Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Pocztówka z Bilbao. Od recesji do Gehry'ego

  • Pin It
Magdalena Stopa
14.06.2010 , aktualizacja: 11.06.2010 12:16
A A A Drukuj
Fot. Magdalena Stopa "Maman" Louise Bourgeois w Muzeum Guggenheima
Choć Baskowie są najstarszą grupą etniczną Półwyspu Iberyjskiego, ich stolica - 400-tysięczne Bilbao - prawa miejskie uzyskała dopiero w 1300 r., w tym samym czasie co Warszawa

Nieduża, ale pełna uroku starówka zachowała XIV-wieczny układ urbanistyczny. Oglądając kamieniczki w ciasnych uliczkach, słyszę głośny śpiew ptaków. Skąd tu one? Nie ma przecież ani drzew, ani krzewów, jedynie kwiaty w oknach. Ale trele słychać znowu, i to bardzo wyraźne. Okazuje się, że... w oknach obok doniczek wiszą klatki z ptakami. Jest ich mnóstwo, nawet po kilka na jednej kamieniczce. Szkoda tylko, że ptasie trele zagłuszają motocykle (samochodom wstęp wzbroniony).

Katedry nie muszę szukać. Już z daleka słyszę dzwony najstarszej świątyni w Bilbao. Nie jest to jednak zwykłe "dzwonienie", lecz trwająca kilkanaście minut, złożona melodia. Kamienną gotycką katedrę św. Jakuba zbudowano w XIV w. na trasie pielgrzymkowej do Santiago de Compostela. Widoczną z daleka wieżę i bogato rzeźbioną elewację dodano w XIX w. Wysokie trzynawowe wnętrze kryje wiele kaplic z barokowymi rzeźbami i złoconymi ołtarzami. Na placu przed katedrą gwarno, choć turystów jeszcze nie ma - jest pierwsza połowa kwietnia. Labirynt krętych uliczek i niewielkie placyki są pełne młodzieży i tętnią życiem do późnej nocy. Wokół knajpki, bary tapas, kawiarnie, cukiernie. W witrynach piętrzą się kuszące "damy z kremem" i "florentynki", znajduję nawet swoją imienniczkę - "magdalenkę z marmoladą". Zaskakuje mnie butik o wdzięcznej nazwie Sexo Arte, z erotyczną bielizną na wystawie, 100 m od katedry...

***

Przechodzę na drugą stronę rzeki Bilbao, do XIX-wiecznej dzielnicy Abando. Rozchodzące się od gwiaździstych placów szerokie, wysadzane kasztanami i platanami ulice poprowadzono z wielkomiejskim rozmachem. Wzdłuż nich szeregi wysokich wytwornych kamienic - ciągnący się rozległymi kwartałami świat bogatych elewacji, kutych balkonów, eklektycznych i secesyjnych detali. Zachwycona, zaglądam na podwórka i klatki schodowe. Na marmurowych stopniach czerwone dywany, na ścianach lustra, mosiężne klamki i dzwonki do drzwi. A więc tak wygląda portowe, przemysłowe miasto, które w latach 80. XX w. przechodziło tak głęboki kryzys, że na jego rewitalizację wydano ponad 150 mln euro, wzywając na pomoc słynnego Franka Gehry'ego?

Recesja była rzeczywiście poważna, port stracił na znaczeniu, stocznie upadły, bezrobocie przekroczyło 15 proc., duże straty spowodowała potężna powódź w 1883 r., zaś zamachy baskijskich separatystów z ETA odstraszały turystów. Potrzebne były radykalne kroki i takie właśnie podjęto. Momentem zwrotnym stała się decyzja o budowie muzeum firmowanego przez Fundację Guggenheima. Nad rzeką, w miejscu dawnej stoczni stanął budynek zaprojektowany przez Gehry'ego. Gmach o lśniącej tytanowej elewacji, w którym nie ma ani jednej pionowej linii, błyskawicznie uznano za ikonę XX-wiecznej architektury. Muzeum oddane do użytku w 1997 r. wprowadziło podupadłe miasto na światową scenę centrów sztuki. W pierwszym roku po otwarciu przybyło tu 1300 tys. gości. I nadal, co roku sprzedaje się mniej więcej milion biletów. Zmieniło to radykalnie ekonomiczną sytuację miasta, w samych tylko (nowych) hotelach i restauracjach pracę znalazło 4 tys. ludzi, wzrosły ceny nieruchomości.

Imponujące było tempo działań. Idea muzeum powstała w Bilbao w lutym 1991, w grudniu osiągnięto porozumienie z Fundacją Guggenheima, a prace nad budynkiem rozpoczęto w 1994 r. Ze smutkiem myślę o nieustających perypetiach z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie...

Humor poprawia mi się podczas zwiedzania. Monumentalne stalowe rzeźby Richarda Serry znam z wystawy w warszawskiej Zachęcie w 1994 r., zaś elektroniczne napisy Jenny Holzer - z ekspozycji w Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim (1993 r.). Świetny jest zarówno dobór prac w stałych zbiorach, jak i wystawy czasowe. Retrospektywę Anisha Kapoora, indyjskiego artysty od 40 lat mieszkającego w Londynie, rzeźby, instalacje i lśniące niczym lustra architektoniczne obiekty bez znużenia można oglądać godzinami (czynna do 12 października).

Ekstrawagancki budynek otaczają równie zaskakujące dzieła. Najsłynniejsze, reprodukowane na pocztówkach, to "Puppy" Jeffa Koonsa - stojąca od frontu 12-metrowa rzeźba szczeniaka cała jest wielkim klombem pokrytym rosnącymi na niej kolorowymi bratkami (na ukrytym wewnątrz metalowym szkielecie). Od strony rzeki można oglądać "Maman" Louise Bourgeois, zmarłej 31 maja rzeźbiarki francuskiej - olbrzymiego odlanego z brązu pająka. Na drugi brzeg prowadzi most dla pieszych: lekką wygiętą w łuk konstrukcję o szklanej podświetlanej nocą nawierzchni zaprojektował Hiszpan Santiago Calatrava.

***

Jest jeszcze jeden most na tyle niezwykły, że w 2006 r. wpisano go na listę UNESCO. Most Biskajski zbudowany w 1893 r. według projektu hiszpańskiego inżyniera Alberta Palacio, ucznia Eiffela, to skrzyżowanie kolejki linowej i promu. Na dwóch żeliwnych konstrukcjach wysokości 50 m (trochę przypominają paryską wieżę) wiszą stalowe liny, na których raz na kilkanaście minut tuż nad wodą przesuwa się gondola przewożąca pieszych i samochody. Gdy stoi przy brzegu, pod mostem mogą przepływać nawet duże statki.

Również pod koniec XIX w. zbudowano dworzec kolejowy La Concordia - w samym sercu miasta, tuż nad rzeką, obok Starówki. Żeliwną, nowoczesną swego czasu konstrukcję zdobią secesyjne, kolorowe ornamenty. Jest świetnie zharmonizowana z otoczeniem i wcale tu nie razi. Właśnie stąd wyruszę dalej na północ Hiszpanii pociągiem El Expreso de La Robla. Ale to już całkiem inna historia...

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku