Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Włochy. Wenecja skradła serce

  • Pin It
not. HD
19.07.2010 , aktualizacja: 16.07.2010 12:07
A A A Drukuj
Wenecja Fot. Henryk Dumin Wenecja
Serce zostało w... Wenecji. Pojawiłem się tam pewnej sierpniowej nocy na początku lat 80. ubiegłego stulecia. Opowiada Henryk Dumin, etnolog, menedżer kultury
Wenecja
Fot. Henryk Dumin
Wenecja
Henryk Dumin
Fot. Archiwum Henryka Dumina
Henryk Dumin
Zmierzałem do placu św. Marka, kiedy podbiegła nieznajoma dziewczyna, ucałowała mnie i zniknęła w zaułku. Pod mostkiem cicho przemknęła gondola, świecił księżyc - i od tego wszystko się zaczęło.

Wenecja jest piękna zawsze, także kiedy pada deszcz i woda w kanałach ma kolor srebrnosiny. Nasza europejska kultura jest zaklęta w jej portalach, w lustrach starych pałaców i bizantyjskich mozaikach u św. Marka. Koniecznie trzeba w tym mieście zabłądzić - chodząc bez planu, dać się olśnić nieoczekiwanym przestrzeniom i sytuacjom. Wieczorami przy Ponte Rialto gromadzi się tłum ludzi ogarniętych taką wesołością, jakby ktoś rozpylił w powietrzu szampana. Przyjemnie jest potem płynąć vaporetto i stojąc na rufie, rozpoznawać po drodze słynne pałace - ten widok od stuleci zapiera wszystkim dech w piersiach.

Wracałem do Wenecji wiele razy także po to, by postać przed cudowną "Madonną" Giovanniego Belliniego w kościele San Zaccaria.

Niezapomniane dni miały miejsce...

w Meksyku. Gorąco, czasami krótkie, gwałtowne ulewy, wszechobecna muzyka, ludzie tańczący spontanicznie na ulicach nawet w środku dnia. Październikowe tygodnie spędzałem w środkowym Meksyku, gdzie z rzadka docierają zorganizowane grupy turystyczne. Podziwiałem złote kościoły Queretaro - wśród kipiących ornamentów stoją tam postaci świętych z ramionami wzniesionymi ku niebu (w kościele Santa Rosa de Viterbo znajduje się pierwszy zainstalowany w Nowym Świecie zegar). Na dziedzińcach pałaców wciąż zdaje się słyszeć kroki konkwistadorów, pojawiają się nawet duchy. W krużgankach starego pałacu, w którym mieści się obecnie Museo de la Ciudad, słychać po nocach płacz dziecka (ponoć nawet je widać, ale znika, gdy się zbliżyć - są świadkowie tych zdarzeń). Ulice zaskakują przybysza całoroczną dekoracją z kolorowych lampionów rozświetlonych co wieczór jak w karnawale. Queretaro zasłużenie zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, podobnie jak leżące niedaleko Guanajuato długo pozostające światową stolicą wydobycia srebra. Pałace "srebrnych baronów" sąsiadują tu z bogatymi świątyniami i imponującym teatrem operowym. W cieniu platanów mężczyźni toczą dysputy przy kawie, a ruch samochodowy w mieście odbywa się tylko w jedną stronę - aby zmienić kierunek, trzeba wjechać pod ziemię, gdzie ulice wiodą w przeciwnym kierunku starymi wyrobiskami kopalnianymi.

Najlepsze wakacje spędziłem...

na Sycylii z żoną z okazji okrągłej rocznicy ślubu. Zachęcony w rozmowie przez Krzysztofa Zanussiego, że to "prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce na ziemi", podążyłem do Taorminy, Katanii, Palermo, Cefalu i Noto, by w końcu dotrzeć do Syrakuz i słynnej Fontanny Aretuzy. To źródło słodkiej wody tryskające u morskiego brzegu od tysiącleci inspirowało artystów. Karol Szymanowski skomponował na jego temat poemat muzyczny, a w pobliskim Hotel des Etrangers Jarosław Iwaszkiewicz ukończył pisanie "Panien z Wilka". Turyści przyjeżdżający na Sycylię zwykle omijają Katanię, a my znaleźliśmy tam niezwykle malowniczy targ rybny (bledną przy nim martwe natury flamandzkich mistrzów) i elegancką via Etnea z czynnym wulkanem w panoramie u wylotu ulicy.

