Ryga - brama na Wschód

Ryga zaskoczyła nas swoją atmosferą. Stare miasta wszędzie zachwycają urokiem minionego czasu, Rydze dodatkowo towarzyszy żywa muzyka i oryginalne rzeźby rozstawione na małych placykach.


22 czerwca 2010

Wyjechaliśmy z Warszawy w deszczu żegnani przez brata i koleżankę, którzy odwieźli nas na dworzec. Dopadła nas lekka nostalgia z powodu deszczu i lekkie przerażenie na widok oddalających się sylwetek naszych bliskich. Doniosłe uczucia zostały jednak szybko zakłócone przez współtowarzyszki z tyłu, które podniosły larum na naszą próbę rozłożenia foteli. "Nie mieszajtie, nie mieszajtie!" - krzyczały i wtedy poczułem, że podróż na dobre się zaczęła. Z powodu mojej uprzejmości przyjechałem do Rygi lekko niewyspany, Asia okazała większą asertywność i przespała prawie całą podróż. Po porannym myciu na dworcu ruszyliśmy zwiedzać miasto.

Ryga zaskoczyła nas swoją atmosferą. Stare miasta wszędzie zachwycają urokiem minionego czasu, Rydze dodatkowo towarzyszy żywa muzyka i oryginalne rzeźby rozstawione na małych placykach. Chcieliśmy obejrzeć panoramę miasta z wieży katedry św. Piotra ale odstraszyła nas cena 3 łatów, co jest równe 18 złotym. Ceny w Rydze to niestety najmniej przyjemny element dotychczasowej podróży. Łaty wypadają z kieszeni ciurkiem i gdyby Łotwa obejmowała sobą cały świat, musielibyśmy wracać już po miesiącu.

Stare miasto wyraża przede wszystkim wpływy które dotknęły Rygę na przestrzeni wieków ze strony Niemiec, Szwecji i Rosji. Widać je w najważniejszych kościołach wyznania protestanckiego i luterańskiego (odwiedziliśmy nawet kościół anglikański, w którym odbywała się próba chóru) oraz w architekturze domów mieszkalnych, wzorowanych na styl miast hanzeatyckich.

Najnowsza historia Łotwy, tak jak i nasza, jest pełna kontrastów. Tuż przy głównym moście na rzece Dolgava wznosi się pomnik czerwonych strzelców, obrońców rewolucji 1918 roku, gdy tuż za nim znajduje się muzeum okupacji Łotwy. Wejście do niego jest bezpłatne, a ekspozycje w przystępny sposób pokazują znane nam "ściemy" wielkiego brata. Współczesność Łotwy odbija wyraźnie dawne podziały społeczne. W Rydze połowę mieszkańców stanowią Rosjanie, a tylko 40% Łotysze. Wszystkie napisy są po łotewsku, jednak na ulicy króluje rosyjski. Krajem obecnie rządzi rosyjskojęzyczna lewica, co jeszcze zaostrza sytuację (swoją drogą Łotysze nie różnią się od nas w narzekaniu na swój rząd). Jakby tego dwubiegunowego podziału było mało, o swoje prawa dopominają się inne mniejszości, w tym piętnastotysięczna społeczność polska. Przypadkowo trafiliśmy do Centrum Promocji Polski, znajdującego się na starym mieście. Sądząc z prezentowanej tam wystawy, Polska jawi się jej twórcom jako zapyziała wioska, zamieszkana przez fanatycznych katolików. Gospodarz wystawy usprawiedliwił się jednak przed nami: zbiory te pochodzą z muzeum w Płocku, które jako jedyne zgodziło się udostępnić je za darmo. Przemiły starszy pan opowiadał również o trudnościach nauczania języka polskiego dla naszej mniejszości i niechętnym nastawieniu rządu, które jednak z biegiem czasu wydaje się ocieplać.

Nasz couchsurfingowy gospodarz zabrał nas wieczorem i zawiózł do dzielnicy sporo oddalonej od centrum miasta. Guntis mieszka z córką w mieszkaniu w bloku z czasów socjalistycznych, z typowym, kompaktowym rozkładem pomieszczeń. Po bliższym zapoznaniu przezwaliśmy Guntisa druidem z powodu jego eksperymentowania z ziołami i grzybami. Produkuje on własną wódkę, ale hitem wieczoru okazała się woda w słoikach filtrowana przez ...indyjskie grzyby, o których Guntis wyrażał się, że "żyją sobie i rosną". Późnym wieczorem zjawił się kolejny mieszkaniec, a mianowicie żółw Guntisa, który chociaż wegetarianin, okazał się niezwykle łasy na ludzkie stopy (i w celu ich ugryzienia potrafił być niezwykle konsekwentny).

Następnego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie obrzeży miasta, które słyną przede wszystkim z przepięknych kamienic w stylu art nouveau, mieszczących obecnie ambasady wielu krajów (na ich tle siedziba prezydenta w ryskim zamku, z którego odpada tynk, wygląda przeciętnie). Jednym z architektów kamienic był Michaił Eisenstein - ojciec Siergieja, co tłumaczy, skąd syn posiadał artystyczny dar.

Tym, którzy wybierają się do Rygi polecamy również do odwiedzenia nowootwarte Muzeum Słońca. Właścicielka tego prywatnego przedsięwzięcia swoje pierwsze słońce w postaci medalika zakupiła w 1999 roku w Portugalii i od tego czasu przez 10 lat jeździła po świecie i zbierała płaskorzeźby, zegarki, rysunki - koniecznie z symbolem słońca w tle. Jej kolekcja jest imponująca, przewodniczka bardzo przyjazna, jedynym minusem był zakaz robienia zdjęć - może właścicielka boi się skopiowania pomysłu? W zamian za to dostaliśmy gipsowe figurki do pomalowania i przez chwilę poczuliśmy się jak w przedszkolu.

Po południu odwiedziliśmy centralny targ tuż obok dworca. Ilość targujących się i ilość towaru zaskoczyły nas kompletnie. Wygląda na to, że zaopatruje się tam większość mieszkańców miasta. Patrzyliśmy na nich z lekką zazdrością, zastanawiając się jednocześnie, czy taki targ, tuż obok dworca, w centrum Warszawy nie zostałby natychmiast zamknięty.

Wieczorem Guntis zabrał nas z powrotem do siebie i poprosił, żebyśmy zrobili na kolację coś z naszej kuchni. Przyrządziliśmy uniwersalną, ale smaczną sałatkę z tuńczyka, a w zamian za to Guntis poczęstował nas ryskim balsamem, który słynie z tego, że jest najohydniejszym alkoholem na świecie (nie na tyle jednak, żebyśmy nie zakupili dla siebie buteleczki na podróż - w celach leczniczych rzecz jasna). W ten sposób spędziliśmy czas, rozmawiając o technikach manipulacji i wspólnym narzekaniu na naszych polityków.

Siedzimy teraz na wycieczkowym statku, wiozącym nas z Jurmali z powrotem do Rygi. W Jurmali, która przypomina łotewskie połączenie Sopotu z Ciechocinkiem, zaskoczyła nas cisza i spokój sennego miasteczka.

Za godzinę dobijamy do portu i wsiadamy w autobus do Sankt Petersburga.

O autorach

Joanna i Grzegorz Zalescy 14 czerwca wyruszyli w roczną podróż dookoła świata. Na trasie ich podróży znajdą się: Łotwa; Rosja, Uzbekistan, Kirgistan, Kazachstan, Mongolia, Chiny (z Tybetem), Wietnam, Kambodża, Indie, Tajlandia, Birma, Malezja (z częścią na Borneo), Indonezja, Australia (tylko Sydney), Peru, Boliwia, Chile, Argentyna, Urugwaj, Brazylia.

Turystyka.gazeta.pl objęła patronat nad tą podróżą.