą, na tycich podwórkach widać piece chlebowe, a czasem i prasę do oliwy lub winogron.

***

Na wschód od Postiry ciągnie się poszarpane wybrzeże. Są tu obsadzone cyprysami zatoczki i pachnące tamaryszkiem piaszczyste plaże (dzieci od razu pędzą się wykąpać). Nieco dalej mijamy malownicze ruiny wczesnochrześcijańskiej bazyliki zamienionej w benedyktyński klasztor. Pod lustrem lazurowej wody wciąż widać zarys średniowiecznego molo. Asfalt odbija tu w głąb lądu i przez wzniesienia biegnie do Pueišci. Z kapliczki przy krzyżówce spogląda na nas wykuty w kamieniu św. Jerzy. Liczy, bagatela, z tysiąc lat.

Historia Pueišci przypomina dzieje pozostałych nadmorskich osad (większość rozwinęła się w XVI w.), tyle że rzadziej napadali ją piraci. Niełatwo było bowiem dostać się na koniec wąskiej, dwukilometrowej zatoki smaganej zimnymi wiatrami. U wejścia do portu intruzi (najczęściej Turcy) nadziewali się na największe na Braczu umocnienia. Były to ufortyfikowane wieże kościołów i 13 obronnych dworów. Nad bulwarem wciąż wznosi się kilka z nich - przysadziste kamienne budowle o małych oknach wieńczą baszty.

Pueišcia od wieków słynie ze znakomitych rzeźbiarzy i warsztatów kamieniarskich. Rozwojowi rzemiosła sprzyjała bezpieczna okolica oraz liczne złoża znakomitego surowca. Tutejszy marmur wykorzystano przy budowie weneckich pałaców, waszyngtońskiego Białego Domu i berlińskiego Reichstagu.

Patronem osady jest św. Hieronim, autor Wulgaty, łacińskiego przekładu Biblii, notabene Iliryjczyk. Jego drewnianą płaskorzeźbę oglądamy w kościele parafialnym. Są tam też dwa manierystyczne ołtarze - św. Antoniego i św. Rocha. Szczególnie piękny ten drugi z obrazem Palmy Młodszego (1548-1628), ucznia Tycjana i nadwornego malarza dożów: święty w czerwonym płaszczu uzdrawia chorego, w tle zieleń łąk i błękit nieba. W muzeum na plebani wystawiono zaś jeden z najstarszych zabytków chorwackiego piśmiennictwa - to "Povaljska listina", kronika wyspy z połowy XIII w.

Ale dzieci mają już dość zwiedzania. W dodatku zbliża się wieczór, pora wracać na kwaterę.

***

Nazajutrz wybieramy się na południową stronę wyspy. Na końcu krętego zjazdu nad przepaścią ukazuje się znienacka miasteczko Bol. Nad nim, przyklejony do skał, sterczy gotycki zamek.

Eleganckie butiki i drogie restauracje sygnalizują obecność turystów. Dostępu do portu broni umocniona grobla, wokół tłoczą się najstarsze budowle. Wśród nich dominikański klasztor z renesansowym kościołem. Fantazyjnie zdobione ołtarze wykuto w kamieniu. Centralny obraz - Madonna z nagim Dzieciątkiem w otoczeniu aniołów i świętych - to dzieło weneckiego manierysty Jacopa Tintoretta (1518-94).

Szeroka promenada łączy starówkę z najsłynniejszą plażą Dalmacji Zlatnim Ratem. W starym piniowym lesie ukryły się dziesiątki hoteli. Wszystkich przyciąga piaszczysty cypel, który zmienia kształt w zależności od morskich prądów. Z dołu to tylko łacha, jej trójkątną formę lepiej podziwiać z wysokości.

Aby zobaczyć Zlatni Rat w pełnej okazałości, musimy pokonać 30 km. Wracamy na wyżynę, a dalej wąską szosą wspinamy się na Vidovą Górę (778 m), najwyższy punkt na Adriatyku. Obwiedziona błękitem płycizny plaża leży teraz u naszych stóp. Ale strach zbliżyć się w stronę przepaści. Po drugiej stronie cieśniny widać podobny do zielonej jaszczurki Hvar. Za nim majaczą w bladej poświacie wyspy Vis i Koreula, a na wschodzie, już na kontynencie, fioletowe wapienie Alp Dynarskich.

Kierujemy się teraz ku niższej, zachodniej części wyspy porośniętej oliwnymi gajami. Wokół każdego drzewa żywopłot chroniący je przed wszystkożernymi kozami.

Wieś Ložišcia to kamienne domy (wiele opuszczonych), mury i studnie przyklejone do stromego stoku. Drewniane są tylko schody prowadzące do mansard. Puste tarasy czekają na zbiory - jesienią będą się na nich suszyć figi i migdały. Pośrodku wsi plac z palmami i neoromański kościół z barokowymi gzymsami i dzwonnicą. Żywej duszy.

Na koniec Milna, jedyna miejscowość na zachodnim wybrzeżu. Najokazalsze rezydencje - dziś nieco podupadające - rozłożyły się nad samą zatoką przypominającą kształtem ogon rekina. W głębi stoją skromniejsze domy odwrócone w stronę wzgórz. Wyjątkowo mocno pachnie morzem, w porcie kręcą się rybackie kutry. Dobre trzy kwadranse zajmuje spacer nad otwarty Adriatyk, skąd widać sąsiednią wyspę Šolta. Po drodze mijamy sklepiki, kawiarnie i stare doki, w których 150 lat temu wodowano więcej statków niż w ówczesnym Splicie.

W 1556 r. Petar Hektorović, renesansowy poeta i podróżnik, zanotował, że w tej części wyspy pasły się tylko owce. Ale pod koniec owego stulecia zjawili się osadnicy z Nerežišcia, zachęceni wenecką ochroną przed piratami i łagodnym klimatem. Przewodził im znany nam już ród Cernić. To jego członkowie wznieśli obronną rezydencję i barokowy kościół, którego kampanila niezmiennie góruje nad miasteczkiem.

***

Po całym dniu dzieci śpiące i głodne, pora wracać do domu na kolację. Zanim zapadnie zmierzch, kupimy jeszcze domowe wino w gospodarstwie przy szosie do Supetaru.

Zupa rybna już na ogniu, pies sąsiada obwąchuje grillujące się kalmary, słychać syrenę promu odpływającego do Splitu. Leżę na leżaku i myślę sobie, że jak na wyspę, którą omijała wielka historia, wyjątkowo dużo tu skarbów.