W Polsce lubię...

Roztocze. Za każdym razem, gdy je odwiedzam, mam wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Regularnie przez lata bywałem w Narolu z pięknym klasycystycznym pałacem i w okolicznych wioskach, gdzie leniwie płynie Tanew, tworząc malownicze wodospady tzw. szumy. W tamtejszych sosnowych lasach można się natknąć na stare cmentarze, drewniane cerkwie i liczne pozostałości po należącym już do przeszłości świecie polsko-rusińsko-żydowskiego pogranicza. Nie dotarła tam jeszcze masowa turystyka, można więc w ciszy chodzić wśród zbóż po polnych drogach, gawędzić z ludźmi...

Podróżuję z...

zamiarem poznawania ducha miejsca. Zupełnie pozbawione jego obecności są "resorty turystyczne", dlatego wyjazdy organizuję sam lub z przyjaciółmi. To ważne, by móc dzielić wrażenia z kimś bliskim - wtedy przeżycia są podwójne.

Mój ulubiony hotel to...

SARP w Kazimierzu Dolnym, z harmonijną architekturą i doskonałą kuchnią, przytulny i bezpretensjonalny, o niepowtarzalnym uroku. W hallu stoją zabytkowe meble. Siadając w okiennych niszach z widokiem na Rynek, można przy kawie przyglądać się spacerowiczom albo przeczekać tu deszcz. Mieszkam w SARP-ie podczas czerwcowych festiwali folklorystycznych - hotel jest wtedy enklawą ciszy, którą opuszczam, by wchodzić w świat dźwięków ludowej muzyki.

Niebo w gębie poczułem w...

Kraju Basków, gdzie jedzenie jest narodową pasją. Mieszkańcy potrafią genialnie wykorzystać to, co wyłowią z morza, zbiorą na górskich halach czy wyhodują na polach. Mistrzowsko przetwarzane mięsa, przeniknięte aromatem ziół wspaniałe sery i wina lokują kuchnię baskijską na szczycie doznań kulinarnych. Gotowanie to tradycyjnie męska domena i to panowie grupują się w lokalnych bractwach, w których co tydzień kilku przygotowuje dla pozostałych najlepsze przysmaki. Kuchnia i wspólne uczty cementują więzi i chyba dzięki temu Baskowie mogą poszczycić się niespotykaną gdzie indziej prawdziwą solidarnością. Wystarczy spróbować ich potraw - na przykład kałamarnic we własnym sosie lub dorsza w aksamitnym sosie pomidorowym...

Natomiast na Sycylii jadłem najlepsze w życiu słodycze. Po nocach śni mi się smak lodowego deseru granita gelsi z owoców czerwonej morwy, że nie wspomnę o migdałowych i pistacjowych ciastkach w Noto, rumowej babie w Katanii i marcepanach alla Martorana w Palermo.

Na wyprawę zawsze zabieram...

Miśka imieniem Ajlawju (wypowiada tę kwestię, gdy nacisnąć mu brzuszek). Lata ze mną wszędzie - był w Ameryce, Azji, przemierzył pół Europy. Od niedawna jeździ razem z synem Portosem, mają wiele wspólnych zdjęć w pięknych miejscach.

Nigdy więcej nie powrócę do...

miasta Sisak nad rzeką Kupa w Chorwacji. To typowe prowincjonalne miasto garnizonowe niegdyś imperium rzymskiego, a potem austro-węgierskiego. Nie ma na czym oka zawiesić, mieszkańcy jacyś markotni, a do tego postsocjalistyczny, ciasny hotel o podłym standardzie. Ma się wrażenie, że to miejsce do przeczekania, podczas gdy prawdziwe życie toczy się gdzieś dalej.

Wkrótce będę w drodze do...

Brazylii, by przeprowadzić badania etnograficzne wśród potomków polskich emigrantów z końca XIX w. Do dziś mówią polskim językiem z czasów Sienkiewicza i pielęgnują swoją tożsamość w dość egzotycznym otoczeniu.

Wymarzony cel podróży...

Zacytuję Marinę Cwietajewą, która powiedziała kiedyś: "Włochy są snem, który śni się nam przez całe życie".

Henryk Dumin jest też publicystą, badaczem i popularyzatorem tradycji Dolnego Śląska, organizatorem festiwali sztuki i jednym z tegorocznych laureatów Nagrody im. Oskara Kolberga przyznawanej "Za zasługi dla kultury ludowej"

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku