Szukając motyli

21.06.2010 13:14

Fot. Shutterstock

Malowany znak upraszał o zachowanie ciszy, bo hałas może zabić motyle...
W tureckiej Dolinie Motyli panuje posthipisowski klimat. Za dnia odbywają się warsztaty jogi, noce spędza się w szałasach krytych strzechą albo w namiotach. Sama dolina leży pomiędzy ścianami wąwozu, z widokiem na błękit Morza Śródziemnego i złocisty pas plaży. Z drugiej strony zamyka ją wodospad. Nazwa jest nieprzypadkowa, ale żeby zobaczyć niezwykłe motyle, trzeba się wspiąć w górę, gdzie bierze swój początek wodospad...

***

Dostać się tam można drogą wodną. Z miasteczka Ölüdeniz (kilkanaście kilometrów od Fethiye) regularnie kursują wodne taksówki. Przybiwszy do brzegu, ujrzymy pobielany domek. Dziś to recepcja kempingu. Kiedyś mieszkała w nim tajemnicza kobieta imieniem Despina (pamiętają ją jeszcze najstarsi ludzie w okolicznych wioskach). Wieczorami siadywała na nadbrzeżnych skałach i wspominała ukochanego, który wyruszył w morze i nigdy nie wrócił. Później nagle zniknęła, a ciała nigdy nie znaleziono. Dolinę Güdürümsu - bo tak się wówczas zwała - znali tylko miejscowi. Pierwsi turyści zjawili się tu dopiero w latach 60. XX w.

Oczywiście najbardziej zależało mi na tym, by zobaczyć motyle. Obawiałem się tylko, że początek września to zbyt późno na spotkanie z nimi...

***

Minąwszy barwne malowidła i tablice zachęcające do życia w harmonii z naturą, kupiłem bilet wstępu i poszedłem ścieżką prowadzącą ku wodospadowi, zaledwie kilometr od brzegu. Po drodze mijałem różne znaki. Ten na koszu na śmieci z napisem "Wish you were here" (Chciałbym, żebyś tu był) niewątpliwie wywoływał skojarzenia z piosenką Pink Floyd. Kolejny zakazywał używania szamponu do włosów w wodospadzie. Inny upraszał o zachowanie ciszy, bo hałas może zabić motyle...

Droga zaczęła piąć się w górę, a kamienie robiły się śliskie za sprawą spływającej wody. Ściany wąwozu zbliżały się do siebie coraz bardziej. Szlak jest dość rzadko uczęszczany. Tym bardziej że dotarcie tam, gdzie bierze swój początek wodospad, wymaga dobrej kondycji (są tam dwa podejścia po linach z supłami, do pokonania m.in. trzymetrowa ściana z pionowym wyżłobieniem).

Wspinając się, spotkałem tylko parę Niemców, którzy już schodzili. Zgodnie z ich wskazówkami skręciłem w lewo, do miejsca przypominającego małą dżunglę. Jest tam drugi wodospad; mniejszy, ale za to bardziej urokliwy. Ale gdzie motyle? Poczułem się zawiedziony. W akcie rezygnacji energicznie machnąłem ręką. Ku mojemu zdziwieniu chmara czerwonych motyli poderwała się do lotu. Jeśli się ich nie niepokoiło, siedziały na liściach, stapiając się z otoczeniem. Ich złożone skrzydełka zupełnie nie rzucały się w oczy. Dopiero wytężywszy wzrok, można było je dostrzec.

***

Kelebekler Vadisi, jak po turecku zwie się Dolina Motyli, jest celem podróży głównie backpackerów. Nie ma tu hoteli ani nawet żadnych murowanych budynków, poza domkiem Despiny. To dzięki miejscowemu prawnikowi Hasanowi Deniz Bayramoglu udało się zakazać budowania tutaj czegokolwiek. Zachwycony owadami postanowił zmienić nazwę Güdürümsu na Kelebekler Vadisi. Założył kemping i restaurację i wraz z grupą innych miłośników natury rozpoczął starania o ochronę fauny i flory Doliny Motyli.

http://thebutterflyvalley.blogspot.com

Zobacz także
  • Newroz - Nowy Dzień, Święto Ognia i Nowy Rok, czyli doroczne święto tureckich Kurdów List z Turcji. Na Newroz tańczą wszyscy
  • Mieszkaniec Stambułu Zaproszenie do Stambułu. Miasto czterech żywiołów
  • Kafejka w Kairze Co kraj, to obyczaj. Szisza - fajka w ahla baladi
Skomentuj:
Szukając motyli
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei