Włochy. Wenecja skradła serce
19.07.2010
, aktualizacja: 16.07.2010 12:07
Serce zostało w... Wenecji. Pojawiłem się tam pewnej sierpniowej nocy na początku lat 80. ubiegłego stulecia. Opowiada Henryk Dumin, etnolog, menedżer kultury
ZOBACZ TAKŻE
- Wspomnienia znad Biebrzańskich Bagien (16-08-10, 06:00)
- Santorini Andrzeja Sikorowskiego, lidera zespołu Pod Budą (26-07-10, 06:00)
- Najsławniejsze karnawały. Wenecja: świat na opak (01-05-07, 00:00)
- Wenecja - miasto mgły i acqua alta (01-05-07, 00:00)
Zmierzałem do placu św. Marka, kiedy podbiegła nieznajoma dziewczyna, ucałowała mnie i zniknęła w zaułku. Pod mostkiem cicho przemknęła gondola, świecił księżyc - i od tego wszystko się zaczęło.
Wenecja jest piękna zawsze, także kiedy pada deszcz i woda w kanałach ma kolor srebrnosiny. Nasza europejska kultura jest zaklęta w jej portalach, w lustrach starych pałaców i bizantyjskich mozaikach u św. Marka. Koniecznie trzeba w tym mieście zabłądzić - chodząc bez planu, dać się olśnić nieoczekiwanym przestrzeniom i sytuacjom. Wieczorami przy Ponte Rialto gromadzi się tłum ludzi ogarniętych taką wesołością, jakby ktoś rozpylił w powietrzu szampana. Przyjemnie jest potem płynąć vaporetto i stojąc na rufie, rozpoznawać po drodze słynne pałace - ten widok od stuleci zapiera wszystkim dech w piersiach.
Wracałem do Wenecji wiele razy także po to, by postać przed cudowną "Madonną" Giovanniego Belliniego w kościele San Zaccaria.
Niezapomniane dni miały miejsce...
w Meksyku. Gorąco, czasami krótkie, gwałtowne ulewy, wszechobecna muzyka, ludzie tańczący spontanicznie na ulicach nawet w środku dnia. Październikowe tygodnie spędzałem w środkowym Meksyku, gdzie z rzadka docierają zorganizowane grupy turystyczne. Podziwiałem złote kościoły Queretaro - wśród kipiących ornamentów stoją tam postaci świętych z ramionami wzniesionymi ku niebu (w kościele Santa Rosa de Viterbo znajduje się pierwszy zainstalowany w Nowym Świecie zegar). Na dziedzińcach pałaców wciąż zdaje się słyszeć kroki konkwistadorów, pojawiają się nawet duchy. W krużgankach starego pałacu, w którym mieści się obecnie Museo de la Ciudad, słychać po nocach płacz dziecka (ponoć nawet je widać, ale znika, gdy się zbliżyć - są świadkowie tych zdarzeń). Ulice zaskakują przybysza całoroczną dekoracją z kolorowych lampionów rozświetlonych co wieczór jak w karnawale. Queretaro zasłużenie zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, podobnie jak leżące niedaleko Guanajuato długo pozostające światową stolicą wydobycia srebra. Pałace "srebrnych baronów" sąsiadują tu z bogatymi świątyniami i imponującym teatrem operowym. W cieniu platanów mężczyźni toczą dysputy przy kawie, a ruch samochodowy w mieście odbywa się tylko w jedną stronę - aby zmienić kierunek, trzeba wjechać pod ziemię, gdzie ulice wiodą w przeciwnym kierunku starymi wyrobiskami kopalnianymi.
Najlepsze wakacje spędziłem...
na Sycylii z żoną z okazji okrągłej rocznicy ślubu. Zachęcony w rozmowie przez Krzysztofa Zanussiego, że to "prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce na ziemi", podążyłem do Taorminy, Katanii, Palermo, Cefalu i Noto, by w końcu dotrzeć do Syrakuz i słynnej Fontanny Aretuzy. To źródło słodkiej wody tryskające u morskiego brzegu od tysiącleci inspirowało artystów. Karol Szymanowski skomponował na jego temat poemat muzyczny, a w pobliskim Hotel des Etrangers Jarosław Iwaszkiewicz ukończył pisanie "Panien z Wilka". Turyści przyjeżdżający na Sycylię zwykle omijają Katanię, a my znaleźliśmy tam niezwykle malowniczy targ rybny (bledną przy nim martwe natury flamandzkich mistrzów) i elegancką via Etnea z czynnym wulkanem w panoramie u wylotu ulicy.
W Polsce lubię...
Roztocze. Za każdym razem, gdy je odwiedzam, mam wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Regularnie przez lata bywałem w Narolu z pięknym klasycystycznym pałacem i w okolicznych wioskach, gdzie leniwie płynie Tanew, tworząc malownicze wodospady tzw. szumy. W tamtejszych sosnowych lasach można się natknąć na stare cmentarze, drewniane cerkwie i liczne pozostałości po należącym już do przeszłości świecie polsko-rusińsko-żydowskiego pogranicza. Nie dotarła tam jeszcze masowa turystyka, można więc w ciszy chodzić wśród zbóż po polnych drogach, gawędzić z ludźmi...
Podróżuję z...
zamiarem poznawania ducha miejsca. Zupełnie pozbawione jego obecności są "resorty turystyczne", dlatego wyjazdy organizuję sam lub z przyjaciółmi. To ważne, by móc dzielić wrażenia z kimś bliskim - wtedy przeżycia są podwójne.
Mój ulubiony hotel to...
SARP w Kazimierzu Dolnym, z harmonijną architekturą i doskonałą kuchnią, przytulny i bezpretensjonalny, o niepowtarzalnym uroku. W hallu stoją zabytkowe meble. Siadając w okiennych niszach z widokiem na Rynek, można przy kawie przyglądać się spacerowiczom albo przeczekać tu deszcz. Mieszkam w SARP-ie podczas czerwcowych festiwali folklorystycznych - hotel jest wtedy enklawą ciszy, którą opuszczam, by wchodzić w świat dźwięków ludowej muzyki.
Niebo w gębie poczułem w...
Kraju Basków, gdzie jedzenie jest narodową pasją. Mieszkańcy potrafią genialnie wykorzystać to, co wyłowią z morza, zbiorą na górskich halach czy wyhodują na polach. Mistrzowsko przetwarzane mięsa, przeniknięte aromatem ziół wspaniałe sery i wina lokują kuchnię baskijską na szczycie doznań kulinarnych. Gotowanie to tradycyjnie męska domena i to panowie grupują się w lokalnych bractwach, w których co tydzień kilku przygotowuje dla pozostałych najlepsze przysmaki. Kuchnia i wspólne uczty cementują więzi i chyba dzięki temu Baskowie mogą poszczycić się niespotykaną gdzie indziej prawdziwą solidarnością. Wystarczy spróbować ich potraw - na przykład kałamarnic we własnym sosie lub dorsza w aksamitnym sosie pomidorowym...
Natomiast na Sycylii jadłem najlepsze w życiu słodycze. Po nocach śni mi się smak lodowego deseru granita gelsi z owoców czerwonej morwy, że nie wspomnę o migdałowych i pistacjowych ciastkach w Noto, rumowej babie w Katanii i marcepanach alla Martorana w Palermo.
Na wyprawę zawsze zabieram...
Miśka imieniem Ajlawju (wypowiada tę kwestię, gdy nacisnąć mu brzuszek). Lata ze mną wszędzie - był w Ameryce, Azji, przemierzył pół Europy. Od niedawna jeździ razem z synem Portosem, mają wiele wspólnych zdjęć w pięknych miejscach.
Nigdy więcej nie powrócę do...
miasta Sisak nad rzeką Kupa w Chorwacji. To typowe prowincjonalne miasto garnizonowe niegdyś imperium rzymskiego, a potem austro-węgierskiego. Nie ma na czym oka zawiesić, mieszkańcy jacyś markotni, a do tego postsocjalistyczny, ciasny hotel o podłym standardzie. Ma się wrażenie, że to miejsce do przeczekania, podczas gdy prawdziwe życie toczy się gdzieś dalej.
Wkrótce będę w drodze do...
Brazylii, by przeprowadzić badania etnograficzne wśród potomków polskich emigrantów z końca XIX w. Do dziś mówią polskim językiem z czasów Sienkiewicza i pielęgnują swoją tożsamość w dość egzotycznym otoczeniu.
Wymarzony cel podróży...
Zacytuję Marinę Cwietajewą, która powiedziała kiedyś: "Włochy są snem, który śni się nam przez całe życie".
Henryk Dumin jest też publicystą, badaczem i popularyzatorem tradycji Dolnego Śląska, organizatorem festiwali sztuki i jednym z tegorocznych laureatów Nagrody im. Oskara Kolberga przyznawanej "Za zasługi dla kultury ludowej"
Wenecja jest piękna zawsze, także kiedy pada deszcz i woda w kanałach ma kolor srebrnosiny. Nasza europejska kultura jest zaklęta w jej portalach, w lustrach starych pałaców i bizantyjskich mozaikach u św. Marka. Koniecznie trzeba w tym mieście zabłądzić - chodząc bez planu, dać się olśnić nieoczekiwanym przestrzeniom i sytuacjom. Wieczorami przy Ponte Rialto gromadzi się tłum ludzi ogarniętych taką wesołością, jakby ktoś rozpylił w powietrzu szampana. Przyjemnie jest potem płynąć vaporetto i stojąc na rufie, rozpoznawać po drodze słynne pałace - ten widok od stuleci zapiera wszystkim dech w piersiach.
Wracałem do Wenecji wiele razy także po to, by postać przed cudowną "Madonną" Giovanniego Belliniego w kościele San Zaccaria.
Niezapomniane dni miały miejsce...
w Meksyku. Gorąco, czasami krótkie, gwałtowne ulewy, wszechobecna muzyka, ludzie tańczący spontanicznie na ulicach nawet w środku dnia. Październikowe tygodnie spędzałem w środkowym Meksyku, gdzie z rzadka docierają zorganizowane grupy turystyczne. Podziwiałem złote kościoły Queretaro - wśród kipiących ornamentów stoją tam postaci świętych z ramionami wzniesionymi ku niebu (w kościele Santa Rosa de Viterbo znajduje się pierwszy zainstalowany w Nowym Świecie zegar). Na dziedzińcach pałaców wciąż zdaje się słyszeć kroki konkwistadorów, pojawiają się nawet duchy. W krużgankach starego pałacu, w którym mieści się obecnie Museo de la Ciudad, słychać po nocach płacz dziecka (ponoć nawet je widać, ale znika, gdy się zbliżyć - są świadkowie tych zdarzeń). Ulice zaskakują przybysza całoroczną dekoracją z kolorowych lampionów rozświetlonych co wieczór jak w karnawale. Queretaro zasłużenie zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, podobnie jak leżące niedaleko Guanajuato długo pozostające światową stolicą wydobycia srebra. Pałace "srebrnych baronów" sąsiadują tu z bogatymi świątyniami i imponującym teatrem operowym. W cieniu platanów mężczyźni toczą dysputy przy kawie, a ruch samochodowy w mieście odbywa się tylko w jedną stronę - aby zmienić kierunek, trzeba wjechać pod ziemię, gdzie ulice wiodą w przeciwnym kierunku starymi wyrobiskami kopalnianymi.
Najlepsze wakacje spędziłem...
na Sycylii z żoną z okazji okrągłej rocznicy ślubu. Zachęcony w rozmowie przez Krzysztofa Zanussiego, że to "prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce na ziemi", podążyłem do Taorminy, Katanii, Palermo, Cefalu i Noto, by w końcu dotrzeć do Syrakuz i słynnej Fontanny Aretuzy. To źródło słodkiej wody tryskające u morskiego brzegu od tysiącleci inspirowało artystów. Karol Szymanowski skomponował na jego temat poemat muzyczny, a w pobliskim Hotel des Etrangers Jarosław Iwaszkiewicz ukończył pisanie "Panien z Wilka". Turyści przyjeżdżający na Sycylię zwykle omijają Katanię, a my znaleźliśmy tam niezwykle malowniczy targ rybny (bledną przy nim martwe natury flamandzkich mistrzów) i elegancką via Etnea z czynnym wulkanem w panoramie u wylotu ulicy.
W Polsce lubię...
Roztocze. Za każdym razem, gdy je odwiedzam, mam wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Regularnie przez lata bywałem w Narolu z pięknym klasycystycznym pałacem i w okolicznych wioskach, gdzie leniwie płynie Tanew, tworząc malownicze wodospady tzw. szumy. W tamtejszych sosnowych lasach można się natknąć na stare cmentarze, drewniane cerkwie i liczne pozostałości po należącym już do przeszłości świecie polsko-rusińsko-żydowskiego pogranicza. Nie dotarła tam jeszcze masowa turystyka, można więc w ciszy chodzić wśród zbóż po polnych drogach, gawędzić z ludźmi...
