Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Kotlina z różą w herbie

  • Pin It
Beata Wróblewska
09.08.2010 , aktualizacja: 06.08.2010 12:23
A A A Drukuj
Schronisko na Szczelińcu Wielkim Fot. Wojciech Surdziel / AG Schronisko na Szczelińcu Wielkim
Kotlina Kłodzka kusi górskimi wędrówkami, urodą miasteczek, sielskimi krajobrazami wsi. Niepokoi zniszczeniem
Skała zwana Małpoludem na Szczelińcu Wielkim
Fot. Łukasz Giza / AG
Skała zwana Małpoludem na Szczelińcu Wielkim
Szczeliniec Wielki
Fot. Monika Witkowska
Szczeliniec Wielki
Szczeliniec Wielki, tarasy południowe
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Szczeliniec Wielki, tarasy południowe
Gospodarstwo agroturystyczne Skowronki
Fot. Gospodarstwo agroturystyczne Skowronki
Gospodarstwo agroturystyczne Skowronki
Szczeliniec Wielki
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Szczeliniec Wielki

Fot. Luiza Jaworska Bystrzyca Kłodzka widziana ze spadochronu
Fot. Radosław Bugajski / Agencja Gazeta
Bystrzyca Kłodzka widziana ze spadochronu
Róża kłodzka nie przypomina ani róż rosnących w naszych ogrodach, ani dzikich, które zwykle krzewią się na poboczach dróg. Pełnik europejski to po prostu żółty kwiatek na smukłej, wysokiej łodydze, który mijamy, często obojętnie, wędrując po łąkach Kotliny Kłodzkiej.

Po raz pierwszy zauważyłam różę kłodzką na porcelanowych kubkach w gospodarstwie agroturystycznym Skowronki (www.skowronki.pl). W tym domu wszystko przywołuje przeszłość, a róża kłodzka w sposób doskonały kojarzy się z przeszłością tych ziem. Pojawiała się na porcelanie i w malarstwie, a w 1881 r. towarzystwo turystyczne Gebirgsverein der Grafschaft Glatz (przekształcone wkrótce w Glatzer Gebirgsverein, czyli Kłodzkie Towarzystwo Górskie) uczyniło z niej swój znak. Jego członkowie nosili srebrny kwiatek pełnika wpięty w widocznym miejscu w ubranie.

"Każda wieś miała swoją dolinę, leżały jak czekoladki w aksamitnych zagłębieniach"*

Skowronki leżą na stoku góry Siniak na uboczu wsi Radochów. Właściciele zaadaptowali wszystkie pomieszczenia starego niemieckiego gospodarstwa. Mieszkaliśmy w dawnym cielętniku, którego grube mury doskonale chroniły przed upałem, a małe okienko nisko nad ziemią wpuszczało niewiele słońca. Duża, częściowo przebudowana, częściowo dobudowana świetlica ma przeszkloną ścianę, co pozwala podziwiać łagodnie pofałdowany horyzont. W jednej izbie gospodarze zgromadzili różne przedmioty typowe dla regionu: obrazy, śląskie serwetki z wyhaftowanymi na biało motywami roślinnymi, stare sprzęty. Jedzenie serwowane w Skowronkach jest w dużej mierze regionalne - ciasto drożdżowe z rabarbarem krojone w sposób typowy dla Śląska na cienkie, podłużne kawałki, knedle, niemieckie desery. Od czasu do czasu gospodyni urozmaica menu, podając francuską zupę dyniową czy "sałatkę górnika", z niepozornej rośliny rosnącej w ogrodzie. Wszędzie leżą niemieckie i polskie czasopisma i książki o historii regionu, a gospodarze chętnie opowiadają o okolicy.

Kotlina Kłodzka jest typową krainą pogranicza. Odnajdziemy tu ślady czeskiej i niemieckiej przeszłości. Goście Skowronek to na ogół Niemcy, często potomkowie dawnych mieszkańców Kotliny, niektórzy mówią i po polsku, i po niemiecku. Dla wielu z nich Kotlina to utracony, idealizowany krajobraz z rodzinnych wspomnień i fotografii.

Niedaleko, wciśnięte między wzgórza, rozpościerają się niezwykle malowniczo położone Kąty Bystrzyckie. Osłonięte od wiatru, mają szczególny mikroklimat. Dawniej nazywano je ogrodem Kotliny Kłodzkiej, bo wszystko rosło tu bujniej i szybciej dojrzewało. Teraz dawne pola porastają bujniejsze niż gdziekolwiek chwasty, krzewy i zioła, a nad dachami zrujnowanych w dużej części domostw króluje kopuła równie zniszczonego, XIV-wiecznego kościółka św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Wewnątrz można zobaczyć figury ewangelistów, dzieła słynnego rzeźbiarza śląskiego Michała Klahra (1693-1742), wokół kościoła stare nagrobki niemieckich gospodarzy z okolicy, a blisko wejścia jeden grób polski z lat 40. XX w.

Warto zajrzeć do Gottwaldówki, XIX-wiecznego gospodarstwa typowego dla tego regionu. Zabudowania są ustawione w czworobok. Wchodzi się przez bramę zwieńczoną łukiem, zamykaną na solidne drewniane wierzeje - to tzw. wejście paradne. Z drugiej strony jest wyjście na pola i do lasu, gdzie domownicy mogli się ukryć w razie niebezpieczeństwa. Tradycyjne śląskie gospodarstwo przypomina twierdzę. To podobno pamiątka z czasów wojen husyckich i późniejszych, XVII-wiecznych. Dziś Gottwaldówka, jeszcze nie do końca odnowiona, pełni rolę skansenu i sali wystawowej. Eksponowano tu koronki śląskie, wciąż wiszą grafiki Ericha Fuchsa, artysty, który do 1945 r. mieszkał w Przesiece i utrwalił w swojej sztuce śląski lud gór, jest wystawa Ewy Beyer-Formeli, rzeźbiarki związanej z Kotliną Kłodzką.

"Przed nim rosły góry dziwne i płaskie, jakby ostrym gigantycznym nożem Olbrzymi obcięli im czubki"

Góry Stołowe mają niespotykaną w Polsce płytową budowę geologiczną. Są tak niezwykłe, że w 1993 r. powstał Park Narodowy Gór Stołowych, którego najważniejszym celem jest ochrona skupisk kamieni, czyli przyrody nieożywionej. Najbardziej znanym, najwyższym i zwykle dosyć zatłoczonym szczytem jest Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m.). Jeżeli jednak ktoś pragnie spokoju i samotności, powinien wybrać się w Góry Stołowe od strony Wambierzyc czerwonym szlakiem przez piękne łąki i lasy. Po drodze, w okolicy Studziennej, zobaczymy pomnik przyrody - topolę niezwykłych rozmiarów. W jej cieniu stoi stara, kamienna kapliczka.

Po krótkim podejściu wchodzimy między Skalne Grzyby, głazy misternie i zaskakująco poukładane jedne na drugich.

Najbardziej bezludnym pasmem otaczającym Kotlinę Kłodzką są Góry Bialskie. Były ulubionym zakątkiem królewny Marianny Orańskiej, XIX-wiecznej właścicielki tych terenów. Ze względu na ich dzikość i urodę nazywała je "rajem" i uchroniła przed bezmyślnym wyrębem. Dziś są tu dwa rezerwaty przyrody: Nowa Morawa i Puszcza Śnieżnej Białki.

Góry Bialskie porasta las mieszany, niekiedy z przewagą świerków lub buków, na szczytach rozciągają się jagodowe i trawiaste polany. Nazywa się je często "sudeckimi Bieszczadami". Do powstania tej nazwy przyczynili się zapewne robotnicy leśni pracujący po wojnie przy wyrębie lasu. Jednym z nich był Marek Hłasko (1934-69), który od 15 listopada 1950 do 1 stycznia 1951 r. pracował jako kierowca przy zwózce drewna - utrwalił to doświadczenie w powieści "Następny do raju".

"Ponoć zwykła skała w głębiach góry, poddana wielkim ciśnieniom i jakimś tajemniczym siłom, sama z siebie oczyszcza się ze zwyczajnej materii, sama siebie destyluje, skraplając się w ciemnościach w czyste złoto, które pozostanie tam już na wieczność"**

Srebrna Góra powstała w XIV w. w związku z wydobyciem srebra. Po rozkwicie miasta na początku XVI w., eksploatacja złóż staje się coraz mniej opłacalna, w końcu załamuje się po wojnie trzydziestoletniej i miasto podupada.

Dzisiaj największą atrakcją jest twierdza zbudowana na rozkaz króla Prus Fryderyka Wielkiego, który pragnął zabezpieczyć ziemie zdobyte w wyniku pierwszej wojny śląskiej. Przy jej budowie w latach 1765-77 pracowało 4 tys. robotników. Garnizon liczył 2,5 tys. żołnierzy. Jedynie raz wykorzystano ją do działań wojennych - w 1807 r. oblegały ją wojska napoleońskie. Ponieważ zadaniem twierdzy nie obyła obrona miasteczka, tylko Przełęczy Srebrnej, zostało ono zniszczone w czasie oblężenia. Jeszcze w XIX w. zlikwidowano garnizon, a na przełomie wieków twierdza stała się turystyczną atrakcją.

Przewodnik przebrany w mundur żołnierza pruskiego oprowadza po Donjonie (fort ostatecznej obrony), gdzie dawniej mieściły się lazaret, piekarnia i browar. Żołnierz pruski za czasów Fryderyka Wielkiego otrzymywał podobno dziennie dwa litry piwa, bo, zgodnie z przytoczonym przez przewodnika powiedzeniem, "w winie jest mądrość, w piwie siła, a w wodzie tylko bakterie". Można zejść do wilgotnych i chłodnych kazamat, czyli przysypanych ziemią pomieszczeń chroniących przed bombardowaniem, które pełniły również funkcję magazynów żywności - obrońcy twierdzy powinni przetrwać bez pomocy z zewnątrz od trzech do pięciu miesięcy. Korona Donjonu to znakomity punkt widokowy, z którego podziwialiśmy Góry Bardzkie.

