Madryckie eldorado
26.07.2010
, aktualizacja: 23.07.2010 10:46
W każdą niedzielę od rana do wczesnego popołudnia można tu poszukać skarbu
ZOBACZ TAKŻE
- Piękne miasta Hiszpanii. Viva Segovia! (17-05-10, 06:00)
- Hiszpańskie wędrówki. Estremadura - w magicznym trójkącie (23-11-09, 06:00)
Juan pojawia się na Ribera de Curtidores wczesnym niedzielnym rankiem. Gdy większość młodych mieszkańców Madrytu wraca do domów po sobotnich imprezach, on zabiera stojące w piwnicy walizki i wsiada do metra. Mieszka w rejonie Iglesii, jednej z kilku stacji metra, stąd łatwy dostęp do największego targu staroci w Hiszpanii.
***
El Rastro istnieje w centrum Madrytu już od ponad 500 lat. To właśnie tu w 1497 r. powstała pierwsza rzeźnia, która podobnie jak późniejsze garbarnie korzystała z wody pochodzącej z licznych strumieni spływających do rzeki Manzanares. Najważniejszy płynął żlebem znajdującym się dokładnie tam, gdzie dziś przebiega główna ulica Rastro - Ribera de Curtidores. Wtedy też pojawiła się w powszechnym użyciu nazwa "El Rastro", czyli "ślad, pozostałość", odnosząca się do śladów krwi po martwych zwierzętach transportowanych do okolicznych rzeźni. W kolejnych latach rozwinął się handel. Sprzedawano obuwie, paski, derki, siodła i produkty z łoju. Pod koniec XVIII w. na Rastro pojawili się piekarze i handlarze urządzeniami (także kradzionymi). Aby zapobiec zanieczyszczaniu rzeki, nakazano przeniesienie garbarni, natomiast handlarzy przybywało. Powstawały kolejne sklepy skupujące i sprzedające meble, działające cały tydzień galerie i coraz więcej stoisk otwieranych w niedzielę rano. To z tamtego okresu pochodzi legenda mówiąca o Rastro jako o miejscu, gdzie wśród bibelotów, starej biżuterii, naczyń, sztućców, narzędzi i mebli każdy może odnaleźć swój skarb.
Przez lata miasto walczyło z niepokornym, wolnym handlem w tym regionie. W latach 80. ratusz zredukował zasięg Rastro do jednej głównej ulicy i kilku sąsiadujących z nią przecznic oraz nałożył podatek na handlarzy. Na wniosek właścicieli okolicznych sklepów zlikwidowano stoiska stałe, zaś liczbę niedzielnych zredukowano do 3,5 tys. El Rastro zaczyna się od pomnika Eloya Gonzalo (hiszpański żołnierz z czasów wojen kubańskich) na Plaza de Cascorro, a kończy przy Puerta de Toledo. Podobno jednym z warunków odnalezienia tam skarbu jest przywitanie się z postacią Eloya Gonzalo.
***
Wybieramy się tam w niedzielne przedpołudnie. Zaczynamy od churros - podłużnych ciastek smażonych na chrupko, podawanych z filiżanką gęstej czekolady w jednej z okolicznych kawiarni. Wędrujemy od Plaza de Toledo, czyli od drugiej części targowiska, która najbardziej nawiązuje do tego, co przetrwało z dawnego Rastro. Atmosfera jak na każdym pchlim targu. Patrząc na łyżki, figurki, złote ramy, wyciskacze do czosnku, dziadki do orzechów, klamki i sprzączki nietrudno uwierzyć, że gdzieś tu ukryty jest prawdziwy skarb, który tylko my odnajdziemy. Wyjątkową atmosferę tworzą sprzedawcy - zbiorowisko oryginałów. Podobno Almodóvar jako 17-letni chłopiec też miał swoje stoisko (jego drugi pełnometrażowy film "Labirynty namiętności" zaczyna się od sceny kręconej na El Rastro).
Rozmawiamy chwilę z Juanem. Przychodzi raczej w celach towarzyskich - napić się kawy i spotkać z ludźmi. Rozkładany stół, ceratę, podręczną wagę i resztę eksponatów przywozi jego kolega. Juan układa wszystko, co zostało mu ze sklepu, który zamknął w minionym roku: korale, klipsy, kolczyki, łańcuszki, broszki, spinki, klamerki, i sprzedaje na kilogramy (1 kg ok.10 euro).
Idąc dalej, w stronę w stronę pomnika Eloya Gonzolo przebijamy się przez tłum mieszkańców i turystów. Możemy po atrakcyjnych cenach kupić też ubrania, buty, rękodzieło, skompletować strój flamenco (wachlarze, buty, sukienki). W tej części El Rastro o skarb dużo trudniej, ale na pewno łatwiej o kieszonkowców...
***
El Rastro istnieje w centrum Madrytu już od ponad 500 lat. To właśnie tu w 1497 r. powstała pierwsza rzeźnia, która podobnie jak późniejsze garbarnie korzystała z wody pochodzącej z licznych strumieni spływających do rzeki Manzanares. Najważniejszy płynął żlebem znajdującym się dokładnie tam, gdzie dziś przebiega główna ulica Rastro - Ribera de Curtidores. Wtedy też pojawiła się w powszechnym użyciu nazwa "El Rastro", czyli "ślad, pozostałość", odnosząca się do śladów krwi po martwych zwierzętach transportowanych do okolicznych rzeźni. W kolejnych latach rozwinął się handel. Sprzedawano obuwie, paski, derki, siodła i produkty z łoju. Pod koniec XVIII w. na Rastro pojawili się piekarze i handlarze urządzeniami (także kradzionymi). Aby zapobiec zanieczyszczaniu rzeki, nakazano przeniesienie garbarni, natomiast handlarzy przybywało. Powstawały kolejne sklepy skupujące i sprzedające meble, działające cały tydzień galerie i coraz więcej stoisk otwieranych w niedzielę rano. To z tamtego okresu pochodzi legenda mówiąca o Rastro jako o miejscu, gdzie wśród bibelotów, starej biżuterii, naczyń, sztućców, narzędzi i mebli każdy może odnaleźć swój skarb.
Przez lata miasto walczyło z niepokornym, wolnym handlem w tym regionie. W latach 80. ratusz zredukował zasięg Rastro do jednej głównej ulicy i kilku sąsiadujących z nią przecznic oraz nałożył podatek na handlarzy. Na wniosek właścicieli okolicznych sklepów zlikwidowano stoiska stałe, zaś liczbę niedzielnych zredukowano do 3,5 tys. El Rastro zaczyna się od pomnika Eloya Gonzalo (hiszpański żołnierz z czasów wojen kubańskich) na Plaza de Cascorro, a kończy przy Puerta de Toledo. Podobno jednym z warunków odnalezienia tam skarbu jest przywitanie się z postacią Eloya Gonzalo.
***
Wybieramy się tam w niedzielne przedpołudnie. Zaczynamy od churros - podłużnych ciastek smażonych na chrupko, podawanych z filiżanką gęstej czekolady w jednej z okolicznych kawiarni. Wędrujemy od Plaza de Toledo, czyli od drugiej części targowiska, która najbardziej nawiązuje do tego, co przetrwało z dawnego Rastro. Atmosfera jak na każdym pchlim targu. Patrząc na łyżki, figurki, złote ramy, wyciskacze do czosnku, dziadki do orzechów, klamki i sprzączki nietrudno uwierzyć, że gdzieś tu ukryty jest prawdziwy skarb, który tylko my odnajdziemy. Wyjątkową atmosferę tworzą sprzedawcy - zbiorowisko oryginałów. Podobno Almodóvar jako 17-letni chłopiec też miał swoje stoisko (jego drugi pełnometrażowy film "Labirynty namiętności" zaczyna się od sceny kręconej na El Rastro).
Rozmawiamy chwilę z Juanem. Przychodzi raczej w celach towarzyskich - napić się kawy i spotkać z ludźmi. Rozkładany stół, ceratę, podręczną wagę i resztę eksponatów przywozi jego kolega. Juan układa wszystko, co zostało mu ze sklepu, który zamknął w minionym roku: korale, klipsy, kolczyki, łańcuszki, broszki, spinki, klamerki, i sprzedaje na kilogramy (1 kg ok.10 euro).
Idąc dalej, w stronę w stronę pomnika Eloya Gonzolo przebijamy się przez tłum mieszkańców i turystów. Możemy po atrakcyjnych cenach kupić też ubrania, buty, rękodzieło, skompletować strój flamenco (wachlarze, buty, sukienki). W tej części El Rastro o skarb dużo trudniej, ale na pewno łatwiej o kieszonkowców...
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl




więcej zdjęć









