Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Dźwiniacz Górny. Wieś, której już nie ma

  • Pin It
Waldemar Bałda
19.07.2010 , aktualizacja: 16.07.2010 12:06
A A A Drukuj
Cmentarz w Dźwiniaczu Górnym Fot. Waldemar Bałda Cmentarz w Dźwiniaczu Górnym
Ścieżka dydaktyczna z Tarnawy Niżnej do Dźwiniacza Górnego ma wyjątkowy urok
Kładka na torfowisku
Fot. Waldemar Bałda
Kładka na torfowisku
To trasa w sam raz na spacer - niemęczący (7 km) i bardzo ciekawy. Zabłądzić nie sposób. Niedaleko dawnej bramy wjazdowej do gospodarstwa rolnego Igloopolu stoi tabliczka wskazująca kierunek - na drugi brzeg potoku Roztoka. Po krótkim, nieco uciążliwym forsowaniu wody i zbocza wychodzimy na rozległe łąki, by dotrzeć do niewielkiego torfowiska. Dbający o przyrodę (i o buty turystów) pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego przerzucili nad nim drewniane pomosty. Nie ma ich wiele (uwaga: bywają śliskie!), są jednak miłym urozmaiceniem marszu. Niestety, niebawem trzeba wyjść na paskudną drogę z betonowych płyt ułożoną w czasach, kiedy "bieszczadzkim workiem" rządził osławiony płk Kazimierz Doskoczyński, szef ośrodka łowieckiego Urzędu Rady Ministrów w Mucznem i zwierzchnik jednostki wojskowej obsługującej rządowe łowiska i gospodarstwo rolne, w którym darmową siłę roboczą zapewniali poborowi.

Droga ułatwiająca żołnierzom-robotnikom dojazd do kośnych łąk wiedzie wzdłuż Sanu, który na tym odcinku jest granicą państwową. Widać słupy polskie i ukraińskie, na poboczach liczne kamienne krzyże. Dochodzimy nią na cmentarz w Dźwiniaczu Górnym. Latem 1990 r. społecznicy z Komisji Opieki nad Zabytkami Sztuki Cerkiewnej Towarzystwa Opieki nad Zabytkami uporządkowali skromną nekropolię i zakonserwowali 17 zachowanych nagrobków. Można obejrzeć m.in. pomnik Bogdańcia, rocznego dziecka księdza Jurija Kmity (proboszcz parafii unickiej, autor słownika gwary bojkowskiej), miejsca spoczynku Anny Iwanczukowej, żony kierownika szkoły, Wasyla Danyły, rodziny Libaczów, Myhajły Łukowjata, Krystyny Morykon, Andrija Zhoby. Niedaleko, już poza ścieżką, znajduje się drugi cmentarz, młodszy, lecz gorzej zachowany, tylko z czterema nagrobkami.

***

Dźwiniacz Górny lokowali Kmitowie na prawie wołoskim zapewne w XV w. (pierwsza wzmianka z 1529 r. odnotowująca zwierzchność Piotra Kmity dowodzi, że była to już wtedy zagospodarowana miejscowość). Potem miał różnych właścicieli, m.in.: Herburtów, Turskich, Tretterów, Frenklów, Sołtyków, Potockich.

W 1629 r. gnębieni przez panów chłopi skłonili rozbójników z Użoka do napadu na Turskich. Zbójcy, poddawszy dziedziczkę torturom, splądrowali majątek. Do wycofujących się z łupami dołączyła większość wieśniaków, obawiając się ujawnienia ich sprawczej roli w najeździe. Turscy musieli mocno zaleźć poddanym za skórę, bo najścia na ich dwór powtórzyły się jeszcze dwukrotnie; podczas ostatniego dwór został spalony.

Przed ostatnią wojną Dźwiniacz był sporą wsią: ponad 800 mieszkańców, szkoła, cerkiew św. Michała Archanioła z 1905 r., młyn wodny, tartak, karczma oraz dwa dwory. Jeden zbudowali najpewniej Łodyńscy na początku XIX w., drugi - Gwalbert Ziębicki. Wszystko to uległo zatraceniu na skutek spotkania dwóch totalitaryzmów. Po wyznaczeniu granicy na Sanie w 1939 r. zachodnia część (ludniejsza) przypadła Generalnemu Gubernatorstwu, wschodnią zaanektował Związek Radziecki. Bolszewicy rychło wysiedlili swoich obywateli, podobne zasady na zachodnim brzegu wprowadzili w 1946 r. polscy komuniści, nie zgłaszając sprzeciwu wobec translokacji na Wschód ludności ukraińskiej. Wtedy Dźwiniacz Górny przestał istnieć.

Betonowa droga powrotna z nieistniejącej wsi prowadzi znów wzdłuż Sanu. Obijanie stóp na betonie ma jednak kres. Kiedy ścieżka powraca nad Roztokę, czekają malownicze schody wiodące do mostka, z którego dobrze widać kamienne przyczółki mostu kolejki wąskotorowej docierającej niegdyś z urobkiem drwali z Sianek przez Sokoliki Górskie do Dźwiniacza. To ostatnia atrakcja na ścieżce, zaraz potem zaczyna się asfaltowa droga do Tarnawy Niżnej.

Dźwiniacza Górnego już nie ma, ale - jak na ironię - jest jego niegdysiejszy przysiółek Muczne. To, co było kiedyś peryferyjną częścią dużej osady, cieszy się dzisiaj samodzielnością. Czy historia nie potrafi być przewrotna?

Tarnawa Niżna to jedna z bram do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Aby tam dotrzeć, należy skręcić w Stuposianach (9 km na południe od Lutowisk, na trasie wielkiej obwodnicy bieszczadzkiej) w lewo i przejechać albo przejść 11 km

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku