Pamiątka z wakacji. Wianek
26.07.2010
, aktualizacja: 26.07.2010 13:23
O tym, że większość światowej produkcji goździków pochodzi z Zanzibaru, wiedziałam przed wyjazdem na tę tanzańską wyspę
ZOBACZ TAKŻE
- Pamiątka z wakacji. Urządzenie do robienia falafeli (10-01-11, 06:00)
- Pamiątka z wakacji. Czajnik (02-08-10, 06:00)
- Pamiątka z wakacji. Parasolka (19-07-10, 06:00)
- Pamiątka z wakacji. Sery (22-03-10, 06:00)
- Zanzibar. Sauti za Busara, czyli Dźwięki Mądrości (02-03-09, 06:00)
Na miejscu przekonałam się, że znaleźć tam można także prawie wszystkie znane mi przyprawy. Jak rośnie pieprz, wanilia czy imbir, dowiedziałam się podczas spice tour - wycieczki na plantację przypraw.
Przewodnik prowadził dróżką wśród nieznanych mi drzew. Co chwila zatrzymywaliśmy się przy jakimś i musiałam odpowiadać na to samo pytanie: - Jak myślisz, co to jest? Rozpoznałam goździki, bo choć nigdy nie widziałam ich rosnących na drzewie, to jednak małe zielone bukieciki były dość podobne do przyprawy kupowanej w naszych sklepach. Zdziwiło mnie tylko, że mało pachniały, najwyraźniej proces suszenia wzmaga ich aromat.
Następne zagadki były trudniejsze. Skąd miałam wiedzieć, że korzeń niepozornej, wysokiej na jakiś metr trawy to kurkuma? A opleciona czerwoną siateczką pestka w środku przypominającego morelę owocu to gałka muszkatołowa? Albo że pokaźne, różowawe, pomarszczone worki zwisające z następnego drzewa to owoce kakaowca?
Jednak najbardziej zdumiało mnie pnącze oplatające drzewa na plantacji. Wiło się jak dzikie wino i miało gronka podobne do winogronowych, ale znacznie mniejsze. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to pieprz, który w zależności od fazy dojrzałości w czasie zbioru jest zielony lub czerwony (popularny u nas czarny to ususzone zielone ziarenka).
Uwieńczeniem wycieczki był poczęstunek z dań lokalnej kuchni obfitujących w przyprawy oraz zakupy na minibazarku należącym do plantacji. Kupiłam tam kawę z wanilią (dla mamy), herbatę z kardamonem (dla znajomych), mieszankę przypraw do ryżu (dla brata), pachnący wianuszek z goździków i kardamonu - dla siebie. Dojechał do Polski w doskonałym stanie i teraz jest ozdobą kuchni i miłym wspomnieniem egzotycznej wycieczki.
Przewodnik prowadził dróżką wśród nieznanych mi drzew. Co chwila zatrzymywaliśmy się przy jakimś i musiałam odpowiadać na to samo pytanie: - Jak myślisz, co to jest? Rozpoznałam goździki, bo choć nigdy nie widziałam ich rosnących na drzewie, to jednak małe zielone bukieciki były dość podobne do przyprawy kupowanej w naszych sklepach. Zdziwiło mnie tylko, że mało pachniały, najwyraźniej proces suszenia wzmaga ich aromat.
Następne zagadki były trudniejsze. Skąd miałam wiedzieć, że korzeń niepozornej, wysokiej na jakiś metr trawy to kurkuma? A opleciona czerwoną siateczką pestka w środku przypominającego morelę owocu to gałka muszkatołowa? Albo że pokaźne, różowawe, pomarszczone worki zwisające z następnego drzewa to owoce kakaowca?
Jednak najbardziej zdumiało mnie pnącze oplatające drzewa na plantacji. Wiło się jak dzikie wino i miało gronka podobne do winogronowych, ale znacznie mniejsze. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to pieprz, który w zależności od fazy dojrzałości w czasie zbioru jest zielony lub czerwony (popularny u nas czarny to ususzone zielone ziarenka).
Uwieńczeniem wycieczki był poczęstunek z dań lokalnej kuchni obfitujących w przyprawy oraz zakupy na minibazarku należącym do plantacji. Kupiłam tam kawę z wanilią (dla mamy), herbatę z kardamonem (dla znajomych), mieszankę przypraw do ryżu (dla brata), pachnący wianuszek z goździków i kardamonu - dla siebie. Dojechał do Polski w doskonałym stanie i teraz jest ozdobą kuchni i miłym wspomnieniem egzotycznej wycieczki.
- hotele
- loty
- noclegi
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
- Oferty Meteor
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletter












