Byłam w... Akwilei. Mozaiki w cyprysach

Oktawian August podejmował tu Heroda, a biskup Teodor wzniósł bazylikę z bajecznymi mozaikami
Wokół tylko pola i pola, niekończące się zagony kukurydzy i winorośli. Jest tak płasko, że aż podskakuję z emocji (na siedzeniu auta mojego przyjaciela Luigiego), gdy na lewo od drogi wyrasta znienacka szpaler rzymskich kolumn na zielonym trawniku. To Forum starożytnej Akwilei. W głębi wyniosła kampanila z wysokim daszkiem podobnym do czapki św. Mikołaja (najlepszy w okolicy punkt orientacyjny!). Wokół cisza i spokój, ruch znikomy. Współczesna Akwileja liczy zaledwie 3,5 tys. mieszkańców i czasy wielkiej świetności ma już ładnych paręset lat za sobą.

Miasto założyli Rzymianie w 181 r. p.n.e. nad brzegiem żeglownej wówczas rzeki Natisone. Szybko stało się potęgą. Tu krzyżowały się ważne trakty handlowe ku Bałkanom i na Północ, tu również miał początek szlak bursztynowy. W 10 w. p.n.e. cesarz Oktawian August podejmował w Akwilei króla Heroda Wielkiego. W owym czasie była już stolicą Regio Venetia et Histria oraz czwartym miastem imperium po Rzymie, Mediolanie i Kapui. Wytwarzano tu naczynia z brązu i szkła, obrabiano bursztyn.

***

Parkujemy przed hotelikiem Aquila Nera. Po drugiej stronie ulicy, brodząc po łące żółtej od jaskrów i mleczy, oglądamy resztki rzymskich domostw i połacie podłogowych mozaik z kamyczków. Niestety, niszczeją niczym nie osłonięte!

Dawny port morski leży dziś ok. 10 km od Adriatyku (gdy morze się cofnęło, podupadł), a Natisone przypomina zarośnięty strumień. Idziemy tam z Luigim długą aleją wzdłuż szpaleru cudownych, wysokich cyprysów (najwyższe, jakie widziałam!). Pusto, czasem tylko minie nas jakiś biegacz. Z trudem mogę tu sobie wyobrazić pirs sprzed wieków, choć rzeka miała wtedy 48 m szerokości. Ale pozostało wrośnięte w ziemię nabrzeże z kamiennych ciosów oraz słupki i uchwyty do cumowania. Wśród traw i cyprysów resztki posągów, tympanonów i steli. Im dłużej spacerujemy, tym bardziej niesamowite staje się to miejsce. Miałabym ochotę zostać tu dłużej i pomedytować...

W głębi, za koronami drzew, wznosi się bazylika Maryi Dziewicy, św. Hermagorasa i św. Fortunata. Jest tak niezwykła, że w 1998 r. wraz rzymskimi pozostałościami została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstała na początku IV w. kiedy w Akwilei erygowano biskupstwo. W średniowieczu miasto wraz z okolicami podlegało świeckiej władzy biskupów patriarchów. Splądrowane w 452 r. przez hordy Attyli, a w VI w. przez Longobardów, utraciło uprzywilejowaną pozycję na rzecz Grado. Na początku XI w. odzyskało prymat w regionie, a patriarcha Poppone odbudował bazylikę i w 1031 r. wzniósł ową dzwonnicę "z czapeczką"...

***

Romańsko-gotycka świątynia z jasnego kamienia wyrasta z piazza Capitolo wyłożonego marmurowymi płytami. Doklejona do niej portykiem oktagonalna budowla bez dachu to baptysterium z IV w. Na lewo, niemal w sercu placu, wznosi się kampanila. Przed nią kolumna z rzeźbą wilczycy karmiącej Romulusa i Remusa. Całość przypomina garstkę figur na skraju olbrzymiej szachownicy.

Bazylika, wielokrotnie niszczona (także przez trzęsienie ziemi w 1348 r.) i przebudowywana zachowała jedną nawę z dwoma szeregami kolumn. W środku niemal pusto. Przepiękne sklepienie z XV w. z intarsjowanych drewnianych kasetonów ma kształt odwróconego dna korabia. Ale trzeba patrzeć przede wszystkim pod nogi! Na największą w zachodnim świecie mozaikę paleochrześcijańską - liczy 760 m kw. i pochodzi z czasów fundatora świątyni Teodora (upamiętnia go mozaikowy napis). I pomyśleć, że odkryto ją dopiero w 1909 r., po zdjęciu biało-czerwonych płytek położonych w 1031 r. na zlecenie patriarchy Poppona. Jest tak cudowna, że brak słów, by ją opisać, a zdjęć robić nie wolno.

Stąpając po szklanym podwieszanym chodniku podziwiamy ogromny, jasny "dywan" pokryty wzorami w kolorach żółtym, czerwonym, rdzawym i czarnym. Motywy rzymskie przeplatają się z chrześcijańskimi. Mamy więc rybacką łódź na morskich falach i Jonasza w brzuchu wieloryba. Wokół ryby i wszelakie stwory - rozgwiazdy, meduzy, kraby, ośmiornice. Pomiędzy nimi przeróżnych kształtów muszelki. Dalej Dobry Pasterz ze stadem, pory roku, zwierzęta i ptaki. "Scenki" rozdziela wijący się ostrokrzew, łudząco podobny do iluminacji w dawnych księgach.

W podziemiach na lewo od wejścia mozaik ciąg dalszy - na nich cały bestiariusz. Mocno wybrzuszone, biegną wokół muru z cyklopicznych głazów. Ze zdumieniem odkrywamy, że to... podstawa kampanili! Jest tu i najstarsze baptysterium - z 345 r. Przypomina kamienny brodzik ze schodkami.

Na koniec zstępujemy do krypty pod prezbiterium ufundowanej przez Karola Wielkiego. Niski sufit wspiera się na sześciu romańskich kolumnach. Na nim i na ścianach wyblakłe malowidła z XII w., na których z trudem rozpoznajemy historię św. Hermagorasa, legendarnego pierwszego biskupa Akwilei oraz sceny z życia Jezusa i ewangelistów. W niszy ossuaria i relikwiarze tutejszych męczenników.

W Aquila Nera osuwam się na fotel - tyle wrażeń! Ale, jak słusznie zauważa Luigi, zimne mleko z ulubionym miętowym syropem szybko postawi mnie na nogi. Jak zwykle ma rację.

Akwileja leży w regionie Friuli-Wenecja Julijska, 45 km na południe od Triestu, na skraju Niziny Weneckiej. Biegnie tędy szlak winny Strada del Vino Aquilea, prowadzący do średniowiecznego Clauiano. W miasteczku są dwa muzea: archeologiczne przy via Roma (m.in. spora kolekcja antycznego szkła, ceramiki i rzeźby, wstęp 4 euro) oraz Museo Paleocristiano w dawnym opactwie benedyktyńskim przy via Monastero (bezpłatne, sporo wczesnochrześcijańskich rzeźb i mozaik). Nocleg: dwa hoteliki, kemping i schronisko młodzieżowe Domus Augusta przy via Roma 25, zimą tylko dla grup

www.ostelloaquileia.it