Po przeciwnej stronie Gór Bardzkich znajduje się Złoty Stok, także związany górnictwem, z wydobyciem złota, a od pewnego momentu przede wszystkim rud arsenu. Pierwsze zapisy świadczące o tym, że wydobywano tutaj ten szlachetny metal, pochodzą już z XIII w. Osada nabrała znaczenia w XVI w., kiedy ulokowano tu książęcą mennicę - jej budynek możemy oglądać dziś w centrum miasteczka. W owym czasie produkcja złota wynosiła ok. 60 kg rocznie, czyli 8 proc. wydobycia złota w Europie. W 1565 r. w szybie Złoty Osioł zginęło 59 górników, co zahamowało rozwój wydobycia. Wkrótce do miasta przybył aptekarz Hans Scharffenberg, który z kopalnianych hałd postanowił uzyskiwać arsen i rozwinął produkcję arszeniku.

Do wojny Złoty Stok tętnił życiem, teraz jest nieco zaniedbany i senny, jak większość miast Dolnego Śląska. Największą atrakcją jest dawna kopalnia zamknięta w 1962 r. Można zwiedzać fragment sztolni transportowej Gertruda. Znajdują się tam stare mapy, narzędzia górnicze oraz kolekcja tablic ostrzegawczych i zawierających apele (najgłupsze, np. "Rolniku, daj krowie, a ona da tobie", pochodzą z lat 50. i 60.).

Zwiedziliśmy także sztolnię Czarną Górną - najpierw ok. 200 m bocznym chodnikiem, potem zejście po schodach dawnym szybem dwadzieścia kilka metrów w dół. W niewielkiej komorze podziwialiśmy niezwykły podziemny wodospad spadający z wysokości 8 m. Z kopalni wyjeżdża się na powierzchnię pomarańczowym tramwajem.

Wokół jest mnóstwo innych atrakcji: ścianka wspinaczkowa, strzelanie z łuku, skoki na batucie. Można obejrzeć wystawę minerałów, wybić własnoręcznie monetę, zabawić się w płukanie złota. Złoty Stok to idealne miejsce, by odpocząć po kilku dniach włóczęgi po górach.

"Jasnowidz zobaczył popielate doliny, a w nich resztki miast i wiosek; obraz był nieruchomy, martwy, spopielony i z każdą chwilą blaknął"

Do Polski Bystrzyca należała w średniowieczu bardzo krótko, dopiero po 1945 r. znowu znalazła się w granicach naszego kraju. W mieście odnajdziemy pamiątki czeskiej i niemieckiej obecności na tych ziemiach. Do najwcześniejszych należy gotycki, wielokrotnie przebudowywany kościół św. Michała Archanioła, resztki murów obronnych z bramą wodną, wieże Kłodzka i Rycerska, XVI-wieczny pręgierz z wyrytą maksymą "Bóg karze niegodziwych", XVIII-wieczna kolumna wotywna, kaplica św. Floriana, a także renesansowe i barokowe kamienice. W bramie jednej z nich można obejrzeć XIX-wieczną panoramę miasta. Warto zajrzeć do Muzeum Filumenistycznego z bogatą kolekcją etykiet zapałczanych z całego świata.

Bystrzyca zachowała średniowieczny, niezwykle oryginalny układ urbanistyczny. Ma trzy place, które dawniej pełniły odrębne funkcje handlowe. Miasto jest pięknie położone. Tam, gdzie Bystrzyca uchodzi do Nysy Kłodzkiej, na urwistym zboczu piętrzą się tarasowato domy z czerwonymi dachami. Mimo to Bystrzyca sprawia wrażenie sennego, prowincjonalnego, zapomnianego przez Boga i ludzi miasteczka. Zniszczone, stare domy, szarość, brak kwiatów, nierówne chodniki - zapach rezygnacji unosi się w zaułkach.

Kotlina Kłodzka kusi górskimi wędrówkami, urodą zabytkowych miasteczek, sielskimi krajobrazami wsi, historią przemysłu, podziemnym królestwem jaskiń. Zachwyca architekturą i urodą, niepokoi zniszczeniem. Niezwykłe pamiątki dawnych wieków są jednocześnie świadectwem upadku starego świata, końca społeczności, których kres wyznaczyła historia.

* Cytaty z książek Olgi Tokarczuk: "Dom dzienny, dom nocny", Wałbrzych 1998 - odpowiednio s. 92, 117, 45

** "Gra na wielu bębenkach" Wałbrzych 2001, opowiadanie "Bardo, szopka", s. 109


Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku