Meksyk na liście UNESCO. Campeche - w objęciach baluartes
06.08.2010
, aktualizacja: 06.08.2010 12:48
Potężne mury i bastiony niegdyś broniły Campeche przed piratami, dziś chronią zabytkowe centrum
ZOBACZ TAKŻE
- Wiemy jak dolecieć z Polski do Meksyku w styczniu za niecałe 1650 PLN! (14-12-11, 17:51)
- Meksyk. San Cristóbal de las Casas i San Juan Chamula (11-04-11, 06:00)
- Pocztówka z Meksyku. Święta góra Zapoteków (11-08-08, 06:00)
- Kilka dni w stolicy Meksyku (01-05-07, 00:00)
- Tam, gdzie ludzie stają się bogami (10-09-05, 06:00)
- Podróże marzeń: Meksyk (10-09-05, 06:00)
Campeche to stolica stanu o tej samej nazwie na półwyspie Jukatan. Jego chlubą są doskonale zachowane XVII-wieczne mury i fortyfikacje, kolorowe kamienice z epoki kolonialnej, kościoły z barokowymi ołtarzami i przepiękne zócalo (plac główny) z imponującą katedrą. Wszystkie te zabytki doceniło UNESCO, wpisując w 1999 r. centrum miasta na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Campeche leży na głównym szlaku komunikacyjnym łączącym Jukatan z Chiapas i resztą Meksyku.
***
Imponujące mury odegrały ważną rolę w dziejach miasta. Choć Campeche założono niemal równocześnie z Méridą i Valladolid, jego rozwój hamowały nieustanne ataki piratów. Morskich rozbójników wspierały potajemnie Anglia i Holandia, z zazdrością patrzące na kolonialne bogactwa Hiszpanii. Korsarze raz po raz pustoszyli najważniejszy port Jukatanu, łupiąc zarówno miasto, jak i pełne cennych towarów statki. Hiszpańskie galeony wywoziły z Jukatanu wołowinę i skóry, a przede wszystkim palo de Campeche, czyli modrzejec kampechiański - niezwykle wówczas cenione drzewo, używane do wyrobu niebieskiego barwnika. Miarka przebrała się w 1663 r., kiedy korsarze doszczętnie złupili Campeche i wymordowali wielu mieszkańców. W 1680 r. gubernator przedstawił Koronie hiszpańskiej projekt budowy fortyfikacji autorstwa Mart~na de la Torre. Zakładał on otoczenie miasta murami na planie nieregularnego sześcioboku oraz wybudowanie ośmiu fortów - baluartes - po jednym na każdym narożniku oraz dwóch dodatkowych, chroniących miasto od strony morza i lądu. Prace rozpoczęły się dopiero osiem lat później i trwały aż do 1719 r.
Do naszych czasów zachowało się siedem baluartes i wiele fragmentów murów. Najdłuższy znajduje się między Baluarte de San Juan a Baluarte de San Francisco, od strony lądu. Chroni stare miasto od zgiełku ulicznego - zamiast fosy mury otacza ruchliwa ulica, którą suną dziesiątki pojazdów dostarczających towary na pobliski targ. Choć znajduje się on w tym samym miejscu, co przed wiekami, próżno szukać śladów kolonialnej przeszłości. Dominują betonowe budynki stłoczone chaotycznie przy hałaśliwych ulicach. Znacznie ciekawszy widok rozciąga się po drugiej stronie fortyfikacji. Wytyczono tu elegancką siatkę prostopadłych ulic, wzdłuż których wznoszą się rzędy niskich, bajecznie kolorowych domów. Z murów widać, że z wielu zachowały się tylko fasady, za którymi rozciągają się puste podwórka i ogródki. Zabudowa miasta pochodzi z XVIII w. i w większości jest bardzo niska - domy są parterowe lub jednopiętrowe. Jedyne wyższe budowle to kościoły, m.in. Iglesia del Dulce Nombre de Cristo czy Iglesia de San Roque. Ich proste, surowe bryły o wyraźnie zaznaczonych krawędziach wyglądają niezwykle efektownie w ostrym południowym słońcu, wyraziste kolory fasad ładnie komponują się z równie barwnymi kamienicami.
***
Wśród świątyń Campeche palmę pierwszeństwa dzierży katedra, wznosząca się po wschodniej stronie zócalo, najbardziej namacalny dowód zmiany, jaką było dla miasta powstanie fortyfikacji. Budowę rozpoczęto tuż po założeniu Campeche, w 1540 r., ale przez kolejne 150 lat nie udało się jej ukończyć z powodu ciągłych ataków piratów. Dopiero w 1705 r. katedra zyskała obecny wygląd, z dwiema wieżami górującymi ponad miastem. Wnętrze jest skromne, lecz majestatyczna fasada, ozdobiona figurami świętych, robi duże wrażenie, zwłaszcza nocą, gdy jest pięknie oświetlona. Przyjemnie przysiąść wówczas na jednej z ławek w cieniu rozłożystych drzew i sycić się atmosferą wieczoru. Najlepiej w niedzielę, gdy na estradzie pośrodku rynku odbywają się koncerty typowej dla regionu muzyki wykonywanej na marimbach, instrumentach perkusyjnych przypominających duże, drewniane cymbały, o bardzo charakterystycznym dźwięku.
Zabytkowe centrum jest prawdziwą oazą spokoju. W kolorowych uliczkach słychać głównie kroki nielicznych przechodniów stąpających po wyślizganym, wiekowym bruku. Dopiero wieczorem, gdy palące słońce zniknie w wodach Zatoki Meksykańskiej, starówka nieco się ożywia. Mieszkańcy wychodzą wtedy na spacer po zadbanym, odnowionym nabrzeżu (w 1996 r. zniszczył je huragan). Wytyczono ścieżkę rowerową i biegową, postawiono ławki, zasadzono palmy. Niestety, nabrzeże oddziela od zabytkowego centrum ruchliwa dwupasmówka oraz ciąg ponurych budynków i parkingów poprzedzielanych zaniedbanymi, słabo oświetlonymi uliczkami. Ta część miasta powstała po cofnięciu się morza o kilkaset metrów. Dziś z bramy Puerta del Mar, przez którą niegdyś wkraczali do Campeche kupcy i marynarze, z trudem można dostrzec wody Zatoki Meksykańskiej!
***
Na północny wschód od centrum rozciągają się stare barrios: Guadalupe i San Francisco, dzielnice zamieszkane niegdyś głównie przez Indian, którzy nie mogli osiedlać się w centrum zarezerwowanym dla potomków hiszpańskich kolonizatorów. Także tu wzdłuż ulic ciągną się niskie budynki o bajecznie kolorowych fasadach. Wśród nich kryją się dwa kościoły, którym obie dzielnice zawdzięczają nazwy. Idąc od strony zócalo, dociera się najpierw do niedużego Iglesia de Guadalupe z 1660 r. Jego ściany i fasadę pomalowano na wyrazisty żółty kolor. Bardziej efektownie wygląda Iglesia de San Francisco (ok. 20 min spacerem z centrum) - w przeciwieństwie do Guadalupe czy świątyń w obrębie murów miejskich nie jest wciśnięty pomiędzy budynki mieszkalne, lecz wznosi się dumnie przy sporym placu. Dzięki temu można w pełni docenić jego surową, piękną bryłę. Niepozorna kolumna przed wejściem upamiętnia pierwszą mszę odprawioną na kontynencie amerykańskim przez księdza towarzyszącego ekspedycji Francisco de Montejo w 1517 r. Hiszpanom nie udało się wówczas założyć na Jukatanie stałej osady, gdyż odparli ich Majowie. Dopiero 13 lat później powstał obóz wojskowy Villa de Salamanca (nazwa na cześć rodzinnego miasta rodu Montejo). W 1540 r. syn de Montejo, także Francisco (przydomek "el Mozo"), założył tu miasto San Francisco de Campeche. Nazwa wywodziła się z języka Majów, którzy określali tę okolicę jako Ah Kin Pech, czyli "Miejsce węży i kleszczy" - być może dlatego centrum przeniesiono później na południowy zachód, gdzie dziś znajduje się zócalo
***
Koniecznie trzeba zajrzeć do Baluarte de Nuestra Senora de Soledad (największy fort), gdzie mieści się Museo de la Arquitectura Maya (wtorek-niedziela, godz. 8-19.30, wstęp 31 peso). Eksponaty pochodzą głównie z ruin znajdujących się w stanie Campeche, jak choćby oddalone o godzinę jazdy w głąb lądu Edzná czy położone w sercu jukatańskiej dżungli Calakmul, jedno z największych miast Mezoameryki. Nieduża, dokładnie opisana kolekcja pozwala docenić kunszt rzemieślników sprzed kilkunastu wieków. Architektura Majów kojarzy się z potężnymi piramidami czy świątyniami, tu zgromadzono przede wszystkim przepiękne stele, misternie zdobione fryzy i inne elementy dekoracyjne budowli. Kolekcję rozmieszczono w kilku salach poświęconych różnym stylom architektonicznym jukatańskich Majów: Puuc, R~o Bec, Chenes czy Petén Norte. Największe wrażenie robi biżuteria z jadeitu odnaleziona w Calakmul. Patrząc na misternie wykonane ozdoby, nietrudno zrozumieć zachwyt Albrechta Dürera, który w XVI w. uznał sztukę mieszkańców Nowego Świata za znacznie doskonalszą od dzieł artystów europejskich.