Podróżuję z...
zamiarem poznawania ducha miejsca. Zupełnie pozbawione jego obecności są "resorty turystyczne", dlatego wyjazdy organizuję sam lub z przyjaciółmi. To ważne, by móc dzielić wrażenia z kimś bliskim - wtedy przeżycia są podwójne.
Mój ulubiony hotel to...
SARP w Kazimierzu Dolnym, z harmonijną architekturą i doskonałą kuchnią, przytulny i bezpretensjonalny, o niepowtarzalnym uroku. W hallu stoją zabytkowe meble. Siadając w okiennych niszach z widokiem na Rynek, można przy kawie przyglądać się spacerowiczom albo przeczekać tu deszcz. Mieszkam w SARP-ie podczas czerwcowych festiwali folklorystycznych - hotel jest wtedy enklawą ciszy, którą opuszczam, by wchodzić w świat dźwięków ludowej muzyki.
Niebo w gębie poczułem w...
Kraju Basków, gdzie jedzenie jest narodową pasją. Mieszkańcy potrafią genialnie wykorzystać to, co wyłowią z morza, zbiorą na górskich halach czy wyhodują na polach. Mistrzowsko przetwarzane mięsa, przeniknięte aromatem ziół wspaniałe sery i wina lokują kuchnię baskijską na szczycie doznań kulinarnych. Gotowanie to tradycyjnie męska domena i to panowie grupują się w lokalnych bractwach, w których co tydzień kilku przygotowuje dla pozostałych najlepsze przysmaki. Kuchnia i wspólne uczty cementują więzi i chyba dzięki temu Baskowie mogą poszczycić się niespotykaną gdzie indziej prawdziwą solidarnością. Wystarczy spróbować ich potraw - na przykład kałamarnic we własnym sosie lub dorsza w aksamitnym sosie pomidorowym...
Natomiast na Sycylii jadłem najlepsze w życiu słodycze. Po nocach śni mi się smak lodowego deseru granita gelsi z owoców czerwonej morwy, że nie wspomnę o migdałowych i pistacjowych ciastkach w Noto, rumowej babie w Katanii i marcepanach alla Martorana w Palermo.
Na wyprawę zawsze zabieram...
Miśka imieniem Ajlawju (wypowiada tę kwestię, gdy nacisnąć mu brzuszek). Lata ze mną wszędzie - był w Ameryce, Azji, przemierzył pół Europy. Od niedawna jeździ razem z synem Portosem, mają wiele wspólnych zdjęć w pięknych miejscach.
Nigdy więcej nie powrócę do...
miasta Sisak nad rzeką Kupa w Chorwacji. To typowe prowincjonalne miasto garnizonowe niegdyś imperium rzymskiego, a potem austro-węgierskiego. Nie ma na czym oka zawiesić, mieszkańcy jacyś markotni, a do tego postsocjalistyczny, ciasny hotel o podłym standardzie. Ma się wrażenie, że to miejsce do przeczekania, podczas gdy prawdziwe życie toczy się gdzieś dalej.
Wkrótce będę w drodze do...
Brazylii, by przeprowadzić badania etnograficzne wśród potomków polskich emigrantów z końca XIX w. Do dziś mówią polskim językiem z czasów Sienkiewicza i pielęgnują swoją tożsamość w dość egzotycznym otoczeniu.
Wymarzony cel podróży...
Zacytuję Marinę Cwietajewą, która powiedziała kiedyś: "Włochy są snem, który śni się nam przez całe życie".
Henryk Dumin jest też publicystą, badaczem i popularyzatorem tradycji Dolnego Śląska, organizatorem festiwali sztuki i jednym z tegorocznych laureatów Nagrody im. Oskara Kolberga przyznawanej "Za zasługi dla kultury ludowej"
- hotele
- loty
- Oferty Booking.com
- Oferty FRU.PL
Podróże.gazeta.pl na Facebooku
Aktualna oferta

Podróżuj z nami co tydzień.
Przykładowy newsletterZaplanuj wakacje
Polska na weekend
Kontakt z redakcją
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- redakcja.podroze@gazeta.pl
