Niestety, dziś poza muzeum w Campeche trudno doszukać się śladów obecności Majów. Na ulicach i targu niemal nie widuje się kobiet w tradycyjnych strojach, tak licznych w Méridzie czy Valladolid, nie ma tu też w zasadzie straganów czy sklepów z rękodziełem. Większość mieszkańców ubiera się w stylu północnoamerykańskim, w dżinsy i bawełniane koszulki. Nietrudno znaleźć sklepy i lokale wielkich korporacji z USA: McDonald's, Burger King czy Wal-Mart. Pod tym względem Campeche bliżej do innych miast na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, Villahermosy czy Veracruz niż do północy Jukatanu. Podobnie jak one Campeche wzbogaciło się w ostatnich dekadach dzięki odkryciu obfitych złóż ropy naftowej pod dnem Zatoki Meksykańskiej (dziś niemal połowa PKB stanu pochodzi z wydobycia tego surowca). Pociągnęło to za sobą gwałtowną modernizację, której niezbyt urodziwym efektem jest choćby dzielnica oddzielająca centrum od morza.
Po raz kolejny eleganckie centrum uratowały potężne fortyfikacje. Wiekowe mury, niegdyś strzegące miasta przed piratami, dzielnie dają odpór bezładnemu zalewowi nowości. Kolorowe uliczki wciąż są ciche i spokojne, a czas odmierza dostojne bicie dzwonów katedry. Gwarny i ruchliwy niegdyś port Nowej Hiszpanii jest dziś zaciszną przystanią dla wszystkich, którzy zechcą odkryć jeden z najpilniej strzeżonych skarbów Jukatanu.
***
Imponujące mury odegrały ważną rolę w dziejach miasta. Choć Campeche założono niemal równocześnie z Méridą i Valladolid, jego rozwój hamowały nieustanne ataki piratów. Morskich rozbójników wspierały potajemnie Anglia i Holandia, z zazdrością patrzące na kolonialne bogactwa Hiszpanii. Korsarze raz po raz pustoszyli najważniejszy port Jukatanu, łupiąc zarówno miasto, jak i pełne cennych towarów statki. Hiszpańskie galeony wywoziły z Jukatanu wołowinę i skóry, a przede wszystkim palo de Campeche, czyli modrzejec kampechiański - niezwykle wówczas cenione drzewo, używane do wyrobu niebieskiego barwnika. Miarka przebrała się w 1663 r., kiedy korsarze doszczętnie złupili Campeche i wymordowali wielu mieszkańców. W 1680 r. gubernator przedstawił Koronie hiszpańskiej projekt budowy fortyfikacji autorstwa Mart~na de la Torre. Zakładał on otoczenie miasta murami na planie nieregularnego sześcioboku oraz wybudowanie ośmiu fortów - baluartes - po jednym na każdym narożniku oraz dwóch dodatkowych, chroniących miasto od strony morza i lądu. Prace rozpoczęły się dopiero osiem lat później i trwały aż do 1719 r.
Do naszych czasów zachowało się siedem baluartes i wiele fragmentów murów. Najdłuższy znajduje się między Baluarte de San Juan a Baluarte de San Francisco, od strony lądu. Chroni stare miasto od zgiełku ulicznego - zamiast fosy mury otacza ruchliwa ulica, którą suną dziesiątki pojazdów dostarczających towary na pobliski targ. Choć znajduje się on w tym samym miejscu, co przed wiekami, próżno szukać śladów kolonialnej przeszłości. Dominują betonowe budynki stłoczone chaotycznie przy hałaśliwych ulicach. Znacznie ciekawszy widok rozciąga się po drugiej stronie fortyfikacji. Wytyczono tu elegancką siatkę prostopadłych ulic, wzdłuż których wznoszą się rzędy niskich, bajecznie kolorowych domów. Z murów widać, że z wielu zachowały się tylko fasady, za którymi rozciągają się puste podwórka i ogródki. Zabudowa miasta pochodzi z XVIII w. i w większości jest bardzo niska - domy są parterowe lub jednopiętrowe. Jedyne wyższe budowle to kościoły, m.in. Iglesia del Dulce Nombre de Cristo czy Iglesia de San Roque. Ich proste, surowe bryły o wyraźnie zaznaczonych krawędziach wyglądają niezwykle efektownie w ostrym południowym słońcu, wyraziste kolory fasad ładnie komponują się z równie barwnymi kamienicami.
***
Wśród świątyń Campeche palmę pierwszeństwa dzierży katedra, wznosząca się po wschodniej stronie zócalo, najbardziej namacalny dowód zmiany, jaką było dla miasta powstanie fortyfikacji. Budowę rozpoczęto tuż po założeniu Campeche, w 1540 r., ale przez kolejne 150 lat nie udało się jej ukończyć z powodu ciągłych ataków piratów. Dopiero w 1705 r. katedra zyskała obecny wygląd, z dwiema wieżami górującymi ponad miastem. Wnętrze jest skromne, lecz majestatyczna fasada, ozdobiona figurami świętych, robi duże wrażenie, zwłaszcza nocą, gdy jest pięknie oświetlona. Przyjemnie przysiąść wówczas na jednej z ławek w cieniu rozłożystych drzew i sycić się atmosferą wieczoru. Najlepiej w niedzielę, gdy na estradzie pośrodku rynku odbywają się koncerty typowej dla regionu muzyki wykonywanej na marimbach, instrumentach perkusyjnych przypominających duże, drewniane cymbały, o bardzo charakterystycznym dźwięku.
Zabytkowe centrum jest prawdziwą oazą spokoju. W kolorowych uliczkach słychać głównie kroki nielicznych przechodniów stąpających po wyślizganym, wiekowym bruku. Dopiero wieczorem, gdy palące słońce zniknie w wodach Zatoki Meksykańskiej, starówka nieco się ożywia. Mieszkańcy wychodzą wtedy na spacer po zadbanym, odnowionym nabrzeżu (w 1996 r. zniszczył je huragan). Wytyczono ścieżkę rowerową i biegową, postawiono ławki, zasadzono palmy. Niestety, nabrzeże oddziela od zabytkowego centrum ruchliwa dwupasmówka oraz ciąg ponurych budynków i parkingów poprzedzielanych zaniedbanymi, słabo oświetlonymi uliczkami. Ta część miasta powstała po cofnięciu się morza o kilkaset metrów. Dziś z bramy Puerta del Mar, przez którą niegdyś wkraczali do Campeche kupcy i marynarze, z trudem można dostrzec wody Zatoki Meksykańskiej!
***
Na północny wschód od centrum rozciągają się stare barrios: Guadalupe i San Francisco, dzielnice zamieszkane niegdyś głównie przez Indian, którzy nie mogli osiedlać się w centrum zarezerwowanym dla potomków hiszpańskich kolonizatorów. Także tu wzdłuż ulic ciągną się niskie budynki o bajecznie kolorowych fasadach. Wśród nich kryją się dwa kościoły, którym obie dzielnice zawdzięczają nazwy. Idąc od strony zócalo, dociera się najpierw do niedużego Iglesia de Guadalupe z 1660 r. Jego ściany i fasadę pomalowano na wyrazisty żółty kolor. Bardziej efektownie wygląda Iglesia de San Francisco (ok. 20 min spacerem z centrum) - w przeciwieństwie do Guadalupe czy świątyń w obrębie murów miejskich nie jest wciśnięty pomiędzy budynki mieszkalne, lecz wznosi się dumnie przy sporym placu. Dzięki temu można w pełni docenić jego surową, piękną bryłę. Niepozorna kolumna przed wejściem upamiętnia pierwszą mszę odprawioną na kontynencie amerykańskim przez księdza towarzyszącego ekspedycji Francisco de Montejo w 1517 r. Hiszpanom nie udało się wówczas założyć na Jukatanie stałej osady, gdyż odparli ich Majowie. Dopiero 13 lat później powstał obóz wojskowy Villa de Salamanca (nazwa na cześć rodzinnego miasta rodu Montejo). W 1540 r. syn de Montejo, także Francisco (przydomek "el Mozo"), założył tu miasto San Francisco de Campeche. Nazwa wywodziła się z języka Majów, którzy określali tę okolicę jako Ah Kin Pech, czyli "Miejsce węży i kleszczy" - być może dlatego centrum przeniesiono później na południowy zachód, gdzie dziś znajduje się zócalo
***
Koniecznie trzeba zajrzeć do Baluarte de Nuestra Senora de Soledad (największy fort), gdzie mieści się Museo de la Arquitectura Maya (wtorek-niedziela, godz. 8-19.30, wstęp 31 peso). Eksponaty pochodzą głównie z ruin znajdujących się w stanie Campeche, jak choćby oddalone o godzinę jazdy w głąb lądu Edzná czy położone w sercu jukatańskiej dżungli Calakmul, jedno z największych miast Mezoameryki. Nieduża, dokładnie opisana kolekcja pozwala docenić kunszt rzemieślników sprzed kilkunastu wieków. Architektura Majów kojarzy się z potężnymi piramidami czy świątyniami, tu zgromadzono przede wszystkim przepiękne stele, misternie zdobione fryzy i inne elementy dekoracyjne budowli. Kolekcję rozmieszczono w kilku salach poświęconych różnym stylom architektonicznym jukatańskich Majów: Puuc, R~o Bec, Chenes czy Petén Norte. Największe wrażenie robi biżuteria z jadeitu odnaleziona w Calakmul. Patrząc na misternie wykonane ozdoby, nietrudno zrozumieć zachwyt Albrechta Dürera, który w XVI w. uznał sztukę mieszkańców Nowego Świata za znacznie doskonalszą od dzieł artystów europejskich.
Niestety, dziś poza muzeum w Campeche trudno doszukać się śladów obecności Majów. Na ulicach i targu niemal nie widuje się kobiet w tradycyjnych strojach, tak licznych w Méridzie czy Valladolid, nie ma tu też w zasadzie straganów czy sklepów z rękodziełem. Większość mieszkańców ubiera się w stylu północnoamerykańskim, w dżinsy i bawełniane koszulki. Nietrudno znaleźć sklepy i lokale wielkich korporacji z USA: McDonald's, Burger King czy Wal-Mart. Pod tym względem Campeche bliżej do innych miast na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, Villahermosy czy Veracruz niż do północy Jukatanu. Podobnie jak one Campeche wzbogaciło się w ostatnich dekadach dzięki odkryciu obfitych złóż ropy naftowej pod dnem Zatoki Meksykańskiej (dziś niemal połowa PKB stanu pochodzi z wydobycia tego surowca). Pociągnęło to za sobą gwałtowną modernizację, której niezbyt urodziwym efektem jest choćby dzielnica oddzielająca centrum od morza.
Po raz kolejny eleganckie centrum uratowały potężne fortyfikacje. Wiekowe mury, niegdyś strzegące miasta przed piratami, dzielnie dają odpór bezładnemu zalewowi nowości. Kolorowe uliczki wciąż są ciche i spokojne, a czas odmierza dostojne bicie dzwonów katedry. Gwarny i ruchliwy niegdyś port Nowej Hiszpanii jest dziś zaciszną przystanią dla wszystkich, którzy zechcą odkryć jeden z najpilniej strzeżonych skarbów Jukatanu.
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl

















